O opaczności – nie mylić z opatrznością

O opaczności – nie mylić z opatrznością

Już za chwilę wejdą w życie nowe ustawy porządkowe – o sądach oraz wyborach – i będzie „pozamiatane”.

W sumie to należy chyba poprzeć postulat Pawła Kukiza, żeby odpuścić sobie te wszystkie komisje, głosowania i obrady, skoro już teraz wiadomo, że więcej żadnych wyborów nie będzie, bo te, co trzeba już się odbyły, dwa lata temu. Demokracja zrobiła swoje i teraz może odejść, skoro suweren wybrał to, co najlepsze dla Polski na teraz, zawsze i na wieki, wieków amen.

Tym bardziej, że w kraju – było nie było – niemal stuprocentowo katolickim – cóż znaczy demokracja wobec wyroków Opatrzności? Nad Wisłą wszystko dzieje się wszak z woli Najwyższego…

Tymczasem Opatrzność we własnej osobie (czy też ściślej – Trzech Osobach) wyjątkowo sprzyja aktualnej władzy. Takie przekonanie tejże (władzy, znaczy) jasno wynika z listu Pana Prezesa, jaki wystosował on z okazji jubileuszu do toruńskiego biznesmena i zakonnika w jednym – Tadeusza Rydzyka.

Zdaniem pana Prezesa, Niebo wyraźnie popiera Polskę „zmiany”, co widać po tym, że wyrokiem Opatrzności Ojciec Narodu z Nowogrodzkiej dostał do pomocy Duchowego Ojca Wszystkich Suwerenów z Radia Maryja. Skoro zaś samo Niebo zesłało patii owo wsparcie, to znaczy, że Ojciec w Niebiesiech jest osobiście zainteresowany powodzeniem rządów Prawa i Sprawiedliwości. Co było do udowodnienia.

I pięknie. Tyle tylko, że na logikę biorąc, to musi chodzić o jakąś szczególną, narodowo-katolicką Opatrzność, czy może Opaczność. Bo przecież to chyba nie może być ten sam Ojciec w Niebiesiech, który „stoi” za wyborem takiego – na przykład – papieża Franciszka. No, tego heretyka w Watykanie.

To musi być Opatrzność zupełnie inna od tej, która z jakichś trudnych do pojęcia nad Wisłą powodów dopuściła do zniewolenia naszego dumnego kraju przez masonów z Brukseli, a niedawno pozwoliła, żeby we Francji do władzy wyniesiono wroga Narodu Polskiego i „lewaka” w jednym. Bo przecież powinna była sprawić, żeby wygrała tam oddana prawdziwym wartościom Marine Le Pen…

No i to chyba oczywiste, że to nie może być ten sam Najwyższy Autorytet, którego symbole Robert Schuman, człowiek głęboko wierzący, wciągnął na sztandary Unii Europejskiej, błękitne jak Niebo i zdobne w koronę dwunastu gwiazd, pożyczoną z wizerunku Madonny Apokaliptycznej. Bo Bruksela, to przecież sami „lewacy i masoni”.

Tak więc, to musi chodzić o Opaczność!

Tym bardziej, że u nas od jakiegoś czasu wszystko jest jakby wbrew światu i nieco „na opak”. Po naszemu, po swojemu, wszystkim i wszystkiemu wbrew. Suwerennie, po prostu.

Świat jedno, my – na czele z DTV – co innego. Komisja Wenecka swoje, nasi ministrowie – swoje. Strzyżono – golono. Rada Europy „tak, tak”. „Rada Państwa” – „nie, nie”. Raz dokoła, raz dokoła, a na koniec larum na złotym rogu i żelazna kurtyna. Wszystko niby jak wszędzie, a przecież całkiem inaczej. Trybunał cokolwiek nie ten, trójpodział nie ten, demokracja nie ta. No bo wiecie, rozumiecie – wola Suwerena…

I oto mamy kolejny, tak długo oczekiwany przez pożytecznych patriotów (genialny termin, swoją drogą, autorstwa Ziemowita Szczerka) odcinek reality show pod tytułem ”Boże Igrzyska”. No ale przynajmniej daje nam to wysoką oglądalność.

Niektórzy może już nawet zwątpili, czy ulubiony serial wszystkich nieprzyjaciół Polski na dobre nie wypadł z naszej narodowej „ramówki”. Bo wyglądało na to, że na ostatnie ćwierć wieku Opaczność jakby na trochę odpuściła. Ale nic z tego. Ona nigdy nas już chyba tak naprawdę nie opuści. Właśnie wróciła, ze swoją ewangelią – „Atlasem Kotów”. Czemu kotów? A bo jednym z najbardziej wymownych symboli działania Opaczności na naszej ziemi jest swojski, ludowy, suwerenny dachowiec z „Co ja pacze”…

Bożena Chlabicz-Polak

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "O opaczności – nie mylić z opatrznością"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Jacek Doliński

„Przymknięte oko opaczności” – to jest żartobliwy tytuł memuarów niezapomnianego Jeremiego Przybory. Czyżby pan Jeremi miał dar prorokowania?