Państwo to on?

Państwo to on?

Kaczyński trwoni dorobek wielu lat pracowitego równania do standardów cywilizowanego świata.

Historycy nie są pewni, czy to właśnie Ludwik XIV powiedział „Państwo to ja”, ani czy jego następca Ludwik XV rzucił beztrosko: „Po nas choćby potop!”. Pewne jest natomiast, kto spośród współczesnych władców przyjął te konstatacje jak własne.

Identyfikacja pojedynczego człowieka z całym państwem nie jest tylko wytworem kalekiej wyobraźni maniaka chorego na władzę. Nie jest też wyłącznie objawem jego megalomańskiej hucpy. To wynik prostackiej procedury myślowej, polegającej na przywołaniu odpowiednio dobranych reguł demokratycznych i obcięciu im wszystkich „ale”, „jednak” oraz „pod warunkiem”.

Bierze się na przykład taką demokrację opisaną jako rządy większości i pozbawia się ją dopisku „z poszanowaniem praw mniejszości”, bez którego to warunku o demokracji nie ma mowy. Albo zamazuje się w Konstytucji fragmenty ograniczające władzę wykonawczą i dopisuje komentarze dowodzące, że prawdziwie demokratycznym sposobem sprawowania władzy jest autorytaryzm. Lub też któregoś dnia 19 procent uprawnionych do głosowania, którzy zapewnili swojej partii wygraną, w nagrodę stają się Suwerenem. A minimalne zwycięstwo wyborcze nazwane zostaje – uroczyście i z sejmowej trybuny – Wolą Całego Narodu, a jednocześnie kasowany jest obowiązek sprawowania tej władzy w interesie całego społeczeństwa. Swoi wyborcy stają się jedynymi beneficjentami wyborczego tryumfu.

Państwo to on. Sam sobie sterem, wozem i szoferem – mimo że nie ma prawa jazdy. Każdą krytykę poczynań władz Polski bierze na własną klatę, bo przecież sam podejmuje wszystkie ważne decyzje. Kiedy Polska obraża się na Unię, to osobiście obrażony jest Kaczyński. A kiedy Polska obraża swoich sąsiadów, to złośliwy, lekceważący uśmieszek maluje się tylko na twarzy prezesa, który nie rozumie powagi sytuacji, bo nie ma pojęcia o współczesnej polityce. W ustabilizowany na mapie świata układ sił wpycha kolanem swoją wizję dziewiętnastowiecznej racji stanu.

Bój o dobre imię Polski jest więc w gruncie rzeczy walką o szacunek dla imienia „Jarosław”. Walką beznadziejną, bo o dobre imię się nie walczy i nikomu nie należy się ono z definicji. Dobre imię trzeba zbudować i pilnie strzec, nie trwoniąc go na buńczuczne pogróżki, żałosne pretensje, teatralne rozdzieranie szat i polityczne fantasmagorie, obliczone na użytek niedowidzącej części elektoratu, wpatrzonej w oblicze wodza. Oblicze wyrażające niewiarygodną troskę o Ukochaną Ojczyznę Matkę Naszą i marsowy gniew na tych, co przeszkadzają mu zawłaszczyć Polskę do końca. Ludzie, którzy potrzebują mesjasza zawsze będą gotowi bać się obcych, nienawidzić myślących inaczej i walczyć nawet z nieistniejącym wrogiem, a sam mesjasz zawsze będzie przypominał naburmuszonego przedszkolaka, obrażającego się na każdą zwracaną mu uwagę i czepiającego się wszystkich, którzy nie uznając jego przywództwa budują konkurencyjną wieżę z klocków.

Jarosław Kaczyński, natchniony ślepą wiarą swoich wyznawców, wymyśla im kolejnych rzekomych przeciwników i stawia przed nimi kolejne nieosiągalne cele. Słyszałem kiedyś o człowieku, który kosztem niezamożnej rodziny wydawał ogromne sumy na kupony totka – a na uwagę, że jeśli nie może żyć bez hazardu, to mógłby przerzucić się na inne gry, gdzie płaci się mniejszy podatek od marzeń, odpowiedział, że jak już ma nie wygrać, to woli nie wygrać miliona… Zaryzykuję tezę: Kaczyński grając o wielkie stawki też wie, że swojej wojny z Polakami nie wygra. Ma świadomość, że kiedyś przegra, że jego karykaturalna wizja Polski nie przetrwa długo. Obawia się, że za obrażania i wygrażania Europa w końcu obetnie nam fundusze i postawi nasz kraj do kąta. Dociera do niego, że również najpotężniejszy sojusznik wyżej ceni sobie demokratyczne tradycje i praworządność niż słabnące wsparcie przetrzebionej polskiej armii i entuzjastyczne wiwaty organizowane dla uciechy amerykańskiego przywódcy.

Wie, że przegra, a mimo to trwoni dorobek wielu lat pracowitego równania do standardów cywilizowanego świata. Pcha Polskę ku zatracie, dzieli społeczeństwo, obraża kolejne grupy zawodowe, szczuje wierzących na niewierzących, wywołuje z niebytu duchy komunistów, Żydów, muzułmanów i uchodźców. Śmieszy, tumani przestrasza. Dlaczego? Czyżby jakieś kłopoty ze zdrowiem? Czy raczej zemsta za lata klęsk, ignorowania, pomijania w zaszczytach? A może Kaczyński, niedościgniony kreator konfliktów, twórca artystycznych burd i mistrz hucznych awantur, po prostu dobrze się bawi? A po nim – choćby potop…

Andrzej Karmiński

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

15 komentarzy do "Państwo to on?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maciek123454321

Jarosław zastał Polskę murowaną, zostawił zrujnowaną. Kazimierz Wielki WSPAK, czyli DO TYŁU.

Zygmunt Krasucki

To dlaczego te 81% nie popierajacych to toleruje???

Dociekliwy

Panie Krasucki niech Pan nie generalizuje. Nie 81%. Są tacy którzy tu się wypowiadają i nie są to słowa poparcia ani wyraz tolerancji. Gdy mówimy , że Polacy walczyli z niemieckimi najeźdźcami to też nie oznacza, że 100% Polaków chwyciło za broń.

Zygmunt Krasucki

Jest to anonimowy komentarz ale odpowiem. Uzywanie okreslenia ze 19% popierajacych to suweren jest manipulacja, Natomiast stwierdzenie ze 81% nie poparlo „suwerena”, glosujac inaczej badz nie glosujac wogole jest faktem. Odniesienie sie do walki Polakow z niemieckimi najezdzcami w kontekscie dyskutowanego tematu jest nieporozumieniem. Zawsze warto pamietac w jakiej sprawie zabiera sie glos

Zgredzinka

Bo mają zahamowania? … bo wpojone im zostały jakieś zasady moralne ? … bo mają poczucie obciachu? … bo nie są jeszcze na tyle zdeterminowani, żeby postawić wszystko na jedną kartę?
Ale kiedyś przychodzi kres wszystkiego i tamy puszczają, a wtedy znowu … zadecyduje ulica.

DamiPZ

W sumie odsunięcie zwykłego szarego posła od koryta to nie zamach stanu. Może Jarosław mógłby pojechać do sanatorium? Trosze odpocząć? nabrać rumieńców?

Zgredzinka

Myślisz, że Cię posłucha?

Zgredzinka

Bo po nim choćby potop … bo to demon destrukcji …. samo zło w czystej postaci .

Miranda

toć to typ, co myśli-spaprałem swoje życie, nie mogę pozwolić na to , aby innym się udało. Liczy na bierność tych „innych” i niestety póki co nie bez powodzenia. Jeśli społeczeństwo temu nie przeciwstawi się ,to naród pójdzie na dno.

Waldemar

Lepiej by było, gdyby się bawił. Niestety, jest gorzej. Przypomina mi się, co mawiał Robespierre o Maracie: „To niebezpieczny człowiek. On wierzy w to, co mówi”. A tak przy okazji, kto machnął ten portrecik wodza? Obawiam się, ze zawiśnie w każdym urzędzie, jak za odległych czasów mojej młodości.

gboor

Oczka i uśmieszek – taki trochę bardziej Czarnecki.

Dociekliwy

Dzieci wiedzą lepiej – spiskownicy z piskownicy – Jarek do domu! Kolacja!

Wojciech

Temu człowiekowi nie chodzi o nic więcej – chce zgnoić Wałęse, dopaść Tuska i przy okazji zemścić się na nas wszystkich za porażkę wyborczą, która uniemożliwiła mu wraz z bratem rządzić Polską i tylko tyle.
Nie doszukujmy się jakiś idei.

Marek
Bardziej zasmucające jest to że wśród posłów i senatorów PiS brak jest choć odrobiny krytycyzmu wobec poczynań szefa partii. Jak za komuny „I sekretarz” miał zawsze racje teraz prezes ma zawsze rację nawet jak nie ma racji to ma rację. Błędne koło. Czasem jakieś racjonalne głosy się pojawiają, ale to rzadkość. Większość posłów i senatorów brnie broniąc do upadłego czegoś co obronić się nie da. Jak pewien młody poseł śmiał mieć inne zdanie niż prezes to wyrzucono młodego posła z partii, Czy ten sam los czeka senator Anders? Nie wiem. Dla mnie jest osobą która nigdy nie powinna zasiadać w… Czytaj więcej »
smętek

Tak to jest jak z chłopka robi się pan.