Niemoralny młyn

Niemoralny młyn

Mnóstwo czasu (i miejsca na Facebooku) wielu z nas poświęca buntowaniu się przeciwko przyjmowaniu w kraju nad Wisłą uchodźców, mimo że dookoła jest ich tylu, ile życzliwości w programie Elżbiety Jaworowicz. Jednak kiedy docierają do nas informacje o 400 – 800 północnokoreańskich robotnikach, których polscy przedsiębiorcy zatrudniają przy pracy w fatalnych warunkach, to nie słyszę, żeby komukolwiek chciało się podjąć temat.

Z niemałym zaskoczeniem przeczytałem w Onecie artykuł Pawła Strawińskiego pt. „Niewolnicy Kima znad Wisły”. Dziennikarz opisuje w nim, jak Korea Północna oddelegowuje przymusowo swoich pracowników w świat. Według specjalnego wysłannika ONZ ds. praw człowieka, w tym azjatyckim kraju takich osób jest ponad 50 tys. Najbardziej gościnna – w negatywnym tego słowa znaczeniu – w Europie okazuje się być Polska, jeśli wierzyć raportowi sporządzonemu przez zespół badawczy „Slaves to the System”. Paweł Strawiński pisze, że Koreańczycy pracują u nas nieraz (w zależności od firmy) po dwanaście godzin dziennie, sześć dni w tygodniu, a w niedziele mają tzw. sesje ideologiczne, czyli pranie mózgu. Zajmują się m.in. pracą na budowach, w stoczniach czy sadach. Jedyne drogi, które pokonują, to te z domu do pracy i z powrotem, czasem mogą wstąpić do sklepu po jakieś zakupy. Pensja idzie w całości albo w większości na konto reżimu Kim Dzong Una.

Politycy nie są zamieszani w ściąganie i zatrudnianie tych pracowników. Za wszystko odpowiadają polscy przedsiębiorcy. Załatwiają to dzięki kontaktom z północnokoreańskimi przedsiębiorstwami, przy współpracy z koreańską ambasadą w Warszawie. Oczywiście pozwolenie na pracę musi podbić wojewoda, ale z tym nie ma problemu, kiedy warunki prawne są spełnione. Jednym z takich warunków jest zapewnienie wynagrodzenia porównywalnego do wynagrodzenia, jakie dostaje polski pracownik na danym stanowisku. Tylko że polski pracownik je raczej realnie otrzyma…

Ministerstwo Spraw Zagranicznych stara się zrobić cokolwiek w tej sprawie, wstrzymując stemplowanie wiz. Zleca również kontrole Państwowej Inspekcji Pracy, która w okresie od 2010 do 2016 roku wykryła kilkadziesiąt nielegalnych zatrudnień Koreańczyków na terenie naszego kraju, a także szereg nieprawidłowości. Nie eliminuje to jednak przypadków obchodzenia prawa przez przedsiębiorców, którzy potrafią sprytnie wykorzystać przepisy polskie i unijne.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka jest poruszona takimi informacjami, a jeden z rozmówców dziennikarza mówi, że skoro władza nie odnosi się publicznie do tych faktów, to niewystarczająco reaguje. Z kolei zespół „Slaves to the System” podaje propozycje, jak przeciwdziałać takim praktykom, które oprócz kontroli prawnej dotyczą informowania pracowników o ich prawach, jak również przedsiębiorców o odpowiedzialności za ich łamanie. To poprawiłoby sporo, jednak właściciele firm nadal będą szukać luk w systemie, więc niemoralny młyn nie przestanie się kręcić, a ewentualnie zwolni. Dlatego, zamiast niepotrzebnie ekscytować się uchodźcami pędzącymi z Bliskiego Wschodu, których de facto w naszym kraju jest tyle, co kot napłakał, zróbmy pozytywną rebelię wokół nas, na naszych profilach w mediach społecznościowych, żeby wywrzeć presję na przedsiębiorcach odpowiedzialnych za ten proceder. Jednocześnie sami, jeśli prowadzimy jakąś firmę, po prostu przestrzegajmy standardów etycznych.


Paweł BrolPaweł Brol

 

 

 

 

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

11
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
5 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
Grzegorzgniewko_syn_rybaJanWladyslawwojtas Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
wiesław
wiesław

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony zgoda, to skandal że wykorzystuje się u nas, de facto, niewolniczą pracę Koreańczyków. Z drugiej zaś… czy ich sama obecność w Polsce, możliwość obejrzenia kawałka wolnego świata spoza czerwonej kurtyny Kima, nie zaowocuje w przyszłości sprzeciwem wobec zakłamanej rzeczywistości po powrocie do kraju? Efekt edukacyjny choć niezamierzony znany jest starszemu pokoleniu. Bo i PRL wysyłał za granicę pracowników na budowy w Libii czy Iraku. Stanowiły one, z perspektywy pracowników, szansę znacznego poprawienia swojej sytuacji materialnej choć z perspektywy wolnego świata były jawnym pogwałceniem praw pracowniczych.

Paweł
Paweł

Panie Wiesławie, owi Koreańczycy nie obejrzą kawałka wolnego świata w Polsce, skoro ich warunki pracownicze są porównywalne do tych z rodzimego kraju. Tym bardziej, że – tak jak piszę w tekście – oni nie mogą pokonywać innej drogi niż z domu do pracy i z powrotem (czasem zahaczają o jakiś sklep). Nie mają „prawa” też z nikim z zewnątrz rozmawiać. Rozumiem porównanie do czasów PRL-u, ale moim zdaniem jest ono nietrafione, ponieważ – tak jak Pan pisze – Polacy poprawiali sobie tam sytuację materialną, a Koreańczycy u nas się nie wzbogacają, bo całe wynagrodzenie albo większość z niego idzie na… Czytaj więcej »

Wladyslaw
Wladyslaw

Nie calkiem sie zgadzam. Sam bylem w Iraku. Kto broni tym Koreanczykom isc gdzie indziej niz do sklepu? Jest jakis aparat przymusu? Jezeli tak to to jest przestepstwo i powinno byc scigane.

Jan
Jan

Pracownicy z Korei Pn, to przypadek szczególny, gdyż łączy dwie kwestie: jedna to przedsiębiorców polskich kolaboracja ze zbrodniczym reżimem (nawet jeśli wszystko jest zgodne z prawem), druga to dość powszechna niestety niechęć do godziwych warunków pracy i płacy, bo są kosztowne. W pierwszym wypadku można ją rozwiązać szybko i sprawnie decyzją polityczną: formalnym uniemożliwieniem najmowania pracowników Korei Pn. (Bowiem jakiekolwiek poprawienie ich losu w PL to – nie łudźmy się – mrzonka, jeśli kiedykolwiek mieliby wrócić do Korei.) Za to ta druga kwestia, jest znacznie szersza i charakteryzuje wielu w nią uwikłanych rozdwojeniem jaźni: z pozycji pracownika są jak najbardziej… Czytaj więcej »

Paweł
Paweł

Dlatego właśnie mam na myśli edukowanie się oddolne. 🙂

Paweł
Paweł

Aparat przymusu pt. „Jesteście pracownikami przymusowymi” pewnie jakiś jest (tylko bardziej cichy niż głośny). A żeby ulżyć w tym przymusie pozwala się za część pieniędzy z wypłaty kupować np. papierosy czy piwko. Przynajmniej tak ja to widzę.

Agata Krystyna
Agata Krystyna

Niestety , duza ilosc polskich przedsiebiorcow patrzy z punktu widzenia swojego zzysku a sposob w jaki to zrobia nie ma znaczenia .I nie przeszkadza I’m to w uczestniczeniu co niedziela we mszy sw.Niestety nie mam najlepszego zdania o rodzimych przedsiebiorcach I nie wiem czy przyczyna jest tylko pazernosc byc moze socjalistycze wychowani tez .

marta
marta

Znajoma pracuje w firmie zatrudniającej ( niestety, co jest nagminne „na czarno”) panów z Ukrainy. Teraz mają wrócić na jakiś czas na Ukrainę i szef obiecał im, że będzie na nich czekał i nie zatrudni nikogo innego na ich miejsce. Panowie zadowoleni, a pan szef niezwykle „słowny” człowiek pobrzękuje, że czas szukać innych, bo co on będzie czekał. I takich historii są setki, tysiące. Żenada.

wojtas
wojtas

Kiedy miało się za prezydenta Polski gościa, który zwracał się do polskich obywateli per „spieprzaj dziadu”, to skąd zdziwienie?

gniewko_syn_ryba
gniewko_syn_ryba

Ciekaw jestem, czy pan Brol nie kupuje żadnych produktów z Chin, wytwarzanych m.in. przez dzieci pracujące po 16-17 godzin na dobę przez 7 dni w tygodniu za przysłowiową miskę ryżu… ?

Grzegorz
Grzegorz

O tym problemie mówi się zbyt wielkimi ogólnikami, by nie dostrzec w tym czegoś jeszcze bardziej niepokojącego – za tym procederem muszą stać ogromne pieniądze i każdy boi się tematu dotknąć konkretniej. Mówienie, że raport opisuje, że organizacja jest poruszona, że PIP znalazł – ale w gruncie po przeczytaniu pozostajemy z taką samą wiedzą jak przed i na nic zdają się protesty, skoro nie wiemy przeciwko komu je kierować.