Radka Franczak, bohaterka jednego z wywiadów koduj24 ma szansę na Nike i Gryfię

Nierzeczywistość rzeczywistości

Parę miesięcy temu, tuż po premierze książki „Serce” na łamach koduj24 opublikowaliśmy rozmowę Ewy Karwan-Jastrzębskiej z debiutującą w dziedzinie literatury młodą reżyserką Radką Franczak. Jej znakomita powieść stała się pretekstem do dialogu o literaturze, życiu i polityce.  Teraz pisarka jest kandydatką do dwóch nagród literackich.

Dwie nominacje w jednym dniu nie zdarzają się często w świecie literatury. Nagroda Literacka Nike przyznawana jest od 1997 roku. Najpierw nominowane jest dwadzieścia utworów ( najczęściej prozatorskich), kolejny etap pozwala wyłonić siedmiu finalistów, aby ostatecznie 1 października wybrać laureata i wręczyć mu nagrodę w postaci statuetki projektowanej przez Gustawa Zemłę i czeku na 100 000 złotych. Wśród laureatów byli do tej pory między innymi: Tadeusz Różewicz, Stanisław Barańczak, Czesław Miłosz, Olga Tokarczuk czy Andrzej Stasiuk.

Nagroda Literacka dla Autorki Gryfia po raz pierwszy została przyznana w 2012 roku. Z pięciu nominowanych utworów polskich pisarek wybrany zostanie jeden. Wśród laureatek tej nagrody była Magdalena Tulli.

W oczekiwaniu na rozwój sytuacji polecamy lekturę wywiadu i powieści „Serce”, gratulując Radce Franczak tak wspaniałego debiutu.

Pisarz we współczesnym świecie.

Teraz wiem, że można kogoś takiego spotkać może tylko raz, może tylko się otrzeć i mieć po nim ślad jak wypalony, mocny, na zawsze.

Z Radką Franczak rozmawia Ewa Karwan-Jastrzębska

Radka Franczak - SerceRadkę Franczak poznałam w wydawnictwie publikującym nasze książki. Moje dla dzieci, serię „Agata z placu Słonecznego”, Jej dla dorosłych. W Marginesach wydała swoją debiutancką powieść „Serce”. Poznałam i zaczęłyśmy do siebie pisać. Ja nad ranem, Radka w ciągu dnia. Ja z Warszawy, wysyłając jej zdjęcia świtu i obrazki z życia nocnego miasta, ona z Nowego Jorku, dzieląc się okruchami tamtej rzeczywistości. Myślałam wcześniej, że sztuka epistolarna upada w obliczu łatwości przekazu. Że zmieniła się w zwykły zbiór informacji, wydziedziczona z czasu przyszłego przez wrzucenie jej w teraźniejszość. Bo przestał istnieć czas pomiędzy pisaniem a oczekiwaniem odpowiedzi. Tak się jednak nie dzieje. Listy zostawiam dla siebie, ale zaproponowałam Radce rozmowę o pisaniu, życiu i kondycji współczesnego świata. Zgodziła się i tak narodził się nasz publiczny dialog.

Ewa Karwan-Jastrzębska: Żyjemy w nierzeczywistości. Świat wokół nas ma nieostre granice, trudno odnaleźć w sobie rytm codzienności, każda nuta zdaje się być fałszywa. Ludzie stracili z horyzontu punkt dotarcia. Zatarły się sensy. Jak sądzisz, czy tak rozchwiana rzeczywistość nieustającego politycznego sporu jest inspirująca dla współczesnego pisarza?
Radka Franczak: To zależy, jakim się jest człowiekiem. Na mnie akurat źle wpływa destabilizacja, nacjonalizm i zacieśnianie horyzontów, duszę się w tym wraku samolotu, który nam codziennie spada. Wolę kierować myśli tam, gdzie można coś zbudować, dowiedzieć się czegoś nowego. Do tego wolność, w tym wolność wypowiedzi, jest dla mnie podstawą, potrzebną do życia i tworzenia. Ograniczenie jej wywołuje we  mnie lęk i gniew. Na co dzień szukam ciszy, izoluje się od ludzi, miasta, ruchu, światła. Ale teraz mamy taki czas, kiedy trzeba uważać z milczeniem.

E.K.J.: Jak sądzisz, czy twórcy mają szansę nazwać i skomentować to, co dzieje się teraz w Polsce, tak, aby zbudować w ludziach na nowo granice wewnętrzne, przeprowadzić czytelnika bezpiecznie przez pułapki nierzeczywistości?
R.F.: Jak najwięcej ludzi powinno protestować, a szczególnie twórcy, ludzie kultury. Podziwiam tych, którzy od samego początku wskazywali na zagrożenie demokracji, godności i gwarancji praw, mówili o tym głośno, upubliczniali swój wizerunek w tym znaczeniu. Ja widzę niebezpieczeństwo w postawie pasywnej, w ciszy, która staje się przyzwoleniem.

Radka Franczak - Serce - fragment listu czytelniczkiE.K.J.: Literatura to medium o wielkiej sile oddziaływania na ludzką wyobraźnię. Kształtuje świat odbiorcy od wczesnego dzieciństwa, jest w stanie wiele w nim stworzyć i wiele zmienić, jeśli jej przekaz jest wystarczająco mocny i czytelny.  Jak dziś widzisz misję pisarza? Czy słowa mają moc, mogą ranić albo zabijać? Jak pisarz powinien się z nimi obchodzić? Na czym, w obecnych czasach, polega odpowiedzialność pisarza za słowo?
R.F.: Kiedy pytasz o ”misję” i „odpowiedzialność” w kontekście pisania to przyznam ci się, że aż się zgarbiłam na samą myśl, że mając je wiszące, zawisłe mi nad głową miałabym pod tym parasolem coś stworzyć. Język, słowa są dla mnie niesforne i nieobliczalne, ciągle się zmieniają, do tego są stare ze swoimi warstwami znaczeń. Pytanie, jak ułożyć je obok siebie, żeby oddały to, o czym chcę opowiedzieć, a przy tym mówiły prawdę; prawdę, która jest niemożliwa do złapania.
Czytając twoje pytanie łatwiej, byłoby mi je odnieść do współczesnego dziennikarstwa. To ono, dzięki rozwojowi internetu, stało się teraz masową potęgą. Dosłownie buduje nam świat. Książki są ważne, ale na naszą codzienność mają wpływ informacje, które płyną do nas szerokim strumieniem. Boli mnie, że ludzie, którzy tworzą poprzez selekcję i jakość nam codzienny obraz świata robią to tylko często po to, żeby podnieść oglądalność, ilość wejść na stronę itd. Strach i wstyd sprzedają się najlepiej. Mamy do czynienia z mediami niekiedy częściej niż z rzeczywistością. I tu będę uparta, tęsknię za dziennikarstwem odpowiedzialnym i różnorodnym, takim, które potrafi komentować, pokazywać też dobre strony świata i życia, sposoby rozwiązania, a nie tylko jedzie po bandzie – nawet, kiedy robi to w bardzo intelektualny sposób.

E.K.J.: Słowo „misja” zastąpmy zatem „rola”. Pisarz posługuje się słowami. Czasem są faktycznie niesforne, żyją własnym życiem, ale nie biorą się znikąd. Pisarz nie jest wyabstrahowany z rzeczywistości. Potrafi uciec, ale głosy i tak do niego docierają. Więc tak czy inaczej twórca prędzej czy później znajduje odpowiedni kostium i właściwe dekoracje, aby opowiedzieć o współczesności. Dać jej świadectwo.  Poruszony przez Ciebie temat dziennikarstwa w kontekście wrażliwych tematów jest ciekawy. Dziennikarstwo odpowiedzialne…? Jestem przekonana, Radko, że takie dziennikarstwo musiałoby być wyrwane z kontekstu doraźnych interesów. Bo ludzie komentujący teraźniejszość zazwyczaj wpisują się w horyzont oczekiwań odbiorcy. Odbiorcy złaknionego szybkiej i agresywnej informacji. To, co w komunikacie niespieszne i subtelne, staje się przezroczyste. Złapałam się na pewnej myśli, gdy czytałam jedną z recenzji poświęconych Twojemu „Sercu”. Otóż tak subtelna analiza dzieła literackiego, tyle odkrytych asocjacji, znakomitych i trafnych skojarzeń może spotkać się z milczeniem i niezrozumieniem, nikt bowiem w obecnych czasach nie podejmie z tekstem takiego dialogu, a dla czytelnika recenzji za dużo w nim odniesień do tekstów kultury. Jest piękny i ciężki. To tekst rozumiejący, ale niezrozumiały dla potencjalnych czytelników.
Gdy pracowałam w radiu, słyszałam od czasu do czasu od pani prezes pewnej prywatnej stacji po audycji (na przykład z Anną Micińską jako gościem, poświęconej Aleksandrowi Watowi albo po rozmowie z Marią Janion o Jej książce „Wobec zła”) taką oto kwestię: „Ewa, przestań się sama wypowiadać, nie rozmawiaj z gościem, jesteś od zadawania pytań, a nie reagowania na odpowiedzi”. Wszystko się we mnie buntowało, bo przecież prowadzenie autorskiej audycji polega na budowaniu dialogu. Żaden twórca nie chce być odpytywany z tego, co lubi jeść na śniadanie, albo jaką książkę zabrałby na bezludną wyspę. Gotowy zestaw pytań. Ta potrzeba powierzchowności dialogu zabija umiejętność myślenia i pisania, czyniąc tekst nieobecnym, ulotnym i przemijającym.
Odejdźmy zatem od tekstów dziennikarskich, aby powrócić do sztuki. Chciałabym wiedzieć, czym jest dla Ciebie język w sztuce? Przeszkodą czy wyzwoleniem? Tworzy ograniczenia czy otwiera drogi? Bo dla mnie język jest materią nieskończoną, mówimy inaczej to samo. Tajemnicą jest forma. Jesteśmy w stanie tworzyć nowe światy z tych samych elementów. Nigdy się nie powtórzą, jest tak, jak wspomniałaś w naszej rozmowie –  lektur i odczytań jest nieskończenie wiele. Ty, reżyserka i pisarka, poruszasz się siłą rzeczy między językiem filmu i literatury. Który z nich jest w stanie więcej objąć, więcej „pokazać”?
R.F.: Język mnie fascynuje, wokół mnie skaczą słowa, zależnie od sytuacji i poziomu inspiracji układają się ze sobą, tworząc różne konstelacje. Jestem ograniczona w języku w swoich ulubionych i lubię  podsłuchiwać i zapisywać kody innych. Książkę pisałam sama i tylko ja jestem odpowiedzialna za jej treść. Film to praca zbiorowa, wykładnia talentów kilku ludzi. Operator, dźwiękowiec, producent, montażysta – każdy z nich wnosi coś do opowiadania. Ja mam  historię i wizję, ale muszę też umieć współpracować i być elastyczna, kiedy oczywiste jest, że ktoś ma dobry, ale inny pomysł. Film daje mi też oddech od intensywnej samotności, kiedy pisałam „Serce”.

E.K.J.: „Serce” to powieść drogi i jej kresu. Cierpliwie układasz w ustalonym porządku wątki opowieści. Zdania rozwijają się niespiesznie w czasie. Można je smakować. Dotykasz słowami czytelnika. To Twój język. Ale jest też w „Sercu” żywioł obrazu, bo czasem opowieść ustępuje mu miejsca i widzimy słowa „od podszewki”, bo jawią się w sensach nakładających się na siebie klisz, zatrzymanych kadrów, obrazów. Następuje spotkanie słowa i fotografii. Forma dopowiadania czy komentowania obrazem historii tworzy nową jakość w literaturze. Ten obraz jest jak utrwalona w czasie scena, jak uwiecznianie niemożliwego. A więc nie porzucasz obrazu. Nie przestajesz być reżyserem.  Skąd i dlaczego do powieści wkroczyły obrazy?
ŚladyR.F.: Od początku widziałam tę książkę formalnie – bloki słów, spomiędzy których będą wyłaniały się fotografie. Zdjęcia nie są ilustracją tylko kolejnym elementem. Pisanie jest intensywne, czarno-białe obrazy przynoszą chwilę zmiany percepcji, chociaż o podobnej atmosferze to jednak pozwalają na moment odejść od słów.

E.K.J.: Bardzo ciekawym wątkiem w Twojej powieści jest odchodzenie. I lęk przed pożegnaniami. „Mama odwiozła mnie dwoma samolotami do Archangielska, a potem, po trzech dniach, zostawiła tam, musiała przecież wracać do swojego życia i do pracy, a ja musiałam zostać. Intensywność tych chwil, kiedy jej zielony beret i sztuczne lamparcie futro znikały za drzwiami i to, jaki potem w sypialni Iriny Sergiejewnej napadł na mnie mrok, może właśnie to spowodowało, że każde późniejsze przedstawienie mnie komuś, zostawienie mnie gdzieś, odejście odczuwałam niezwykle brutalnie”. Odejście może mieć różny wymiar. Czy literatura może oswoić śmierć?
R.F.: Czy w ogóle można oswoić śmierć? Odejście na zawsze? Literatura może dać poczucie wspólnoty, podobnego przeżycia, w ten sposób, może, przyniesie częściową ulgę.

E.K.J.: Literatura nazywa to, co niewyrażalne. W „Sercu” świetnie charakteryzujesz postaci. Wystarczy mała scena, bohater w ruchu, w sytuacji, aby to pojąć, aby stanął on blisko czytelnika: „Cały dom, zbieranina rzeczy, tkwiąca tu jak w zawieszeniu córka, wszystko nabrało teraz sensu. Shirley była motorem tego miejsca. Jej ciało, ruchy, spojrzenia sprawiały, że chciało się za nią iść, być blisko. To, czego dotykała, otrzymywało ciężar, inny wymiar, kiedy patrzyła na ciebie, istniałaś mocniej, kiedy się uśmiechała, skoczyłabyś dla niej w ogień”. I druga, zgoła inna charakterystyka: „Robin była duża i wysoka. Mogłaby być silną farmerką lub właścicielką winnic, kobietą stojącą mocno na nogach, z koniem przy boku, szpicrutą w ręku, z fortuną w kieszeni, ale w jej ciele nie było tej siły biegnącej wprost z czarnej ziemi i musiało to być jej własne przekonanie o ogromnej kruchości swojego ciała. Ta delikatna kruchość właśnie, uważanie na siebie na każdym kroku, wywoływało szereg fizycznych, męczących nieporozumień, pomyłek, potknięć, co chwilę coś upuszczała, gubiła, łamała lub uszkadzała jakąś część ciała w związku z tym dużo uwagi poświęcała sobie oraz temu, żeby rzeczy leżały na miejscu, a różne prawa i reguły, które ustanowiła w domu, miały być ściśle przestrzegane”. Piszesz w posłowiu „Serca” o ludziach, który użyczyli Ci siebie, gdy tworzyłaś swoje postaci, o spotykanych osobach, które wkraczały do Twojego świata. Czy są też w tej powieści bohaterowie narodzeni z nicości? Wymyśleni od początku do końca?
Radka Franczak - Serce - fragment listu czytelniczkiR.F.: „Serce” jest powieścią, fikcją. Nie ma tu bohaterów, którzy żyją naprawdę. To, o czym pisałam w posłowiu miało raczej charakter czegoś, co mogę nazwać „podpowiedź rzeczywistości”. Polegało to na tym, że kiedy na przykład skupiałam się na postaci Shirley i zastanawiałam się, jaka ona dokładnie ma być to w tym momencie zupełnie przypadkiem poznawałam kobietę, która była w wieku Shirley, czyli po 80-tce, a na pierwsze spotkanie ze mną przyszła ze swoim dużo młodszym kochankiem, była mądra, radosna, promieniała życiem, a jej mężczyzna nie odrywał od niej oczu, zresztą ja też. I mimo że już wcześniej wiedziałam, że postać Shirley ma być najbardziej „żywa” spośród moich trzech bohaterek, to dostawałam ten przykład. Często w zwykłej rozmowie z kimś, padało kilka słów, które były początkiem sceny. Takich sytuacji mogłabym wymienić znacznie więcej.

E.K.J.: W zgiełku i pośpiechu otaczającego nas świata „Serce” jest książką, która spowalnia puls i pozwala przyjrzeć się sobie i mijanym krajobrazom. Jej siłą jest piękno języka. Są pisarze, którzy dzięki urodzie stylu wpisują swoje dzieła w porządek wiecznej obecności w pamięci czytelników. W pewnym sensie więc „Serce” pomaga odnaleźć właściwą miarę rzeczy. Choć mówi o samotności, pozwala odzyskać potrzebę bliskości, choć opowiada o nieuchronności końca uzmysławia, że za smutkiem idą chwile niezmąconej niczym radości. Dla tych chwil warto czytać i warto codziennie wstawać z łóżka. A jeśli już o łóżku mowa, to nie zapominajmy, że nasze rozmowy toczyły się gdzieś pomiędzy jawą a snem, z racji różnicy czasu – Warszawa – Nowy Jork w przestrzeni onirycznej. Podejmijmy więc na koniec temat snu, bo sen w literaturze jest tematem tajemniczym. Pisząc, często po niego sięgam, ze świadomością, że czasem może być trudno go opuścić bohaterom bo bywa, jak doskonale wiemy, niebezpiecznie kuszący. Sny prorocze to osobny, bardzo ciekawy temat. Ale wracając do „Serca”. Jaką rolę w Twojej powieści pełni sen?
R.F.: Sen to takie zanurzenie się pod wodę. Wydaje się, że to ten sam świat, ale nawet prawo przyciągania działa tu trochę inaczej, musimy uczyć się nowego sposobu percepcji, jest tajemnica, dźwięki słychać inaczej, trochę się boimy, a trochę jest pięknie. To obraz, głos z innej przestrzeni. Warto go usłyszeć.


Radka Franczak Radka Franczak jest autorką filmów dokumentalnych „Stiepan” i „Gdzie jest Sonia?”. Scenarzystka i reżyserka, fotografka, absolwentka PWSFTviT w Łodzi. Ukończyła kurs reżyserii filmów dokumentalnych w Szkole Andrzeja Wajdy. Debiutancka powieść „Serce” poruszająca temat emigracji, dorastania i przemiany – jest portretem jej pokolenia.

 

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar