O wartości cierpienia?

O wartości cierpienia?

Jesteśmy jednym z nielicznych krajów świata, gdzie cierpienie fizyczne traktowane jest jako wartość. Z reguły nowoczesność, rozwój, postęp mierzy się neutralizacją cierpienia, odsuwaniem go od nas. Cierpienie dla ludzi nowoczesnych to alfa i omega zła, które może się przytrafić człowiekowi w jego świecie doczesnym – jedynym, jaki wydaje się nam dostępny, bo nawet ci, którzy teoretycznie wierzą w zaświaty, niechętni są oddać komfort codzienności za czczą obietnicę komfortu wiecznego.

Cierpienie nie ma sensu, nie powinno się go akceptować, nikogo nie wzbogaca, nie buduje ani nie wzmacnia duchowości, lecz jej szkodzi. Dobre życie polega m.in. na braku cierpień. Mamy rozwój medycyny, mamy społeczeństwo dobrobytu, mamy środki przeciwbólowe, a nawet kompletnie znieczulające. Czujemy się więc wolni od potencjalnych zagrożeń związanych z cierpieniem, w którego szponach bezradnie tkwili nasi przodkowie, próbując coś z tym robić: radzili ćwiczyć się w bólu lub zapanować nad jego wyobrażeniem lub prościej dobrze się odżywiać i nie narażać na niebezpieczeństwa.

Mniej więcej od XIX wieku potrafimy się znieczulać, budujemy kliniki zwalczające ból, a jego ekscesy traktujemy jako zło radykalne, od którego za wszelką cenę trzeba się uwolnić. Ale nie w Polsce. W kraju katolickim cierpienie stanowi wartość. Po pierwsze – jest to wartość teologiczna. Cierpienie jest konsekwencją grzechu pierworodnego, podobnie jak śmierć i starzenie się (w raju nie było i nie będzie ani śmierci, ani cierpienia, ani starzenia się). Po drugie – egzystencjalną: cierpienie jest elementem kondycji ludzkiej, człowieczego losu, nie da się go wyrugować z życia, trzeba je tedy z pokorą znosić. Po trzecie – cierpienie ma wartość biblijną: Bóg zapowiedział, że wygnana z raju Ewa będzie rodzić w bólach i słowa te mają postać prawdy, którą trzeba unaocznić. Niech więc kobiety cierpią w bólach, bo Bóg tak chciał. Cierpienie ma również – po czwarte – wartość moralną i edukacyjną: Chrystus cierpiał i ci, którzy pragną go naśladować powinni cierpieć wraz z nim.

Św. Augustyn mawiał, że jesteśmy tu na Ziemi niczym oliwki i winogrona, które trzeba wytłoczyć, by zrobić z nich wartościowe wino i oliwę. Im mocniej się tłoczy i ugniata, im więcej wyciska i prasuje, tym doskonalszy produkt powstanie, tym lepsze wino i szlachetniejsza oliwa trafią do spiżarni Pana Boga. O słowach Augustyna mało kto dziś pamięta, na pewno nikt nie odnosi tych słów do siebie i mało gdzie traktuje się je tak wybiórczo jak w Polsce. Ze wszystkich uzasadnień cierpienia najważniejsze wydaje się dziś „biblijne” i to tylko w przypadku kobiet. Jesteśmy jednym krajem na świecie, gdzie cierpienie ma rzekomą wartość i jedynym, gdzie kobiety z powodów ideologicznych zmuszane są przy porodzie do przeżywania bólu równego wyrafinowanym torturom.

Magdalena Środa
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Czarek(Nie)Rozbawiony Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
(Nie)Rozbawiony
(Nie)Rozbawiony

„Jesteśmy jednym krajem na świecie, gdzie cierpienie ma rzekomą wartość;;;”

O rytualnej klitoridektomii ok.2 mln dziewczynek rocznie autorka nie słyszała?

Czarek
Czarek

Szanowna Pani. Nie cierpienie samo w sobie ale sposób jego przeżywania. W Polsce na przykład bardzo rozwiniętą jest opieka paliatywna. Medycyna jest na tyle rozwiniętą że dobrze radzi sobie z bólem fizycznym. Zawsze jakieś cierpienie fizyczne jednak zostaje. Bo jednak boli. Bo ktoś stracił nogę. Bo wylądował na wózku inwalidzkim. I wtedy można to różnie przeżywać. Może to człowieka zniszczyć, a może zbudować. Nie wiem czy dałbym radę. I dlatego „Chwała bohaterom !”.