O co chodzi Kaczyńskiemu (2)

O co chodzi Kaczyńskiemu (2)

Musi być jakaś nazwa stanu umysłu człowieka, który nie może niczego naprawić ani ulepszyć, a swoje projekty potrafi budować tylko na gruzach dotychczasowego ładu.

Pytałem już o to w felietonie opublikowanym tutaj ponad trzy lata temu i powtarzam teraz pytanie, bo do dziś nie znalazłem odpowiedzi. Czego właściwie chce Kaczyński? Nie wystarczy powiedzieć, że władzy, nieograniczonej wszechmocy, prawa sterowania losami państwa i ludzi. Dalece niepełna jest także opinia, że prezes od dziecka marzy, by sprawdzić, co ta Polska ma w środku, i usiłuje się zabezpieczyć, by podczas zabawy Polską nikt nie był w stanie dać mu po łapach. A już na pewno nieprawdziwa jest teza, że Kaczyński buduje kraj swoich marzeń, który kiedyś wręczy Polakom na odchodnym jako dzieło swego życia. Bo jeśli tak, to dlaczego robi tak wiele, by do celu nie dotrzeć? Czemu sam sobie przeszkadza i sam sobie utrudnia realizację wielkiego planu?

 

Kaczyński zmajstrował sobie aureolę człowieka opatrznościowego, polityka czystych rąk, którego nie imają się afery i przekręty. Udało mu się zahipnotyzować wielu Polaków, ale mimo szczodrego dosypywania budżetowych pieniędzy nie udało mu się zgromadzić wokół siebie większości konstytucyjnej, umożliwiającej wdrożenie mniej konfliktowego scenariusza zawłaszczenia kraju. Jednym z powodów jest fakt, że toleruje w swym otoczeniu liczne indywidua, o których wie, że mają brudne ręce i zaświnione życiorysy. Kaczyński powiela chwytliwe hasła rodem z PRL o sprawiedliwości, równości i umiłowaniu prawdy, słabo jednak reaguje na „ideowość” dygnitarzy przyznających sobie premie i nielegalnie dorabiających na boku. Prezes głosi, że przyzwoitość i profesjonalizm to niezbędne warunki nominacji na ważne stanowiska, a potem, wbrew własnym interesom, obsadza te fotele ludźmi krańcowo nieprofesjonalnymi i słabego charakteru.

Skutek jest taki, że podejrzenia i obawy Jarosława Kaczyńskiego, głoszone podczas poprzednich kampanii wyborczych, sprawdzają się teraz co do joty. W opozycji krzyczał o trawiącej Polskę korupcyjnej zarazie na najwyższych szczeblach władzy, a po wygranych wyborach największe ogniska tej dżumy znalazł we własnych szeregach – że wspomnę tylko o korupcyjnej propozycji Marka Chrzanowskiego wartej 40 milionów, które miały zasilić kasę PiS. Prawdziwa okazała się też opowieść o mafii watowskiej – znalezionej ostatecznie w ministerstwie finansów rządu PiS. Zmaterializowały się również dawne zarzuty o wielkich przekrętach w służbach specjalnych, bo akurat z obecnej CBA wyciekły miliony, a skruszony agent Tomek wyjaśnił, że w służbach sterowanych przez ludzi osobiście wybranych przez Kaczyńskiego, niszczy się politycznych przeciwników, nie zważając na ich winę czy

niewinność, przepisy prawa ani koszty operacji. Sprawdziły się też co do joty dawne opinie prezesa o władzy opanowanej przez komunistów – najwięcej odkrył ich u siebie. No i znaleziono nareszcie „aferałów w szeregach władzy” – w obsadzonych przez Kaczyńskiego instytucjach kontrolnych trzymających parasol ochronny nad piramidą finansową GetBack, która zdefraudowała trzykrotnie większą kasę niż AmberGold.

Mimo zauważalnych objawów megalomanii Kaczyński ma świadomość, że kiedy pokazuje się w kampanii wyborczej, to jego ugrupowanie traci, a jednak wypowiada się publicznie rozrzucając wokół groźby i inwektywy. Prezes dobrze wie, że nawet jego elektorat jest już zmęczony eskalacją napięcia, coraz mniej wierzy w kolejnych wrogów wyciąganych z prezesowego kapelusza, a jednak szczuje i jątrzy bez opamiętania. Ma świadomość, że w Polsce zalanej falą kłamstw coraz więcej ludzi marzy o politykach uczciwych, przyzwoitych i słownych, a mimo to zapraszając opozycję do partii szachów próbuje ją rozegrać w klatce, według regulaminu MMA. Człowiek, którego jedni mają za genialnego stratega, a inni za cynicznego, populistycznego, ale jednak sprawnego polityka, wykonuje zdumiewająco niezborne ruchy. Kaczyński razi obelgami cały stan sędziowski i szczuje na ową „kastę” en bloc, jakby nie zdawał sobie sprawy, że odłamki kaleczą również „jego” sędziów, nominowanych przez „jego” KRS i powoływanych przez jego osobistego prezydenta. Skutek będzie taki, że również ci sędziowie i także ich wyroki będą niewiarygodne. Trzeba wyjątkowego durnia, żeby pluć pod wiatr, a przecież Kaczyński durniem jakimś wyjątkowym nie jest. Więc dlaczego sobie przeszkadza?

Przegrana batalia o prezydenturę może się stać początkiem końca PiS. Andrzej Duda nie jest bynajmniej bitym faworytem. Jego kandydaturę obciąża całkiem spory balast. Nie chodzi o kompromitujące reprezentowanie Polski za granicą, bo pajacując podczas oficjalnych wojaży prezydent jest dla wielu wyborców „swoim chłopem”, takim Zenkiem Martyniukiem światowej polityki. Obciążeniem Dudy nie są też kłamstwa, ani niedotrzymane obietnice – w tym zobowiązanie, że nie będzie prezydentem tylko jednej formacji. Nie chodzi też o rozmodlony wizerunek faceta, którego źli ludzie nakryli kiedyś jak w wielkopostny piątek opychał się kiełbasą, bo przecież kiełbasa to nie ośmiorniczki. Największą ułomnością Dudy nie jest legalizowanie bezprawia i bezczelne uzasadnianie prawowitości władzy podcierającej się Konstytucją. Głównym obciążeniem Dudy jest jego rażąca niesamodzielność, demonstracyjne i ślepe posłuszeństwo rodzące przekonanie, że prezydent tylko we własnej opinii jest mężem stanu, bo tak naprawdę to marionetka całkowicie bezwolna w rękach Kaczyńskiego. Nie da się pojąć, dlaczego w obliczu wyborczego być – albo nie być Kaczyński pozwala Dudzie na lizusowskie tyrady, czemu wręcz pochwala i oklaskuje jego zachwycone laudacje popierające szemrane postacie i wątpliwe ustawy, które nawet wielu wyborcom PiS, a nawet nominowanym przez PiS nowym sędziom, wydają się mocno kontrowersyjne.

Prezes na gospodarce się nie wyznaje, ekonomii nie rozumie, ale jednak wie, że obiecany przez premiera 6,7-procentowy wzrost produkcji w minionym roku okazał się prawie o połowę mniejszy i że dług publiczny urósł do monstrualnych rozmiarów. Wie, że kasa państwa świeci pustkami, że nie ma pokrycia kolejnych wyborczych obietnic. I świetnie wie, że bez pieniędzy, bez kolejnych „świadczeń socjalnych”, nie utrzyma władzy. Dlaczego więc płoszy zachodnich inwestorów i godzi się na ucieczkę z Polski zagranicznego kapitału? Dlaczego tak demonstracyjnie ryzykuje utratę dotacji unijnych? Mógłby przecież zmierzać do swojej wszechwładzy mniej nachalnie, mógłby zmieniać ustrój krok po kroku, w rękawiczkach, jak Orban zawłaszczający Węgry. A jednak pędzi na oślep, bez opamiętania, wśród pochlebstw, obelg i tryumfalnych okrzyków, wabiąc myślących wyborców argumentami pozbawionymi sensu i logiki. A wymyśla ich coraz więcej.

Doktor prawa Kaczyński uzgodnił podobno z magister prawa Przyłębską opinię, za którą student pierwszego roku prawa wyleciałby z egzaminu z wielką pałą w indeksie. W efekcie „odkrycie prezesa” ogłosiło, że z powodu rzekomego konfliktu interesów zawiesza działania Sądu Najwyższego, ale zapomniało, że w takim przypadku wstrzymać powinno jednocześnie procedowanie Sejmu i ruchy prezydenta w tej sprawie. Kaczyński potwierdza, że trzy konstytucyjne władze są równorzędne i niezależne od siebie, ale nie odpowiada na pytanie, dlaczego w takim razie przedstawicielom sądownictwa nie wolno krytykować rządu, ale władza wykonawcza może pluć na sądowniczą, ile tylko zechce?  Zgodnie z logiką, jeśli władze są równorzędne i równoprawne, a władza wykonawcza może mianować i usuwać sędziów, to prof. Gersdorf również powinna mieć prawo wywalić z roboty Zbigniewa Ziobrę na zbitą twarz i mianować na to stanowisko kogoś przyzwoitego, kto choć trochę zna się na prawie. Powalające były bowiem brednie ministra, że ostatnia uchwała SN jest nielegalna, bo „niezgodna z obowiązującym prawem”, o czym Ziobro wie lepiej niż SN, TSUE, UE i jego własny premier, który jeszcze tego nie wie i będzie dopiero sprawdzał w Trybunale Konstytucyjnym. Przy okazji, nie mam pojęcia dlaczego prezes pozwolił Ziobrze spuścić ze smyczy swoje ogary, które już raz skompromitowały Polskę ustawą o IPN, a teraz znów obszczekały każdego, kto nie pachniał swoim i obsikały granice Polski znacząc teren, na który wstęp obcym opiniom jest zabroniony.

 

Słyszałem tezę, że Jarosław Kaczyński to w gruncie rzeczy przyzwoity człowiek, otoczony jednak nieprzyzwoitym towarzystwem. Powiadają, że to bardziej marzyciel niż realista, ideowiec – tyle że ciut naiwny. Jednak prezes sam przeczy tej opinii, bo już od dawna nie ukrywa swego cynizmu i kipiącej nienawiści do myślących inaczej. Nie wierzę, że jego potknięcia wynikają z prostolinijnej przyzwoitości, która bywa źródłem słabości i zawahania.  Już prędzej uwierzyłbym, że to jednak partacz, taki współczesny Nikodem Dyzma, z odrobiną bezczelnej charyzmy i górą szczęścia, który przypadkiem utrafił w polską tęsknotę za czymś nowym, lepszym, atrakcyjniejszym, nawet jeśli ryzykownym. Ale kim naprawdę jest ten dziwny człowiek – nie mam pojęcia. Chociaż… Chodzi mi po głowie pewna teoria, którą się jednak nie podzielę, ponieważ nie mam wystarczających kompetencji by dowieść jej prawdziwości. Ale doświadczony specjalista potrafiłby pewnie opisać człowieka, który świadomie zmierza do masowej i własnej przy okazji destrukcji, który żyje chaosem i nie potrafi normalnie funkcjonować bez wszczynania zamętu.  Jakiś dobry fachowiec znalazłby może przyczynę przedziwnego dualizmu szaleńczo odważnego faceta, który nie waha się pędzić głową naprzód nie zważając na przeszkody, a równocześnie trzęsie się ze strachu, otacza się ochroniarzami, a miejsca, gdzie czasem przebywa, każe odgradzać kordonem policji i barierkami. Musi być jakaś nazwa stanu umysłu człowieka, który nie może niczego naprawić ani ulepszyć, a swoje projekty potrafi budować tylko na gruzach dotychczasowego ładu.

Andrzej Karmiński
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

11
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
2 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
PiotrPiotrprosta ciekawośćShaqRafał P Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Strach, strach, rany boskie
Strach, strach, rany boskie

Kapitan TU154 IP wczoraj 23:05

Kaczyński nigdy nie odejdzie, bo się boi, że tzw. „podkomisja smoleńska Macierewicza” będzie rozwiązana i prokuratura zakończy śledztwo oparte na raporcie Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, z którego wynika jasno kto zawinił i kto przyczynił się do katastrofy !

Boi się, że będzie musiał przed prokuraturą i sądem wyjaśniać, być może przy użyciu wykrywacza kłamstw, czy namawiał brata do wymuszania na załodze TU154 decyzji o lądowaniu, pomimo braku odpowiednich warunków pogodowych !

Jacek Doliński
Jacek Doliński

To specyficzny stan umysłu – paranoja połączona ze schizofrenią (PiS).
A mówiąc poważnie – artykuł to doskonały i chyba kompletny spis niezrozumiałych zachowań Kaczyńskiego. Niezrozumiałych dla nawet średnio zorganizowanego człowieka, który wie czego chce i stara się to osiągnąć w możliwie efektywny sposób, szanując przy tym zasady etyki i prawo. Znalezienie jakiegoś wytłumaczenia zachowań Kaczyńskiego wymagałoby solidnej pracy dobrego psychologa klinicznego wspomaganego przez psychiatrę. No i udziału w badaniach samego Kaczyńskiego.
Pozostaje mi mieć nadzieję, że za jakiś czas niezawisły sąd przed wydaniem wyroku zleci swoim biegłym rozwiązanie tej zagadki.

Janik
Janik

Kaczyński nie potrafi zbudować nawet własnych projektów!
Stawia jedynie kupę gruzu na ruinach. I dopóki istnieje
jeszcze coś sprawnego, nie odpuści.
Nawet rozdawnictwo nie wychodzi mu dobrze.

tfu
tfu

kaczynski to dziecko resortowe i gwiazda PRL kina dla dzieci, na nieszczescie tytul filmu do ktorego go wkrecono bo mial brata, brzmi „o dwoch takich co ukradlo ksiezyc” i ten ledwo kumajacy dziadek dalej ten ksiezyc sciga, walka z kimkolwiek i o cokolwiek

Zwinka
Zwinka

Zdaniem fachowca ( właściwego dla tej materii ) to …splątanie…

Rafał P
Rafał P

Kaczyński Jarosław, syn Jadwigi, co to ojcem się nigdy nie chwalił – ojciec zresztą też się takimi synami nie chwalił – w młodości nie cieszył się autorytetem, chociaż pewnie chciałby być kimś więcej niż ktoś, kto ukradł księżyc. Wreszcie mu się to w jakimś stopniu udało i teraz było by dla niego kompletną klęską, gdyby naprawdę został tylko „zwykłym posłem”. A że zdaje sobie sprawę z tego, że bycie prezesem partii liczy się tylko tak długo jak długo partia jest przy żłobie, to nakręca wszystko, co może dyskredytować przeciwników, bo już nowych sojuszników nie ma za co kupić. To czysta… Czytaj więcej »

Shaq
Shaq

Bez złośliwości orzeknę tak; jest to psychopata ogarnięty manią władzy. A i pewnie manią bogactwa, bo niespecjalnie wierzę w tę jego ascezę. No i otoczył się podobnymi do siebie, chciwymi amatorami nieswoich pieniędzy.

Zwinka
Zwinka

Hitler też podobno był ascetą. Ale po co mu były jakieś osobiste dobra, skoro miał do dyspozycji cały kraj i sługusów gotowych służyć mu na skinięcie palca ?

prosta ciekawość
prosta ciekawość

A swoją drogą ciekawe czy ten kieszonkowy i kulawy wódz z drabinki jest też wegeterianinem! Był przecież już taki wódz- wegeterianin i miłośnik zwierząk (aale psów, a nie kotów)!

Piotr
Piotr

Kaczyńskiego można rozgryźć przyjmując nie jako polityka, a właściciela/kierownika niewielkiej firmy.Dobry właściciel/kierownik będzie słuchał uwag pracowników, zarówno tych za, jak i krytycznych. Zanim podejmie decyzję rozważy zyski i straty. Potrafi się przyznać do błędu, ale będzie bronił strategii, którą wypracował. Będzie obiektywnie motywował pracowników, bez dzielenia na lepszych i gorszych. Własne ambicje i własne ego potrafi stłumić dla dobra firmy. Dobrą zasadą jest też bardziej słuchać ekspertów krytycznych, niż własnych klakierów. Potrafi w porę zmienić profil działalności lub rozszerzyć go, korzystając z nowych technologii. Zły właściciel/kierownik boi się podważenia swoich kompetencji, więc tępi przeciwników. Nagradza klakierów i donosicieli. Bardziej od… Czytaj więcej »

Piotr
Piotr

Jakby nie było – Kaczyński jest już po prostu starym człowiekiem. W tym wieku jasność umysłu może być nieco przytłumiona. Do tego JK obarcza Tuska i Putina za śmierć brata i chce się zemścić – na kim i jak to nie wiem.

Kurcze – właśnie sobie przypomniałem, że Lech Kaczyński jest pochowany na Wawelu. Zdaje się, że to był pierwszy etap podziału polaków. Ta katastrofa to była wielka tragedia, ale naprawdę, nie powinno się na to pozwolić. Jestem przekonany, że gdyby nie ten feralny pochówek, bylibyśmy teraz w innym, spokojniejszym miejscu.