Pan Prezes i ekumenizm

Pan Prezes i ekumenizm

Mariusz Błaszczak przedstawiał sobą widok godny pożałowania. Niczym żywy pomnik bezdomności siedział w kącie sali w wygniecionym garniturze na stercie tobołków, skoroszytów i teczek z papierami, przysypiając ze zmęczenia.

Zaintrygowany pan Prezes podszedł do niego, a asystent szybko rozstawił drabinkę, by szef mógł się z bliska przyjrzeć sfatygowanemu ministrowi obrony.

„A cóż to się stało? Co pan tu robi?” – zapytał pan Prezes z wielką troską w głosie. Był znany z tego, że bardzo dba o swoich podopiecznych, wspiera ich rozwój i pilnuje, by źli ludzie nie zrobili im krzywdy. Ot, choćby niedawno jakiś wrogi dziennikarz napisał w gazecie o kontroli finansowej u senatora Grzegorza Biereckiego. – „Co za bezczelność! Trzeba zrobić porządek z tymi pismakami” – powiedział pan Prezes i Zbigniew Ziobro szybko wysłał swoich prokuratorów, by rozmówili się z nikczemnikiem.

Zresztą nie tylko pan Prezes okazywał taką troskę – wszyscy jego wychowankowie tworzyli jedną wielką kochającą się rodzinę i wzajemnie się wspierali w doli i niedoli. Także teraz wokół Mariusza Błaszczaka uformował się wianuszek zatroskanych towarzyszy, którzy starali się ulżyć mu w cierpieniu. Joachim Brudziński podłożył mu pod głowę jasiek, Marek Suski dał mu pluszową kaczuszkę do przytulania, a Beata Kempa zdjęła mu buty i zacerowała dziurę w skarpetce.

Błaszczak otworzył oczy. – „To przez pana Antoniego” – powiedział płaczliwym tonem. – „Nie mam się gdzie podziać, bo on nie wpuszcza mnie do resortu…” – chlipnął, a z kącików oczu wypłynęły mu dwie łezki. Stoczyły się po brodzie, wsiąkając w jasiek.

Pan Prezes zmarszczył mądre czoło w głębokim namyśle. Dopiero teraz uświadomił sobie, że już od kilku dni widział gorączkową krzątaninę w gmachu Ministerstwa Obrony, ale nie zwrócił na nią uwagi. Myślał, że to nowy gospodarz resortu wywiesił na dachu flagę narodową z kotwicą Polski Walczącej, a w oknach poukładał worki z piaskiem. Betonowe bariery przeciwczołgowe na chodniku przed wejściem tarasowały przejście i zmuszały przechodniów do schodzenia na jezdnię, zaś z okien na najwyższych piętrach wylatywały stada dronów, kierując się w cztery strony świata w tajemniczych misjach niezwykłej wagi.

„Ja tylko chciałem się dostać do swojego gabinetu i powkładać papiery do szuflad” – wyjaśnił Mariusz Błaszczak, szlochając i wycierając łzy chusteczką, którą Beata Kempa wyjęła z chlebaka z czerwonym krzyżem. – „Ale on mnie nie wpuścił…” – Kolejne strumienie łez spłynęły po policzkach ministra.

„Niechże pan już nie płacze” – pan Prezes łagodnie pogłaskał go po głowie, skinął na swoich ludzi i kazał asystentowi przestawić drabinkę na drugi koniec sali. – „Musimy coś szybko wymyślić, by złagodzić jego cierpienia” – szepnął. Tłum zmartwionych i pobladłych działaczy wpatrywał się w niego w milczeniu. Wszyscy pokładali ufność w mądrości swego szefa. Pan Prezes nigdy jeszcze ich nie zawiódł i zawsze potrafił wskazać wyjście z sytuacji bez wyjścia. Właśnie na tym polegał jego geniusz, budzący podziw wśród swoich i przerażenie wśród wrogów. Także teraz zmarszczone i zatroskane oblicze pana Prezesa szybko się wygładziło, a w jego kryształowych źrenicach rozbłysnął niemy okrzyk: „Eureka!”.

„Proszę tu szybko wezwać arcybiskupa Jędraszewskiego!” – zwrócił się do Krystyny Pawłowicz.
Nie minął kwadrans, gdy w drzwiach pojawił się dostojny hierarcha. – „Niech będzie pochwalony PiS i Jezus Chrystus” – przywitał się i przyjaźnie pokropił pana Prezesa wodą święconą z kropidła.

„Dobrze, dobrze” – zniecierpliwiony pan Prezes machnął ręką. – „Niech sobie ekscelencja daruje te formalności, bo nie ma czasu. Ten cały wasz episkopat wciąż domaga się, by przyjąć uchodźców?” – srogo patrzył na Jędraszewskiego ze szczytu drabinki.

Arcybiskup z zakłopotaniem spuścił wzrok i wytarł w stułę spocone dłonie.

„No tak, niestety, wśród naszych ludzi trafiają się jednostki zaczadzone przez Franciszka…”
Popatrzył na pana Prezesa oczami pełnymi bólu i smutku. – „Jednak walczymy z tym odchyleniem i na pewno uwolnimy polski Kościół od zgubnych wpływów” – obiecał.

„To dobrze” – pan Prezes się uśmiechnął. – „Mam dla was ofertę. Udzielcie schronienia Błaszczakowi jako uchodźcy. Zgodnie z waszą prośbą otworzymy dla niego specjalny korytarz humanitarny z Nowogrodzkiej. Będziecie mogli powiedzieć temu nawiedzonemu Gądeckiemu, że spełniacie wolę Franciszka”.

Arcybiskup z radości aż klasnął w dłonie i obficie zrosił wszystkich wodą z kropidła.

„PiS-owi niech będą dzięki!” – powiedział. – „Każdy proboszcz będzie zaszczycony, mogąc gościć pana ministra w swojej plebanii”.

Zaczął się zbierać do wyjścia, ale pan Prezes powstrzymał go gestem dłoni.

„A co ekscelencja myśli o ekumenizmie?” – zapytał.

„No…” – Jędraszewski niepewnie zamrugał oczami i zawiesił głos, nie wiedząc, do czego pan Prezes zmierza.

„Myślę na przykład o czerpaniu ze skarbca obyczajów innych religii” – wyjaśnił pan Prezes. – „Czasem mogą się tam trafić klejnoty warte zauważenia. Prawdziwe diamenty, które oprawione w ramy chrześcijaństwa, mogłyby głosić chwałę naszego Pana i PiS-u”.

„Słowa pana Prezesa wyrażają niezwykłą mądrość i wielce mnie ubogacają” – ostrożnie przyznał arcybiskup, bo ciągle jeszcze nie wiedział, o co chodzi.

Pan Prezes zaczął z innej strony: – „Wie ekscelencja, że chcemy ruszyć z posad bryłę świata, ale przeszkadzają nam w tym wrogowie rozsiani na całej planecie? Uchwaliliśmy nową ustawę o IPN, która nakłada na nich kary za mówienie o nas brzydkich rzeczy, jednak oni wszczęli jazgot i starają się nam zaszkodzić, posługując się brudnymi chwytami, od wieków używanymi przez syjonistów”.

Oblicze arcybiskupa rozpogodziło się. – „Zaczynam się domyślać, do czego pan Prezes zmierza. Zapewniam, że może pan liczyć na wsparcie Kościoła”.

„No właśnie” – uśmiechnął się pan Prezes. – „Czasami warto się przyjrzeć, jak w takich sytuacjach radzą sobie inne religie. Słyszał ekscelencja, co Chomeini powiedział o Salmanie Rushdiem?”

„Fatwa! To jest to!” – Oczy arcybiskupa rozbłysły. – „Informuję wszystkich muzułmanów całego świata, że autor „Szatańskich wersetów”, książki godzącej w islam, proroka i Koran, oraz wszyscy zaangażowani w jej wydanie, a znający jej treść, skazani są na śmierć”.

„Cieszę się, że idee ekumenizmu są bliskie sercu ekscelencji” – pan Prezes uśmiechnął się i dłonią dał arcybiskupowi znak, że może już odejść. Jędraszewski ukłonił się, pokropił zgromadzonych wodą święconą i skierował się ku drzwiom, układając w głowie słowa fatwy. Przy drzwiach na moment się zatrzymał.

– „A właściwie od kogo powinniśmy zacząć?” – zapytał.

„Od Jana Grossa i jego książek „Sąsiedzi” i „Strach”, potem może być Soros” – powiedział pan Prezes. – „Zresztą Mariusz Błaszczak będzie mieszkać u ekscelencji w diecezji, więc za jego pośrednictwem będziemy na bieżąco przekazywać kolejne nazwiska”.

Wojciech Maziarski

Ćwiczenia

1. Przetestuj swój ekumenizm. Powiedz, jaką inspiracją dla polskiego katolika może być:
a. zburzenie przez talibów posągów Buddy w afgańskiej prowincji Bamian,
b. ukaranie w Dubaju więzieniem zgwałconej Norweżki za seks pozamałżeński,
c. patrolowanie irańskich miast przez oddziały Strażników Rewolucji,
d. zakaz słuchania muzyki w Państwie Islamskim,
e. brak cywilnych ślubów i rozwodów w Izraelu,
f. zakaz wystawiania w Rosji antyklerykalnej opery Szostakowicza „Opowieść o popie i jego parobku Jołopie” według bajki Puszkina (zaczynającej się od słów: „Był raz pop/ Głupi jak czop”),
g. zmumifikowanie Włodzimierza Iljicza Lenina.

2. Uszereguj poniższe batalie polskiego oręża według długości trwania, od najkrótszej do najdłuższej:
a. obrona Jasnej Góry w 1655 r.,
b. obrona Westerplatte w 1939 r.,
c. obrona Węgierskiej Górki w 1939 r.,
d. obrona Wizny w 1939 r.,
e. obrona resortu obrony w 2018 r.

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o