Nie wszystkie dzieci należą do PiS!

Wytyczne ws. powrotu do szkół. Zaleca się jazdę na hulajnogach i mycie rąk

Zgodnie z nową podstawą programową dla zerówek opracowaną przez PiS, sześciolatki mogą się uczyć czytać, ale nie pisać. Bo pisanie jest dla sześciolatków za trudne. Nie wiem doprawdy, skąd wzięli takie informacje pisowscy pedagodzy, ale sądzę, że albo od państwa Elbanowskich, którzy są tak zajęci polityką, że nie śledzą rozwoju i umiejętności swoich dzieci, albo z XIX-wiecznych podręczników pedagogiki.

Polityka prorodzinna PiS jest jedną z najgłupszych i najbardziej szkodliwych, jakie znam: kobiety skazuje na zupełną bierność zawodową (program 500plus), państwo na zapaść na rynkach pracy (to aktywność zawodowa kobiet miała być szansą na rozwój), dzieci natomiast – na opóźnienie w rozwoju. W każdym nowoczesnym państwie, maluchy chodzą do żłobka i przedszkola nie tylko dlatego, że ich rodzice pracują, ale z trzech ważniejszych powodów. Po pierwsze, tylko we wczesnym wieku można wyłapać różne deficyty rozwojowe i zapobiec im. To w przedszkolach dzieci mogą mieć kontakt z psychologiem i pracować z logopedą. Kochająca mama wad nie dostrzeże, do specjalisty nie pójdzie, bo przecież „moje dziecko jest najmądrzejsze”. Po drugie, żłobkowi i przedszkolni nauczyciele doskonale się orientują w zdolnościach dzieci, mają porównanie, pracując w grupie. To oni najlepiej wiedzą, kiedy dzieci mogą zacząć naukę czytania i pisania: czasem to jest w wieku lat czterech, czasem pięciu, czasem siedmiu. To, że dzieci Elbanowskich potrzebują aż siedmiu lat, żeby zacząć pisać, to indywidualna sprawa tej rodziny, ale na świecie od dawna dostrzeżono, że dzieci znacznie szybciej dojrzewają niż nam się przez setki lat zdawało. Warto to zauważyć i rozpocząć wczesną naukę pisania, czytania, liczenia, programowania. Po trzecie, żłobek (tak! tak! już żłobek) i przedszkole to świetne miejsce integracji i nauki pierwszych zachowań społecznych, a nawet obywatelskich. Prorodzinna polityka rządu, który uważa, że „nic tylko mama” jest de facto antyspołeczna i antyobywatelska. Mama zachowań społecznych i wartości wspólnotowych nie nauczy. Tata też nie. Nawet razem (jeśli są razem) nie mają czasu, umiejętności…, a poza tym rodzina kształtuje w dzieciach przywiązanie do innych wartości niż te, które są potrzebne w życiu społecznym.

Być może rządzącej partii zależy na obywatelach, którzy się wolniej rozwijają niż w Europie i którzy mają mniej umiejętności niż ich zachodni rówieśnicy. Być może wczesna edukacja dzieci i kształcenie u nich postaw obywatelskich jest zagrożeniem dla obecnych elit? Bo nie widzę innego powodu, dla którego nasza edukacja idzie i wbrew nowoczesnym tendencjom pedagogicznym, i wstecz – ku XIX wiekowi.

Magdalena Środa

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
15 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
paweł
paweł
24 czerwca 2016 06:27

Moje dziecko – w czym mu trochę pomogłem 🙂 – czytało i pisało w wieku 5 lat. Podobnie jak ja, mój tata, moja żona i siostra.
Teraz dziecko jest kilka lat starsze. Jakiś czas temu postanowiło – a ja to poparłem – nie chodzić na religię. PiS i Duda to dla niego symbol maksymalnego obciachu.
No więc dobrze PiS rozumiem. Im mniej takich dzieci tym bezpieczniej.

marta
marta
24 czerwca 2016 14:06

„Czym skorupka za młodu…” Dla rządzących najlepiej, żeby skorupka nie nasiąknęła za bardzo „wolnomyślicielstwem”, bo z tego same kłopoty. Dorośnie toto, czegoś tam będzie żądało, domagało się, krytykowało. A na co to komu? Jednomyślność, karność, posłuch, to jest w cenie u rządzących, a nie jakieś nowoczesne pierdoły.

Rafał
Rafał
26 czerwca 2016 16:17
Reply to  marta

Dokładnie „czym skorupka za młodu nasiąknie…” ale odsyłając dzieci do nauki jak najwcześniej to oddajemy je władzom pod opieke. Z programem nauczania od najmłodszych lat będą uczyć ich myśleć tak jak „wszyscy” gdzie tu „wolnomyślicielstwo”?
Nowsze nie zawsze znaczy lepsze.

Urszula
Urszula
26 czerwca 2016 20:58
Reply to  Rafał

Mam 70 lat do szkoły poszłam od 6 /bo bardzo chciałam!/ wtedy było to trudne,wychowywano mnie na komunistkę ale to się nie udało . Różnie w życiu bywa! Moje wnuki poszły od 6 i nie chcą się cofać , mimo,że chodzą do szkoły dwujęzycznej.

Wiesław
Wiesław
24 czerwca 2016 19:05

Teoria teoria teoria. Pani Magdalena jest na tyle daleko od problemów związanych z edukacją maluchów, że może śmiało wygłaszać w/w tezy. Ja jestem praktykiem. Mam dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym. To czy dziecko może spokojnie podjąć naukę w wieku sześciu lat, jest pochodną wielu czynników, ale problem najbardziej bolesny jest taki, że ani szkoła ani nauczyciele wczesnego nauczania nie potrafią tego robić. Nie mają zdolności selekcji problemów. Traktują dzieci jak podmiot zbiorowy w myśl pani Magdaleny- sześciolatki mogą!- Otóż mogą, tylko wysiłek edukacyjny powinien ze strony szkoły być większy. Szkoła podstawowa zatrudnia nie nauczycieli a uczycieli. Wysiłek rzeczywistego nauczania przerzucają na rodziców. O procesie nauczenia nie może być mowy. Pedagodzy traktują uczniów jak studentów zakładając że wystarczy podać ramy programowe bez rzeczywistego wysiłku egzekwowania zrozumienia przez dzieci tematu. reasumując- dzieci mogą, o ile rodzice przed pójściem malucha do szkoły nauczą go pisać, czytać i liczyć. Wykonają wysiłek egzekwowania umiejętności czytania ze zrozumieniem. Wtedy istnieje szansa że maluch jakoś się prześliźnie przez system edukacji. Rzeczywistą wiedzę otrzyma od korepetytorów. Pensje Psychologów Logopedow i Pedagogów zatrudnionych przy szkołach lepiej zamienić na Korepetytorów. Szkoda pieniędzy na bezproduktywne etaty.

Adam
Adam
27 czerwca 2016 13:39
Reply to  Wiesław

Skąd ty to wszystko wiesz? Nauczanie początkowe to twój zawód? Generalizujesz powołując się na praktykę z dwójką dzieci? Co do twojej opinii o kompetencji Pani Środy, to skrywana dyskryminacja.Osoby stanu wolnego zazwyczaj maja też więcej czasu na rozwój swoich kompetencji.

Wiesław
Wiesław
4 lipca 2016 05:33
Reply to  Wiesław

Dokładnie Adam. Stąd wiem. Mam dzieci choć ilość się nie zgadza, to wystarczająca kompetencja, aby niemal, na własnej skórze poznać deficyty systemu edukacji. Nauczanie początkowe nie jest moim zawodem, co nie przeszkadza w posiadaniu własnego zdania na jego temat w oparciu o doświadczenia rodzica. Bowiem jak mówi pismo- „po owocach ich poznacie” Nie buduję też domów, co nie przeszkadza mi wydawać sądów na temat funkcjonalności mieszkań czy ewidentnych niedoróbek widocznych gołym okiem..Natomiast twoja dedukcja na temat mojej dyskryminacji p. M Środy jest – twoją dedukcją. Nie odnoszę się do argumentów bez argumentu

Ilona
Ilona
25 czerwca 2016 09:29

Niepiśmiennym społeczeństwem łatwiej się rządzi…Obywatele nie będą umieli napisać skargi do TK…I o to chodzi pisowskim działaczom partyjnym. A sprawa państwa Elbanowskich kiedyś znajdzie finał w…sądzie. Państwo w środku Europy, XXI wiek a do oświaty, po dziwnym przetargu, dorwała się para ludzi których jedyną zasługa jest…dzietność…

vijet
vijet
25 czerwca 2016 10:09

Generalnie zgoda, ale jednak argumenty odnosnie 500+ raczej chybione – w sensie, jak kobieta bedzie chciala pracowac, nic nie bedzie stalo jej na przeszkodzie, nie pogorszy sie jej sytuacja na rynku pracy przez ten program. 500+ nie jest zle, z jednym zastrzezeniem – Polski na to po prostu nie stac, no chyba ze podwyzszymy podatki albo dokonamy ciec w innych obszarach.

Anna
Anna
25 czerwca 2016 18:07

grupa rówieśnicza, albo albo i mix wiekowy to bdbre środowisko do rozwoju małego i dużego ludzika, może Elbanowskim czegoś zabrakło w rozwoju.

Jerzy
Jerzy
27 czerwca 2016 17:20

Pani Magdaleno, proszę nie kłamać. W kontekście tego, o czym Pani pisze, dosyć dziwnym wydaje się fakt, że zgodnie z nową (pisowską!) podstawą programową po siedmioletniej przerwie do przedszkoli ma wrócić nauka pisania i czytania.

„Po drugie, żłobkowi i przedszkolni nauczyciele doskonale się orientują w zdolnościach dzieci, mają porównanie, pracując w grupie. To oni najlepiej wiedzą, kiedy dzieci mogą zacząć naukę czytania i pisania: czasem to jest w wieku lat czterech, czasem pięciu, czasem siedmiu.” – oczywiście ma Pani rację. Proszę mi w takim razie wyjaśnić, dlaczego Katarzyna Hall, minister edukacji w rządzie Donalda Tuska, wycofała w 2009 roku z podstawy programowej obowiązek nauki czytania i pisania w przedszkolach.

Naprawdę chciałbym się mylić, ale wydaje mi się, że niegodny filozofa fanatyzm sprawia, że Pani oceny i sądy są oderwane od rzeczywistości.

Serdecznie pozdrawiam!

MarcinQd
MarcinQd
27 czerwca 2016 20:19

Dziś rozpoczyna się kolejna odsłona „Dobrej zmiany” w edukacji – początek likwidacji gimnazjów.
Brawo dla Wy, PiSowcy! Jesteście mistrzami TEMATÓW ZASTĘPCZYCH. …bo sprawa gimnazjów to temat zastępczy. Rząd rozpoczyna reformę, która nie wniesie nic poza bałaganem. Gimnazja mają wielu krytyków, ale ich ocena nie jest jednoznaczna. Ich powstanie nie było wielkim błędem, tragedią narodową, a szkoły te nie są inkubatorem patologii.
Nasz rząd jednak co rusz wyciąga, jak króliki z kapelusza, nowe trzeciorzędne problemy, po czym ogłasza kolejną „Dobrą zmianę”, czyli całkowity demontaż, tylko po to by odtrąbić kolejny sukces w zwalczaniu patologii III RP. Działanie rządu przypomina postępowanie przedszkolnego łobuza, który by zaskarbić sobie szacunek i posłuch wśród kolegów, pierwszego dnia wpada i niszczy wszystkie zabawki.
Póki co, wszystkie „DOBRE ZMIANY” polegają demontażu i wprowadzeniu chaosu. Ogłaszane plany wielkich reform to głównie „piękne słówka” ubrane w pseudonaukowy bełkot, które w rzeczywistości nic nie mówią o szczegółach, skutkach, czy kosztach.
Żadna z reform nie dotyka naprawdę ważnych i istotnych punktu widzenia rozwoju Polski spraw, takich jak poniesienie poziomu edukacji (a nie przestawianie „klocków” systemu edukacji) i szkolnictwa wyższego, zwiększenie konkurencyjności naszej gospodarki, wspieranie innowacyjności itp.

Młoda
Młoda
28 czerwca 2016 01:43

Ja w wieku 3 lat czytałam siostrze bajki, a do przedszkola chciałam pójść jeszcze wcześniej (obserwowanie dzieci uczęszczających tam przez okno zrobiło swoje). Pierwszy raz placówkę tę odwiedziłam ok. rok przed osiągnięciem minimalnego wieku, lecz nauka bardzo mi się spodobała. Dzisiaj wyniki w nauce mam bardzo dobre, uważam że system z gimnazjum działa nieźle. Opinie typu „gimnazjum to siedlisko patologii” jest błędne, to nie rodzaj szkoły tylko wiek jest głównym czynnikiem powodującym różne zachowania. Połączenie gimnazjum z podstawówką spowoduje tylko przeniesienie owego „siedliska patologii” na ostatnie klasy „podstawowe”. Taki ruch może też skutkować w podniesieniu skali bullyingu, gdyż w 3letniej szkole jest mniej uczniów, w których starsi mogą znaleźć ofiary. Po złączeniu dla takiego gimnazjalisty pojawi się znacznie więcej możliwości dokuczania wielu dzieciom na raz. Poza tym szkoły nie są przystosowane do takiego załadowania budynku, zapewne większa część z nich będzie w stanie „ogarnąć” tylko kilka klas z 8letniej skali. Na razie w działaniach PiSu widzę tylko dążenie do rozłamu państwa. Mam nadzieję, że wkrótce coś jednak ruszy w stronę właściwej poprawy sytuacji.

kadia
kadia
4 lipca 2016 16:52

pani magdo. strasznie musial pania ktos skrzywdzic w dziecinstwie. zal mi pani i wstyd mi za to co pani pisze. wierzaca nie jestem,na pis nie glosuje, a pani belkotu czytac nie moge. zycze pani jedynie niszowej popularnosci.

Aleksandra
Aleksandra
7 lipca 2016 17:05

Moja córka poszła do szkoły w ubiegłym roku, jako 6 latek (a właściwie nawet nie, bo urodziła się pod koniec roku). Po dwóch miesiącach nauki, jej zeszyt wyglądał jak obrazek. Literki proste i zgrabne, śliczne szlaczki etc. I wtedy okazało się, że nie czyta…. bo podobno na razie uczą się pisać 😉 Dla niej po prostu znacznie prostsze było pisanie. W tej chwili też czyta (no może literuje) i to nie tylko Elementarz, co najbardziej nas cieszy.
W klasie są zarówno obecne 7 latki jak i 8 latki, więc przekrój wiekowy jest spory. Wniosek z moich obserwacji natomiast taki, że każde dziecko jest inne, każde natomiast w pewnym momencie opanuje materiał jedno wcześniej, jedno później i żadna ustawa tego nie zmieni.