Najpierw gigantem antonowem, teraz rusłanami. Decyzją premiera Morawieckiego felerne maski dalej docierają do Polski

KGHM nie ma co liczyć na zwrot ok. 60 mln zł za zakup wybrakowanych maseczek

Od 14 kwietnia Polska ściąga z Chin maseczki jednorazowe i maski filtrujące FFP2 i FFP3. Polecenie zakupu wydał 2 kwietnia szefom koncernu KGHM osobiście premier Morawiecki.

Jak wynika z ustaleń „Gazety Wyborczej”, wcześniej zadaniem tym chciał obarczyć wojewodę dolnośląskiego Jarosława Obremskiego (PiS), ale ten na pomysł premiera nie przystał. Dzisiaj może sobie chyba gratulować przezorności.

 

Przypomnijmy: część materiałów ochrony osobistej – maseczki filtrujące FFP2 i FFP3 – okazała się nieprzydatna, z powodu braku wymaganych certyfikatów UE (dokumenty, potwierdzające rzekomo ich jakość, wystawiła prywatna spółka z Włoch bez uprawnień do certyfikowania).

To nie koniec kłopotów. Okazało się również, że za zakupem – rzekomo pilotowanym przez państwowe koncerny KGHM i Lotos – stała kolejna spółka, Quantron SA, której założycielem jest były oficer rozwiązanych przez PiS w 2006 r. Wojskowych Służb Informacyjnych. Co więcej, pośrednik ten znacznie przepłacił (około 6 zł na każdej sztuce z 1,35 mln maseczek). Na gest mógł sobie pozwolić zapewne dlatego, że transakcję zrefundować miał z budżetu państwa KGHM: „Finansowanie realizacji polecenia nastąpi ze środków Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 (…) na podstawie umowy zawartej przez Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z KGHM Polska Miedź SA” – czytamy w „GW”.

 

Teraz wychodzi na jaw, że Polska płaci za wszystkie maski, mimo posiadanych już informacji o braku odpowiednich certyfikatów. I pomimo tego, że – jak ustalił dziennik – mankamentów chińskiego sprzętu obawiała się także sprowadzająca go firma Quantron SA. Już 21 kwietnia zleciła bowiem ich przebadanie w Centralnym Instytucie Ochrony Pracy (CIOP). – „Badanie zostało przez nas zlecone, bo w najbliższej przyszłości mamy zamiar oferować te środki ochrony osobistej na rynku europejskim. Aktualnie jesteśmy w trakcie negocjacji z innymi europejskimi podmiotami, których pracownicy używają tego typu środków ochrony” – wyjaśnił „Wyborczej” wiceprezes firmy, Szymon Skalski.

Niestety wyników badania zleconego przez Quantron wciąż prawdopodobnie nie ma. Zastanawiające jest natomiast, dlaczego minister zdrowia Łukasz Szumowski stwierdził ostatnio publicznie, że „maseczki, które też przyjechały z Chin, duża ich partia, zakupiona przez jedną z dużych spółek, nie spełniają norm”? Wypowiedź ta według zapewnień Agnieszki Pochrzęst-Motyczyńskiej z biura prasowego Ministerstwa Zdrowia miał rzekomo dotyczyć … partii masek przekazanych przez Agencję Rezerw Materiałowych. Teraz wyjaśniło się, że w kręgach rządowych dobrze wiadomo, o jaki sprzęt chodzi.  Wczoraj późnym wieczorem Lidia Marcinkowska, dyrektor ds. komunikacji KGHM, przyznała wreszcie na Twitterze, że maseczki są felerne. „KGHM uzyskała raport z badania, które wskazuje na niedostateczną jakość partii masek. Niezwłocznie zawiadomiliśmy odbiorcę. Zwróciliśmy się do dostawcy z oczekiwaniem wyjaśnienia i podjęcia jak najszybszych kroków w celu prawidłowej realizacji zamówienia”.

Tymczasem wadliwe maski nadal napływają do Polski, choć już nie spektakularnym Antonowem. Nie wygląda też na to, aby w kręgach rządowych chciano nadal propagandowo rozdmuchiwać sprawę ani brać za nią odpowiedzialność. Dowód? Kolejna partia towaru – czytamy w dzienniku – przyleciała do Wrocławia tydzień temu, tym razem zamówionym przez resort obrony antonowem An-124 Rusłan. „Transport środków ochrony osobistej został zorganizowany przez MON, a zrealizowany na wniosek Prezesa Agencji Rezerw Materiałowych” – poinformowało „Wyborczą” biuro prasowe resortu. Natomiast Dariusz Zawadka, dyrektor biura organizacyjnego ARM zaprzeczył: – „Nie kupowaliśmy i nie jesteśmy właścicielem sprowadzanych materiałów. Na pokładzie samolotu sprowadzany był sprzęt zakupiony przez różne podmioty, m.in. Lotos, KGHM czy Agencję Rozwoju Przemysłu”. Także wspomniana Lidia Marcinkowska, dyrektor ds. komunikacji KGHM, przekazała dziennikowi informację, że „na pokładzie tego samolotu nie było sprzętu zakupionego przez nas”. Przerzucanie gorącego kartofla trwa w najlepsze.

mpm

Źródło: wyborcza.pl

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o