Nie chcę być złym prorokiem

Nie chcę być złym prorokiem

No to ŚMY poświętowali… I co? I NIC! A co mogło się zmienić po kolejnym spacerze? Po kolejnych przemówieniach i skandowaniach? To samo, co po tych, na których już zdarliśmy nieco podeszwy i gardła. Czyli NIC, że jeszcze raz to powtórzę.

Oczywiście, było fajnie, wesoło i słonecznie, bo i chmury rozgonił świąteczny nastrój wolnościowy. Była nas garstka „rebeliantów”, którą autor tego określenia widział zgromadzoną na ul. Marszałkowskiej między placami Bankowym a Konstytucji. Nazwana przez niego rebeliantami grupka spacerujących, weselących się i skandujących ludzi wszczęła tę rebelię, aby w ten sposób uczcić 27. rocznicę wydarzenia, które – o paradoksie – pozwala dzisiaj autorowi tego określenia, a zarazem prezesowi pewnej partii oraz jego akolitom wypowiadać najrozmaitsze bzdury i przerabiać Polskę na kolejnego chorego człowieka Europy.

Komitet Obrony Demokracji jako organizator spacerów w obronie tejże, chcąc nie chcąc, jest sam w sobie, jak i są nimi same te spacery marszami zwane, czymś w rodzaju listków figowych na odzieranej z wszelkiego odzienia demokracji i służą za dowód, że – jak mawiają niemiłosiernie nam dzisiaj od pół roku panujący – demokracja w Rzeczpospolitej ma się jak najlepiej i nic jej nie zagraża… No i racja, na razie. Na razie, bo przed nami lipcowy zlot natowskiej soldateski i tzw. Światowe Dni Młodzieży, które ma uświetnić sam papież Franciszek. A co potem? Aaa…

Potem to może się wydarzyć baaardzo wiele. Tak wiele, że – jak to mawiał mój nieżyjący już przyjaciel – ludzkie oko tego nie wypowie! Na przykład, korzystając z uchwalonej tzw. ustawy antyterrorystycznej, niemiłosiernie nam panujący wprowadzą zakaz grupowego spacerowania. A dla pewności, to np. wprowadzi się dla potencjalnych prowodyrów prewencyjny spacer kontrolowany w miejscach, które mają do tego specjalnie wyznaczone miejsca zwane spacerniakami. A same spaceromarsze będą pacyfikowane znanymi od lat metodami, które dzisiaj bardziej znamy z mediowych doniesień ze świata, a które to metody są przecież jeszcze przez wielu doskonale pamiętane, jak pamiętany jest i „cycryl”, który swego czasu je w kraju nad Wisłą stosował. Że niemożliwe? Że się nie odważą? Że jednak górę weźmie obawa o to, co ludzie (na świecie) powiedzą? Nie jestem tego tak bardzo pewien, niestety…

Tak sobie obserwowałem ten sobotni spaceromarsz z udziałem byłych prezydentów i było mi dziwnie. Zresztą, zrobiło mi się dziwnie znacznie wcześniej, gdy dowiedziałem się, że prezydent Duda udaje się akurat w dniu 27. rocznicy pierwszych wolnych, choć tylko częściowo, wyborów do Włoch, aby wziąć udział w otwarciu… wystawy rzeźb Igora Mitoraja! Igor Mitoraj wielkim artystą był. To nie ulega wątpliwości. Skoro tak, no to faktycznie, pomyślałem, tak doniosłe wydarzenie nie mogło się obyć bez udziału pana prezydenta Dudy i jego świty. Co tam jakaś rocznica wydarzenia, choćby i takiego, dzięki któremu w jakiejś mierze pan Duda właśnie jako prezydent RP może od roku zwiedzać świat, co mu po części fundują… rebelianci. Bo tak się składa, że to oni płacą najwyższe (pod względem kwot) podatki. Ale niech tam. Niech prezydent Duda sobie jeździ, choć te jego wyjazdu większego, żeby nie powiedzieć – żadnego, znaczenia nie mają. Przy okazji jednak może przyjrzeć się tu i tam, jak działają i funkcjonują inne państwa, w nich różne instytucje, a pod ich skrzydłami obywatele tych państw. Co prawda, nie mam wielkich nadziei, ze pan prezydent Duda zobaczywszy to i tamto tu i tam, siądzie w swym gabinecie w pałacu na Krakowskim Przedmieściu i dozna olśnienia, że po prostu nie wypada, aby być sygnatariuszem zmiany, która dobra jest tylko z nazwania, a w rzeczywistości tego dobra w tej zmianie było tyle, co kot – choćby i żoliborski – napłakał.

Co to, to nie. A przecież pan prezydent Duda ma to coś, czym nie może pochwalić się żaden inny z czynnych polityków. Ma autentyczny mandat swoich wyborców. Dlaczego pan prezydent Duda tego nie dostrzega, a jeżeli dostrzega, to dlaczego z tego nie korzysta? Dlaczego jako urzędujący prezydent jeździ po nocy na warszawski Żoliborz do szefa partii, która co prawda ma w swych rękach rząd i Sejm, ale czy to wypada prezydentowi? Dlaczego, także w środku nocy, zbiega w szlafmycy z sypialni do części oficjalnej pałacu i robi to, co nakazuje mu szef rządzącej partii? Dlaczego pozwala sobie na dyshonor, który czyni mu tenże szef partii, gdy prawie go nie dostrzega na kilku uroczystościach, w których obaj biorą udział, gdy ostentacyjnie wręcz nie wstaje i gdy przy innej okazji, jakby od niechcenia, podaje mu rękę, sprawiając wrażenie lekceważenia najważniejszej osoby w państwie?

No tak, ale o tym, że prezydent jest osobą nr 1 w państwie mówi Konstytucja RP. Ano właśnie… Konstytucja. A jak się wydaje, właśnie Konstytucja RP od pół roku z niewielkim okładem zdaje się być zapisem praw i obowiązków, które niemiłosiernie nam panujący traktują wybiórczo. Mało tego – dokonują ekwilibrystyki interpretacyjnej owych zapisów. Szef partii niemiłosiernie nami rządzącej tego samego dnia, w którym „garstka” rebeliantów, wywodzących się z Polaków „gorszego sortu” spacerowała w czerwcową rocznicę, jednoznacznie stwierdził, że „Konstytucja jest łamana”, ale… Ale było to przysłowiowe odwracanie kota ogonem. Bo nie było to bynajmniej przyznanie się do winy. O, nie! O łamanie tzw. ustawy zasadniczej prezes niemiłosiernie nam panującej partii oskarżył – a jakże – Trybunał Konstytucyjny, który na mocy konstytucji ma na straży tejże stać, co oznacza, że ma badać czy przyjęta przez Sejm ustawa jest z nią zgodna. Bo to ustawa ma być zgodna z Konstytucją, a nie Konstytucja z ustawą, jak chce niemiłosiernie nam panująca partia i jej prezes. Aby było tak jak to widzi prezes i jego niemiłosiernie nam panująca partia, to najpierw trzeba zmienić zapisy konstytucji, a dopiero potem wprowadzać ustawy. Na szczęście niemiłosiernie nam panująca partia nie ma tzw. większości konstytucyjnej i zmiana Konstytucji RP nam na razie nie grozi, ale…

Ale, jak pokazuje przebieg wydarzeń wokół Trybunału Konstytucyjnego, dla partii niemiłosiernie nam panującej i dla jej prezesa nie jest to problem. Trochę to uwiera, ale co tam. Nam wystarczy – wydaje się mówić prezes niemiłosiernie nam panującej partii – sparaliżowanie działalności tych instytucji, które są nam co najmniej nieprzychylne. I tak właśnie ma się dzisiaj Trybunał Konstytucyjny, który działa, ale nie funkcjonuje. Bo niby jego sędziowie dłubią przy kolejnych sprawach, które do Trybunału trafiły, ale skutki tego dłubania są jakby bez znaczenia dla partii niemiłosiernie nam panującej i jej prezesa. Są bez znaczenia, bo niby one są, a jakby ich w ogóle nie było

Spaceromarsze „rebeliantów”, raporty jakiejś tam Komisji Weneckiej, interpretacje i zastrzeżenia niemal wszystkich gremiów prawniczych, opinie środowisk wielu organizacji społecznych, zdziwienie i zaskoczenie polityków demokratycznego świata i zagranicznych mediów WSZYSTYKO to furda! To jest bez znaczenia. Zdaniem prezesa i jego niemiłosiernie nam panującej partii jest to z jednej strony dowód na to, że świat NIC nie wie i jeszcze więcej NIE rozumie, a z drugiej na chęć powstrzymania „dobrej zmiany” przez tych, którym ona już zagroziła i nadal zagraża.

I co dalej? Nie chcę być złym prorokiem, ale myślę, że nie raz uczestnicy spaceromarszów pod KODowskim sztandarem będą musieli odwiedzić szewca z zadaniem wymiany zelówek…

Marek J. Zalewski

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
16 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Raud
Raud
7 czerwca 2016 12:22

Spokojnie, wszystkich nas nie aresztują a tym bardziej nie wystrzelają bronią z programu „500+ karabin”.
Nawet jak wytną jedną puszczę to zostaje jeszcze sporo lasu gdzie będzie się można ukryć 🙂

Alicja
Alicja
7 czerwca 2016 14:28

Ciekawa jestem co na to autorzy podręczników do lekcji o współczesnej historii Polski. W niedzielę Pan Duda udzielał wywiadu i wyraźnie stwierdził, że nie ma czego świętować bo nie były to wolne wybory.

Roert
Roert
7 czerwca 2016 21:36
Reply to  Alicja

Bo nie były. Komuniści mieli zagwarantowane 60% miejsc.

Rebeliant
Rebeliant
8 czerwca 2016 15:07
Reply to  Roert

Wybory były częściowo wolne bo w Polsce stacjonowały wojska sowieckie w ilości cirka 100tyś (z rodzinami),
a w Niemczech wschodnich kolejne miliony uzbrojonej po zęby Armii Czerwonej. W tej sytuacji zapoczątkowanie przemian wolnościowo-demokratycznych było i tak wielkim sukcesem a wszystko to udało się
przeprowadzić bez hekatomby kolejnego rozlewu krwi.
Ci, którzy nie rozumieją co się stało i są akolitami obecnego reżimu powinni zadać sobie pytanie,
a jak będzie tym razem?

Stefan
Stefan
9 czerwca 2016 11:11
Reply to  Alicja

To zależy, kto te podręczniki będzie pisał

Adam
Adam
7 czerwca 2016 14:51

Nikt przy zdrowych zmysłach nie wprowadzałby takich zmian w państwie, licząc się z tym, że kiedyś straci władzę na rzecz opozycji (która stanie się w ten sposób hegemonem). Sposób procedowania świadczy, że PiS podjął już decyzję, że władzy nie odda nigdy. Trzeba wyzbyć się złudzeń – stajemy się Białorusią.

Lucjan
Lucjan
7 czerwca 2016 18:53

PiS jest zdolny do wszystkiego, nie ma takiego łajdactwa, nie ma takiej podłości jakiej nie byłby gotów dopuścić się dla zachowania władzy. Posłuchajcie co mówi Kaczyński, to kalka z wystąpień Gomułki, pamiętam to doskonale, tylko w najczarniejszych snach nie przypuszczałem że będę tego słuchał jeszcze raz.

Warchoł
Warchoł
7 czerwca 2016 20:25

Pan się tak nie spieszy i rąk nie załamuje. Kropla drąży skałę.
A ginący fach szewców wesprzemy zmieniając zelówki.
Więcej optymizmu !

Rebelia
Rebelia
7 czerwca 2016 21:52

No chyba że z czasem spaceromarsze zamienią się w nieustający, rebeliancki piknik. Taka garstka namiotów rozciągająca się od Sejmu RP do URM zamieszkała przez dwie albo trzy garstki rebeliantów.

lars999
lars999
7 czerwca 2016 23:39

Jeżeli nie zmieni się działania, to pozostaną tylko marsze, z których …i tu się zgadzam z autorem narazie nic nie wynika. To nie znaczy, że ma ich nie być. PiS i partie na prawo będąc na marginesie przez kolejne lata nie próżnowały. Kluby Gazety Polskiej, Klub Ronina. Pojawienie się prawicowych tygodników, które wniosły nowy powiew w zastały rynek prasowy, jakbyśmy je nie oceniali wypełniły niszę i zrobiło robotę. Spotkania autorskie z takimi ludźmi jak: Grzegorz Braun, Stanisław Michalkiewicz, Leszek Żebrowski, Wojciech Sumliński to kolejna cegiełka do zmiany mentalności ludzi szczególnie młodych. Stworzenie kultu tzw. Żołnierzy Wyklętych szczególnie stało się atrakcyjne dla ludzi młodych, którzy w nich chcą zobaczyć samych siebie, strach przed islamem itp. A druga strona nawet gdy jest dziś w opozycji nie ma nic do zaproponowania, a możliwości jest naprawdę wiele. Nikt nie pociągnął dyskusji jaką toczono np. w latach 90 – tych „Między Panem, a Plebanem”. Po wejściu do UE autorytety osiadły na laurach, bo pomyślały, że już nic nie jest do zrobienia. Tylko edukacja może przynieść odwrócenie sytuacji , którą teraz mamy.

adsum
adsum
8 czerwca 2016 15:27

… przed tym czwartym czerwca było wiele spaceromarszów – ich uczestnicy nie tylko zdzierali zelówki, ale byli rozganiani, bici i wsadzani, jak nie na dołek, to więzienia…
Wychodzili jedna, wydreptali i dlatego ów „czwarty czerwca” mógł być i był!!
***
Żeby tym razem „wychodzić” wyjazd tej partii, trzeba zrozumieć dlaczego jej prezes tak a nie inaczej czyni, żeby tym łatwiej uderzyć a czyni on tak właśnie a nie inaczej, bo – jeszcze jako student – zapałał miłością wielką do gomułkowskiego profesora Ehrlicha i przyswoił sobie jego tezę (wspaniałą na ówczesne czasy) o „państwie i prawie”: „wola polityczna przywódcy jest nadrzędna wobec ustanowionego prawa”! I widać dokładnie, że nic innego ten panprezes nie robi, jak szarga prawo swoją wolą polityczną, jakakolwiek ona jest, bo tego nie wie nikt!!
***
… jak dla mnie, jest to człowiek – ten panprezes – opanowany paranoją polityczną a od 10/04/2010, obsesyjną paranoja polityczną, który poza czubek własnego nosa wzrokiem nie sięga – jest w polskiej polityce od 27 lat a nie zdążył zdefiniować tej Polski, jaką by chciał… bo bonmotami i półsłówkami wkopuje się coraz głębiej w tę swoją paranoję polityczną, z ego coraz bardziej napuchniętym … które zaczyna – pomalutku – dopadać gangrena (polityczna!!)

Stefan
Stefan
9 czerwca 2016 11:09

Owszem, może zdarzyć się, że zedrzemy niejedne buty. Ale tak już jest, że o demokrację walczy się latami (Gandhi, Mandela, Karta 77, nasz KOR i nasza „Solidarność”, ), a można ją zniszczyć w jeden dzień (pucz Lenina, greckich pułkowników czy Pinocheta). Rewolucja Francuska w 18789 r. obaliła króla, ale wprowadziła krwawy terror. Owszem, zdarzało się, że krwi trzeba było, żeby odzyskać wolność, ale tylko dlatego, że broniące się satrapie użyły siły przeciw pokojowym manifestacjom lub strajkującym. I one zwykle przyspieszały swój upadek.
Więc co, mamy liczyć na to, że Kaczyński z Macierewiczem i Błaszczakiem wyprowadzą przeciw manifestantom wojsko i policję?
Nie, mamy maszerować, skandować hasła, nagłaśniać draństwa rządzących, żeby naród zobaczył, kogo poparł i co na tym zyskał, mamy rozmawiać z tymi, którzy poparli „dobrą zmianę”. Nie nakłaniać do zmiany poglądów, bo o to będzie trudno, ale informować o tym, czego nie widzą lub nie chcą zauważyć zanim ta „dobra zmiana” ich samych nie uderzy po kieszeni9k5wn, a manifestacjami pokazywać rządzącym, że nie ma zgody na ich sposób rządzenia i pokazywać światu, że Polacy w dużej części nie godzą się na to, co robią rządzący.

Lech
Lech
10 czerwca 2016 11:08

Niestety KOD za mało robi, żeby powiększyć swoje szeregi. Obalenie PRLowskiej władzy odbyło się tylko dlatego, że Solidarność stała się ruchem masowym=ludowym. KOD jest ruchem średniozamożnych inteligentów. Jeżeli nie pójdzie w kierunku poszerzenia o robotników i ludzi mniej zarabiających, wtedy kolejne zelówki nic nie dadzą.

Dariusz ged12
Dariusz ged12
10 czerwca 2016 23:05

Spoko:pójdę boso!

Ilona
Ilona
10 czerwca 2016 23:25

Może i te marsze póki co nic nie dają w konkretnym sensie, ale stracha pisowi napędziły. Zawsze, kiedy pomyślę, że to spacerowanie jest przyjemne, ale mało efektywne nasuwa mi się też inna myśl – co by było gdyby tych spacerów nie było? Gdzie dziś byłaby pisowska zachłanność, jakie przekroczyłaby już granice gdyby nie ten optymistyczny opór społeczeństwa? Myślę, że żoliborski geniusz w najczarniejszych snach się tego nie spodziewał…stąd to obrażanie, wyśmiewanie, bagatelizowanie. Ta władza boi się własnie tego – śmiechu, radości, kpiny z jej poczynań. Więc mimo wszystko trzeba maszerować, kpić, robić fajne transparenty i pokazywać, że, jak to ktoś już ładnie napisał, wszystkich nas nie wezmą…:)

Anita
Anita
15 czerwca 2016 23:09

Ja tam moge tak chodzić do końca świata i dalej. A poza tym robić swoje, gadać z ludźmi, uśmiechać się do patriotów myślących inaczej, szukać słów wyjaśniających im rzeczywistość i czuć się wspaniale wśród podobnie myślących. Nareszcie!