Pierwszy kadrowy

Bezpowrotnie utracona suwerenność

Gdy nad Wisłą partia aktualnie rządząca powoli, acz systematycznie pogrąża siebie i państwo w chaosie, Amerykanie w zdumieniu przyglądają się przedśmiertnym konwulsjom administracji Donalda Trumpa.

I trzeba przyznać od razu, że choć determinacja, by utrzymać się przy władzy, jest u przywódców obu naszych pięknych krajów równie wielka, to jednak pan prezes ma łatwiej. Czemu? A, bo zaraz po wyborach zabrał się za to, co najważniejsze. Za kadry, mianowicie.

Dlaczego to ważne?

Bo, na przykład, w trakcie protestów z powodu brutalności policji, które niedawno wstrząsały Ameryką, pan prezydent zarządził, by gubernatorzy wezwali na pomoc wojsko i zaprowadzili porządek. A oni co? Nic. Nie posłuchali. Nie posłuchała również armia i nie stłumiła oporu protestujących. Została w koszarach. Przywódcy stanowi nie zgodzili się też delegować National Guards do Waszyngtonu, bo – ich zdaniem – byłoby to nieuzasadnione nadużycie władzy. No, naprawdę. Żeby jakiś gubernator recenzował poczynania pana prezydenta i odmawiał wykonania polecenia, powołując się na Konstytucję. Takie rzeczy, to tylko w Ameryce.

Bo już w Polsce, to młodzież nie może, ot tak sobie wrzeszczeć na ulicach, a też posłowi Czarzastemu nie dozwala się kopać po kostkach policjantów ani redaktorkom „Polityki” oślepiać fleszami służb specjalnych. To nie Nowy Jork, więc policjanci nie klękają przed byle posłem, pismakiem czy smarkaczem na ulicach, tylko walą pałą przez plecy i aresztują kogo popadnie. A jak będzie trzeba, to i wojsko grzecznie wyjedzie czołgami na ulice.

Że to pokojowe protesty, na dodatek sprowokowane przez bezmyślne decyzje władzy? I co z tego. Nie będą jakieś rozwydrzone babska wrzeszczeć prezesowi pod oknami! Bo przecież nie po to „dobra zmiana” weszła do koszar i na posterunki policji, żeby teraz każdy mógł robić na co mu Konstytucja pozwala. Ważne, na co pozwala pan prezes, i tylko to się liczy.

A jakby coś, to już Trybunał pani magister Przyłębskiej, ten, co kiedyś nazywał się Konstytucyjny, uchwali przecież, bez zbędnej zwłoki, co tylko szef z Nowogrodzkiej podyktuje.

Tymczasem biedny prezydent Trump nie może polegać na nikim.

Coś tam próbował majstrować przy Sądzie Najwyższym, ale reszty nie dał rady ruszyć, to teraz przegrywa wszystkie po kolei sprawy o fałszerstwa wyborcze.

Mało tego, w trudnym momencie próby zdradziła go nawet jego ulubiona telewizja Fox News, w której banda niedouczonych redaktorów zdjęła go z anteny, wcześniej rozsiewając bezpodstawne plotki, jakoby przegrał z Joe Bidenem.

Wyobrażacie sobie Państwo, że coś podobnego mogłoby się wydarzyć w TVP za prezesury Jacka Kurskiego?

Nie wyobrażacie. Bo to absolutnie niemożliwe.

Albo weźmy niejakiego Tuckera Carlsona. Tyle lat brał niemałą kasę na stanowisku szefa Homeland Security’s Cybersecurity and Infrastructure Agency, a teraz co? Zamiast twardo podtrzymać narrację aktualnego prezydenta o sfałszowaniu wyborów przez Demokratów, w dwie minuty podważył główną tezę obozu władzy oświadczeniem, że pojedynek Trumpa z Bidenem to była „najbezpieczniejsza elekcja w dziejach Ameryki”. I jeszcze dodał, że obóz władzy nie dostarczył żadnych dowodów na poparcie oskarżeń o domniemane przekręty.

Zdrajca!

No, naprawdę. Jakim cudem tacy ludzie pracowali na stanowiskach ważnych dla bezpieczeństwa prezydenta?

Akurat Tucker już pożałował tego, co powiedział, bo natychmiast po swoim oświadczeniu został przykładnie zwolniony. Ale mleko już się rozlało jak – nie przymierzając– farba spływająca po bokobrodach Rudy’ego Giulianiego podczas jego ostatniej konferencji prasowej. No ale forsując tezy o wyborczych fałszerstwach, po oświadczeniu Tuckera naprawdę trzeba się było mocno napocić…

Albo doktor Fauci. Czego to on nie opowiadał o nieudolności prezydenta w walce z pandemią, podczas gdy wszyscy wyborcy Donalda Trumpa wiedzą doskonale, że wirus to ściema, bo go wcale nie ma. Ameryka, natomiast, radzi sobie ze zwalczaniem wirtualnego wirusa najlepiej na świecie, jakby ktoś ośmielał się mieć wątpliwości.

U nas to samo twierdził, do niedawna, były już minister zdrowia. I pewnie dalej by to czynił, gdyby – biedak – nie dał się złapać dwóm nadgorliwym Kaowcom – na nieudanych zakupach. Bo przecież nie stracił posady za to, co mówił.

Zostań patronem KODUJ24.PL

Wracając zaś do prezydenta Trumpa, to odwracają się od niego również ludzie z jego własnego obozu. Coraz głośniej słychać z ich strony nawoływania, by kończyć tę farsę i uznać zwycięstwo Bidena. I pomyśleć tylko, że Donald Trump dawał im wszystkim swoje osobiste poparcie, gdy sami startowali w wyborach do Kongresu i Senatu.

No ale cóż. Tak właśnie kończą się zaniedbania na odcinku kadrowym. Bo to kadry – o czym doskonale wiedzą czynownicy „dobrej zmiany” – decydują o wszystkim. Było o tym uprzedzić w porę wielkiego przyjaciela naszej władzy, byłego już prezydenta Trumpa.

Bożena Chlabicz-Polak

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
HerodAntypis
HerodAntypis
25 listopada 2020 18:22

Jest jeszcze jedno niedoceniane podobieństwo między pisowcami a trampkiem. Otóż ten z USA przymierza się do opuszczenia Białego Domu jak karczewski do wyprowadzki ze słynnej willi na Parkowej. Poziom zapału identycznie niski u obu. Ten nasz pisowiec to jeszcze nas na litość brał, ubolewał nad losem książek, że mu się w ciasnym mieszkaniu nie zmieszczą, że część będzie musiał oddać do przytułku pod Radomiem… Papieżowi to dobrze, raz wybrali i spokój do śmierci

smętek
smętek
27 listopada 2020 13:37

Żyjemy w stanie wojny wytworzonym przez kaczafiego. Nie jest to jednak wynik zewnętrznego agresora i tylko bezmózgi milicjant może wykonywać rozkazy sprzeczne z Konstytucją. Oni, znaczy mundurowi, powinni pamiętać jaki los spotkał ich poprzedników służących z pełnym oddaniem PZPR i jej KC, z I sekretarzem.