Pan Prezes i akt zawierzenia

Pan Prezes i akt zawierzenia

Cud Nowogrodzki Na Drabince miał miejsce letniego dnia, gdy słonko świeciło wysoko na niebie, muskając promykami szczęśliwą polską ziemię, którą zamieszkiwał lud bogobojny a pracowity. Mieszkańcy tej krainy krzątali się z uśmiechem na twarzy i pieśnią na ustach, pomnażając dobrostan swej ojczyzny. Górnicy ochoczo wykopywali węgiel, prokuratorzy formułowali akty oskarżenia, redaktorzy pisali paski w TVP Info, leśnicy wycinali puszczę, rybacy zabijali foki, a Krystyna Pawłowicz jadła sałatkę. „Tobie serca, myśli, czyny, Dobra Zmiano!” – szeptali, z optymizmem i ufnością spoglądając w przyszłość.

I właśnie w takim znojnym i słonecznym dniu na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie pan Prezes ukazał się dziennikarzom jako krzew gorejący na drabince i przemówił: – „Do polityki nie idzie się dla pieniędzy” – po czym zniknął.

Wieść o cudzie lotem błyskawicy obiegła kraj, budząc powszechne poruszenie i skłaniając tysiące działaczy do ascezy. Przed punktami Caritasu natychmiast ustawiły się kolejki prezesów spółek skarbu państwa składających rezygnację oraz szeregowych towarzyszy zdających gotówkę, kosztowności i papiery wartościowe. Wszystkim było spieszno do wyzbycia się majątku, więc atmosfera była nerwowa i często wybuchały sprzeczki:

„Pan tu nie stał, proszę iść na koniec kolejki!”

– „Ale ja mam więcej do oddania!”

– „A skąd pan wie, ile ja mam?! Może pozbywam się nieujawnionych korzyści majątkowych?”

Cud Na Drabince wzbudził tym większą sensację, że pana Prezesa od dawna nikt już nie widział. W dawnych szczęśliwych czasach stale obcował on ze swym ludem, na co dzień opiekując się Polską i pomagając jej wstać z kolan. Tej misji poświęcił się bez reszty, nie dbając o własne kolana. W wielkiej bliskości żył wtenczas pan Prezes ze swymi ludźmi. Oni jednak wiele razy okazali mu nieposłuszeństwo i zasmucony pan Prezes postanowił przykładnie ukarać grzeszników. Wypędził z rajskich ogrodów Temidy Adama i Ewę, a potem zagniewany usunął się w cień i tylko od czasu do czasu dawał ludziom znaki.

Z prośbą o pomoc i radę wierni przychodzi do świętych drabinek, które kapłani kazali ustawić w całym kraju. Ludzie pytali: „Jak żyć, panie Prezesie? Jak żyć?”, a pan Prezes przekazywał odpowiedź za pośrednictwem swych działaczy: „Żyj zdrowo. Czcij ojca i matkę swoją oraz Żołnierzy Wyklętych”.

Ateiści, niewierzący Obywatele RP i sataniści Tuska zaczęli wykorzystywać nieobecność pana Prezesa do sączenia w ludzkie serca zwątpienia i niszczenia wiary. Głosili, że nie ma dowodów na Jego istnienie. Że rzekome znaki są tylko iluzją.

Tym razem jednak cud na Nowogrodzkiej był bardzo dobrze udokumentowany – liczne kamery uchwyciły moment ukazania się krzewu gorejącego, a dziesiątki dziennikarzy miały w swoich dyktafonach nagrane słowa pouczenia, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy.

„No i co, niedowiarki? Łyso wam teraz?” – z triumfem i z przekąsem zapytała Barbara Bubula, okadzając przenajświętszą drabinkę wonnym dymem z kadzielnicy.

– „To najlepszy moment, by dokonać uroczystego aktu zawierzenia” – oświadczył premier Mateusz Morawiecki, szybko klękając i wyjmując z kieszeni długopis. – „Ostatnio zawierzyłem cudownemu obrazowi Matki Boskiej Częstochowskiej Polskę, teraz zawierzę mu pana Prezesa”.

„Ale czy to wypada?” – zgłosił wątpliwość Marek Kuchciński. – „Obraz jest cudowny, ale w sumie nieduży, a pan Prezes jest wielką postacią. To może nie uchodzi, by zawierzyć pana Prezesa tak małej ikonie. Odpowiedniejsze byłoby chyba malarstwo wielkoformatowe”.

„Na przykład?” – zainteresował się Morawiecki.

– „Chociażby Bitwa pod Grunwaldem Matejki” – powiedział Kuchciński. – „To już jest obraz, jak się patrzy, cztery metry na dziesięć. Albo przynajmniej Hołd pruski – cztery na osiem”.

By podkreślić wielkość obrazu, Kuchciński głośno szczęknął marszałkowskim sekatorem.
Nagle w sali błysnęło i rozległ się grom. Wszystkie spojrzenia skierowały się ku przenajświętszej drabince, na której szczycie ukazał się krzew gorejący. Działacze uklękli. Nawet Krystyna Pawłowicz odstawiła na parapet pudełko z sałatką.

„Nie chcę Matejki, wolę ikonę” – zakomunikował potężny głos z wnętrza płonącego krzewu. – „Ale nie zawierzajcie mnie obrazowi. Raczej odwrotnie”.

– „Ależ oczywiście, panie Prezesie” – wyszeptał blady jak ściana Morawiecki i drżącą dłonią szybko podpisał uroczysty akt zawierzenia Matki Boskiej panu Prezesowi.

Wojciech Maziarski

Ćwiczenia
1. Kogo Pan Prezes wygnał z rajskiego ogrodu Temidy:
a. Adama Małysza i Ewę Demarczyk
b. Adama Michnika i Ewę Kopacz
c. Adama Bodnara i Ewę Łętowską
d. Adama Lipińskiego i Ewę Bugałę

2. Jakie efekty akustyczne towarzyszą ukazaniu się pana Prezesa jako krzewu gorejącego?
a. grom
b. Hymn Polski
c. Oda do radości
d. szczękanie sekatora
e. bicie dzwonów
f. mlaskanie

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Kiksik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kiksik
Kiksik

Kojarzy mi się to ze zdawaniem waluty w „Mistrzu i Małgorzacie”. Niestety, nie było tam św drabinki i pewnie dlatego nie zdawali tak chętnie jak nasi!!!!!