Nie ma szans, by przed 13 października poznać stan majątkowy żony premiera Morawieckiego

Dulkiewicz: "Panie Premierze cieszę się, że od dziś każda polska rodzina jest świętością. Dziękuję w imieniu rodzin Adamowicz, Bodnar, Brejza..."

PiS nie chce denerwować Polaków majątkiem premiera, więc do wyborów nie wejdzie w życie ustawa, nakazująca ujawnienie stanu posiadania współmałżonków najważniejszych osób w państwie.

 

W maju, zaraz po publikacji informacji w „Gazecie Wyborczej” o nabyciu przez premiera Morawieckiego gruntów za wyjątkowo niską cenę, prezes Kaczyński zobowiązał się do wprowadzenia przepisów, dotyczących jawności majątków rodzin najważniejszych osób w państwie. Decyzja ta wiązała się z faktem, iż Mateusz Morawiecki na krótko przed zaangażowaniem się w politykę, dokonał z żoną częściowego podziału majątku i dzisiaj to ona jest właścicielką opisywanych przez „Wyborczą” gruntów, podobnie jak i wielu innych części majątku.

Znając tempo, w jakim partia rządząca potrafiła wprowadzać swoje regulacje prawne, wydawało się, że i tym razem to kwestia kilku zaledwie tygodni, a jednak, nic bardziej mylnego. Partia, która potrafiła w ciągu jednej nocy przejść całą procedurę ustawodawczą, tym razem potrzebowała aż trzech miesięcy, by przedłożyć odpowiedni projekt w Sejmie. Projekt, który zakłada jawność majątków małżonków nie tylko premiera, marszałków Sejmu i Senatu, ale również prezesów rządowych agencji, Narodowego Banku Polskiego, Komisji Nadzoru Finansowego, posłów i senatorów.

 

Projekt trafił do Sejmu dopiero 29 sierpnia i nie może być dalej procedowany, gdyż nie przeprowadzono analizy tekstu, co jest niezbędnym elementem procesu legislacyjnego. Jak mówi Tomasz Głogowski, sejmowa komisja regulaminowa i spraw poselskich wróci do sprawy „podczas kolejnego posiedzenia, które zaplanowane zostało na najbliższą środę. Tyle że to ostatnie posiedzenie w tej kadencji i jedynym, na razie, jego punktem jest podsumowanie działań komisji w kończącej się kadencji”.

Jak wynika z harmonogramu prac ostatniego posiedzenia Sejmu i tutaj nie ma słowa o tej ustawie. Nawet jeśli posłowie by się nią zajęli, nawet gdyby ustawę w błyskawicznym tempie zatwierdził Senat, prezydent Duda w równie szybkim tempie ją podpisał i zostałaby ona opublikowana w Dzienniku Ustaw, to i tak nie weszłaby w życie przed wyborami. Obowiązuje bowiem 14 – dniowy vacatio legis (okres upływający między datą ogłoszenia aktu prawnego lub normatywnego a datą jego wejścia w życie) i 60 dni na zastosowanie się do nowych przepisów.

Tak więc, jak widać, nie ma szans, by przed 13 października poznać stan majątkowy żony premiera Morawieckiego. Gdyby rzeczywiście chciał on wykazać się dobrą wolą, nie czekałby na ustawę i pokazał Polakom majątek żony, tym bardziej, że jak twierdzi, nie ma nic do ukrycia, a jednak… Czyżby chodziło o utrzymanie narodu w przekonaniu, że pan premier to taki „kumpel z sąsiedztwa”, w niczym, nawet majątkiem, nie odbiegający od reszty? Czyżby chodziło o to, by przed wyborami nie szczuć w oczy swoim stanem posiadania i cwaniactwem, bo jak inaczej nazwać przepisanie znacznej części majątku na żonę i udawanie, że samemu ma się tak niewiele?

Tamara Olszewska

Źródło: wyborcza.pl

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Bart Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bart
Bart

Kto jest zainteresowany, ten przecież wie. Milioner, który sporą część majątku zdobył dzięki szemranej i starannie ukrywanej trasnsakcji z kościołem. Jak szeregowy zwolennik pis to sobie tłumaczy – naprawdę nie wiem. Słyszałem, że byli tacy, którzy mówili, że każdy normalny człowiek zrobiłby to samo co Morawiecki, no i mam zgryz. Czy wg pisowców każdy normalny człowiek ma skłonność do przekrętów?