Pięć strategii radzenia sobie ze śmiercią

Pięć strategii radzenia sobie ze śmiercią

Częścią naszego doświadczenia jest upokarzająca, bolesna świadomość absurdalnie krótkiego życia i nieskończonej, a w każdym razie znacząco większej, trwałości świata. Wyobrażenie sobie, że świat będzie trwał bez nas, że nie będziemy mieli już do niego wstępu, choć wszystko będzie toczyć się dalej – przeraża. Jak sobie z tym radzić? Jest wiele strategii, choć żadna nie pomaga.

Strategia wiary
Śmierć nie jest niczym więcej ani niczym mniej niż przejściem z jednego stanu w drugi. Ze stanu doczesnego w wieczny, z ciemności w jasność, z nietrwałości w trwałość, z chaosu w ład. Niezależnie od tego, w jakiego boga wierzymy, wiara jest gwarancją przezwyciężenia śmierci i nadziei na to, że nie zginiemy bez reszty. Przeciwnie, że nędzną resztką jesteśmy raczej tu na Ziemi. Wielu ludzi wierzy (i wierzą, że mają na to gwarancje), że śmierć jest furtką nie tylko do lepszego świata, ale i do świata, gdzie odnajdziemy wszystkich bliskich i żyć będziemy w radosnej komunii z samym bogiem (lub w ciemnościach, jeśli na to nie zasłużyliśmy, ale również wiecznie). Niestety, ta strategia wymaga łaski wiary i instytucji, która trwale ją pielęgnuje. Nie wszyscy ją mamy i tym samym nie wszyscy uznajemy pielęgnujące ją instytucje.

Strategia rozrywki
Pisał o niej Pascal, bo już w swojej epoce wiedział, że ludzie „nie mogąc znaleźć lekarstwa na śmierć, postanowili nie myśleć o niej”, lecz bawić się. Zabawiać się na śmierć. Nie chodzi przy tym o zwykłe używanie, o szukanie przyjemności, które mogą złożyć się na szczęście, chodzi o „cały ten zgiełk”, który zagłusza wszystko. Pascal nawet nie wiedział, jak wielu zwolenników znajdzie ta „strategia zabawy” w czasach współczesnych. Jej zasadą jest: nie traktować niczego poważnie, nic nie jest bowiem trwałe, nic nie jest pełne, krotochwilność jest bogiem. Dzisiejsze społeczeństwa konsumpcyjne dostarczają wielu możliwości w traktowaniu życia jako rozrywki, która zagłusza świadomość śmierci. W końcu – jak w grach – nie bój się śmierci, masz wiele żyć.

Strategia bohaterstwa
Pochodzi jeszcze z czasów Homera. Jego bohaterowie wiedzieli, że śmierć nie jest co prawda końcem życia, ale że życie po śmierci nie jest warte zachodu. Dusza błąka się w postaci bezsilnego eidelonu i nawet na Polach Elizejskich (jeśli na nie zasłużyła) nie jest zdolna ani działać, ani odczuwać, ani pamiętać. Dlatego najważniejszą dla Greków wartością była sława, którą można było osiągnąć tylko za życia i tylko za cenę bohaterstwa. Zdobywanie sławy wypierało myślenie o śmierci lub czyniło ją niezbędnym warunkiem tego, dla czego warto było żyć. Oczywiście, nie chodziło o sławę z „Pudelka”, a o sławę Achillesa. Jego bohaterska strategia przezwyciężyła śmierć, a nie tylko kolejne wydanie tabloidu.

Strategia ignorancji
To strategia coraz bardziej popularna. Śmierć to iluzja. Trzeba się z niej otrząsnąć. Nie jest żadnym elementem trwałego ludzkiego losu, nie jest niczym tragicznym i nieuniknionym, lecz czymś przygodnym i przypadkowym. Coraz więcej ludzi jest przekonanych, że śmierć wynika z ograniczeń medycyny, z braku właściwego leczenia lub środków na nie, z niewłaściwej diety czy sposobu życia. Śmierć to element historii, z którym damy sobie jakoś radę. Można się zamrozić, opłacić magazyn dla naszego materiału genetycznego lub zapewnić sobie – za niewielkie pieniądze – nieśmiertelność wirtualną.

Strategia autentyczności
To egzystencjaliści nauczyli nas (a w każdym razie próbowali to zrobić), by świadomość śmierci stała się trwałym, przeżywanym elementem życia. Nie z powodów masochistycznych, lecz ludzkich. Człowiek jest człowiekiem, gdy świadom jest swojej ograniczonej kondycji, dopiero ta świadomość pozwala przezwyciężyć kruchość i przypadkowość ludzkiego istnienia. Jak pisał Hans Jonas: „Każdemu z nas wiedza o tym, że jesteśmy tu tylko przelotnymi gośćmi, a przeznaczony nam czas ma swoje nieprzekraczalne granice, może okazać się niezbędna jako bodziec, by liczyć dni, sprawiając tym samym, by one liczyły się dla nas”.

Magdalena Środa
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

7
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
JankaZwinkaZwinkakrakusאֱלָהָא Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aram
Aram

Odnoszę wrażenie, że Pani Profesor pisząc o „braku łaski wiary” poniekąd usprawiedliwia również własne poglądy oraz ideologię życiową, a to chyba takie łatwe i proste nie jest. Jeśli ktoś już uważa, że nie posiada łaski wiary, to warto wówczas postępować tak w życiu, aby niczego potem nie żałować i nie palić za sobą mostów, a w ostateczności przypomnieć sobie wspomnianego w tekście Pascala i Jego „zakład” …

אֱלָהָא
אֱלָהָא

Tak po prawdzie, to niezależnie od przyjętej wcześniej strategii, w zdecydowanej większości przypadków kończy się jednak ma tej pierwszej. Miałem okazję zaobserwować to przed bardzo ryzykowną operacją (ok 50% szans ma pozytywny rezultat), kiedy to początkowo większość chojrakowała a w wieczór przed wszyscy spotkaliśmy się w przyszpitalnej kaplicy, uczestniczyliśmy we mszy świętej i przyjęliśmy sakrament chorych. Wszyscy boją się śmierci (może za wyjątkiem ludzi z anomaliami w psychice) i przynajmniej ta pierwsza strategia daje jakiś komfort psychiczny w chwili przejścia „na drugą stronę”. Historia zna wiele przypadków ludzi, którzy na łożu śmierci wybierali jednak wariant pierwszy.

Zwinka
Zwinka

To sprawa przynależności do kręgu krajów będących wasalami Watykanu. Jest wiele narodów, np. Japonia, Chiny, czy wielokulturowe Indie, gdzie rytuały związane ze śmiercią wyglądają zupełnie inaczej ( Japończycy polecają duszę zmarłego swoim przodkom, nie jakiemuś Bogu, na przykład). Wykonywanie „procedury” katolickiej często jest wynikiem przyzwyczajenia i niechęcią do zderzenia się z tym „co ludzie powiedzą” i tyle. Uczestniczyłam w kilku świeckich pochówkach i były one równie przejmujące, jak te z wcześniejszą wizytą w kaplicy i uczestnictwem księdza, bynajmniej nie za „co łaska”.

אֱלָהָא
אֱלָהָא

Rozumiem, że te świeckie pochówki były darmowe a tzw. mistrz ceremonii brał w nich udział „w czynie społecznym”.

Zwinka
Zwinka

Nic nie rozumiesz.

krakus
krakus

Magdalena Środa to nawiedzona lewaczka. Niech walczy o prawo do rodzenia dzieci dla mężczyzn.

Janka
Janka

Myślę, że sprawa jest bardziej skomplikowana, bo według mnie zależy, czy mówimy o śmierci czyjejś, czy swojej, w jakiej kulturze żyjemy, jakiego zdrowia jesteśmy, w jakim wieku itd.itp.? Jeśli mówimy o własnej śmierci, to czy rozważamy o śmierci nagłej (np.wypadek na autostradzie), czy też w wieku 96 lat(jak moja Mama), czy przychodzi nam umierać w pełni władz umysłowych, czy też jesteśmy już „rośliną” i wiele innych okoliczności. Uważam, że nie należy bać się śmierci, że jest to naturalna kolej rzeczy, tak jak fakt narodzin, ale należy szanować życie, dbać o nie, aby służyło nam jak najlepiej i jak najdłużej, a… Czytaj więcej »