Pan Prezes i podstępni harcerze

Pan Prezes i podstępni harcerze

Po wakacjach pan Prezes czekał na współpracowników w swoim gabinecie. Przed drzwiami ustawiła się już kolejka podekscytowanych i lekko onieśmielonych osobistości. Była tu Anna Zalewska, której oszałamiający uśmiech jarzył się w półmroku niczym latarnia nadziei, wskazująca drogę żeglującym rozbitkom. Był Marek Suski z nienaganną grzywką, która nigdy nie poddawała się podmuchom wiatru ani strumieniom deszczu. Był Joachim Brudziński w świeżo wyglancowanych kaloszach, w których latem pokonywał bezdenne przepaście i zdobywał niebotyczne turnie Beskidu Sądeckiego, skacząc po skałach zwinnie niczym kozica. Było też wielu innych, nawet Krystyna Pawłowicz z pudełkiem sałatki. Brakowało jedynie pana Antoniego, którego najwyraźniej zatrzymały jakieś ważne obowiązki. Być może właśnie przeprowadzał niecierpiącą zwłoki ekshumację albo ważny eksperyment śledczy.

Zgromadzeni czekali w milczeniu, taksując się nawzajem wzrokiem. Te wrześniowe audiencje, w czasie których ministrowie, posłowie i działacze składali panu Prezesowi meldunki produkcyjne, stały się już częścią nowej tradycji, łączącej myśl patriotyczną i zaangażowanie obywatelskie z życiem towarzyskim i odrobiną szaleństwa. Działaczki partyjne przez wiele letnich tygodni obmyślały i przygotowywały kreacje na tę okazję, pragnąc zaprezentować się jak najszykowniej, a może nawet – kto wie, kto wie… – olśnić samego pana Prezesa.

Beata Szydło przypięła do swej tyleż bujnej, co mężnej piersi wyjątkowo okazałą stalową broszkę, odlaną i wykutą w zakładach Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Pięknie prezentował się też poseł Dominik Tarczyński w jedwabnej koszuli, karakułowym futrze, cholewkach z krokodylej skóry, czapce z lisim ogonem i z przypudrowanym noskiem. Działaczki starały się odwracać głowy, ostentacyjnie udając, że na niego nie patrzą, ale co chwilę któraś nie wytrzymywała i rzucała w jego stronę powłóczyste, zalotne spojrzenie. Patriotyzm mieszał się z erotyzmem, tworząc w powietrzu elektryzującą mieszankę, budząc żądze i zachęcając do flirtów.

Sam pan Prezes założył na tę okazję galową pelerynę w barwach narodowych z orłem na piersi. Prezentował się naprawdę dostojnie. Wszedł na podest ustawiony pośrodku gabinetu i wezwał pierwszego gościa. Anna Zalewska grzecznie się ukłoniła, uklękła przed podestem, a jej promienny uśmiech rzucał na ściany i meble migotliwe refleksy, niczym lustrzana kula w dyskotece.

„No i co u pani słychać, pani minister?” – zapytał pan Prezes.

„Wszystko wspaniale, panie Prezesie, 1 września zlikwidowałam gimnazja”.

„To wspaniale!” – ucieszył się pan Prezes. – „A co ze szkołami innych szczebli?”

„Pracuję nad tym, panie Prezesie, mam jeszcze czas, bo do końca kadencji zostały dwa lata”.

„Wiem, wiem, nie od razu Kraków zbudowano” – łagodnie uśmiechnął się pan Prezes. Był dziś nastrojony łaskawie i przychylnie wobec działaczy. „Moje kochane łobuziaki” – myślał, patrząc z wyżyn podestu na ich sylwetki kolejno klękające u jego stóp.

Następny był minister rolnictwa.

„A pan co zlikwidował?” – zapytał pan Prezes.

„Aukcję arabów w Janowie. Tegoroczna była już ostatnia” – Krzysztof Jurgiel dumnie wyprężył pierś.

„Bardzo dobrze!” – pochwalił go pan Prezes.

Potem do gabinetu wchodzili kolejni ministrowie, by pochwalić się osiągnięciami i opowiedzieć o planach na przyszłość. Minister środowiska zlikwidował Puszczę Białowieską, minister zdrowia prywatne szpitale, minister sprawiedliwości niezawisłe sądy, zaś prezes Kurski telewizję publiczną i festiwal w Opolu.

„A ja zjadłam do końca sałatkę” – powiedziała posłanka Pawłowicz, z dumą pokazując puste pudełko. Pan Prezes polecił sekretarce, by w nagrodę na deser dała jej lizaka.

I wtedy drzwi nagle otworzyły się z trzaskiem i do gabinetu z impetem wpadła przerażająca postać. Mundur wisiał na niej w strzępach, z licznych zadrapań sączyła się krew, z pogniecionego hełmu smętnie zwisały resztki maskującego sitowia. To był pan Antoni. Spóźnił się, ale w końcu dotarł do gabinetu pana Prezesa, a przez otwarte drzwi zza jego pleców napłynął kłąb dymu i woń pożogi.

„Co się stało?” – zapytał pobladły pan Prezes.

„Zwycięstwo!” – wyszeptał zdyszany pan Antoni, a na jego pokrytej bitewnym pyłem, posiniaczonej twarzy rozbłysnął uśmiech. – „Wygraliśmy… Obroniliśmy placówkę”.

Następnie złożył panu Prezesowi regulaminowy raport o przebiegu zwycięskiej bitwy na Westerplatte, w czasie której siły dobrej zmiany odparły atak zastępu harcerzy, wspieranych ogniem dział pancernika Schleswig-Holstein i wyrokami europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

„A teraz do Katowic! Muszę jeszcze obronić przed harcerzami tamtejszą wieżę spadochronową” – pan Antoni odwrócił się na pięcie i w pośpiechu wybiegł z sali.

Pan Prezes ze zrozumieniem pokiwał głową. Dobrze wiedział, jak podstępnym i groźnym wrogiem jest ZHP… Swoją drogą, warto by wyjaśnić, co się stało z prezydentem. Dlaczego mimo wymiany baterii w pilocie nie reaguje na żadne polecenia? Od wielu już tygodni pan Prezes naciska i naciska guziki – i nic, zupełnie bez skutku. Może to celowy sabotaż?

„Pani Basiu” – zwrócił się do sekretarki – „czy nie kręcił się tu ostatnio jakiś harcerz?”

Wojciech Maziarski

Ćwiczenia

1. W jakim celu dobra zmiana likwiduje gimnazja, puszcze, festiwale, sądy i trybunały?
a. żeby nie było złodziejstwa,
b. żeby nie było bandyctwa,
c. żeby niczego nie było.

2. Kto popsuł pilota od prezydenta? Które z poniższych organizacji mogły być zamieszane w sabotaż?
a. Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia,
b. Polski Związek Hodowców Koni Arabskich,
c. Związek Harcerstwa Polskiego,
d. Kluby „Gazety Polskiej”,
e. Konferencja Episkopatu Polski,
f. Fundacja Batorego.

 

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Pan Prezes i podstępni harcerze"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Mariola

No cudnie, uśmiałam się do łez. Myślałam , że czytam scenariusz Ucha Prezesa. Dziękuję panie Wojtku. Obawiam się , że ta ekipa dostarczy jeszcze wiele tematów, do takich opowiadań .

Nihil

Jak cudownie pozwolił Pan uśmiechnąć się.Na chwilę zapomniałem że te wszy czynią to w realu.Żeby Mistrz Bareja żył…Ależ się rozmarzylem

antyuzurpator

1. d. żeby było, jak było
2. g. technicy z tvpis, bo prezydent przestał pasowac do przekazu i przez to łącza im się zatykały.

Janina

Och, jakże mi Pana brakowało w ostatnich tygodniach ! Balsam na zbolałą duszę. Czy nie możnaby częściej nas uszczęśliwiać takimi perełkami? PROSZĘ !

wpDiscuz