O dziesiątym kwietnia po latach

O dziesiątym kwietnia po latach

Politycy rosyjscy wykorzystali katastrofę smoleńską dla zdestabilizowania naszej sytuacji wewnętrznej – sojusznikiem w tym dziele stał się Antoni Macierewicz.

Od siedmiu lat z okładem tragedia na lotnisku pod Smoleńskiem obecna jest w debacie publicznej. Używam słowa „debata” ze względu na powagę tematu, choć ton wielu wypowiedzi z tą powagą nie licował. Nie da się zresztą ukryć, że z biegiem czasu te coraz mniej poważne wypowiedzi sprowokowały wyrojenie się makabrycznych żartów – i jeśli nawet z początku owe żarty można by TROCHĘ tłumaczyć tym, że śmiech bywa sposobem radzenia sobie z koszmarem, to wkrótce stały się one tylko niestosowne. Przecież na lotnisku Siewiernyj zginęli prawdziwi ludzie, w tym prezydent państwa i inni wysocy dostojnicy.

Pozwolę sobie zaznaczyć, że w ciągu tych lat o wypadku prezydenckiego samolotu wypowiadałem się, jak na publicystę, rzadko i dość powściągliwie. Jeśli nie liczyć audycji żałobnych, które prowadziłem w Trójce w dzień katastrofy, nazajutrz i dwa dni później, zabierałem głos chyba trzykrotnie. Raz, nie kryjąc wątpliwości co do miejsca pochówku prezydenta Kaczyńskiego, apelowałem na swoim blogu, żeby nie robić z tej kwestii przedmiotu awantury. Drugi raz – w którąś rocznicę katastrofy próbowałem na antenie ustalić ze zwolennikiem i przeciwnikiem teorii zamachu, co wiemy na pewno, a co może być przedmiotem dorzecznych kontrowersji (niestety się nie udało). Trzeci raz, znów na blogu, napisałem list otwarty do uogólnionego zwolennika teorii spiskowej, z pytaniem, czy jest w stanie wyobrazić sobie teoretycznie okoliczności, w których zmienia zdanie. Długo nie czułem się dość poinformowany, by głosić, że na pewno wydarzyła się katastrofa lub jednak zamach. Skłaniałem się raczej do tej pierwszej, ale liczyłem się z tym, że mogę nie wiedzieć o jakichś ważnych okolicznościach. Nie chciałem pisać tekstów, z których po latach musiałbym się wycofywać.

Skoro jednak prezes Jarosław Kaczyński podczas ostatniej miesięcznicy stwierdził – wyraźnie modyfikując swoje dotychczasowe stanowisko – że „poznamy prawdę albo stwierdzenie, że prawdy ustalić się nie da”, myślę, że pora na podsumowanie. Zrobione z pozycji kogoś, kto bardzo długo wstrzymywał się od radykalnych wypowiedzi na temat Smoleńska.

1. Jeśli dobrze pamiętam, prawdopodobieństwo zamachu wydawało mi się od razu dość niskie, gdyż nie umiałem sobie wyobrazić sensownej odpowiedzi na pytanie: „cui bono?”. Dziś, kiedy władze rozmaitych szczebli stawiają Lechowi Kaczyńskiemu liczne pomniki, następne zdanie zabrzmi jak prowokacja. Ale kończący kadencję prezydent, nie ujmując zmarłemu szlachetnych intencji, nawet we własnym obozie uchodził w przededniu śmierci za kandydata niewybieralnego po raz wtóry. Zdawało się dość oczywiste, że jego samodzielność była szalenie ograniczona, umiejętność współpracy z politykami partii innych, niż PiS – skromna (cohabitation z rządem Tuska przedstawiała się fatalnie), a jego działanie na arenie międzynarodowej – niewiele znaczące (może poza Gruzją i Ukrainą, czego u nas nie doceniano). Nie było zatem powodu, by wrogowie zewnętrzni czy wewnętrzni nie mogli poczekać kilku miesięcy na jego odejście z urzędu, lecz organizowali zamach, ryzykowny i kosztowny w wielu znaczeniach tego słowa.

2. Zwłaszcza że miejsce katastrofy było, z punktu widzenia propagandowego, niezwykle kłopotliwe dla stron, które zwolennicy teorii o zamachu od razu wskazywali. Rosyjskie służby specjalne potrafiły usuwać swoich wrogów dyskretnie, daleko od swoich granic (począwszy od Trockiego, a skończywszy na Litwinience), tu zaś miały uśmiercić prezydenta sąsiedniego państwa u siebie, przy okazji wizyty w Katyniu? Co do polityków PO: miejsce i czas tragedii miały oczywisty potencjał legendotwórczy. A powtórzmy, że na początku kwietnia 2010 roku szanse Lecha Kaczyńskiego na reelekcję uznawano powszechnie za, wyrażając się najostrożniej, minimalne. Znowu więc należy pytać: po co? Szczególnie, że (o czym z biegiem czasu jakby próbowano zapomnieć) na pokładzie samolotu znajdowali się przedstawiciele wszystkich opcji politycznych, w tym tych, które jakoby zaplanowały zbrodnię.

3. Nie przypominam sobie z najnowszej historii sytuacji, w której gwałtowna śmierć jakiegoś wysokiego dostojnika nie obrastałaby natychmiast w podejrzenia, że była przez kogoś spowodowana. Śmierć Sikorskiego, Stalina, Berii, Bieruta, Wilhelma Piecka, Daga Hammarskjölda, Johna Kennedy’ego – wszystkie one, niekiedy zresztą słusznie, obrastały w teorie spiskowe. W tym sensie pierwsze komentarze do katastrofy pod Smoleńskiem mieściły się w granicach oczywistych reakcji społecznych na tragedię. Tym, co stanowiło novum, było zaangażowanie wysokiej rangi polityków w podtrzymywanie przez wiele lat teorii, dla której argumentów coraz wyraźniej NIE BYŁO. Innymi słowy: nie ma co się dziwić, że w społeczeństwie była i pozostaje pewna liczba przekonanych, że wypadek pod Smoleńskiem był nieprzypadkowy – ale szerzenie tego przeświadczenia przez osoby publiczne i to przez tak długi czas stanowi jednak przypadek bez precedensu.

4. Jak zwolennicy teorii o zamachu podkreślali z oburzeniem, media już po kilku godzinach forsowały tezę o tym, że wydarzyła się katastrofa. Oburzeni nie brali przy tym pod uwagę, że odpowiedzialne dziennikarstwo polega na określaniu faktów słowami, które przy danym poziomie wiedzy się narzucają. Jeśli samolot się rozbił – nastąpiła katastrofa, gdyż dla użycia słowa „zamach” nie było podstaw rzeczowych. Jeśli nastąpiła ona podczas lądowania w gęstej mgle – wzmianka o możliwym błędzie pilota także wydaje się usprawiedliwiona. Zwłaszcza, że pierwsze hipotezy, związane z teorią o zamachu: rozpylenie sztucznej mgły, helu, zestrzelenie samolotu – od początku raziły nieprawdopodobieństwem.

5. Jak wspominałem na początku, należę do ogromnej większości Polaków, którzy nie są specjalistami od wypadków lotniczych (niestety, zaliczają się do niej również eksperci ministra Macierewicza). Równocześnie jednak mój śp. ojciec był pasjonatem lotnictwa, w moim domu rodzinnym znajdowało się dużo książek na ten temat i – jeszcze raz to napiszę, żeby uniknąć śmieszności – nie będąc żadnym specjalistą, w dzieciństwie i młodości siłą rzeczy nasiąknąłem kiedyś pewną liczbą historii słynnych katastrof i ich mozolnego wyjaśniania. Stąd nie umiałem podzielać zdziwienia wielu moich rodaków, że rekonstrukcja przyczyn tragedii pod Smoleńskiem napotyka szereg trudności, że w zeznaniach niektórych świadków pojawiają się elementy niezgodne z tym, co zeznała większość, że pewne okoliczności pozostają jedynie bardzo prawdopodobną hipotezą, nie zaś niezbitym faktem i tak dalej. Tak to na ogół wygląda w takich razach.

6. Począwszy od pierwszych godzin po rozbiciu się polskiego Tupolewa, rząd premiera Tuska popełnił całą serię poważnych błędów merytorycznych i wizerunkowych. Niestety, trzeba przyjąć, że nasze państwo nie było przygotowane na tragedię o takich rozmiarach – co, nawiasem mówiąc, nie sprzyja hipotezie, że rzecz została przygotowana na najwyższym szczeblu polskich władz. O ile mi wiadomo, powołanie się na konwencję chicagowską było najbardziej oczywistą, ale nie jedyną możliwą odpowiedzią na pytanie o procedurę śledztwa. Po ludzku poświęcająca się minister zdrowia, Ewa Kopacz, niewątpliwie nie powinna zapewniać o starannej pracy rosyjskich służb ratowniczych i jej zdanie o „przekopaniu na metr w głąb” terenu katastrofy pozostaje jednym z najbardziej nieodpowiedzialnych zdań w historii polskiej polityki. Równocześnie należało pamiętać, że partnerem naszym jest w tej sprawie rząd rosyjski. Nie kwestionuję współczucia zwykłych Rosjan, ale Kreml nie miał i nie ma do suwerennej Polski życzliwego stosunku, można więc było liczyć się z tym, co się wkrótce zaczęło dziać: że profesjonalni politycy rosyjscy wykorzystają katastrofę dla zdestabilizowania naszej sytuacji wewnętrznej. Nie wkraczając w obszar spraw, o których nie sposób dziś mieć jednoznacznej opinii, wolno stwierdzić, że ich obiektywnym (choć, być może, mimowolnym) sojusznikiem w tym dziele stał się Antoni Macierewicz.

7. Łatwo dziś, zestawiając wykluczające się wzajemnie hipotezy, głoszone w różnych latach przez tego ostatniego, ośmieszać teorię zamachu. Mimo tego, co napisałem powyżej, do ogłoszenia raportu komisji Millera nie można było wykluczyć, że znajdą się jakieś racjonalne przesłanki, by którąś z tych hipotez potraktować serio. Raport ów – co zresztą ostatnio przyznała nawet powołana przez ministra Macierewicza podkomisja – różnił się od raportu Anodiny, gdyż dzielił winę za spowodowane katastrofy między nie dość wyszkolonych polskich pilotów, działających pod oczywistą presją polityczną, a niestarannych rosyjskich kontrolerów, pracujących na zdezelowanym sprzęcie (tego wątku u Anodiny rzecz jasna nie było). Nawiasem mówiąc, NASZA decyzja o lądowaniu kolejnych dwóch samolotów z polskimi dostojnikami na nieużywanym od dawna lotnisku jest czymś, co po prostu zapiera dech w piersiach. Natomiast po zakończeniu pracy przez komisję Millera, która składała się z wypróbowanych przez lata wybitnych ekspertów, można było trwać przy hipotezie o zamachu jedynie za cenę uznania, że spisek objął także ich. Jest to skądinąd zgodne z szerzonym przez nasze obecne władze brakiem zaufania do kogokolwiek spoza PiS. Z trudnością przemilczam medyczną nazwę podobnych uprzedzeń.

8. Tym, co mnie najbardziej oburza, jest fakt, że postaci życia publicznego, przekonane, że prezydent Kaczyński zginął w zamachu, nie wahały się przez te lata miotać personalnych oskarżeń o udział w zamordowaniu go. Właśnie z tego powodu zdanie prezesa PiS, że być może „prawdy ustalić się nie da”, jest – zakładając z przesadną życzliwością, że rzeczywiście o prawdę chodziło – czymś zbyt skromnym. Po siedmiu latach mocnych twierdzeń, że Donald Tusk z Władimirem Putinem zamordowali Lecha Kaczyńskiego, w czym pomagali im prominentni działacze PO i polskie służby specjalne, przyznanie, że tak naprawdę niczego nie wiemy na pewno, to skandal, który w normalnym kraju zmiótłby ze sceny politycznej wszystkich, którzy głosili z tak wielką pewnością, co się stało i kto jest winien.

Jerzy Sosnowski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

13 komentarzy do "O dziesiątym kwietnia po latach"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Samocha

Bardzo Panu dziękuję za ten tekst.

gboor
Brawo za spokojną analizę. Wątpię aby Macierewicz był świadomym współpracownikiem Rosjan, ale nie wątpię, że Rosjanie znając jego chorobę i widząc jego wpływy, na różne sposoby wspierali jego karierę, w celu destabilizacji Polski. Sprawa ma dłuższą historię – Macierewicz nie zdołałby założyć religii smoleńskiej, gdyby nie pewien biznesmen z Torunia, który dużo wcześniej przygotował glebę dla tego zasiewu, zakładając pseudokatolicką sektę nienawiści, w oparciu o rosyjskie nadajniki. Co do przekopywania ziemi w Smoleńsku, widać że sukces odniosła akcja usunięcia przez PiS raportu Millera ze stron rządowych, tam bowiem znajdują się dowody, łącznie ze zdjęciami, że teren przekopywano, co jest standartem… Czytaj więcej »
adama

Na ile sprawa nadużycia smoleńska przez PiS sam PiS ośmieszy, pozbawi wiarygodności i zmiecie ze scemy politycznej to zalezy od nas – musimy skalę kompromitacji PiS pokazywać tak jak ten artykuł. Być może to co miało wynieść PiS do władzy teraz go zabije a my musimy wbijać gwoździe do tej trumny.

many

Dwa razy wkleiliście początek

jacek
(…)cohabitation z rządem Tuska przedstawiała się fatalnie(…) A i tak w porównaniu z cohabitation Dudy z rządem Szydło może uchodzić za wzorową. Adn. 3 Katastrofa lotnicza w Dubrowniku z 1996 r,, w której zginął amerykański Sekretarz Handlu jest dużo bardziej spiskowy… i żadna wojna nie wybucha, a właściwie się nie reaktywowała wojna w Bośnii. Adn. 4 Pamiętam jeszcze jak się obruszali, że z tezy zamachu wynika wojna… Widać te towarzystwo nie uważa zamachu na przedstawiciela za akt wojny. Gdzie tu logika? (…)Tym, co mnie najbardziej oburza, jest fakt, że postaci życia publicznego, przekonane, że prezydent Kaczyński zginął w zamachu, nie… Czytaj więcej »
DON
Ale Polska NIE jest normalnym krajem: 1. 100% dziennikarzy mass mediów to żenujące debile, które LATAMI puszczają WSZELKIE brednie i kłamstwa w ludzi jak leci bez żadnej weryfikacji, przygotowania merytorycznego ani zadawania konkretnych pytań a zamiast tego szczują tylko o więcej bredni i głupoty do puszczania. 2. 100% ekspertów lotniczych albo chowa głowę w piasek albo rżnie głupa do tego zakłamanego cyrku. Sprawą na poważnie zajmuje się JEDEN facet aż z Toronto !!! Ale nawet on rżnie głupa że maciora coś bada. A naukowcy z Polski ? KUPA BEZWARTOŚCIOWEGO G***A – zero głosu w strone ludzi, którzy jak zauważono guzik… Czytaj więcej »
jacek
(…)100% ‚elity’ włącznie z autorem tego tekstu LATAMI albo błazeńsko rżnie głupa, że kaczor z maciorą wierzą w te brednie, które pompują w ludzi albo co gorsza naprawdę w to wierzą co już wskazuje, że ci są po prostu przygłupami. Kaczor z Maciorą łzą jak psy, preparują z premedytacją fałszywe brednie i tyle.(…) Wystarczy wyobrazić jakie są logiczne konsekwencje przyjęcia tej katastrofy za zamach… Wybaczcie, ale zacytuje obecnego Ministra Obrony: (…)Czymże innym jest sytuacja, w której ginie cała elita, w której odcięta zostaje głowa narodu? To jest wypowiedzenie wojny, nawet jeżeli kolejny atak będzie odłożony o rok, dwa, pięć, to… Czytaj więcej »
jurek
Twoja emocja jest zrozumiała. Skoro, nawet prof. MIchał Kleiber, wybrany w 2007 (!) roku na prezesa PAN, potrafił zrównać w proponowanym panelu ekspertów i „ekspertów”, skoro red. Rymanowski potrafił publicznie (Dekada zmian, tvn24) powiedzieć, że dla niego jest coś niejasnego w Raporcie Millera, a koledzy w stacji zapraszali, w ramach „symetrii” zwolenników zamachu, a profesorownie z AKO z Poznania (tamże ktoś z AGH), poważnie rozpatrywali jego techniczne (!) możliwości – czemu się tu dziwić? „Bo on stracił brata”, wspaniale usprawiedliwiało łagodność w stawianiu pytań o istotę sprawy. Czym ona poskutkowała widzimy co dnia. Zepchnięto wątek nacisków na pilotów. Rozmowa braci na… Czytaj więcej »
bart

Póki lansowanie bzdur o zamachu będzie się pisowi opłacało politycznie, póty będzie to robił. Tak to jest, gdy w przestrzeni publicznej działają ludzie bez sumienia. Póki coś tam plotą, to jeszcze pół biedy, Ale przymusowe ekshumacje ofiar, których rodziny stanowczo tego nie chcą, to świństwo. I bezczeszczenie ofiar

Zwinka

A tymczasem „eksperci” Macierewicza na jednym z rejestratorów usłyszeli odgłos wybuchu. Może sobie nową trąbkę do ucha kupili. I tak będzie do ukichanej śmierci. Pytanie tylko, czyjej.

jacek

To może być też zjawisko psychologiczne… 11/09 niektórzy świadkowie też słyszeli wybuchy.

Zwinka

E tam. Za 20 tys. miesięcznie trzeba coś usłyszeć.

Lewa Półkula Mózgu

Najgłośniejsze nawet ONRowskie ujadanie typu „RAUS” !!!, „RAUS” !!! nie może odwrócić narastania wrzodu, który wcześniej czy później p….olnie z takim hukiem, że to co zrobił Zapatero z kaczolicką Hiszpanią będzie przy „nowej rewolucji” jak mizianie się harcerzy z ZHR przy gang bangu z Veronicą Avluv…

wpDiscuz