PiS coraz głębiej sięga do naszych kieszeni

PiS coraz głębiej sięga do naszych kieszeni

Zapowiadana danina na „fundusz solidarnościowy” to po prostu podwyżka podatków. Czyli coś, czego miało nie być.

Rządzący podnoszą podatki, twierdząc, że to z powodu niepełnosprawnych. Ponoć potrzebny jest „fundusz solidarnościowy”, by bogaci mogli wesprzeć potrzebujących. Jedna sprawa – a kłamstw cały pakiet. Przyjrzyjmy się im po kolei.

Kłamstwo pierwsze: „My obniżamy podatki, a nie podnosimy” – twierdził jeszcze jesienią premier Mateusz Morawiecki. Inni liderzy obozu władzy też zaręczali, że obywatele nie muszą się obawiać podniesienia danin i że koszty życia w Polsce pod władzą PiS nie wzrosną. Od dłuższego już czasu gołym okiem widać, że to nieprawda.

Stopniowo życie staje się coraz droższe. Podatek nałożony na banki w sposób naturalny został przerzucony na klientów. Zakaz handlu w niedziele sprawił, że tego dnia czynne są tylko stacje benzynowe i niektóre małe sklepy, w których towary są znacznie droższe niż w dyskontach i supermarketach. W ostatnią niedzielę byłem zmuszony pójść do takiego właśnie sklepu po paczkę parówek, kilo ziemniaków, kawałek sera, dwa pomidory, paprykę, czekoladę i coś tam jeszcze. Trzy razy sprawdzałem później paragon, na którym widniała cena: 49,08 zł. W supermarkecie zapłaciłbym pewnie o połowę mniej. Ale supermarkety PiS kazał zamknąć.

Szykuje się nowa opłata emisyjna, doliczana do każdego litra paliwa, więc zakupy na stacjach benzynowych staną się zapewne jeszcze droższe, zwłaszcza że np. Orlen deklaruje, że nie wliczy nowego podatku do cen paliw. Czyli wliczy go do parówek, mleka, sera i piwa – do tego wszystkiego, na czym może zarabiać dzięki niedzielnemu zakazowi handlu.

Teraz zaś pojawia się kolejny podatek, który rządzący dla niepoznaki nazwali „daniną solidarnościową”, wmawiając nam, że takie rozwiązanie stosuje wiele państw w Europie. I znowu kłamstwo. Podatki solidarnościowe, które pojawiły się w niektórych państwach Unii Europejskiej, nie mają nic wspólnego z tym, co wprowadza PiS. Po pierwsze bowiem – są kryzysowym rozwiązaniem nadzwyczajnym i stanowią odpowiedź na szczególne wyzwania dla finansów państwa – wprowadzano je w reakcji na załamanie spowodowane globalnym kryzysem finansowym sprzed 10 lat. Po drugie zaś – mają charakter tymczasowy i rządy, które po nie sięgają, od samego początku deklarują, że zaprzestaną ich pobierania, gdy tylko ustaną przyczyny, które zmusiły do ich wprowadzenia.

W Austrii dodatkowa stawka podatkowa ma obowiązywać w latach 2016-20, we Włoszech trzyprocentowy podatek od dochodów powyżej 300 tys. euro obowiązywał w latach 2011-16, w Portugalii podatek solidarnościowy 2,5-5 proc. od dochodów powyżej 80 tys. euro obowiązywał w latach 2011-17. Końcowego terminu obowiązywania tego podatku nie wyznaczono tylko w najsilniej dotkniętej kryzysem i zdewastowanej przez populistyczne rządy Grecji.

W Polsce takim właśnie mechanizmem tymczasowym zastosowanym w obliczu światowego kryzysu finansowego było przejściowe podniesienie przez rząd PO w 2011 r. stawki podatku VAT z 22 do 23 proc. Kryzys przeminął, rząd „dobrej zmiany” powinien był tę stawkę obniżyć do poprzedniego poziomu – i co? Nie dość, że wciąż płacimy więcej, to jeszcze rządzący coraz głębiej wsadzają łapy do naszych kieszeni. I wmawiają nam, że to „danina solidarnościowa”, taka sama jak w Europie.

W tym samym czasie rząd ma dość środków, by kupować kiełbasę wyborczą. Tam, gdzie wydatki z budżetu służą ugruntowaniu władzy PiS-u, nie ma problemu z wygospodarowaniem pieniędzy. Jest dość kasy na przedwyborcze wyprawki dla uczniów, na 500 plus dla wszystkich, w tym dla rodzin zamożnych, na nagrody, limuzyny i karty kredytowe dla dygnitarzy. Na rejs dookoła świata i na propagandę w TVP. Na ekshumacje i na osłanianie miesięcznic smoleńskich. Na sponsorowanie oszołomstwa w IPN i na wznoszenie pomników Lecha Kaczyńskiego. Znalazły się nawet środki na kule ortopedyczne dla Jarosława Kaczyńskiego z gratisową dostawą do domu. Nie ma tylko dla tych, którzy naprawdę potrzebują. Żeby ich wesprzeć, potrzebna jest „danina solidarnościowa”.

W sposób nieunikniony pojawia się jednak pytanie: skoro w UE nadzwyczajne i tymczasowe podatki solidarnościowe były reakcją na globalny kryzys finansowy, to odpowiedzią na co jest „danina solidarnościowa” Morawieckiego? Jakie nieszczęścia na nas spadły, jaką katastrofę próbujemy w ten sposób przezwyciężyć?

Szczerze mówiąc, nie widać na horyzoncie innej katastrofy niż rządy PiS-u.

Wojciech Maziarski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
ZdziwionyfrantikantyuzurpatorantymoherPlus ujemny Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zwinka
Zwinka

Orwellowskie Ministerstwo Prawdy.

Plus ujemny
Plus ujemny

Zakrzewska przypomiała sobie to czego ją nauczono w Komsomole – „Grab zagrabione”.
Zaiste – oryginalni prawicowcy nami rządzą.

antymoher
antymoher

taa,wybory idą!trzeba drzeć kasę z obywateli ile się da!ciemnemu ludowi,wszystkim niepełnosprawnym,pielęgniarkom wmówić stworzenie systemu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!dać im coś tak aby nic nie dać,aby nikt tego nie sprawdził i rozliczył!…………………..kolejny odcinek bajki z mchu i paproci.

antyuzurpator
antyuzurpator

Bardzo interesujący wykres w tle.
Niska suma z podatku PIT w odniesieniu do PKB świadczy tylko o tym, że mamy jedne z najniższych pensji w Europie (względem PKB). Czyli że w ogólnej puli opodatkowanych przepływów finansowych większy procent niż w innych krajach stanowią zyski i marże producentów, pośredników i handlarzy, a znacznie mniejszy płace pracowników. Samozaoranie pis?
Niech pokażą porównanie stawek podatkowych – to jest wskaźnik faktycznego obciążenia obywateli podatkami.

frantik
frantik

zakupy można zrobić w sobotę…wystarczy ruszyć dupę, a nie piredzielić farmazony!

Zdziwiony
Zdziwiony

Można je też zrobić w czwartek.. Proponuję więc zamknąć sklepy we wszystkie pozostałe dni. Będą otwarte w czwartki i starczy. Naród na pewno się ucieszy, kiedy PiS da mu tyle wolnego od zakupów