PiS potknął się o faszystów

Organizator urodzin Hitlera twierdzi, że jest… rekonstruktorem!

Po reportażu o polskich nazistach w obozie władzy wybuchła panika. PiS-owski beton wzywa do rozprawy z „mięczakami” we własnych szeregach. Chodzi o Morawieckiego i Dudę?

Sądząc po reakcjach polityków i publicystów obozu rządzącego, reportaż TVN-u demaskujący polskich nazistów był strzałem w dziesiątkę. Zabolało, i to jak! Posypała się misterna konstrukcja propagandowa rządzących, którzy od dawna zapewniali elementom faszystowskim dyskretną ochronę, jednocześnie wmawiając opinii publicznej, że żadnych faszystów w Polsce nie ma. A tu nagle każdy mógł się naocznie przekonać, że są i – co więcej – kręcą się w najbliższym otoczeniu parlamentarzystów i polityków prawicy.

Nie dziwota więc, że politycy i medialni funkcjonariusze władzy dwoją się teraz i troją, wiją się jak piskorze, by odwrócić kota ogonem i ściemnić, ile się da. W propagandzie boleśnie ugodzonego PiS-u dominują teraz dwie tezy: po pierwsze, że skrajności występują w polskim życiu politycznym symetrycznie po obu stronach, i po drugie, że ci, którzy demaskują polskich faszystów, są niewiarygodni, bo kierują się chęcią zdyskredytowania władzy.

Symetryzm a la PiS

Tezę pierwszą spektakularnie zaprezentował minister Joachim Brudziński, który w sejmowym wystąpieniu zbagatelizował „idiotów w krzakach” jedzących „wafelki ze swastyką”, zrównując ich z ludźmi „napadającymi na biura PiS-u”. Starannie przy tym przemilczał fakt, że większość tych rzekomych „ataków” na biura PiS to po prostu przypadki wymalowania antypisowskich haseł czy oblania farbą wejść do siedzib tej partii.

W rzeczywistości miały miejsce tylko dwa akty prawdziwej agresji: w Chrzanowie, gdzie mężczyzna wszedł do biura PiS, i wykrzykując groźby, uderzył w twarz pracownika, oraz w Sycowie, gdzie sprawca podpalił drzwi biura posłanki PiS Beaty Kempy i napisał na murze niezrozumiałe hasła. Brudziński nie poinformował także, że liderzy opozycji natychmiast potępili podpalacza, że sprawcy obu tych aktów agresji zostali zatrzymani, że nie ma żadnych przesłanek, by przypisywać im jakiekolwiek związki z opozycją, że być może są ludźmi niezrównoważonymi.

Natomiast cała reszta rzekomych „ataków” na biura PiS to działania zdesperowanych i wściekłych obywateli, protestujących przeciw łamaniu przez władze konstytucji. Pisanie haseł na drzwiach i murze trudno uznać za fizyczną agresję, to zwykłe wykroczenie, za które grozi najwyżej mandat.

W desperackich i groteskowych aktach odwracania kota ogonem spanikowani funkcjonariusze PiS-u (choćby Dominik Tarczyński) podkreślają, że faszystowska organizacji Duma i Nowoczesność została zarejestrowana, gdy w Polsce rządziła PO – czyli ich zdaniem to „PO ją zarejestrowała”.

W zrównywaniu faszystów z antypisowską opozycją jeszcze dalej posunęła się posłanka Krystyna Pawłowicz, która na Twitterze zażądała, by oprócz ugrupowań nazistowskich i faszyzujących zdelegalizowani zostali także Obywatele RP, fundacja Otwarty Dialog, PO i Nowoczesna.

Bez TVN nie ma faszystów

Równocześnie funkcjonariusze obozu rządzącego oraz jego medialni pomocnicy w rodzaju braci Karnowskich czy Rafała Ziemkiewicza dokładają wszelkich starań, by podważyć wiarygodność telewizji TVN, która nadała reportaż kompromitujący władzę. „Znalazłem sposób na neonazistów w Polsce. Po prostu wyłączyłem TVN i zniknęli bez śladu” – pisze na Twitterze Rafał Ziemkiewicz. Skupiające reżimowych żurnalistów Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i wiceminister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński zgodnie twierdzą, że TVN dopuściła się manipulacji emitując reportaż dopiero pół roku po nagranym wydarzeniu. Czyżby celowo zataiła fakt popełnienia przestępstwa?

„Jak możecie?” – groteskowo biadoli Michał Karnowski, wytykając stacji, że w informując w Faktach o wystąpieniu Brudzińskiego, pokazała jego sylwetkę na tle ujęć nazistowskich rekwizytów z reportażu. Tak, tak, dobrze państwo pamiętacie – to ten sam Karnowski, którego tygodnik publikował na okładce wizerunek Tomasza Lisa w hitlerowskim mundurze. I którego portal wPolityce.pl od samego początku promował Marsze Niepodległości i otwierał parasol nad środowiskami skrajnej prawicy, wmawiając Polakom, że tak manifestuje się zdrowy patriotyzm i że nie ma w tym żadnych przejawów faszyzacji.

Wszystkie te przejawy paniki w obozie „dobrej zmiany” dowodzą dwóch rzeczy:

TVN ujawnił: PiS jest nagi

Po pierwsze, władza poczuła się zdemaskowana. Rozsypała się misterna propagandowa konstrukcja mająca przysłonić fakt, że rządzący z rozmysłem i celowo odwołują się do rasistowskich i nacjonalistycznych emocji, by poszerzyć swój elektorat. Mieli nadzieję, że to pozostanie niezauważone, a nawet jeśli ktoś zauważy, to i tak niczego nie będzie w stanie udowodnić. Bo przecież kolejne przypadki umarzania śledztw przeciw rasistom i faszystom to jeszcze nie dowód. Tak samo jak niczego nie dowodzi wycofywanie aktów oskarżenia „w celu uzupełnienia materiału”. Dowodem nie są też okrzyki i transparenty na Marszach Niepodległości ani nagrane na YouTube podziękowania i toasty rasistów na cześć ministra Zbigniewa Ziobry.

Teraz jednak reportaż TVN obnażył brutalną prawdę o rzekomych „patriotach”, pupilkach PiS-owskiej władzy, i miliony Polaków zobaczyły tę prawdę na ekranach swoich telewizorów. Telewidzowie przekonali się, że PiS wzorem swych węgierskich bratanków z Fideszu kokietuje i dyskretnie wspiera faszystów. Węgierski socjolog Bálint Magyar w książce „Anatomia państwa mafijnego” celnie charakteryzuje tę taktykę rządzących, którzy „nie uważają się za rasistów, bo nie wyznają ideologii rasizmu, ale swoimi wypowiedziami wzbudzają i legitymizują silnie rasistowskie emocje w otoczeniu społecznym, w którym funkcjonują, zmniejszając przy tym szanse na utrzymanie ich pod kontrolą”.

Autor tłumaczy: „W kwestii antysemityzmu i rasizmu Fidesz cynicznie stawia na zyski, bo potrzebny jest mu ten elektorat. Ta gra jest swoistą piramidą ideologiczną, a jej logika przypomina zasadę działania piramid finansowych – jej nieodłączną konsekwencją jest legitymizacja antysemickich i rasistowskich emocji i narracji oraz ciągłe poszerzanie rasistowskiego i antysemickiego elektoratu oraz środowisk wyznających takie poglądy. (…) Państwo mafijne nie wprowadza dyskryminacyjnych ustaw, różnicujących obywateli na tle rasowym (dlatego paralele z faszyzmem czy nazizmem są nieuzasadnione), jednak świadoma polityka, w której pobrzmiewają nuty rasistowskie wzmacnia ludową kulturę linczu jako sposobu rozładowywania społecznych napięć. Dwuznaczne w wielu przypadkach zachowanie policji jeszcze bardziej wzmacnia obawy stygmatyzowanych grup i osób przed rasistowską i antysemicką agresją”.

Panie Prezesie, prosimy o Noc Długich Noży!

Po drugie zaś, panika i zamieszanie w władzy po emisji telewizyjnego reportażu o nazistach ujawnia podziały i konflikty w kręgach rządzących. Za kulisami, z dala od kamer, mikrofonów i fleszy trwa zacięta walka o władzę, w której szala przechyliła się ostatnio na stronę frakcji reprezentowanej przez takie osoby jak Mateusz Morawiecki czy Jacek Czaputowicz. Dymisje Szyszki, Macierewicza i Beaty Szydło boleśnie ugodziły ich zwolenników.

Dlatego dziś Jacek Karnowski, twardogłowy wyraziciel poglądów nacjonalistycznego betonu, pisze w portalu wPolityce.pl: „Rozpętana do niebywałych rozmiarów debata o „polskim nazizmie” powinna być dla nas wszystkich czytelnym ostrzeżeniem. Jak to możliwe, że w trzecim roku rządów dobrej zmiany uczestniczymy w groteskowej, ale i niezwykle groźnej hucpie, będącej dokładną kopią trzecioerpowych ‘tygodniówek wzmożenia’? Jak to możliwe, że stare mechanizmy nie tylko działają jak świetnie naoliwiona maszyna, ale także znów okazują się skuteczne? Przełom lat 2017/2018 przyniósł ponowne przemyślenie celów i strategii przez obóz dobrej zmiany w sferze czysto politycznej. Dokonano głębokiej przebudowy obozu. Czy jednak nie warto postawić pytania o owe tabory wokół polityczne, które coraz śmielej wracają na stare tory, ciesząc się zdobytymi na nowo immunitetami? Czy nie jest złudzeniem założenie, że możliwe jest prowadzenie nowej polityki w oparciu o tak wiele elementów starej maszynerii?”.

Tak oto kompromitujący władzę reportaż o polskich nazistach staje się dla PiS-owskiego betonu okazją i pretekstem, by wezwać umiłowanego wodza do przeprowadzenia czystki. Albo używając terminu, który jest tu bardziej stosowny (nie zapominajmy wszak w kręgu jakiej tradycji się obracamy) – nocy długich noży.

Wojciech Maziarski

 

 

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

5
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
1 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
gośćKuduAlicja777Maciek123454321inz.mamon Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
inz.mamon
inz.mamon

polak – nazista to jest coś co mi się w głowie nie chce pomieścić…wg mnie to hańba niezmywalna dla takiego kogoś – również dla tych co „rozumieją” jak niejaka beatka…

Kudu
Kudu

Nazim to skrót od „narodowy socjalizm”. Ten zaś – razem z pińcet – zaproponował wyborcom kaczafi. Pisi wcale się tego nie wypierają – jawnie powołują się na „myśl polityczną Carla Schmitta”. Proszę zwrócić uwagę, że obowiązującą aparatczyków linią wypowiedzi jest oburzenie nie z powodu tego że zaprezentowani pogrobowcy Hitlera lubią nazim, tylko dlatego, że lubią NIEMIECKI nazim. Polski nazizm jest pisio oficjalny i w porządku. Pisi już wiedzą, że trzeba to poprawić, a Kościół im pomoże trafić z tą wiedzą do młodych jeszcze rozumów….

Maciek123454321
Maciek123454321

Kiedyś napisałem – powtórzę z ponurą satysfakcją – HEIL JAROSLAV! Czy nadal nie widać krzyczących analogii między „rewolucją po dojściu do władzy” Hitlera (jak to ujął Alan Bullock w swoim wiekopomnym dziele „Hitler. Studium tyranii”, a tym, co wyprawia PiS ku uciesze lumpenproletariatu i sympatycznych skądinąd, za to bardzo pożytecznych idiotów, stanowiących zaplecze wyborcze PiS-u?

Alicja777
Alicja777

No więc mnie kojarzy się jedynie – sio!

gość
gość

pis jest nagi i dlatego ma 50%? jeszcze kilka takich reportaży o naziolach a będą mieli 90%