Pięć twarzy prezesa

 „Kaczyński ucieka od problemu kościelnej pedofili” - znowu straszy uchodźcami i szariatem

Na każdą okazję inna, więc która jest prawdziwa? A może to tylko kolejne maski?

Kiedy byłam dzieckiem, uwielbiałam książkę „Porwanie Baltazara Gąbki”. Postacią najbardziej intrygującą był dla mnie tajemniczy Don Pedro, szpieg z Krainy Deszczowców, którego zadaniem było przeszkadzanie w misji ratowania profesora Gąbki, zorganizowanej przez jego przyjaciół z Krakowa. Don Pedro ukrywał się pod czarną peleryną, spiskował, usiłował przeszkodzić w poszukiwaniach wszelkimi metodami. Dlaczego o nim wspominam? Ano dlatego, że właśnie Jarosław Kaczyński bardzo mi się z nim kojarzy.

Od lat przewija się w polityce, a jednak nie znajdziemy go na zdjęciach, dokumentujących najważniejsze wydarzenia, związane z wolną Polską. Z reguły przyczajony gdzieś z tyłu, większość czasu spędził na intrygowaniu, jątrzeniu, ustawianiu jednych przeciwko drugim, budowaniu własnej legendy, własnego zaplecza, które pozwoliło mu sięgnąć wreszcie po wymarzoną władzę. Widać, że wyznaje zasadę, iż „cel uświęca środki” oraz „po trupach do celu”. Nie ma dla niego żadnej świętości, która powstrzymałaby go przed zaspokojeniem własnych ambicji. Bez problemu zmienia maski, byle tylko dostosować się do sytuacji, byle tylko zrealizować własne cele. Jak kameleon, raz jest dobroduszny, za chwilę cyniczny i pełen zacięcia. Ciężko zgadnąć, która twarz Kaczyńskiego nie jest maską…

Prezes w wersji „swój chłop” to taki człowiek z tłumu. Niczym się nie wyróżnia. Buty nie pierwszej nowości, nieco wymięty garnitur z sieciówki, czasami sweter na lewą stronę. Ma problemy z zakupami, wydaje się nie bardzo orientować w codzienności, ponoć nie ma konta w banku. Nieco potargany, sprawia wrażenie dość nieporadnego, co musi budzić u wielu obywatelek instynkt opiekuńczy, a wśród obywateli, którzy wiedzą, co to jest być słomianym wdowcem, poczucie solidarności. Mówi językiem potocznym, dość obrazowym, co znacznie ułatwia słuchanie go i zrozumienie. No i jak tu nie lubić takiego „swojaka”, który wydaje się być tak samo przeciętny jak my? Z podobnym problemami jak my?

Prezes jako „ojciec narodu” ujawnia się głównie w kampaniach wyborczych. Rozsiewa wokół siebie pełną życzliwość, z troską pochyla się nad problemami Polaków. Jest pełen empatii, ciepła, z sercem na dłoni. Uświadamia obywateli, ile zła ich spotyka, jak są lekceważeni i obiecuje im wspaniały żywot pod swoją troskliwą opieką. Z oburzeniem piętnuje wszelkie przejawy niesprawiedliwości społecznej, rzuca gromy na tych złych, którzy nie szanują narodu i tylko na jego plecach chcą się dorwać do władzy. To nie tak jak on, bo on tej władzy nie chce, ale musi ją mieć. Kto bowiem zadba o swoje owieczki? Ależ ciężkie to brzemię odpowiedzialności. Ależ trudno dźwigać na sobie tę miłość do maluczkich. Jednak prezes nie odpuści, da radę, bo taka to jego misja. Zdarza mu się też czasami uśmiechnąć do napotkanych gdzieś na trasie Polaków, zatrzymać się na chwilę, a nawet zamienić kilka słów, co w warunkach poza wyborczych wydaje się nie do pomyślenia.

Prezes w wersji patriotycznej nosi pelerynkę biało-czerwoną z wielkim wizerunkiem Orła Białego. Przytula do serca narodowców, bo oni przecież tak miłują Ojczyznę. Jest przekonany, że ma patent na bycie patriotą nad patriotami, bo wie najlepiej, na czym ten patriotyzm ma polegać. Wywala z historii wszystko i wszystkich, którzy nie mieszczą się w tworzeniu polskiego obrazu dumy, mesjanizmu i martyrologii. Podporządkowuje sobie muzea, wszelkie uroczystości, bo musi mieć nad tym kontrolę. Bo musi mieć pewność, że przekaz pójdzie taki, jaki on sobie życzy. W ramach swego patriotyzmu dba bardzo o to, by przywołać świat do porządku, wskazać mu przewodnią rolę Polski, która ze względu na straszną historię własną, zasługuje na uznanie. Marzy mu się kolejne pokolenie małych patriotków, którzy poniosą w przyszłość jego wyobrażenie o umiłowanej Ojczyźnie, będą chcieli dla niej żyć i dla niej umierać.

Prezes polityk przyczaił się na lata, by wreszcie wykorzystać swoją szansę i dorwać się do władzy. Otacza się przede wszystkim ludźmi uległymi, którzy dla kilku chwil kariery tak tańczą, jak szef im zagra. Nieważna wiedza, kompetencje czy umiejętności, co widać po sposobie prowadzenia polityki zagranicznej i wewnętrznej. Ważna karność, posłuszeństwo i lojalność. Widać to po narastających aferach i aferkach związanych z korupcją, działaniem na szkodę, fatalną polityką inwestycyjną, rujnowaniem tego, co PiS przejął w dobrym stanie. Twardą ręką prowadzi prezes swoich ludzi tam, gdzie o demokracji można tylko pomarzyć. Pociąga sobie, kiedy chce i jak chce za wszystkie sznurki, podejmując decyzje. Sprawia wrażenie osoby, która wie wszystko i nie ma dla niego dziedziny tabu. Od energii wiatrakowej, poprzez edukację, politykę zagraniczną, gospodarkę, służbę zdrowia… – „omnibus” po prostu. To pokiwa paluszkiem, to udzieli nagany i rządzi samodzielnie, niepodzielnie, mając w nosie Konstytucję czy wypracowane przez lata zasady i normy prawne.

No i ostatnia twarz prezesa, która warta jest uwagi. To prezes biznesmen. Niezłomny, wspaniale umiejący ponoć oddzielić funkcje najważniejszego polityka Polski od tego, co to ma żyłkę do interesów i prowadzi działalność gospodarczą. Ma swoją spółkę Srebrna, której niby nie ma, bo to inni nią rządzą. Ma SKOK-i, też nie jego. Fakt, nie jest tu zaangażowany bezpośrednio, ale ma na nie wpływ. To Srebrna ma wiele sporo do powiedzenia w Niezależnych Wydawnictwach Polskich (wydawca „Gazety Polskiej”), Słowie Niezależnym (wydawca strony niezależna.pl) i Geranium (prawie cały jej kapitał jest zainwestowany w spółkę Forum, wydawcę „Gazety Polskiej Codziennie”), a nie on. On tylko jako zwykły Kaczyński coś tam doradzi, a że go słuchają? Mądry jest i to dlatego. Oczywiście zachowuje wszelkie procedury, które oddzielają jego biznesową działalność od politycznej. Oczywiście, jako polityk wcale nie tkwi w jakimś układzie, nie podejmuje żadnych decyzji biznesowych, kredyt dostaje jak zwykły obywatel, a że na wyjątkowo korzystnych warunkach, to taki tylko przypadeczek.

Pięć twarzy prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Na każdą okazję inna… która jest prawdziwa? A może to tylko kolejne maski, które zakłada prezes, by ukryć to, czego naród nie powinien zobaczyć czyli małość, mściwość, wybujałe ego, przerost formy nad treścią, nieuczciwość, manipulację? „Karramba”…

Tamara Olszewska

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

5
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
observerJantarPolka gorszego sortuZwinkaMaciek123454321 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maciek123454321
Maciek123454321

Dzisiaj TVN24 pokazał w programie „Czarno na białym” skondensowaną historię „Solidarności” przez pryzmat – jak to określono – najdłuższej wojny w Polsce, wojny między Lechem Wałęsą a Jarosławem Kaczyńskim. Zwróciłem uwagę na jeden moment – spotkanie obydwu panów w sądzie w Gdańsku – ledwie kilka miesięcy temu. I spojrzenie, jakim obdarzył Kaczyński Wałęsę. Uśmieszek pogardy, wyższości, ogromnej arogancji. Spojrzenie mówiące „dorwę cię kiedyś”. Małość, mściwość, zacietrzewienie. Spojrzenie, po którym – jeśli by was takowym obdarzono – ma się ochotę splunąć albo – w wersji łagodnej – odwrócić się plecami i odejść. I spojrzenie Wałęsy – kpiące, szydzące, a jednocześnie pełne… Czytaj więcej »

Jantar
Jantar

Dodałabym jeszcze do tego, że zemsta na każdym, przez kogo Kaczyński nie dorwał się do władzy wcześniej. Na każdym, kto spowodował, że nie przejął Polski do władania od razu w 1989 r. To dlatego Kaczyński wymazuje z historii Okrągły Stół i mówi, że to była wielka zdrada. Dla niego to zaprzepaszczona wielka szansa na władzę, którą dzierżyłby niepodzielnie aż do dziś. Moim zdaniem Kaczyńscy ustawili się bardzo wygodnie. Z jednej strony w tle Solidarności i przemian Lech, a z drugiej zupełnie z boku, niezaangażowany Jarosław, który w dzień wprowadzenia stanu wyjątkowego spał w najlepsze do południa i którego lojalka o… Czytaj więcej »

Zwinka
Zwinka

Pani Tamaro, dla mnie twarz prezesa jest zawsze taka sama. Widać mam w oczach jakiś filtr automatycznie usuwający kolejne, nakładane tapety. A ze Szpiegiem z Krainy Deszczowców kojarzy mi się raczej Stanisław Piotrowicz.

Polka gorszego sortu
Polka gorszego sortu

To chyba jest właśnie ta prawdziwa, którą cały czas usiłuje zakryć. Czasami nucę sobie pod nosem piosenkę z Kabaretu Starszych Panów „Szuja” i marzę o chwili, gdy to się wypełni:
Gdy życie zdarło z faceta już maskę,
Gdy mu fasada rozwala się z trzaskiem,
Gdy zza niej wyjrzy jak d*** z pokrzywy
Pysk zły i obrzydliwy i pryśnie cały blef – itd.

observer
observer

Celne i prawdziwe!