Odpryski „dobrej zmiany”

Odpryski „dobrej zmiany”

Codziennie doświadczamy skutków radosnej twórczości podstarzałych uliczników, zabawiających się Polską.

W czasach poprzedniego reżimu na trasach pochodów i w rejonach manifestacji malowano zmurszałe tynki domów, ale tylko od strony ulicy – i nikomu nie przeszkadzało, że farba odpadała płatami już po tygodniu. Reżim obecny, czerpiący garściami z doświadczeń PRL-u, również specjalizuje się w malowaniu lakierem po rdzy, nie bacząc na nieuchronne odpryski. Codziennie doświadczamy skutków radosnej twórczości podstarzałych uliczników, zabawiających się Polską. Obraz świetlanej przyszłości kraju pod wezwaniem „dobrej zmiany” pokrywa coraz więcej brudnych plam.

Sztandarowemu projektowi 500+ przypisywane są magiczne wręcz właściwości. I słusznie, bo utrzymywanie wysokiego poparcia społecznego dla tak partackiej władzy możliwe jest tylko dzięki upowszechnianej informacji, że każda inna władza natychmiast po wyborach zabierze Polakom 500+ , a przy okazji, za jednym zamachem (!), wpuści do Polski sfory terrorystów. Jeśli przyjrzeć się uważniej, to nawet ten powszechnie chwalony projekt okazuje się spartolony w szczegółach. Mniejsza o to, że kasę ze wspólnie wypracowanego budżetu dostają nawet ci, którzy więcej wydają na waciki. Ważniejsze, że w efekcie tego programu miało przybywać rodzin zadowolonych, a przybywa patologicznych. Chodzi tu nie tylko o przyrost liczby rodzin z problemem alkoholowym, proporcjonalny do liczby beneficjentów 500+. Pracownicy sądów dla nieletnich i terapeuci resocjalizujący rodziców alarmują, że szybko przybywa ludzi, którzy wybierają wygodne życie na koszt nas wszystkich.

Polak potrafi, więc sposobów pasożytowania wymyślono już wiele. Jeden z nich: samotna kobieta z dzieckiem (lub dziećmi) oskarża swego aktualnego konkubenta o ojcostwo. Facet ojcem nie jest, ale się przyznaje i sąd zasądza alimenty. Malowany tatuś w życiu ich nie zapłaci, bo nigdzie nie pracuje. W tej sytuacji kobiecie przysługuje wsparcie z funduszu alimentacyjnego. Konkubent już nigdy nie podejmie pracy, bo musiałby zwrócić funduszowi wypłacone konkubinie kwoty. Kobieta też nie będzie pracować, bo nie chce stracić 500 zł także na pierwsze dziecko i systematycznego wsparcia z opieki społecznej. Dzieci wychowują się w atmosferze szczerej pogardy dla etosu pracy, podziwiając zaradność mamy i przypadkowego ojca. Jakie są szanse, że kiedykolwiek podejmą pracę? A zresztą po co ktokolwiek w Polsce ma pracować, skoro prezes Kaczyński wydusi z Niemców biliony euro reparacji?

Ostatnio huknęła wiadomość, że na wieść o sukcesach gospodarczych rządu PiS, o gwarantowanych latach dobrobytu i wszelkiej szczęśliwości, Polacy zaczynają wracać z zagranicznych robót. Już pani premier siadła pisać orędzie, już minister Rafalska konferencje prasowe zaplanowała, już na Nowogrodzkiej po flaszkę posłali, a tu – ryps! Okazało się, że nasi emigranci ekonomiczni nie wracają. To znaczy wracają, ale tylko na chwilę, żeby się zarejestrować i 500+ otrzymywać, niezależnie od zagranicznych świadczeń rodzinnych.

Przykłady godne Monty Pythona mnożą się jak króliki: zdawało się władzy, że kiedy zlikwiduje handlowe niedziele, to klienci może trochę pomarudzą, ale za to zachwyceni będą pracownicy marketów, a przy okazji rząd zwróci dług wspierającym go Kościołowi oraz „Solidarności”. I znowu plama. Klienci wkurzyli się bardziej niż przewidywano. Ludzie handlu wcale nie są zachwyceni, bo w niedziele pracują na ogół młodzi i bezdzietni, otrzymując podwyższone wynagrodzenie. Kościół się skrzywił, a „Solidarność” oburzyła, bo tylko dwie niedziele mają być wolne. A wszyscy pozostali zaczęli wydziwiać – z jakiej racji tylko handlowcy mają być uprzywilejowani? Dlaczego pracować muszą kolejarze, transportowcy, aptekarze na dyżurach? Niby czemu pracować muszą szpitale? Pacjenci niech idą na weekend do domu, ostatni gasi światło. A na przykład tacy księża, to dlaczego w niedzielę…

Prawo i Sprawiedliwość rękami Jacka Kurskiego lakieruje rzeczywistość na wysoki połysk. Problem w tym, że powłoka jest do niczego i lakier odpryskuje, odkrywając plamy rdzy i ujawniając partacką robotę przy łączeniu faktów na gumkę, sznurek, drucik i spinacz. Szczególnie rozbawiła mnie opowieść o tym, jak PiS uchronił Ojczyznę przed zagarnięciem Polskiej Ziemi, która ani chybi dostałaby się w niemieckie (!) ręce, gdyby nie przezorność Prezesa Tysiąclecia. Niedługo potem spod tego chropowatego lakieru Janusz Piechociński wydobył fakty: w czasie, gdy rządziła koalicja PO-PSL w ręce obcokrajowców sprzedano około 420 ha ziemi. Za czasów rządu PiS przebito ten wynik aż siedmiokrotnie! W 2016 roku przekazano obcokrajowcom akty notarialne na łączną wartość ponad 3 tysięcy hektarów.

Z całkiem innej beczki: trwa wymiana ludzi ze służb dyplomatycznych. Wiadomo – komunistyczne złogi, sieroty po PO, służalcy na klęczkach, skumplowani ze zgniłym Zachodem itp. Na miejsce jednych byłych członków PZPR przychodzą inni byli członkowie PZPR, a i niejednego konfidenta znalazłoby się wśród mianowanych. Nową kadrę różni jednak od poprzedników jedna podstawowa cecha: uboga znajomość języków obcych. Minister i rząd spodziewali się tego, bo przed rozpoczęciem czystki w dyplomacji zmienili przepisy. Teraz dyplomata nie musi już znać drugiego obcego języka. Bo i po co? Pani premier nie zna żadnego, a z rozmaitymi VIP-ami rozmawia sobie bez przeszkód. Prezes nawet z językiem polskim miewa kłopoty, a potrafi pogonić każdego z możnych tego świata…

A więc – do boju polska dyplomacjo! Nowym reprezentantom dumnej Polski, podnoszącej się z ruin po rządach PO i z kolan po wazeliniarskiej czołobitności Tuska, minister Waszczykowski nakazuje: – Głowa do góry! Po łacinie zapewne „sursum morda”.

Andrzej Karmiński

PS. Na partyjnym przyjęciu u ministra Ziobro, nawróconego syna marnotrawnego, gdzie wazelina płynęła strumieniami, Jarosław Kaczyński ogłosił, że trzeba zbudować silne, sprawne, choć „skomprymowane co do swoich funkcji państwo”. Prezes się nie przejęzyczył i wbrew logice nie chodziło mu o państwo „skompromitowane”. Skomprymować – to według słownika znaczenie: zmniejszyć rozmiary czegoś, streścić, zredukować. Kaczyński nie miał na myśli zredukowania rozmiarów kraju, akurat tego dnia chronionego na granicach modlitwą różańcową. Chodziło mu niestety o Polskę odartą z demokracji, z fasadowymi instytucjami i atrapami władzy formalnej. O Polskę bez znaczenia w świecie, umysłowo ciasną, ale jego własną. Kiedy Kaczyński przypadkiem powie prawdę, to naprawdę przestaje być zabawnie.

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

11 komentarzy do "Odpryski „dobrej zmiany”"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
HANNA

SUPER KOMENTARZ DO TEGO , CO SIĘ WYPRAWIA , NIC DODAĆ , NIC UJĄĆ. POZDRAWIAM AURORA.

Samocha

Dołączam, popieram, DZIĘKUJĘ, POZDRAWIAM.

Bożena

niech to szlag trafi

jacek

Co do tego konkubinatu z 500+ ma parę uwag:
– aby uniknąć braku chęci do pracy należy wprowadzić złotówkę za złotówkę
– co do alimentów to trzeba skończyć z traktowaniem ich jako kary za małżeńskie zbrodnie, tylko środkiem wyrównania dochodów między rozwodnikami do czasu gdy osobie obdarowanej przestanie grozić dekapilitacja… w związku wszystkie świadczenia jakie otrzymuje ta osoba powinne zmniejszać wysokość tych alimentów.

gboor

Jeśli dobrze rozumiem ideę i praktykę alimentów, to nie są jakąkolwiek karą za cokolwiek. Przyznaje się je na dziecko, nie na byłego współmałżonka, więc są realizacją obowiązku opieki nad własnym dzieckiem, które nie przestaje nim być z chwilą rozwodu.

jacek

A to ciekawe, bo w inforze (260411,Alimenty-a-rozwod-z-orzeczeniem-o-winie) znalazłem następujący zapis:
(…)Jeżeli rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego sąd może na jego żądanie orzec, iż małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego. Istotne jest, iż małżonek niewinny nie musi znajdować się w niedostatku.(…)

W tym wypadku to jest ewidentna kara.

mędrkowski

Trójpodział władzy, trójpodziałem ale po pisowsku. Prezes na razie szkoli się w sztuce zarządzania kryzysem, żeby ewentualnie potem przejść biegiem na zarządzanie strachem. Ten model instrumentów władzy także opisywał Monteskiusz. W ten sposób niepostrzeżenie Prezes osiągnie wymarzoną dyktatorską V Republikę. Scenariusz dla PAD-a jest napisany, jak pokazała batalia o sądy, a sejm wszystko przyklepie. Oby nie. Chodźmy na wybory i głosujmy mądrze.

Zgredzinka

O ile będą jeszcze … WOLNE wybory !!!

jacek

Wystarczy interpretacja zapisu, że prezydent rozpisuje wybory to nie znaczy, że prezydent musi rozpisać wybory.

jurek

A jeśli demokracja wróci, pamiętajmy o ROZDZIELENIU władzy ustawodawczej od wykonawczej. Posel nie może być ministrem.

jacek

Jak już to rozważamy to ja rekomenduję wprowadzenie czystego systemu prezydenckiego.

wpDiscuz