O co chodzi w „operacji aborcja”

O co chodzi w „operacji aborcja”

PiS prowokuje starcie o aborcję dwa dni przed czystką w Sądzie Najwyższym. To przypadkowa zbieżność dat czy celowy zabieg?

Nie jest do końca jasne, dlaczego PiS wyciągnął z zamrażarki projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. W poniedziałek propozycją barbarzyńskich przepisów praktycznie zakazujących aborcji, złożoną przez katolickich talibów przy wsparciu episkopatu i religijnych fundamentalistów w obozie władzy, ma się zająć sejmowa komisja polityki społecznej i rodziny.

PiS płaci haracz katolickim talibom

Czy to oznacza, że PiS ostatecznie już zdecydował się na sojusz z najbardziej fanatyczną częścią religijnej prawicy? Nie można tego wykluczyć. Widać wyraźnie, że od objęcia władzy w 2015 r. partia Jarosława Kaczyńskiego, zrazu próbująca pozyskać i utrzymać także umiarkowanych wyborców o sympatiach centroprawicowych, stopniowo przesuwa się na prawo, ku skrajowi sceny politycznej.

To ewolucja naturalna i zrozumiała – skoro awanturnicza polityka Kaczyńskiego zraża środowiska centrowe i wyborców umiarkowanych, trzeba ten ubytek jakoś uzupełnić. W wyborach każdy głos liczy się tak samo i nie ma co wybrzydzać. Jeśli warunkiem utrzymania władzy jest poparcie Tadeusza Rydzyka i arcybiskupa Jędraszewskiego, to trzeba rzucić im ochłap, który zaspokoi ich apetyty. Dlatego właśnie toruński oligarcha-zakonnik dostał ostatnio z naszych podatków 70 mln złotych (rzekomo na budowę jakiegoś muzeum). I być może dlatego też zakaz aborcji wraca do Sejmu z zamrażarki.

Wyborcy gotowani pomalutku jak żaby

Władze zapewne mają nadzieję, że tym razem protesty będą słabsze. Gołym okiem widać, że społeczna mobilizacja maleje, a zarazem wzrasta tolerancja na antydemokratyczne praktyki władzy – obywatele jak gotowana żaba stopniowo oswajają się z nową rzeczywistością. To, co jeszcze półtora roku temu wywoływało żywiołowy i masowy sprzeciw, dziś już jest coraz częściej traktowane jako element patologicznej normalności.

Skandaliczne restrykcje i kary wobec posła PO Michała Szczerby, zastosowane przez marszałka-ogrodnika Marka Kuchcińskiego, który najwyraźniej postanowił traktować opozycję jak żywopłot wymagający strzyżenia, doprowadziły w grudniu 2016 r. do wybuchu społecznego. Wielotysięczny tłum obywateli przybył pod parlament nie tylko z Warszawy, ale też z innych miast Polski, i zablokował wyjścia z budynku. Przez chwilę zapachniało Majdanem, a propagandyści władzy nazwali to „próbą puczu”. Ostatnio jednak oburzające wyłączanie mikrofonu i równie skandaliczne kary finansowe nakładane na posłów opozycji nie robią już większego wrażenia. Są traktowane jako rzecz w państwie PiS-u normalna.

Być może właśnie na ten efekt oswojenia i znieczulenia liczą rządzący, wracając do projektu ustawy antyaborcyjnej. Wprawdzie przeciwnicy zapowiedzieli na poniedziałek demonstracje w wielu miastach, ale jeśli będą one słabsze i mniej liczne niż w czasie poprzednich protestów, władza będzie zapewne chciała je przetrzymać. Dlatego tak ważny jest masowy udział w tych wystąpieniach.

A może „operacja aborcja” to tylko zmyłka?

Jednak jest też druga ewentualność: PiS wcale nie zamierza teraz uchwalić zaostrzonej ustawy antyaborcyjnej, zwłaszcza że przecież skierował już tę sprawę do neotrybunału konstytucyjnego pod kierownictwem swojej marionetki Julii Przyłębskiej. Po co miałby decydować się na frontalne starcie, skoro rzecz może załatwić za pomocą kruczków prawnych? Ciało udające trybunał orzeknie, że aborcja ze względu na wadę płodu jest niezgodna z konstytucją – i cześć.

Może więc poniedziałkowe obrady komisji sejmowej są tylko zasłoną dymną mającą odwrócić uwagę od starcia, do jakiego dwa dni później dojdzie w Sądzie Najwyższym, gdy PiS będzie przeprowadzać czystkę, a sędziowie z prezes Małgorzatą Gersdorf na czele, odmówią – miejmy nadzieję – podporządkowania się niekonstytucyjnym przepisom.

Przewidując taką ewentualność władze być może postanowiły sprowokować wcześniejsze starcie o aborcję na takiej samej zasadzie, jak strażacy czasem wypalają w sposób kontrolowany jakiś obszar lasu, by zagrodzić drogę posuwającemu się pożarowi. Gdy w poniedziałek po południu tłumy wylegną na ulice, a wieczorem okaże się, że projekt ustawy antyaborcyjnej ponownie trafia do zamrażarki, energia społeczna się wypali i wiele osób w środę zostanie już w domach.

Znając skłonność prezesa Kaczyńskiego do manipulowania nastrojami społecznymi i jego bezgraniczny cynizm, można uznać, że taki wariant jest całkiem prawdopodobny.

Zróbmy więc panu prezesowi niespodziankę: wyjdźmy masowo na ulice w poniedziałek po południu i utrzymajmy ten stan mobilizacji aż do środy.

Wojciech Maziarski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Maciek123454321Nika Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Nika
Nika

Czy powinniśmy tańczyć jak nam Prezes gra? Czy my 60% społeczeństwa która nie akceptuje PIS zmian nie mamy swojego pomysłu na odsunięcie od władzy ludzi pokroju Kempa, Szydło, Kuchciński, Karczewski, Terlecki, Morawiecki. Piszę te nazwiska i nie wierzę, że takie pustosłowie, takie nudne kukiełki grające swoją płytę 500+, niszczą mój kraj, niszczą dla samego niszczenia. Nauczyciele, policjanci, wojskowi, emeryci (którym odebrano emerytury), ekolodzy, urzędnicy skarbówki, celnicy, urzędnicy agencji rolnych, rolnicy, dziennikarze, lekarze i rezydenci, ratownicy medyczni, sędziowie i prokuratorzy, opiekunowie osób niepełnosprawnych, kobiety, ateiści i Słowianie, obcokrajowcy żyjący w Polsce, rowerzyści, handlowcy i sklepikarze, czy my nie powinniśmy …zrobić czegoś…

Maciek123454321
Maciek123454321

Popieram w całej rozciągłości. Będę protestował na ulicach. MAM DOŚĆ PISOWSKIEGO BANDYTYZMU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!