Pan Zbyszek

Dla swojej „prawdy” gotów jest stosować wszelkie możliwe środki i nie zawaha się w tym celu przed łamaniem prawa

Już na studiach po kryjomu nagrywał swoje rozmowy z „podejrzanymi” kolegami.

Skromne początki

Zbyszek pewnie od małego chciał zostać dzielnym obrońcą prawa, może pod wpływem filmów z Johnem Wayne. Pod koniec XX wieku trudno jednak naśladować ich bohatera – biegać z rewolwerem po ulicach i robić z niego użytek, pilnując porządku. Nasz bohater wybrał więc studia prawnicze, żeby po ich ukończeniu zrealizować swoje marzenia.

Pierwszą swoją akcję w obronie praworządności przeprowadził już na studiach prawniczych w 1993 roku i tak się dziwnie złożyło, że sprawa dotyczyła jego osoby. Wtedy właśnie zaczęły do niego przychodzić anonimy dość niewybrednie atakujące jego i ojca, który przez wiele lat pełnił w Krynicy funkcje ordynatora i dyrektora Szpitala Uzdrowiskowego, zastępcy lekarza naczelnego, a potem dyrektora ds. lecznictwa Uzdrowiska Krynica-Żegiestów. Doktor Ziobro również otrzymał kilkanaście anonimowych telefonów, w którym nazywano go m.in. „czerwoną świnią”. Po wyzwiskach i epitetach pojawiły się później w listach również groźby i żądania pieniędzy – sumy były różne, sięgały kilku tysięcy złotych.

Zbyszek postanowił się wreszcie sprawdzić w roli stróża prawa i nie zawiadamiając policji rozpoczął własne śledztwo, żeby ustalić nadawcę anonimów. Po kilku miesiącach już miał, według swego mniemania, sprawców – jednym z nich był jego przyjaciel ze szkoły średniej Jarek, przez pewien czas współlokator Zbyszka w wynajmowanym w okresie studiów mieszkaniu (rodzice obu panów dobrze się znali), drugim – inny jego dobry kolega, Marek.

Rewolucyjną czujność przyszłego ministra wzbudziły klucze do mieszkania i klatki schodowej, które oddał mu kolega przy wyprowadzce – nie były to te, które dorobił. „Wtedy straciłem do Jarosława zaufanie” – zeznał potem w sądzie. W ogóle Zbyszek już wcześniej był coraz bardziej niechętnie nastawiony do swoich kolegów, gdyż „nie odpowiadała mu ich postawa życiowa”. Sprawy nie zgłaszał na policję, ponieważ obawiał się, że podejdzie do sprawy rutynowo i prawdopodobnie umorzy śledztwo lub nie da ono żadnych rezultatów, więc dlatego sam wskazał jej sprawców.

Pierwszy z biegłych grafologów powołany w tej sprawie na eksperta nie miał wątpliwości – anonimy były pisane przez Marka, kolegę Zbyszka. Oskarżony został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, chociaż jeden z trzech ławników zgłosił votum separatum.

Marek odwołał się on oczywiście od wyroku, cały czas utrzymując, że jest niewinny i zażądał nowej ekspertyzy. Przeprowadzona została ona w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie i w konkluzji głosiła: „(listy z pogróżkami) prawdopodobnie nie zostały nakreślone ręką Marka K.”. W efekcie sprawa wróciła do sądu rejonowego, który uniewinnił oskarżonego, co bardzo rozsierdziło Zbyszka, bo nie z nim takie numery – przecież doskonale wiedział, kto jest sprawcą. Wtedy zagrał va banque i przyniósł do sądu taśmy, na których po kryjomu nagrywał swoje rozmowy z podejrzanymi (jeszcze oczywiście przed ich oficjalnym oskarżeniem, bo po nim zerwali oni z nim wszelkie kontakty). Próbował podczas tych rozmów namawiać swoich kolegów np. do sprzedaży narkotyków, a ich odmowa miała być najlepszym dowodem na to, że się tym parają (argument, że „brak dowodów jest najlepszym dowodem” był używany przez Zbyszka znowu wiele lat później, już za czasów ministrowania). Wykoncypował on przy tym, że pewnie pierwsze działki daliby mu za darmo, żeby go uzależnić, by potem, jak wpadnie w szpony nałogu, mieć go w garści. Pokazywał im również chętnie swoje wyciągi z konta bankowego, aby móc oskarżyć ich o to, że doskonale znając jego dobrą sytuację finansową, żądali okupu. Sąd, chyba na złość powodowi, odrzucił jednak wniosek o dopuszczenie taśm jako dowodu (od chwili ich nagrania upłynęło już zresztą kilka lat).

To zbulwersowało kompletnie Zbyszka, który przecież wiedział lepiej od wszelkich biegłych i sędziów, kto go szantażował i nie miał zamiaru dać za wygraną. Przy okazji trzeba wspomnieć o kompromitacji brata naszego bohatera, który oświadczył w sądzie, że rozpoznał w telefonie (zdarzały się też sporadycznie oprócz listów) głos Marka K. Niestety dla niego, jak szybko zauważył prowadzący rozprawę, braciszek nie mógł tego zrobić, bo podsądny jeszcze nie powiedział na sali ani słowa, a wcześniej się nie znali. W ogóle poszczególne sądy zupełnie zlekceważyły „dorobek” Ziobry w nagrywaniu kolegów, prowokowaniu, analizowaniu ich zachowań. Jeden z sędziów napisał nawet, że jest zdziwiony przedstawianiem takich dowodów przez prawnika.

Wszystko to jednak nie przeszkodziło złożyć przyszłemu prokuratorowi generalnemu apelacji do sądu wojewódzkiego, który utrzymał wyrok w mocy. Lata biegły, ale dla Zbyszka to żadna przeszkoda – prawy, szlachetny ideowiec pewny swoich racji nie dał za wygraną i złożył kasację do Sądu Najwyższego. Ten pochylił się z troską nad wnioskiem wysokiego już wówczas urzędnika Ministerstwa Sprawiedliwości i w 2000 roku uchylił wszystkie dotychczasowe wyroki w tej sprawie, przekazując ją do ponownego rozpatrzenia i zalecając wykonanie ostatecznej ekspertyzy grafologicznej pisma z listów z pogróżkami. Został ona wykonana przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne i kosztowała – bagatela – ponad 50 tysięcy zł. Jej opis zajmował wiele stron, wykluczyła ona kategorycznie, że pisał je Marek K. Został on w końcu uniewinniony prawomocnym wyrokiem w 2003 roku, a więc po dziesięciu latach wieloetapowej batalii, angażującej nawet Sąd Najwyższy.

Jak widać – już wtedy Zbyszek stosował potajemne nagrywanie, prowokacje w myśl zasady „cel uświęca środki”, zresztą nie zaprzestał tych metod także jako minister sprawiedliwości…

Sprawa doktora Garlickiego

Zbyszek rozwinął w pełni skrzydła, zostając ministrem sprawiedliwości w rządzie PiS w latach 2005 – 2007. Szczególnie ten ostatni rok uczynił z niego „bohatera” kilku głośnych spraw polityczno-kryminalnych.
Pierwszą spektakularną akcją było zatrzymanie w lutym przez CBA trzech lekarzy z kliniki kardiochirurgii MSWiA i aresztowanie doktora Garlickiego (dwóch pozostałych zostało zwolnionych). Podczas rewizji w jego mieszkaniu znaleziono ponad 90 tysięcy złotych, waluty obce i „cenne przedmioty”, które jakoby były łapówkami od pacjentów.

W związku z tą sprawą Ziobro zwołał 14 lutego specjalną konferencję, na której przedstawiono film z zatrzymania Mirosława Garlickiego, na którym funkcjonariusze ABW wyprowadzają go ze szpitala skutego kajdankami oraz przeszukania jego mieszkania i przedstawiono zarzuty. Zbyszek powiedział wtedy znamienne zdanie, które wywołało potem burzę: „Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie” – co spowodowało wytoczenie mu przez doktora Garlickiego procesu cywilnego, który lekarz wygrał w obu instancjach. Na mocy orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Krakowie z grudnia 2008 były minister sprawiedliwości został zobowiązany do publicznych przeprosin oraz uiszczenia zadośćuczynienia.

Na konferencji Zbyszek i jego koledzy po fachu nie przebierali w słowach, de facto już skazując zatrzymanego: – „Niestety, dochodziło do czynów, które mieszczą się w kategorii zbrodni i taki zarzut, zarzut dopuszczenia się zbrodni zabójstwa został przez prokuratora postawiony wśród dwudziestu zarzutów innych związanych z narażeniem na niebezpieczeństwo życia ludzkiego związanych przede wszystkim z korupcją”. O mentalności Zbyszka świadczy fakt, że operacja przeciw dr. Garlickiemu miała kryptonim „Mengele”.

W styczniu 2013 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa po kilkuletnim procesie skazał lekarza na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę za przyjęcie ponad 17,5 tys. zł od pacjentów – z łącznej liczby 42 zarzutów, jakie usłyszał, uniewinniono go od 23, m.in. mobbingu wobec podwładnych i części zarzutów korupcyjnych. Sprawy oskarżonych pacjentów sąd warunkowo umorzył, a niektórych – uniewinnił. W kwietniu 2014 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił uniewinnienie Garlickiego oraz kilku jego pacjentów i zwrócił w tym zakresie sprawę sądowi mokotowskiemu. Proces toczy się dalej.

Powołana przez PiS CBA potrzebowała spektakularnego sukcesu – w świetle jupiterów i przy obecności kamer, dlatego też w ten sposób aresztowano Garlickiego i sprawie nadano taki rozgłos, zupełnie nieadekwatny do domniemanych przestępstw kardiochirurga. Agencja stosowała też najprawdopodobniej przy tym niezgodne z prawem metody, takie jak szykanowanie świadków poprzez nocne zatrzymania, wielogodzinne przesłuchania, zastraszanie, wprowadzenie do personelu szpitalnego agenta w celu uzyskania nielegalnego dostępu do dokumentacji chorych.
Najbardziej jednak dramatycznym skutkiem było takie zastraszenie środowiska lekarskiego, że w Polsce, a szczególnie w Warszawie na kilka tygodni ustały transplantacje serc, ponieważ lekarze obawiali się oskarżeń o spowodowanie śmierci pacjentów bądź też przyjmowanie od nich łapówek. Kolejka do przeszczepów znacznie się wydłużyła, a wielu chorych ich nie doczekało…Taka była ludzka cena za występ w błysku fleszy na konferencji prasowej pana Zbyszka…

Śmierć Barbary Blidy

Rozochocony „sukcesem” związanym ze sprawą doktora Garlickiego, Zbyszek szukał następnej ofiary. Wybór padł na Barbarę Blidę, byłą posłankę SLD, która miała zostać aresztowana 25 kwietnia jako „matka chrzestna” śląskiej mafii węglowej, oszukującej Skarb Państwa na setki milionów złotych podczas handlu tym towarem. W aferę miało być, według PiS, zamieszanych wielu polityków, zwłaszcza z SLD. Nakaz jej zatrzymania wydano na podstawie relacji Barbary Kmiecik (zwanej śląską Alexis) o powiązaniach korupcyjnych posłanki. Barbara Blida była podejrzewana o pomocnictwo w przekazaniu łapówki w śledztwie związanym z mafią węglową. Pojawił się także wątek niezgodnego z prawem finansowania kampanii prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego w 1995 oraz Polskiego Towarzystwa Węglowego (założonego przez Andrzeja Szarawarskiego z SLD i Barbarę Kmiecik). PTW miało z kolei korupcyjnymi metodami uzyskiwać korzystne dla siebie zapisy w prawie o pośrednictwie handlu węglem.

Ziobro był już przygotowany do konferencji prasowej, na której chciał odtrąbić kolejny „wielki sukces” prawych i sprawiedliwych. Przed domem Blidy czekały „przypadkowo”, mimo wczesnej godziny (ABW weszło do jej mieszkania o 6.00) ekipy telewizyjne, które miały filmować wyprowadzenie aresztowanej, być może również, jak kardiochirurga Garlickiego – w kajdankach. Miała to być kolejna pokazówka dla „ciemnego ludu”. Zatrzymanie byłej posłanki było bowiem akcją czysto propagandową, bo wcześniej zawsze stawiała się w prokuraturze na każde wezwanie. Potem być może zastosowano by wobec niej długotrwały „areszt wydobywczy”, który miałby ją złamać – kolejną specjalność rządów PiS. Niestety, w niewyjaśnionych do końca okolicznościach Barbara Blida zginęła podczas aresztowania. Oficjalna wersja głosiła, że popełniła samobójstwo, woląc je od aresztowania, co sugerowało, że była winna. Ostatecznie jednak w 2015 roku, dzięki zeznaniom Barbary Kmiecik sąd w Rudzie Śląskiej, nie znajdując dowodów na istnienie mafii, skazał tylko trzy osoby, wśród których nie było żadnego polityka.

Tak więc była to zupełnie bezsensowna, niepotrzebna śmierć spowodowana przez chęć znalezienia kozła ofiarnego dla doraźnych celów propagandowych i politycznych…

Afera gruntowa

Sprawa ta rozpoczęła się prawdopodobnie od rozpowiadanych przez dwóch biznesmenów informacji o tym, że mogą oni odrolnić każdą działkę w Polsce. W związku z tym Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło wobec nich akcję mającą na celu ustalenie szczegółów ich działań i powiązań, a potem dokonanie prowokacji. Podstawieni przez CBA agenci, podając się za szwajcarskich przedsiębiorców, zaproponowali im łapówkę w zamian za pomoc w odrolnieniu działki w Muntowie. Podczas działań operacyjnych CBA miało jakoby wejść w posiadanie informacji o tym, że część łapówki miała trafić do Andrzeja Leppera, Janusza Maksymiuka i jeszcze jednej osoby.

Pokłosiem tego była dymisja Leppera w dniu 9 lipca 2007, gdy premier Jarosław Kaczyński ujawnił te wyniki śledztwa. Trzy dni wcześniej zatrzymano współpracowników wicepremiera – Piotra Rybę oraz prawnika Andrzeja Kryszyńskiego, którzy w jego imieniu i swoim mieli domagać się łapówki za pomoc w odrolnieniu gruntu. Do wręczenia jej, zdaniem szefa CBA, nie doszło ze względu na demaskujący akcję „przeciek” informacji. Prokuratura nie wyjaśniła, kto mógł być źródłem przecieku i jak do niego doszło. Podejrzenia padły na kilka osób (m. in na Janusza Kaczmarka, ówczesnego szefa MSW), jednak nikomu nic nie udowodniono.

Andrzej Lepper stwierdził, że o akcji CBA dowiedział się od Zbigniewa Ziobry podczas ich rozmowy w czerwcu 2007. Ziobro rozmowę nagrał na dyktafon i przedstawił w prokuraturze jako dowód, że nie uprzedzał Leppera. Odbyła się ona trzy tygodnie przed finałem operacji specjalnej CBA. Biuro czekało wówczas, czy Lepper weźmie łapówkę za odrolnienie ziemi na Mazurach, ale, jak już wcześniej pisaliśmy, akcja nie powiodła się – złapano tylko „płotki” dwóch pośredników, których oskarżono o powoływanie się na wpływy w ministerstwie. Ziobro z kolei pokazując dyktafon z nagraną rozmową nazwał go „gwoździem do politycznej trumny Leppera”. ABW kierowana przez bliskich Ziobrze byłych prokuratorów błyskawicznie wydała opinię potwierdzającą autentyczność nagrania i to, że Ziobro nic o akcji CBA Lepperowi nie mówił.

Potem okazało się, że Ziobro dał prokuraturze kopię nagrania na płycie CD, a następnie dyktafon, na który rozmowa została wtórnie przegrana. A gdy oryginału pliku dźwiękowego, zawierającego pierwotne nagranie rozmowy nie udało się odnaleźć, prokuratura umorzyła sprawę. Zwłaszcza że – jak napisali nowi biegli – „niektórych słów i wypowiedzi zarejestrowanych na badanym nagraniu nie zdołano odtworzyć ze względu na niskie parametry nagrania, kamuflaż mikrofonu, tło akustyczne, równoczesne wypowiedzi mówców oraz „niewyraźną dykcję”.

Po zażaleniu Ziobry sąd nakazał kontynuować śledztwo, jednak zarówno on, jak i Lepper pozostali „przy swoich zdaniach”. Nie wystąpiono o nową opinię biegłych i uznano, że z treści zapisu rozmowy wynika, że 14 czerwca 2007 r. nie pada z ust Ziobry zdanie o planowanej akcji CBA, więc Lepper złożył fałszywe zeznania.

Pokłosiem akcji CBA był proces o poważne naruszenie przez Biuro prawa i przekroczenie uprawnień, w którym skazano m.in. Mariusza Kamińskiego, ówczesnego jego szefa na karę trzech lat więzienia.

Tak więc, jak widać, nagrywanie rozmówców bez ich wiedzy rozpoczęte ponad dwadzieścia lat wcześniej weszło w krew panu Zbyszkowi, jednak takie podłe metody stosowane w stosunku do wicepremiera własnego rządu budzą najwyższy niesmak. Szpiclowanie, donoszenie, nagrywanie stały się, jak widać, narzędziami władzy PiS i nie są tam uważane za nic zdrożnego. Ciekawą rzeczą jest, dlaczego Zbyszek nagrał akurat tę rozmowę? Czy to jakiś dziwny przypadek, czy rutynowo nagrywał on wszystkie rozmowy z Lepperem, a może też innymi rozmówcami, żeby np. mieć na nich „haki”?

Po śmierci ojca

We wrześniu 2016 roku policjanci na polecenie krakowskiej prokuratury przeszukali mieszkania i gabinety kilkunastu lekarzy. Wśród nich są autorzy opinii dotyczącej śmierci ojca ministra sprawiedliwości i prokuratora krajowego Zbigniewa Ziobry. Działali w ramach śledztwa „w sprawie wyłudzenia mienia znacznej wartości (ponad 370 tys. złotych) na szkodę Skarbu Państwa poprzez zawyżenie kosztów opinii specjalistycznej wydanej przez Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach w jednej ze spraw karnych rozpoznawanych przez Sąd Rejonowy dla Krakowa Śródmieścia Wydział XIV Karny w Krakowie”. Chodzi o sprawę lekarzy oskarżonych w związku ze śmiercią Jerzego Ziobry, ojca obecnego ministra sprawiedliwości. Śledztwo zostało wszczęte 30 czerwca 2016 roku, w sprawie nie ma podejrzanych, na razie zabezpieczono dokumentację i nośniki informacji.

Według służb istnieją podejrzenia, że eksperci mogli wyłudzić 372 tys. zł, a za jedną opinię chcieli otrzymać podobno aż milion zł. Zdaniem polityków opozycji, wygląda to na odwet ministra. Sam Ziobro w tej sprawie milczy.

Jest to echo procesu wytoczonego przez matkę Ziobry czterem lekarzom, którzy według niej, popełnili błędy przy leczeniu chorego na serce męża. Ekspertyzy, których dokonano za wygórowaną cenę, dotyczyły właśnie leczenia Jerzego Ziobry w szpitalu.

Epilog

A oto niektóre opinie o działaniach ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego:

Marek Borowski napisał na swoim blogu w roku 2007: „(…) Młody Zbyszek jeszcze na studiach donosił na kolegów. Nagrywał ich potajemnie, urządzał prowokacje (takie ówczesne CBA). A więc to nie jest nagła przypadłość, która wystąpiła w ostatnich latach, ale ma swoje korzenie jeszcze w dzieciństwie. Był słabym studentem i dobrze zapamiętał sobie tych, którzy wystawiali mu oceny. Znana i znakomita pani prokurator Małgorzata Wilkosz-Śliwa wystawiła mu nie najlepszą ocenę, gdy starał się o aplikację. Potem jako rzecznik prokuratury toczyła z posłem Ziobro twarde polemiki w telewizji wykazując mu niekompetencję czy wręcz ignorancję. Gdy został ministrem sprawiedliwości zesłał ją – prokuratora Prokuratury Generalnej – do prowincjonalnej prokuratury, wytoczył bez powodu sprawę dyscyplinarną i próbuje wykończyć psychicznie. Nie da rady, bo to twarda baba. Tacy ludzie jak Ziobro na stanowisku ministra sprawiedliwości to poważne zagrożenie dla ładu i porządku publicznego. Odwołując się do Rosiewicza („Tylko cztery ziobra…”) też ułożyłem ładny tekścik: Boże, wyrządź dobro, uwolnij nas od Ziobro!”.

Profesor Andrzej Rzepliński o nagrywaniu Leppera przez Ziobrę:
„Ziobro nie miał żadnej podstawy prawnej do nagrania potajemnie rozmowy z liderem Samoobrony. Prokurator generalny nie może nikogo podsłuchiwać, no, chyba że kochanka swojej partnerki życiowej. Ale wtedy podsłuchuje jako osoba prywatna, a nie prokurator generalny. Osoba pełniąca tę funkcję nie prowadzi bowiem własnych śledztw, z czym mamy do czynienia od 1990 r. Prokurator generalny nie może również w żadnej sprawie wydawać poleceń jakiemukolwiek prokuratorowi, bo byłoby to bezprawnym ingerowaniem w śledztwo.
– Niektórzy prawnicy twierdzą, że prokurator generalny mógł nagrać potajemnie wicepremiera Leppera, ale najdalej po 5 dniach musiał zalegalizować w sądzie to nagranie, a jeśli tego nie zrobił, powinien je zniszczyć, czego nie zrobił.
– Nieprawda. Istotą sprawy jest to, że z mocy prawa prokuratorzy w Polsce, w tym prokurator generalny, nie mogą prowadzić jakichkolwiek czynności operacyjnych, czyli również nagrywać potajemnie innych urzędników.
– Skoro Zbigniew Ziobro, prokurator generalny, bezprawnie nagrał swojego byłego kolegę z rządu, to…
– Popełnił przestępstwo pospolite (nielegalny podsłuch) i urzędnicze, bo nadużył swojej władzy”.

Wiceszef PO Borys Budka o zarzutach wobec lekarzy: „Fakt, iż sprawa dotyczy najbliższych ministra sprawiedliwości, może świadczyć o rozgrywaniu prokuratury w prywatnych sprawach. To dziwne, że po tylu latach, nagle, z takich przyczyn wchodzi się do mieszkań biegłych i zabezpiecza dowody. Jeżeli by się potwierdziło, że to Zbigniew Ziobro zlecał osobiście działania podległym prokuratorom, to oznaczałoby, że mamy do czynienia z osobistą zemstą ministra. Ostrzegaliśmy przed upolitycznieniem prokuratury i stawianiem na jej czele polityka”.

Jak z tego widać, Zbyszek jest przekonany o tym, że tylko on jeden ma zawsze rację i faktu tego nie są w stanie zmienić żadne dowody ani zeznania świadków. Dla tej swojej „prawdy” gotów jest stosować wszelkie możliwe środki i nie zawaha się w tym celu przed łamaniem prawa. Z bolszewicką mściwością i zaciekłością latami będzie nękał swoich urojonych wrogów i starał im się szkodzić, również wykorzystując do tego swoje stanowisko i aparat władzy, którym kieruje. Dla poklasku gawiedzi będzie organizował takie haniebne i podłe spektakle, jak aresztowanie doktora Garlickiego czy też próba aresztowania Barbary Blidy. Teraz „zabrał” się za lekarzy, których wini za śmierć ojca. Nie rozstrzygam sprawy o ich niewinności czy winie, bo nie leży to w moich kompetencjach. Podejrzane jednak wydaje mi się nasyłanie policji na innych lekarzy, którzy wydali nie takie ekspertyzy medyczne, jakich by oczekiwał i rewizje w ich domach. Przecież powstały one właśnie z powodu wytoczenia procesu lekarzom, leczącym ojca. Nie znam procedur, ale czy prokuratura, zamawiając te ekspertyzy nie uzgodniła najpierw ich kosztu z biegłymi? Czy zamówiła je „w ciemno”, nie licząc się z ich ceną, być może rzeczywiście horrendalną? Oficjalne opinie zamawiane przez prokuraturę jak dotąd nie potwierdziły oskarżeń o błędy w sztuce lekarskiej i sprawę już dwukrotnie umorzono, ale jak widać Ziobro nie daje za wygraną, i chociaż tym razem oficjalnie sprawę skierowała do prokuratury jego matka, to jednak cień Zbyszka pada na każdy sąd w Polsce…

Jak tak dalej pójdzie, wkrótce rozpoczną się w Polsce znowu procesy polityczne (oczywiście powodem oskarżenia będą pewnie jakieś sfingowane dowody albo fałszywi świadkowie np. w sprawach finansowych) i nie jest to obawa na wyrost…

JK

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

15 komentarzy do "Pan Zbyszek"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
bart

Może i chciał zostać Waynem, ale został raczej kimś w rodzaju mafijnego capo. Ten człowiek powinien budzić autentyczny strach. Jest okrutny, pozbawiony skrupółów i bezmyślny, mam odczucie, że jest bardziej kaczystowski niż jego bezzębny szef. Odkąd go obserwuję, nigdy nie zrobił nic pożytecznego dla kraju.

antyuzurpator

Fakt, w całym pisiactwie nie ma drugiego, tak wrednego i mściwego ………. takiego czegoś.
W samą porę ten artykuł, właśnie chciałem odszukać i ponownie przeczytać „Zaginione listy ziobry”.

Sławomir

Dla mnie kolejny przykład idealnego pisiora. Niestety większość elektoratu reżimu ma bolszewicką mentalność ukształtowaną przez komunę i cielca z Torunia.

Mariola

Tylko, że ta większość to coraz większa mniejszość. Widziałeś na okolicznicy 10.06.2017r ?. Policzyłam ich i podaję wynik :208 Panów + jeden dyktator na drabinie+ Jojo Brudziński + Penelopa + Pan rzecznik Mazurek.

Sławomir

To akurat pocieszające, ale ilu bogobojnym ludkom ryją teraz głowy strachem i nienawiścią do obcych, to przerażające, a wszystko pod płaszczykiem naskórkowego ,pisowskiego katolicyzmu i patriotyzmu.

Pedziwiatr

Może przestają tam chodzić uświadamiając sobie jaka to ,,siara”

Mariola

Od początku wiedzieli, ale się bali. Teraz pomału przestają się bać.

Józef K

Trzeba było rozliczyć PiS po tym, jak przegrało wybory. Nikt nie postawił przed Trybunałem czy sądem żadnego z polityków. Poczuli sie bezkarni i teraz są efekty.

Maciek123454321

Niestety, zgadzam się. PO zachowało się jak Republika Weimarska, która odpuściła sobie walkę z nacjonalizmem i populizmem, a Hitlera – przywódcę puczu monachijskiego, wypuściła po roku na wolność. O to mam ogromną pretensję do Donalda Tuska i Platformy. Jeżeli w następnych wyborach wygra PO, obawiam się, że znów wszystkie winy pisuarom podarują.

Maciek123454321

Mam propozycję, aby spróbować „dopasować” do działających obecnie przestępców pisowskich ich odpowiedników w III Rzeszy. Mnie Ziobro najbardziej się kojarzy z Reinhardem Heydrichem, szefem służby bezpieczeństwa, twórcą RSHA – Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Może ktoś ma inne propozycje?

Jacek

Ziobro nie dorasta mu do pięt…

Maciek123454321

No i masz ci babo placek. PiS-u nie stać nawet na zbrodniarzy z prawdziwego zdarzenia. (Oczywiście, to jest żart.)

Zwykły Kowalski

Jeśli by przyjąć złamanie obowiązującej konstytucji, rujnowanie kraju i jego dobytku za zbrodnię na narodzie, to mamy już zbrodniarzy, którzy prędzej, czy później, staną przed trybunałem stanu a sądy (te prawdziwe a nie marionetkowo – zerowe) ich osądzą. I to bez względu na kolejną opcję rządzącą

Jacek

Tych zbrodniarzy trzeba do Norymbergii!

Zwykły Kowalski

Kto dziś to wie…kto wie…kto wie…?!

wpDiscuz