Okaleczona i zapomniana racja stanu

Okaleczona i zapomniana racja stanu

Nie traktują nas serio Francuzi, Niemcy, większość krajów UE i nawet Rosjanie nie chcą kontaktować się z nami w żadnej sprawie.

Odpryski rac, odłamki petard i faszystowskie hasła dla uczczenia Dnia Niepodległości tylko na chwilę zawładnęły przestrzenią publiczną. Z wolna powracamy do wiodącego ostatnio tematu: roszad na szczytach władzy, które od zawsze budzą niezrozumiałą fascynację mediów. Personalne gierki bez trudu wypierają najważniejsze wydarzenia polityczne.

W kraju burzone są ostatnie bastiony demokracji, trwa hybrydowa wojenka prezesa z prezydentem, prezydenta z ministrami i ministrów między sobą, rośnie napór na niezależność sądów, szykują się zmiany prawa wyborczego, zwiększające szanse PiS na utrzymanie władzy, preambuła Konstytucji staje się nielegalna i w opinii małopolskiej kurator oświaty Barbary Nowak nie może być prezentowana w szkołach… A za granicą „godnościowa” polityka owocuje kompromitacją i izolacją Polski, którą pogłębi jeszcze planowana demolka służb dyplomatycznych: zwolnionych zostanie 3660 dyplomatów (czyli wszyscy), po czym do pracy wrócą ci, „którzy się nadają”, a na bruku pozostaną ci, którzy „niedostatecznie utożsamiają się z państwem polskim”.

Każdego dnia obezwładniają nas kolejne symptomy chorej zmiany. Tymczasem Polacy zachęcani są do analizowania personalnych zmian na szczytach władzy. Czy pozycja pani premier jest wciąż niepewna? Którzy ministrowie typowani są do odstrzału? Kto z kim trzyma i kto się pod kogo podczepia? Który z którym jest w pakiecie gwarantowanym umową między PiS a jego kanapowymi przystawkami? Pytania mnożą się, jak króliki w gabinecie ministra zdrowia – i są to pytania kompletnie pozbawione sensu. Bo jakie ma znaczenie, kto kogo zastąpi w ubezwłasnowolnionym rządzie sterowanym z Nowogrodzkiej? Przecież wiadomo, że ktokolwiek przyjdzie na miejsce odwołanych ministrów, ani na jotę nie zmieni azymutu wyznaczonego przez prezesa. W polityce nie zmieni się nic, dopóki władzę sprawuje Prawo i Sprawiedliwość – partia, w której nazwie wystąpiło kłopotliwe sąsiedztwo dwóch przypadkowo dobranych słów. W Polsce nie zmieni się nic, dopóki rządzić nami będzie facet, który w Święto Niepodległości wezwał do odrzucenia „polityki pedagogiki wstydu”, pozostając tym samym przy swojej dotychczasowej polityce bezwstydu.

Bieżące przejawy tego bezwstydu rządzących szczelnie przykrywa wrzawa wokół stanowisk rządowych. Dlatego dałbym sobie ufryzować blond loczki z kokardami, że kontredans pt. „rekonstrukcja rządu” trwać będzie jeszcze wiele tygodni. W tym czasie PiS zbombarduje nas kolejnymi „reformami” i ośmieszy dalszymi przejawami swojej chorobliwej ambicji mocarstwowej, która zastępuje okaleczoną, dogorywającą w zapomnieniu polską rację stanu. Rządzący już zapomnieli, że racja stanu to nadrzędny interes państwowy, interes narodowy ponad innymi interesami i normami, wspólny dla większości obywateli i organizacji działających w państwie. A może nie zapomnieli, tylko wstając z kolan znaleźli się w stanie chwiejnej równowagi i cierpią na zaburzenia błędnika? Tak czy owak warto każdego dnia wyjaśniać im, co jest nadrzędnym interesem Polski oraz krok po kroku wprowadzać PiS w nieznane mu rejony cywilizowanego współistnienia narodów.

Na początek trzeba przypomnieć elektoratowi partii władzy, że racją stanu nie jest ubliżanie przedstawicielom państw sojuszniczych, wysuwanie nierealnych roszczeń, obrażanie się na rozsądne uwagi i rady, a przede wszystkim wszczynanie międzynarodowych konfliktów. Warto przećwiczyć to na przykładzie. Otóż jest taki jeden kraj na wschodzie, odgradzający nas od wspólnego odwiecznego przeciwnika, z którym od kilku lat toczy regularną, samotną i w pewnym sensie zastępczą wojnę. Ten kraj za naszą wschodnią granicą zyskał niepodległość znacznie później niż Polska, choć tamtejsi mieszkańcy walczyli o nią z nie mniejszą desperacją niż my. Na Majdanie gotowi byli umrzeć za marzenie, by dołączyć do Polski i do europejskiej rodziny. Nasze wsparcie witali z wdzięcznością i w telewizyjnych przekazach dziękowali nam łamiącym się głosem, ze łzami w oczach. Do dziś najbardziej lubią Polaków, chociaż mają ku temu coraz mniej powodów. W ostatnich sondażach 58% tamtejszego społeczeństwa deklaruje przyjacielskie do nas uczucia, cieplejsze nawet niż do narodów Unii Europejskiej (54%). No i właśnie ten kraj upatrzył sobie ostatnio PiS jako kolejną ofiarę po Francji, Niemczech i Unii.

Dziś polskie chore władze umysłowe grożą, że zablokują wejście Ukrainy do Unii. Minister Waszczykowski zapowiada, że wytypowanych Ukraińców, którzy nie okazują wystarczającego szacunku dla Polskiej Historii i Tradycji Pisanej Dużymi Literami, za nic nie wpuści do Polski. A na dokładkę grozi, że odradzi prezydentowi Dudzie zapowiedzianą wizytę na Ukrainie… Nie wiem, czy spodziewa się, że po tej zapowiedzi Ukraina oniemieje ze zgrozy. Wiem natomiast, że jego bełkot nie ma żadnego sensownego uzasadnienia. Bo od czasów Majdanu, od ówczesnych serdecznych kontaktów i deklaracji wiecznej przyjaźni naszych narodów NIE ZDARZYŁO SIĘ NIC, co mogłoby uzasadnić durnowate reakcje polskiego rządu. Wszystko, co naprawdę dzieliło nasze narody już się dawno zdarzyło. A co się stało nowego?

Nowy jest polski minister, który od dwóch lat robi, co może, by połaskotać demonstracyjny nacjonalizm Kaczyńskiego, obliczony na wydłubanie z dusz Polaków najmroczniejszych cech i najgorszych instynktów. Nowe są publiczne media, które kolportują sobie nawzajem rozmaite wieści, aż w końcu nie wiadomo, czy informacje pochodzą z IPN, z USA czy z USB, przekazanego w tajemnicy przez KGB. Nowe jest i to, że z obu stron coraz głośniej wydzierają się narodowcy, a oszołomy z obu IPN-ów rozpoczęli ze sobą walkę na wspomnienia, na historyczne kwity i na tablice w cokołach pomników – jakby nie mogli popracować wspólnie nad pomnikiem Przyjaciela – zwykłego człowieka bez miejsca stałego zameldowania.

Trzeba być kompletnym durniem albo ministrem Waszczykowskim, żeby wszczynać dziś wojenkę z Ukrainą. Bo to jest także walka ze współczuciem i wrażliwością Polaków, którzy nie zapomnieli, jak nam się żyło w kraju zagrożonym obcą interwencją, ze zrujnowaną gospodarką, z korupcją i rozbuchaną przestępczością. Ale przede wszystkim – to wojna z polską racją stanu. Nie traktują nas serio Francuzi, Niemcy, większość krajów UE i nawet Rosjanie nie chcą kontaktować się z nami w żadnej sprawie, a Ławrow wręcz oświadczył, że nie ma Polsce nic do powiedzenia, dopóki nie opadnie bitewny kurz. Ba, przestajemy być partnerem nawet dla Białorusi, rządzonej przez „ciepłego człowieka”, z którym ludzie PiS nawiązali liczne serdeczne kontakty. W tamtejszym parlamencie usłyszeliśmy niedawno: „Jeśli Polska chce utrzymywać dobre stosunki z Białorusią, to musi przeprosić za ludobójstwo, którego AK dopuściła się na Białorusinach”. Reakcji polskiego MSZ nie dosłyszałem.

Andrzej Karmiński

PS. Dewizę narodowców, wyjących podczas marszu niepodległości: „My chcemy Boga”, można przetłumaczyć na „Gott mit uns”. W każdym razie przesłanie obu tych haseł jest identyczne.

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Okaleczona i zapomniana racja stanu"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Rafał

Bardzo potrzebny tekst! PiS cynicznie rozgrzebuje przeszłość i rozdmuchuje dawne, historyczne animozje. A niezależna i stabilna Ukraina jest podstawowym warunkiem dla bezpieczeństwa Polski!

Janek

Jeżeli do tej pory Kaczor całował Ukraińców w d…, powiedzmy, że w dłoń, to było dobrze? Kto na Majdanie wydawał kabotyńskie okrzyki „sława!”, bodajże „herojam”- nie Kaczyński aby? A że Ukraina „wojuje”, (no tam zaraz wojuje- szczególnie na Krymie bohatersko wojowała) z Rosją, to i dla Polski lepiej. Cyniczne, ale takie jest życie.

smętek

Tekst bardzo mądry i każdy powinien się nad tymi treściami zastanowić. Od jakiegoś czasu przestałem czytać treść doniesień na temat przepychanek między rządzącymi i wymyślanych przez media roszad personalnych. Zastanawiam się, czy mamy jeszcze w kraju prawdziwych dziennikarzy czy już tylko piszących wyrobników nie mających pojęcia o meritum.

wpDiscuz