Nasza najdroższa władza

Nasza najdroższa władza

Jak policzyła opozycja, aktualny rząd jest rządem najdroższym od początku transformacji.

Najwięcej od pierwszych powojennych wolnych wyborów czasów kosztuje też Rzeczpospolitą (a więc pana, i panią, i tamtego pana też…) utrzymanie urzędu prezydenta. Co nie dziwi, bo karnety narciarskie bardzo ostatnio podrożały. Niebagatelnie urosły też, i znów najbardziej w całym okresie po upadku PRL, zobowiązania skarbu państwa związane z wydatkami rządu. Bo covid, bo „plusy”, bo wreszcie „ambitne” budowy „pisizmu”. No i jeszcze zakupy uzbrojenia w USA, choć tu nie wydano, jak dotąd, żadnych pieniędzy. Suwerenowi bowiem, zwłaszcza jeśli chodzi o środki, które nie trafiają bezpośrednio do jego własnej kieszeni, wystarczają w tej kwestii same deklaracje. Chciejstwo zapowiedziane (słynne „chcielibyśmy, aby…”), jeśli odpowiednio pokazane w TVPiS, jest przez elektorat pana prezesa interpretowane jak czas przeszły dokonany. Bowiem mamy teraz w Polsce specyficzną odmianę demokracji. Demokrację medialną, mianowicie.

Większość wyborców wystarczająca do podtrzymania władzy po prostu bierze za prawdę to, co zobaczy w rządowej telewizji. A telewizja pokazuje im, co akurat – jak wynika z sondaży – chcieliby zobaczyć i usłyszeć. I to wystarczy.

Tak więc – mamy najdroższe rządy ever, i to nawet jeśli liczyć tylko oficjalne wydatki, pomijając rozdawane cichaczem nagrody (bo te pieniądze się po prostu należały), pensje zwasalizowanych polityków w spółkach skarbu państwa, brukselskie „kilometrówki” posła Czarneckiego, czy okazyjne inwestycje we wrocławskie grunty pana premiera.

Ale to wcale nie Mateusz Morawiecki jest, czy też raczej już wkrótce zostanie, najdroższym ministrem swojego rządu. Będzie nim, i to już za chwilę, szef sądownictwa i prokuratury w jednym, minister-magister, Zbigniew Ziobro.

Nie, żeby zarabiał więcej od kolegów, ani nawet z tej przyczyny, że jego żona dostaje wielokrotność tej kwoty w Link4, gdzie pracuje jako specjalistka od reklamy. I nawet nie z tego powodu, że – jak wykazała niedawna kontrola NIK – minister bez skrupułów korzysta z funduszy przeznaczonych na wsparcie ofiar przestępczości, wydając te pieniądze na finansowanie przychylnych mu instytucji oraz firm kolegów. Ba, nic tu nie mają do rzeczy pieniądze europejskie wydane, wbrew przepisom, na jego własną kampanię wyborczą.

Otóż nasz najdroższy minister będzie najdroższy z uwagi na nieuchronne – zdaje się – kary, jakie nałoży na nas Unia za nieprzestrzeganie wyroków TSUE. A nie przestrzegamy ich z powodu pana ministra właśnie. I jego „reformy sądownictwa”, dzięki której mógł osobiście dokuczyć kilku kolegom, lepszym od niego na roku. I pognębić kilku innych, zdecydowanie zdolniejszych.

Optymistycznie szacuje się te koszty na kilkaset tysięcy euro dziennie. Zresztą – te kary to i tak nic, w porównaniu z coraz bardziej prawdopodobnym odebraniem Polsce środków z Funduszu Odbudowy. Tak, tych 770 miliardów obiecanych narodowi przez premiera Morawieckiego, które uśmiechały się do nas z billboardów na każdym podwórku. Ich też – zdaje się – nie będzie. A to przyczyną systematycznego rozdeptywania przez pana Zbyszka i jego kolegów trójpodziału władzy i systematycznego poddawania wymiaru sprawiedliwości kontroli politycznej. Konkretnie – kontroli „najdroższego ministra”.

Europa grozi, a pan Ziobro twardo stoi na stanowisku, że „nie będą nas, w obcych językach, pouczać o praworządności”. Innymi słowy – on wie najlepiej, jak powinno wyglądać prawo i sprawiedliwość. W końcu od lat należy do PiS.

Chodzi więc o to, by życzenie pana ministra było rozkazem dla prokuratora, a potem sędziego.

Toteż z okolic Ministerstwa Sprawiedliwości płynie komunikat „ani kroku wstecz”. I – rzecz ciekawa – politycy obozu władzy wydają się godzić na to, żeby Zbigniew Ziobro rzeczywiście został najdroższym z naszych polityków (w sensie, że jego działalność będzie nas kosztować krocie, i mam na myśli nie tylko opłakane skutki materialne).

Czemu tak bronią sprawy ewidentnie straconej i stają po stronie jawnego bezprawia?

Cóż, kto wie, jakie materiały leżą w szufladach naszego najdroższego ministra, czekając na swoje pięć minut. To po pierwsze. A po drugie chodzi też o „Bezkarność plus”. Bo z prawnego punktu widzenia czas po ewentualnej utracie władzy przez partię aktualnie rządzącą dla wielu jej członków i sympatyków będzie oznaczał prawdziwy Armagedon. Dotyczy to zwłaszcza prawników współpracujących z ministrem w zawłaszczaniu sądownictwa. Bo korporacje zawodowe nie mają litości dla „zdrajców”.

To podobnie jak z dziennikarzami, tylko że oni mogą zawsze liczyć na jakieś media niszowe. Tymczasem nic dotąd nie wiadomo o „niszowych” agendach wymiaru sprawiedliwości.

Tak więc nawet ci, co nie będą odpowiadać karnie, raczej nie znajdą roboty w zawodzie. Nie będą mieć życia, po prostu.

Ta władza musi więc trwać.

Nawet za cenę utraty pieniędzy z Funduszu Odbudowy. Nawet, jeśli będzie to oznaczało izolację w Unii, a nawet polexit. I nawet, jeśli za egzotyczne fantazje ministra na temat prawa i jego wyobrażenia o praworządności zapłacimy – jako państwo – powrotem w rosyjską strefę wpływów.

Widać, dla tej formacji władza warta jest nie tylko mszy, ale nawet powrotu „komuny”. No i każdych pieniędzy. Oczywiście naszych.

Ratujmy Koduj24.pl - Zrzutka.pl

Bożena Chlabicz-Polak

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bogdan
Bogdan
9 września 2021 08:52

A i tak wszystkiemu winien Tusk i opozycja. Zadziwia mnie, że połowa (prawie) tego narodu łyka to jak pelikany.

Rafapon
Rafapon
10 września 2021 03:41

Najdroższa władza, i nasz(?) najdroższy prezydent. Jak drogi? Porównajmy budżety kancelarii prezydenckich, z pominięciem Jaruzelskiego, bo jego danych nie znalazłem. A więc roczne budżety wynosiły: Wałęsa 46 do 59 mln., Kwaśniewski 75 do 160 mln., Kaczyński 138 do 156 mln., Komorowski 170 do 175 mln, no i Duda 170 do 200 mln. No i ktoś ma jeszcze wątpliwości, który prezydent jest najdroższy?

Marek
Marek
10 września 2021 17:53
Reply to  Rafapon

Narty zreszta drogo nie kosztuja ! Klęcznik i różaniec tez.

Iwona
Iwona
10 września 2021 12:50

Gdzieś czytałam, że pomysł jest taki, aby celowo narazić Polskę na ogromne kary z UE, nie płacić, zadłużyć kraj na maksa i wtedy wmówić nam, że polexit to jedyne wyjście. A duża część durnego społeczeństwa da się przekonać, co widać po sondażach.