Niekontrolowany wybuch wściekłości pana prezesa

Niekontrolowany wybuch wściekłości pana prezesa

Kolejni świadkowie relacjonują wydarzenia sprzed domu Jarosława Kaczyńskiego 13 grudnia i potwierdzają, że prezes PiS zachował się wobec nich agresywnie.

Mój zeszłotygodniowy artykuł opisujący agresywne zachowanie Jarosława Kaczyńskiego wobec osób demonstrujących przed jego domem 13 grudnia spotkał się ze sporym zainteresowaniem i licznymi komentarzami.

Oczywiście odezwały się też pisowskie trolle oraz wyznawcy kultu Prezesa Tysiąclecia, kwestionujący prawdziwość relacji naocznego świadka i określający ją mianem „ściemy”. Z tą grupą komentatorów dyskutować nie warto. To ludzie, którzy zaprzeczają faktom potwierdzonym przez świadków, a jednocześnie z takim samym zapałem utrzymują, że w Smoleńsku miał miejsce zamach, tupolew został rozerwany dwoma wybuchami i sprowadzony na drzewo przez rosyjskich kontrolerów lotu, zaś szczegóły tej zbrodniczej operacji uzgodnili Donald Tusk i Władimir Putin. Polemizowanie z ich urojeniami mija się z celem, zostawmy ich więc w spokoju, pozwalając im żyć w ich wirtualnym świecie.

Jednak wątpliwości zgłaszały także osoby zupełnie przytomne i rozsądne. Po publikacji pisali do mnie znajomi z pytaniem: czy to nie fejk? Czy ta relacja jest na pewno prawdziwa? Bo brzmi nieprawdopodobnie. Czy to możliwe, że Jarosław Kaczyński rzeczywiście wyskoczył ze swojego ogródka, by naubliżać demonstrantom i obrzucić ich absurdalnymi oskarżeniami, a następnie kopał ustawione przez nich świeczki? Przecież to by wskazywało, że jest osobą skrajnie niezrównoważoną i dającą się ponieść emocjom. To nie pasuje do wizerunku lidera partii rządzącej, który decyduje o strategiach politycznych i o obsadzie najważniejszych stanowisk w państwie. Gdyby ta relacja była prawdziwa, oznaczałoby to, że my wszyscy – cała Polska – jesteśmy w rękach osoby co najmniej niezrównoważonej, by nie użyć mocniejszego określenia.

Postanowiłem więc dotrzeć do innych uczestników grudniowej pikiety i uzyskać od nich relacje na temat wydarzeń.

„Informacja nie jest fejkiem – potwierdza Małgorzata Trykacz. – Wraz z grupą członków KOD Bielany byliśmy 13 grudnia pod domem J. Kaczyńskiego. Gdy przyszliśmy, stała tam już grupa policjantów, gdyż zgromadzenie było zgłoszone przez Mirka Paczyńskiego. Było nas ok. piętnastu osób. Zjawiło się też dwóch ochroniarzy rezydujących w budce przy ogrodzeniu. Gdy zapaliliśmy już świeczki, wszystko potoczyło się dość dynamicznie. Chyba żadne z nas nie miało ochoty robić zdjęć Kaczyńskiemu” – pisze Małgorzata Trykacz, załączając do maila cztery fotografie wykonane tego wieczora wcześniej, przed pojawieniem się prezesa PiS.

Znacznie obszerniejszą i bardziej szczegółową relację przysłała Ewa Chwedeńczuk:

13 grudnia o godz. 19.00 na warszawskim Żoliborzu, pod domem prezesa, przy bramce od ulicy Mickiewicza zebrało się nas 9 osób; w większości osoby związane z żoliborsko-bielańskim kodem. Wydarzenie na wszelki wypadek zostało przez nas zgłoszone do Urzędu Miasta. Nasze spotkanie miało charakter nieformalny i w założeniu raczej niezbyt poważny. Było naszym prywatnym nawiązaniem do wcześniejszych akcji przez domem Kaczyńskiego i reakcją na apel IPN-u, aby 13 grudnia zapalać świeczki.

Na miejscu powitała nas już grupa policjantów, z którymi spokojnie ustaliliśmy nasze plany. Mniej grzeczni byli ochroniarze Kaczyńskiego, którzy po chwili wybiegli z domu prezesa i z budki, którą żoliborzanie kojarzą z wypożyczalnią kaset video lata tamu. Ochroniarze zaczęli wydawać nam polecenia, a policjanci nie byli w stanie odpowiedzieć na nasze pytanie, czy powinniśmy się stosować do owych poleceń.

Zapaliliśmy kilkanaście świeczek, jedliśmy cukierki (częstowaliśmy nimi również bardzo pozytywnie do nas nastawionych przechodniów), podsumowywaliśmy ten trudny rok.

Nagle zobaczyłam, że Kaczyński wychodzi z domu. Zawołałam „panie Jarku, prosimy do nas” i odwróciłam się na pięcie, bo nawet nie przyszło mi do głowy, że do nas wyjdzie.

A wyszedł, w towarzystwie ochroniarzy, i nakrzyczał na nas („tacy jak wy wsadzali AK-owców”) i na policjantów („jak można pozwalać na to, by ludzie tak świeczki palili???”). Następnie przepchnął się łokciami i wraz ze swoim ochroniarzem zaczął kopać w świeczki.

Zagadnięty przez nas, że „Pan przecież spał do południa” powiedział „Ja może i spałem, ale brata mi internowali”. I poszedł. Policjanci były przerażeni, a my zdumieni.

Dlaczego nikt z nas nie nagrał akcji? Po pierwsze, sytuacja była niespodziewana i kuriozalna; od 3 lat sporo czasu spędzamy na licznych demonstracjach, ale jeszcze czegoś takiego nie widzieliśmy. Po drugie, było zimno, trzymaliśmy ręce w kieszeniach. I wreszcie, po trzecie, zgromadzenia mieli lat 40 i więcej, należą więc do pokoleń, którym telefony służą głównie do telefonowania. Policjanci jednak przez cały czas nas nagrywali, ponadto tuż obok umieszczona jest kamera.

A oto relacja Elżbiety Jankowskiej:

13 grudnia na zaproszenie znajomej wybrałam się pod dom Jarosława Kaczyńskiego. Było to bardzo smutne zgromadzenie. Zaledwie kilkoro dojrzałych osób, w towarzystwie policjantów. W milczeniu zapaliliśmy znicze. Jeden Pan recytował napisany przez siebie wiersz.

Ku naszemu zaskoczeniu na schodach willi pojawił się Jarosław Kaczyński. Po krótkiej wymianie zdań przy furtce, w której pan prezes m.in. zarzucił nam że tacy jak my wsadzali do więzień AK-owców, Jarosław Kaczyński wyszedł za bramę i kopnięciami powywracał zapalone przez nas znicze, brudząc steryną nasze buty i płaszcze.

Mając w pamięci historie z udziałem polityków PiS, np. wypadek kolumny premier Beaty Szydło w Oświęcimiu, starałam się trzymać jak najdalej od prezesa, aby nie zostać oskarżoną o pobicie. Na koniec razem z resztą zgromadzonych skandowałam „KON-STY-TU-CJA”.

Po oddaleniu się Jarosława Kaczyńskiego uprzątnęliśmy świeczki i wróciliśmy do domów. Pomimo agresywnej postawy Prezesa staraliśmy odnosić się do niego z szacunkiem, używając form grzecznościowych. Zdarzenie nie zostało przez nas nagrane, natomiast było rejestrowane przez policję.

I jeszcze jedna relacja uczestnika, który poprosił o niepodawanie jego nazwiska do publicznej wiadomości:

13 grudnia o godzinie 19, w gronie około 9 osób zebraliśmy się na ul. Mickiewicza, pod domem Jarosława Kaczyńskiego. Zgromadzenie było zgłoszone do Urzędu Miasta, na miejscu było około 10 policjantów, w tym jeden w cywilu, który nas nagrywał.

Zapaliliśmy kilkanaście zniczy, postawiliśmy je na chodniku, czyli na terenie publicznym. Staliśmy, rozmawialiśmy, nie było żadnych okrzyków, częstowaliśmy przechodniów cukierkami. W pewnym momencie, w towarzystwie jednego z uczestników obszedłem dom posła Kaczyńskiego dookoła. Na ulicy z tyłu, oprócz kilku samochodów z policjantami, spotkaliśmy prezesa Kaczyńskiego wychodzącego z posesji w towarzystwie ochroniarzy, widocznie wzburzonego.

Chwilę po naszym powrocie na ul. Mickiewicza, Jarosław Kaczyński wyszedł do nas przez główną furtkę, w towarzystwie nieodstępującej go ochrony. Wywiązała się krótka rozmowa, gdzie zarzucił nam, że „tacy, jak wy wsadzali AK-owców do więzień” i zwracał się podniesionym głosem do policjantów, pytając „jak można pozwalać, żeby ludzie tak palili świeczki”. Policjanci byli przestraszeni, ale nie reagowali.

Poseł Kaczyński zwrócił się do nas i prawie krzycząc zapytał, czemu tu jesteśmy i czy wiemy, że stan wojenny był przeciwko takim jak on. Na naszą uwagę, że z tego, co nam wiadomo, 13 grudnia to on spał do południa, przyznał rację, ale powiedział, że za to jego brata internowano. Następnie poseł Kaczyński przepchnął jedną z kobiet, podszedł do zniczy i zaczął je kopać. Pomagał mu jeden z ochroniarzy. Na moją uwagę, że jest to niszczenie mienia prywatnego, policjanci nie zareagowali. Poseł Kaczyński, wzburzony, wrócił na posesję, żegnany okrzykami „Konstytucja”.

W trakcie zdarzenia, nikt nie lżył ani nie obrażał posła Kaczyńskiego. Gdy jedna z osób zwróciła się do niego „panie Jarku”, odparł „nie jesteśmy na ty”, za co został przeproszony.

Zdarzenie nie było nagrywane przez żadnego z uczestników. Nagraniem dysponuje zapewne policja, ponadto nad miejscem, gdzie staliśmy, umieszczona jest kamera, wystająca na wysięgniku z posesji posła Kaczyńskiego.

Te relacje niestety nie pozostawiają wątpliwości: informacja o agresywnym wyskoku szefa PiS jest prawdziwa. Źle to wróży nam wszystkim i całej Polsce.

Wojciech Maziarski
zdjęcia Mirosław Paczyński

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

14
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
4 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
ZbyszekMarek71Oj tam, oj tamzygmuntMarya Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marek
Marek

Skoro było to zniszczenie mienia prywatnego na zgłoszonym wydarzeniu to czy ktoś założył sprawę Kaczyńskiemu o przeszkadzanie w legalnej manifestacji albo coś podobnego? Skoro policja ma nagranie to będzie musiała je w takim razie udostępnić albo skompromitować się udając, że nic się nie nagrało. Jest w tym potencjał do wykorzystania tym bardziej przed wyborami, trzeba zareagować. Może to nie typowe, nie tak fajne działania jak protesty, ale wierzę, że będą skuteczne.

Maciek123454321
Maciek123454321

Znając życie, prędzej czy później nagranie z monitoringu albo zagranie robione przez owego policjanta wycieknie do internetu, a zważywszy na niezwykłość zajścia – raczej prędzej niż później. Pisiory niech już szykują „przekaz dnia”. Zaś fakt, że Karaluch jest co najmniej niezrównoważony psychicznie, jest znany od dawna. Niesmak budzi brak umiejętności opanowania. Bardzo niecierpliwie oczekuję, że nagrane z tego zajścia szybko ukaże się w internecie.

Andrzej
Andrzej

Niezrownowazona ciotka zoliborska Balbinka

ksiadz
ksiadz

„tacy jak wy wsadzali AK-owców” !!! Ciekawe dlaczego jego ojciec Rajmund Kaczyński ps. „Irka” oficer AK nie był aresztowany?, zresztą jego matka Jadwiga Kaczyńska ps. „Bratek”?

Jantar
Jantar

Bo zadbało o to dwóch wujków. Jeden był prawą ręką Stalina, drugi – prawą ręką Berii. Wujkowie Kaczyńskich i ich powiązania ze Stalinem i Berią nie są tajemnicą poliszynela – od dawna piszą o nich w internecie.

Zwinka
Zwinka

No to właśnie jest tajemnica Poliszynela. Publiczna tajemnica, innymi słowy.

Justyna
Justyna

Jeśli jest o tym głośno, to chyba jednak są tajemnicą Poliszynela
Poza tym zgadzam się z przedmówcą.

Oj tam, oj tam
Oj tam, oj tam

Za to dostali od komunistycznych władz mieszkanie w willi na Żoliborzu!
Doprawdy, zastanawiające fakty!

Maria
Maria

Wyjście za ogrodzenie to był kolejny bohaterski czyn po tym jak w stanie wojennym przeskoczył płot stoczni

ewa
ewa

Ze to psychopata wiadomo już dawno

Marya
Marya

Brata mu internowali, czyli tak jakby jego lepsza połowa – od pasa w dół – została za kratami i w związku z tym on ma prawo protestować przeciw protestującym. Kacza logika i przykład postępowania „ja bez żadnego trybu”. Żoliborski inteligent…

zygmunt
zygmunt

Pytam przy okazji tego zajscia z udzialem prezesa co stalo sie z inicjatywa zbiorowego pozwania do sadu prezesa za obrazliwe slowa pod adresem obywateli. Propozycja pozwu uzyskala kilkanascie jesli nie kilkadziesiat „poparc” facebukowcow i… cisza. Czy ktos zna odpowiedz „co jest grane”? Skoro tak szeroko popierane inicjatywy spoleczne krytykujace „dobra zmiane” padaja to trudno dziwic sie, ze arogancja, buta i lekcewazenie opinii spolecznej przez wladze narastaja i jej przekonanie o nieusuwalnosci powieksza sie do stopnia kompletnego lekcewazenia spoleczenstwa uwazanego za idiotow, ktorym sterujemy jak chcemy. A przeciez reakcje prezesa sa typowe dla osoby niezrownoawazonej psychicznie i wymagajacej leczenia a ta… Czytaj więcej »

Marek71
Marek71

Ojej, no obudzili go o 19 rano, to jasne że sie wkurzył!

Zbyszek
Zbyszek

Tak tylko z ciekawości pytam czy Kaczory szczepi się przeciw wsciekliźnie?