Pan Prezes, piosenki i różne inne dźwięki

Pan Prezes, piosenki i różne inne dźwięki

Potężny, podwójny grzmot dobiegł z męskiej toalety, wywołując panikę wśród posłów.

– To był zamach! – zawołał Mariusz Błaszczak spod stołu. – Uchodźcy podłożyli bombę, a teraz będą nas pojedynczo dobijać!

Beata Szydło schowała się za filarem, Marek Suski w oczekiwaniu na podmuch powietrza, który zazwyczaj towarzyszy eksplozjom, przygładził grzywkę, a Krystyna Pawłowicz, spodziewając się ewakuacji, przyspieszyła konsumpcję sałatki, żeby się nie zmarnowała.

Zaniepokoił się nawet pan Prezes. Przerwał rozmowę z Jackiem Kurskim, zszedł na niższy szczebel drabinki stojącej pośrodku sali i czujnie rozejrzał się na boki. Nie wpadł jednak w panikę ani nie rzucił się do ucieczki na oślep, jak wielu innych członków klubu.

Znany był z odwagi. Cechowały go stoicki spokój i analityczny umysł, który pozwalał mu bez zbędnych emocji przeniknąć istotę wszystkich zagadnień, którymi w danej chwili się zajmował. Osoby nieznające go często błędnie interpretowały tę jego zimną krew, zaś wrogowie usiłowali uczynić z niej zarzut. „13 grudnia spałeś do południa!” – skandowały watahy Polaków najgorszego sortu – gejów, degeneratów i sędziów – które czasem organizowały uliczne burdy przed jego domem.

Zdrowa większość Narodu nie dawała posłuchu tym podszeptom wrogiej propagandy, wiedząc, że w chwili wprowadzenia stanu wojennego pan Prezes obudził się już na pierwszy dźwięk czołgowych gąsienic na asfalcie. Miał bardzo czuły słuch. Jego ucho precyzyjnie rozróżniało barwy i wysokości nawet tych tonów, które umykały milionom innych małżowin. Przez chwilę leżał w milczeniu, analizując sytuację i dochodząc do konkluzji, że komunistyczni siepacze nie odważą się naruszyć jego miru domowego. Zadowolą się uwięzieniem pomniejszych i drugorzędnych postaci, takich jak Lech Wałęsa, Jacek Kuroń czy Bronisław Geremek.

Przez resztę tamtego przedpołudnia pan Prezes wykonywał pracę koncepcyjną, opracowując plan obalenia komuny. Rozpisał go na etapy sięgające najpierw roku 1989, kiedy to władza Wojciecha Jaruzelskiego miała zostać zastąpiona reżimem Tadeusza Mazowieckiego, a następnie roku 2015, gdy wreszcie Naród miał się doczekać prawdziwego wyzwolenia. Dopiero po starannym zaplanowaniu wszystkich posunięć pan Prezes wstał z łóżka i poszedł się napić mleka. Nastąpiło to dokładnie o godzinie 11.46 13 grudnia 1981 roku.

Teraz też, słysząc odgłos eksplozji, pan Prezes nie wpadł w panikę ani nie wykonał żadnych nerwowych ruchów. Zszedł o jeden szczebel drabinki i spojrzał w kierunku męskiej toalety. Właśnie w tym momencie jej drzwi się otworzyły i wybiegła z nich zamaskowana postać w wojskowym kamuflażu.

Słyszeliście? Były dwa wybuchy! – radośnie wykrzyknęła znajomym głosem i odgarnęła wodorosty opadające z hełmu na oczy. Wszyscy rozpoznali pana Antoniego, który musiał być bardzo pobudzony – stawiał stopy byle gdzie, także na połączeniach marmurowych płyt posadzki, czego na co dzień nigdy nie robił.

Dwa wybuchy, dwa wybuchy! – z radości aż klasnął w dłonie, na których widać było resztki nitrogliceryny i trotylu.

Jego radość udzieliła się pozostałym członkom klubu – na twarzach pojawiły się promienne uśmiechy. Mariusz Błaszczak wyszedł spod stołu, Beata Szydło opuściła bezpieczne miejsce za filarem, a Krystyna Pawłowicz dokończyła sałatkę.

Pan Prezes podszedł do pana Antoniego, a doświadczeni asystenci, w mig odgadujący intencje i życzenia szefa, błyskawicznie przestawili drabinkę. Pan Prezes wdrapał się na nią i czule potarmosił ministra od wybuchów za wodorosty.

Ej, ty hultaju! – powiedział. – Gratuluję ci, to były piękne eksplozje.

To nic takiego, jutro będzie jeszcze lepiej… – pan Antoni lekko zarumienił się pod sitowiem i skromnie spuścił wzrok.

A teraz wracamy do tematu naszego dzisiejszego spotkania – pan Prezes zwrócił się z drabinki do zgromadzonych w sali. – Pan prezes Jacek Kurski przyszedł do nas podzielić się swą troską. Przeniósł festiwal z Opola do Kielc, lecz ma problem z piosenkarzami, którzy nie chcą śpiewać. Oczywiście zawsze można liczyć na Jana Pietrzaka, Andrzeja Rosiewicza i studio Yayo, ale przydałby się jeszcze ktoś…

I to nie byle kto – podchwycił Jacek Kurski. – Potrzebujemy gwiazd pierwszej wielkości, by zademonstrować Polakom i światu, że wspaniałe wybuchy pana Antoniego nie są naszym jedynym sukcesem w dziedzinie akustyki. Że także w piosence jesteśmy potęgą. Pilnie potrzebujemy w Kielcach sław na miarę Mieczysława Fogga czy Hanki Ordonówny…

W sali zapadła cisza. Pogrążeni w milczeniu politycy bezradnie wpatrywali się w pana Prezesa, który odwzajemniał się im spojrzeniem spod przymrużonych powiek. Jako dobry wychowawca, inspirujący swych podopiecznych i stymulujący ich kreatywność, nie chciał ich wyręczać w wysiłku intelektualnym. Czekał, kto pierwszy wystąpi z pomysłem.

To może ja… – zgłosił się do odpowiedzi Zbigniew Ziobro. – Jeśli Kurski da mi nazwiska tych, których potrzebujeFogga, Ordonówny i innych – to wpiszę ich na listę ekshumacji smoleńskich i najdalej w ciągu dwóch tygodni wszystkich dostarczę na scenę w Kielcach.

Wojciech Maziarski

Ćwiczenie

1. Jak pan Prezes ocenił brzmienie wybuchów pana Antoniego? Wytłumacz znaczenie słowa „audiofil”.

2. Które z poniższych przedmiotów są atrybutami audiofila?
a. płyta winylowa
b. płyta posadzkowa
c. płyta nagrobkowa
d. laska trotylu
e. parówka
f. wzmacniacz lampowy
g. nitrogliceryna
h. ucho Prezesa

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Pan Prezes, piosenki i różne inne dźwięki"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
antyuzurpator

O to to! – Niech upaćka łapy albo i siebie całego w nitroglicerynie, a potem zaklaszcze, jak najmocniej!