Nie walczmy o przestrzeganie prawa.

Nie walczmy o przestrzeganie prawa.

Szanujmy je i reagujmy, gdy zostaje złamane. Ostro i bezkompromisowo, ale nie w imię „walki”, tylko obrony zasad.

Gdyby stanęła przede mną dobra wróżka i powiedziała, że w 2019 roku spełni tylko jedno moje życzenie, życzyłabym sobie, żebyśmy my, Polacy, przestali ciągle o coś walczyć, a nauczyli się wytrwale zmierzać do celu i pracować oraz współpracować.

Sformułowanie „musimy o to walczyć” od dawna mnie raziło, ale ostatnio pojawia się w przestrzeni publicznej tak często, że nasuwa to podejrzenie o wykształcanie się w nas bardzo niebezpiecznego społecznego nawyku „walki” i wojny. Nawyku, który gdy wejdzie nam w krew (co być może już się nawet stało), niezwykle trudno będzie wykorzenić.

Nie darmo filozof Ludwig Wittgenstein, którego pasją i przedmiotem badań był właśnie język mówił, że „granice naszego języka pokazują granice naszego świata”. To słynny cytat, choć są i tacy literaturoznawcy, którzy twierdzą, że został on źle przetłumaczony i że tak naprawdę Wittgenstein powiedział, że „granice naszego języka wyznaczają granice naszego świata”.

Osobiście skłaniam się ku tej drugiej interpretacji.

 

Sposób w jaki mówimy i to, co mówimy nie tylko pokazuje kim jesteśmy. Sposób w jaki mówimy także poszerza nasze horyzonty lub przeciwnie, buduje wokół nas niewidzialne mury i granice, i zamyka nas w getcie uprzedzeń i stereotypów w sposób, którego nawet nie dostrzegamy i zupełnie nie jesteśmy świadomi.

Nie widzimy człowieka, zjawiska, poglądu czy pojęcia, z którym walczymy. Nie jest on czymś co chcemy zmienić, ale wrogiem. Nie należy z nim dyskutować i polemizować, należy go zniszczyć, najlepiej siłą.

 

Pisałam wcześniej o tworzącym się nawyku walki o coś, zastępującym nawyk pracy nad czymś, ponieważ zauważyłam, że nie tylko PiS używa języka wojennego, chcąc mobilizować swoich zwolenników. Robią to też ludzie „walczący” (no właśnie) o dobre wartości. Największym bodaj społecznym zwycięstwem PiS nie są więc dobre (mimo dokonywanych przez tę partię nadużyć) sondaże, lecz przeniknięcie konfrontacyjnego sposobu myślenia i życia do naszych serc i umysłów, co przejawia się właśnie w języku.

 

Dam państwu przykład.

Na jednym z ostatnich spotkań na temat praw kobiet w którym uczestniczyłam jako zaproszony gość, mówiłam uczestniczkom, że nie lubię i od dawna staram się nie posługiwać sformułowaniem „walka o prawa kobiet”. Nie robię tego, bo nie uważam, żeby było ono adekwatne.

Nie muszę z nikim walczyć o nasze prawa, muszę natomiast aktywnie i konsekwentnie pracować na rzecz ich zdobycia, umocnienia i zrozumienia w ciągle jeszcze patriarchalnym polskim społeczeństwie.

Walka zakłada konfrontację i marnuje dużo sił i energii, zawsze kogoś po drodze niszcząc i poniżając, zawsze udowadniając komuś, że jest gorszy.

Tymczasem sprawa nie jest aż tak prosta.

Wiele osób nie szanuje kobiet i nie uznaje ich praw po prostu z nieświadomości, niewiedzy, bezmyślności, braku odpowiedniej edukacji czy/i wychowania albo po prostu dlatego, że nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiali, nie czuli takiej potrzeby, ponieważ w środowisku w którym dorastali nie był to problem nad którym się pochylano.

Można to zmienić zwiększając świadomość, korzystając z prawa do demonstrowania i obywatelskiego sprzeciwu, z prawa do procesu sądowego, naciskać odpowiednie instytucje i organy ścigania w przypadkach przestępstw i nadużyć, nagłaśniając równocześnie sprawę i lobbując na rzecz praw kobiet i szacunku do nich.

I można to wszystko robić w sposób niezwykle zdeterminowany, konsekwentny i skuteczny bez „walki” rozumianej jako radykalna rewolucja, bez wszczynania wojny.

 

Walka nie powoduje niczego prócz agresji.

To sama zasada dotyczy właściwie wszystkiego: kościoła katolickiego, praw człowieka, prawa i demokracji.

Nie walczmy z kościołem. Pracujmy na rzecz rozdziału kościoła od państwa. Zaczynajmy od siebie, od swojego życia i najmniejszych rzeczy. Nie walczmy o przestrzeganie prawa. Szanujmy je i reagujmy, gdy zostaje złamane. Ostro i bezkompromisowo, ale nie w imię „walki”, tylko obrony zasad.

Twórzmy silne organizacje pozarządowe, które będą patrzeć politykom na ręce i silne, niezależne media, nagłaśniające nadużycia i powiązania polityków z kościołem, przestępstwa ludzi władzy, mówmy o nich, podawajmy do sądu. Bądźmy spokojni, ale wytrwali i konsekwentni. Bądźmy bezlitośni, po prostu robiąc swoje.

Nie walczmy.

 

Po prostu wytrwale róbmy swoje.

I tego nam wszystkim życzę w Nowym Roku: spokojnego, zdeterminowanego, konsekwentnego, pracowitego robienia swoje i nie zawracania sobie głowy walkami.

Eliza Michalik

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
ShaqRafał P.Janik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Janik
Janik

Właśnie.
Przykład 1 – za komuny walczono o pokój. Problem w tym,
że kiedy walczymy nie ma pokoju.
Przykład 2 – w kościele, nie tylko katolickim, walka ze złem.
Walka, według Biblii, jest sama w sobie złem.

W jednej ze swoich książek Stanisław Lem opisał fikcyjny świat z fikcyjnym językiem.
W języku tym nie było słowa Wojna. I w tym świecie nie był wojen.

Rafał P.
Rafał P.

To przypomina żartobliwe powiedzenie z czasów tzw. komuny, że „będziemy walczyć o pokój, aż nie pozostanie kamień na kamieniu”. Tyle że ta ciągła walka o wszystko jest wręcz polską specjalnością. Dla polskiego polityka chyba nie ma gorszej obrazy niż powiedzieć mu, że poszedł na kompromis. A bez kompromisu nie ma współpracy.

Shaq
Shaq

Proszę pamiętać, że słowo „walka” ma też znaczenie przenośne. Może oznaczać tyle co „zmaganie się”, „wytrwały wysiłek”. Ale fakt, przeważa konotacjka agresywna. Problem w tym, że druga strona nie patyczkuje się i też walczy: z sądami, z kobietami, z imigrantami. Obawiam się, że przez jakiś czas od walki nie uciekniemy.