Nerwowo mi – i spokojnie…

Nerwowo mi – i spokojnie…

Jestem wściekły prawie tak, jak żona prezydenta Poznania, która przemawiając na demonstracji opisała swój stan emocjonalny w krótkich żołnierskich słowach, którymi niezmiernie zainteresowała się policja ministra Błaszczaka.  Jestem wściekły, bo czuję się bezsilny.  Nie ma mocnych na bandziorów, którzy w biały dzień obrabowali mnie i moich bliskich z wolności i demokratycznych praw.  Pytam, kurde, za co mnie to znowu spotyka? Słowo daję, że wcale sobie nie zasłużyłem.  W dniach masowych protestów bywałem, gdzie należało. Wymądrzałem się do mikrofonu. W internetowych mediach biłem w tarabany za każdym razem, gdy towarzysze z PiS kradli nam wspólną własność. Nie raz larum grałem w potrzebie. I co z tego, skoro dzisiaj totalitarna władza gra mi na nosie, a miejsce po marszach wolności wypełnia marsz żałobny ku pamięci poległej demokracji.

Sławny ekonomista behawioralny Daniel Kahneman dostał w 2002 r. Nagrodę Nobla za badania, w których dowiódł, że strata jakiejś kwoty boli dwuipółkrotnie bardziej niż cieszy zarobek tych samych pieniędzy. Fakt, utrata wolności jest bardzo bolesna, ale tylko dla tych, którzy wiedzą, z jak wielkim trudem i jakim kosztem wolność została wywalczona. A dodatkowo boli świadomość, że nie całą wolność ukradli nam cichcem i po nocy, bo część wolności sami oddaliśmy (i wciąż oddajemy), pozwalając się czarować oszustom.

Ze smutkiem słucham ludzi, których dotąd szanowałem, a którzy teraz przyglądają się nowej Polsce z zaciekawieniem i na wyprzódki opisują ją w kilku wolnych jeszcze mediach. Już dyktatura, czy dopiero autorytaryzm? A może tylko przejściowa niedyspozycja ustrojowa, ot – po prostu demokracja puszcza bąki? Z niedowierzaniem słucham o dylemacie opozycji: nie brać udziału w bezprawnym PiS-owskim zamachu władzy ustawodawczej na władzę sądowniczą, czy jednak zgłosić do KRS swoich Konradów Wallenrodów, po to, żeby dawali się tam przegłosować funkcjonariuszom ministra Ziobry, ale jednak tam byli, zdawali sprawę z tego, co się wyrabia i „dawali świadectwo”? Z przykrością patrzę, jak kolejni sędziowie bez żenady godzą się obejmować funkcje po bezprawnie zwalnianych prezesach sądów. Z rosnącą irytacją rejestruję głosy przyzwoitych skądinąd ludzi, którzy roztrząsają, jak nie dopuścić, by PiS został ukarany za sprowadzenie na Polskę sankcji unijnych i z troską pochylają się nad błędami polityki informacyjnej rządu, który nie potrafi przekonać władz unijnych, by dali Polsce spokój…

Naprawdę trudno powstrzymać nieparlamentarne wyrazy, kiedy bez odpowiedzi pozostają najpodlejsze słowa opluskwiające ludzi myślących samodzielnie i bezkarnie wylewane są pomyje na całe grupy zawodowe. Jak tu nie kląć, kiedy pod byle pretekstem burzone jest zaufanie społeczne, niezbędne do skutecznego wykonywania zawodu sędziego i lekarza.  Niełatwo o spokój, gdy horrendalne bzdury serwowane Polakom nie natrafiają na żaden odpór. Szlag mnie trafia, kiedy na serio, z wielką uwagą, a czasem nawet i z troską roztrząsane są oczywiste łgarstwa, w rodzaju: Pieniędzy starcza na wszystko, nowa władza nie kradnie i potrafi oszczędzać…  Fakt, w kraju kipi od dobrobytu, tyle że nie dla wszystkich. Ogromne kwoty przeznaczane są na bizantyjskie wygody rządzących i na przepłacane zakupy bez przetargu.  Nieprawdopodobnie rozdmuchano administrację obliczoną na zatrudnienie wszystkich kolegów, krewnych i znajomych. W rządzie padł historyczny rekord: 100 wiceministrów. Czyli setki nowych doradców i tysiące urzędników, przesyłających sobie nawzajem rozmaite papiery. 100 wiceministrów to również 100 gabinetów, gdzie z chwilą objęcia funkcji nowe meble wymienia się na „gustowniejsze”, 100 wypasionych aut, 100 kierowców i 100 parasoli trzymanych nad głowami, żeby jeszcze bardziej nie rozmiękły.

Coraz bardziej działa na nerwy propaganda, gdzie wszystko, co dobre, jest wyłączną zasługą rządu PiS, wszystko co złe jest winą rządów Platformy i PSL, a jeśli czegoś naprawdę nie da się przypisać poprzednikom, to tego nie ma. – Nie ma żadnego kryzysu w służbie zdrowia – zapewnia minister Radziwiłł i skarży się mediom, że garstce rezydentów chodzi tylko o kasę, przemilczając, że nie dla siebie, tylko na poprawę obsługi pacjentów. – Nie ma w kraju żadnego antysemityzmu, a agresja wobec cudzoziemców to ułamek ułamka i margines marginesu – twierdzi minister Błaszczak, chociaż informacje prokuratury dowodzą, że ataków na ludzi wyglądających „obco” przybywa z każdym miesiącem trwania cichego sojuszu władzy z faszyzującymi nacjonalistami. Gdyby nie wolne (jeszcze) media to do dziś policja twierdziłaby, że Igor Stachowiak sam się zakatował we wrocławskim komisariacie.

Szczególnie wkurza, że nie da się u nas pogadać o czymś naprawdę ważnym. Najgłupszy temat zastępczy potrafi unieważnić fundamentalne zmiany ustrojowe. Ciągnąca się w nieskończoność pozorna rekonstrukcja lipnego rządu i wymiana lokajów podporządkowanych rzeczywistemu władcy skutecznie przykryły ostateczne przejęcie instytucji demokratycznych przez Jarosława Kaczyńskiego. Do pełni trwałej władzy pozostało mu już tylko spacyfikować ostatnie wolne media, odebrać resztę uprawnień samorządom, uzyskać konstytucyjną większość w sfałszowanych wyborach oraz zostać przewodniczącym Platformy Obywatelskiej.

W kraju wydaje się – jest spokojnie. Wielu Polaków zamknęło się w rodzinie i zatrzasnęło drzwi za sobą.  Niektórzy uznali, że mogą już nie mieć lepszej okazji, by się nie odzywać. Część nie wie co się dzieje, inni wolą nie wiedzieć. Ale pod wygładzoną od Świąt powierzchnią coś jednak buzuje.

– Jak można być spokojnym – pytają internauci – skoro wszystkie komórki w mózgu są nerwowe? Cóż, takie są skutki posiadania mózgu. Jednak nie da się tego powiedzieć o wszystkich.

Andrzej Karmiński

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Nerwowo mi – i spokojnie…"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Plus ujemny

Na szwajcarską rezydenturę wystarczy ćwierć miliona dolców. To tylko dwie premie roczne dla członka rady nadzorczej spółki skarbu państwa. Czyli ci chorzy na kasę odejdą dość szybko. Gorzej z tymi chorymi na władzę.

Stanisław

„zapewnia minister Radziwiłł i skarży się mediom, że garstce rezydentów chodzi tylko o kasę, przemilczając, że nie dla siebie, tylko na poprawę obsługi pacjentów’ – to pacjenci mają dostać podwyżki?

Aleksander

Sama prawda-niestety.Rozumiem Autora i popieram.

Demokles

„Jestem wściekły, bo czuję się bezsilny.”
Jeszcze dwa lata, a potem jeszcze może 4?

מְנֵא

Te kolejne 4 lata (co jest bardzo prawdopodobne) PiS będzie zawdzięczał między innymi działalności takich ludzi, jak autor niniejszego artykułu. Zresztą „poleznyh idiotov” wśród dziennikarzy nigdy nie brakowało. Każdy, w miarę rozsądny człowiek wie, że przedawkowanie lekarstwa zawsze kończy się uodpornieniem pacjenta. Analogicznie, ciągłe sączenie ciągle tych samych „straszliwych” wiadomości o końcu demokracji, wyjściu z UE, terrorze i braku rządów prawa, państwie Hitlera, itp. to prosta droga do uodpornienia i apatii społeczeństwa. Do tego ta prześmieszna opozycja ….

jurek

„[N]ie da się u nas pogadać o czymś naprawdę ważnym. Najgłupszy temat zastępczy potrafi unieważnić fundamentalne zmiany ustrojowe.”
To wydaje się najważniejszym objawem słabości debaty publicznej. Skąd się bierze? Na pewno miałkość zawodowa większości zawiadowców mediów i ich pracowników miesza się z disco-polowością społeczeństwa, która objawiła się teraz w faktycznym wymiarze, ale i przedtem Stachursky sprzedawał wiele płyt. Na tym zagrał „ten, bez żadnego trybu”.