O jeden podpis za daleko

Andrzej Duda umie wybierać priorytety

Na skutek wiernopoddaństwa
„P” straciła głowa państwa
Głowa bez „p”, ot – incydent
To „rezydent”, nie „prezydent”
Niby jedno małe „p”, a robi wielką różnicę…

Nie, żeby o przynależności partyjnej prezydenta-rezydenta nie było wiadomo już wcześniej. Bo – i tu dygresja historyczna – Andrzej Duda nigdy szczególnie nie krył, że jest prezydentem „tych, co na niego głosowali”. Ale zbliżają się wybory, więc trzeba się było przypomnieć wyborcom, jakie są partyjne barwy głowy państwa.

A wszystko w trosce o dobro „pisowskiego ludu”. Żeby nie chodził głosować na Bosaka.

 

Wielka, zaiste, musiała być ta troska, skoro Andrzej Duda uczynił coś, co oznacza dla niego nie tylko kompromitację w roli przywódcy państwa, ale także blamaż zawodowy i porażkę w rywalizacji wewnątrz macierzystej partii. W momencie podpisania „ustawy kagańcowej” doktor prawa nie tylko zlekceważył polskie i europejskie autorytety prawnicze oraz Konstytucję. On skapitulował również przed magistrem Ziobrą, który odniósł też nad nim osobiste zwycięstwo w konkursie o względy prezesa.

Ale widać opłacało się zapłacić taką cenę za obietnicę posady rezydenta w Belwederze na kolejne pięć lat.

Zwłaszcza, że wszelkie sondaże na niebie i ziemi pokazują, że elektorat nie ma nic przeciwko „ustawie kagańcowej”. I że co najmniej 40 procent głosów Andrzej Duda ma już – niejako – w kieszeni.

Suweren, jak można sądzić, „kupił” narrację o sądach spisaną na Nowogrodzkiej i podoba mu się rola Andrzeja Dudy jako „pogromcy sądokracji”.

W tej bajce zła Europa dybie na biedną Polskę i ją zniewala za pomocą pseudowartości. No ale dzielny magister Ziobro i jego drużyna poskramiają brukselskiego smoka z użyciem kagańca. Zaś prezydent Duda stawia na nim (kagańcu, znaczy) swoją pieczęć.

Tak więc, „reforma” sądów została oto przypieczętowana, z czego – jak twierdzą koledzy ministra Ziobry – cieszy się cały polski świat prawniczy. I – rzecz jasna – radują się wszyscy obywatele.

Tylko, że ta świetlana perspektywa kariery prawniczej w otoczeniu kolegów Kalety, Ozdoby oraz Kanthaka jakoś nie przekonuje młodych zdolnych z branży, zwłaszcza tych najbystrzejszych, co pokończyli studia z najwyższymi notami. Nie umieją docenić dobrodziejstw „ustawy kagańcowej” i – niewdzięczni – zamiast planować swoją przyszłość w TK magister Przyłębskiej lub ministerstwie ministra Ziobry coraz częściej decydują się na wyjazd za granicę. Nie przeszkadza im nawet, że tam, gdzie pojadą, będą im w obcych językach mówić, jak mają stanowić prawo. Ciągle widujemy po gazetach zdjęcia młodych pięknych prawniczek z walizkami, odlatujących na Heathrow.

 

Więc chyba dla zachowania równowagi w tych rozstaniach i powrotach, od chwili podpisania „ustawy kagańcowej” urzędnicy partii władzy nic, tylko podkreślają, że „jesteśmy w Polsce”.

I chyba nie bez powodu. Bo niektórzy (ci, co ciągle jeszcze chodzą bez kagańca) upierają się, że już na Białorusi.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
מְנֵאdarooHerodAntypisMaciek123454321paragraf22 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
paragraf22
paragraf22

„Ciągle widujemy po gazetach zdjęcia młodych pięknych prawniczek z walizkami, odlatujących na Heathrow.”

Córka …rezydenta też tam była widziana? A może to było na innym lotnisku Europy lub Stanów?

Maciek123454321
Maciek123454321

Rezydent?………………. Zbytek honoru dla …………………..

HerodAntypis
HerodAntypis

No to może modny ostatnio „rudyment”? Znaczeniowo pasuje.

daroo
daroo

Odetnij kolor od słowa „rudyment” i masz obraz rzeczywistości 😐

מְנֵא
מְנֵא

„Na sutek wiernopoddaństwa
„P” straciła głowa państwa
Głowa bez „p”, ot – incydent
To „rezydent”, nie „prezydent”
Niby jedno małe „p”, a robi wielką różnicę…”
Ciekawi mnie czyj sutek miał/-a na myśli autor/-ka tego wiekopomnego dzieła, nad którym bez wątpienia unosi się duch „świętego miasta”. A tak na marginesie, to utracone „P” to zapewne udało sie z wizytą do muzy Kalliope, w celu zajęcia pierwszego miejsca w słowie idealnie nadającym się jako ocena tego poetyckiego rarytasu.