PiS skisł!

Wielka czystka w partii i rządzie? Nowe pomysły prezesa na umocnienie PiS

Coraz wyraźniej widać, jak władza państwowa traci kontakt z władzami umysłowymi

Każdego roku mój felieton w KODUJ24 wypada w dniu święta zmarłych. Ale po raz pierwszy nie oni są przedmiotem refleksji. Dzisiaj ważniejsze okazują się sprawy żywych i tych ledwo żywych, złożonych śmiertelnie groźną chorobą. A jeszcze ważniejsza zdaje się być sprawa naszej przyszłości i dążeń formułowanych na ulicach setek polskich miast. Bo właśnie teraz jesteśmy, być może, świadkami początku końca formacji, która przez ostatnie lata, kawałek po kawałku, wyszarpywała Polakom ich demokratyczne wolności. Możliwe, że zapada właśnie zmierzch formacji szyderczo nazwanej prawem i sprawiedliwością oraz jej projektu zawłaszczenia Polski, reklamowanego jako „dobra zmiana”.

 

Coraz wyraźniej widać, jak władza państwowa traci kontakt z władzami umysłowymi. Polityka informacyjna PiS staje się coraz bardziej bełkotliwa. Kolejne decyzje przebijają głupotą poprzednie polityczne głupstwa. Coraz liczniejsi funkcjonariusze władzy prezentują publicznie swoje opinie, coraz bardziej odjechane i coraz bardziej sprzeczne z ocenami innych funkcjonariuszy. W aparacie partyjnym i państwowym rośnie wewnętrzna opozycja. Obraz władzy w rozsypce precyzyjnie komentuje celne i chyba najbardziej lakoniczne hasło ulicznych protestów: PiS SKISŁ.

Wśród mocnych i często obraźliwych haseł ulicznych było i takie, że jakby zrobić Kaczyńskiemu EEG mózgu, to wyszłyby same bazgroły. W rzeczy samej coraz trudniej prezesa zrozumieć. Ostatnio wrzuca do szamba granaty, jeden za drugim, nie przestając ciekawie tam zaglądać. Ogłoszona, masowo oprotestowana i ostatecznie odłożona „Piątka dla zwierząt” zniechęciła do niego wielu zdeklarowanych wyborców. Bezmyślnie demonstracyjne zatrzymanie Giertycha pod mętnymi zarzutami i chamska nagonka w TVPiS przysporzyły adwokatowi współczucia, a Kaczyńskiemu przeciwników, zniesmaczonych prymitywną operacją propagandową.  Opowieść o bezwzględnym szeryfie, który nie zważa na społeczną pozycję ani na bogactwo przestępców, bo „wszyscy jesteśmy równi wobec prawa”, okazała się bujdą zdemaskowaną przez własną prokuraturę odmawiającą ścigania „swoich” przestępców oraz przez decyzję sądu, który nie zgodził się na aresztowanie ani Ryszarda Krauzego ani jego kilkunastu współpracowników, a zarzuty wobec nich uznał za bardzo wątpliwe. I w finale ta niezrozumiała, zabójcza i samobójcza decyzja zezwalająca mgr Przyłębskiej na zaostrzenie bronionego od lat konsensusu aborcyjnego. A potem, kiedy w Sejmie otoczyły Kaczyńskiego posłanki opozycji, sprowokowane chamską odzywką wicemarszałka Terleckiego, prezes potwierdził opinię o swojej postępującej nierównowadze psychicznej obrzucając kobiety inwektywami w rodzaju „ruska agentura” i „hitlerowskie symbole”. I jeszcze to wtorkowe wystąpienie prezesa na tle biało-czerwonych sztandarów, które zabrzmiało jak zapowiedź stanu wyjątkowego. Wszystkie znaki na niebie, a zwłaszcza na ziemi, wyraźnie wskazywały, że musi się stać to, co się stało. Ale mimo to Jarosław Kaczyński mamrocząc swoje groźby poszedł na wojnę. Nie tylko z młodymi kobietami, ale z całym młodym pokoleniem, na którym jeszcze niedawno tak bardzo mu zależało. W „orędziu” prezes Kaczyński poinformował wyborców, że przegrana PiS „zakończy historię narodu polskiego”. Niestety nie wyjaśnił, czy wtedy rozpocznie się historia innego narodu i jaki to będzie naród. Powiedział natomiast między wierszami, że on tu rządzi, a jego decyzje są święte i nieodwracalne. I szczując faszyzujących kiboli na kobiety, upoważnił tym samym swoich popleczników, kierujących rozmaitymi dziedzinami życia publicznego, do bezprawnych działań wymierzonych w przeciwników jego autorytarnej władzy.

Każdy szykanuje wroga jak potrafi. Antoni Macierewicz wychylił się ze swojej innej planety, by zawiadomić społeczeństwo, że protesty kobiet to „antyludzkie działania”, których celem jest „obalenie naszej cywilizacji” – nie wyjaśniając niestety, jaka cywilizacja wypełni zwolnione miejsce.  Nowo mianowany minister oświaty Przemysław Czarnek oświecił Polaków, że na ulicach manifestują sataniści. Wiceminister od obrony Bartosz Kownacki ogłosił, że Polska niszczona jest przez „lewicowy faszyzm” (tak jakby istniał prawicowy komunizm) oraz że totalna opozycja odwołuje się do SS i „za chwilę nastąpi rehabilitacja Hitlera i III Rzeszy”. Prezes Kurski próbował zbić kobiety paskiem w TVP Info: „Siewcy śmierci na ulicach Warszawy”. Jadwiga Emilewicz oświadczyła na antenie TVN24, że „wolność kobiety kończy się wtedy, kiedy zachodzi ona w ciążę”, tłumacząc potem niezdarnie, że chodziło jej tylko o zmianę diety. Marcin Ociepa z PJN poinformował, że motłoch na ulicach „żerujący na aborcji”, zamierza wzorem islamskiego ISIS burzyć i podpalać kościoły, a ich prawdziwym celem jest demolowanie ładu społecznego.

Zostań patronem KODUJ24.PL

Z prawej strony sceny politycznej mnożą się wezwania, by policja „stanowczo i bezwzględnie” reagowała na „bezprawne protesty uliczne”. Policjanci popierający tą władzę przyglądają się więc spokojnie, gdy wezwani przez prezesa bandyci szarpią i biją kobiety. Oficerowie policji, zwolennicy PiS, rozkazują podwładnym, by atakowali dziewczyny i traktowali je gazem.  Ich szefowie wypuszczają z aresztu bandziorów, którzy napadli na dziennikarki, a dla usłużnych prokuratorów celowe rozjeżdżanie samochodem protestujących ludzi jest takim wykroczeniem, jak najechanie na linię ciągłą. Kierowniczka pociągu wyrzuca na peron studentki wracające ze Strajku Kobiet, kłamiąc, że ma „odgórny nakaz – żadnych transparentów”. Natomiast szef Krajowej Rady Radiofonii i telewizji zabrania TVN24 używania zwrotu „Trybunał Julii Przyłębskiej”, bo formuła ta „nęka, zastrasza i jest elementem mowy nienawiści”. Nie wiadomo, czy tym samym zdelegalizowane zostały częste w partyjnych mediach sformułowania „rząd Mateusza Morawieckiego” oraz „partia Jarosława Kaczyńskiego”, która to forma zapewne również budziła grozę w obu tych politykach. Wiadomo natomiast powszechnie, że mgr Julia Przyłębska w rzeczy samej już od dawna robiła wrażenie osoby znękanej, wystraszonej i szczerze zdziwionej powszechną abominacją. Dzięki wsparciu Krajowej Rady Witolda Kołodziejskiego niewątpliwie odzyska teraz szacunek i uznanie…

Dramatyczny rozziew między wolą Kaczyńskiego a dążeniami Polaków postanowili zasklepić dwaj czołowi politycy. Okazało się jednak, że i to zadanie bez trudu potrafią spartolić. Pan prezydent wybudził się z powyborczej śpiączki i zaproponował Polakom następujący kant: owszem, jest wyrok TK – jasny i precyzyjny, ale to nie znaczy, że nie można w nim pomajstrować. Tu trochę naciągniemy, tam ciut nagniemy, coś nazwiemy inaczej – i kobiety, które muszą donosić płód śmiertelnie chory będą mogły go usunąć – jeśli tylko życzliwi lekarze orzekną, że dalsze życie jest dla płodu śmiertelnie niebezpieczne, lub gdy zły los spotkać może matkę. Pomysł ten spotkał się z żywym, głośnym i niecenzuralnym odzewem protestujących oraz z odrazą Episkopatu.  Tyle zdziałał prezydent. Natomiast pan premier dołożył do paleniska rozjuszając słuchaczki kilkakrotnie powtarzanym protekcjonalnym zwrotem „nasze kobiety” i „nasze panie”. Kobiety odkrzyknęły mu, żeby się gonił, bo one są swoje własne, a nie „czyjeś”, a już na pewno nie są własnością tej władzy. Ponadto nie życzą sobie łzawych opowieści, jak to „w czasie pandemii są najbardziej poszkodowane, bo na nie przecież spada cały ciężar obsługi domu i dzieci”. Niech ten ciężar spada sobie na żonę premiera, na Kaję Godek i na posłanki PiS, skoro są tak zachwycone swoją usługową rolą w rodzinie.

 

Coraz więcej wskazuje, że władza traci kontakt z rzeczywistością. Rozdzierany od środka PiS wyraźnie się pogubił. Rząd, bezradny wobec postępującej epidemii i rozlewających się protestów społecznych, wykazuje objawy paniki. Wpuszczając na scenę polityczną oszalały fundamentalizm i faszyzujący nacjonalizm władza dowodzi krańcowej bezsilności. A świadoma konfrontacja Kaczyńskiego z narodem jest świadectwem jego postępującej demencji. Samozwańczy wódz narodu trapiony pomroczną gorączką zapomniał bowiem, że jeszcze nikomu w Polsce nie udało się pokonać obywateli. Nawet jeśli wskutek zawirowania rozumu władza postanowiła spacyfikować naród jakimś stanem wyjątkowym.

Andrzej Karmiński

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek Doliński
Jacek Doliński
1 listopada 2020 20:42

Utrata kontaktu z rzeczywistością przytrafiła się już poprzednikowi Kaczyńskiego – I sekretarzowi KC PZPR Władysławowi Gomułce w grudniu ’70. Tamta utrata skończyła się kilkudziesięcioma (znanymi nam) ofiarami śmiertelnymi, więc może nie wypada jej porównywać do aktualnej? Ale różniła się pod jeszcze jednym względem: PZPR mogła zastosować klasyczne rozwiązanie polegające na rezygnacji Gomułki z powodu „złego stanu zdrowia”. Tyle tylko, że wtedy był dość oczywisty kandydat na jego następcę, zatwierdzony przez Moskwę – więc jego potencjalni konkurenci do tronu wiedzieli, że nie mają po co podskakiwać. A gdy teraz zabraknie Kaczyńskiego, to zacznie się walka buldogów o sukcesję i PiS się rozpadnie jak beczka pełna fekaliów, z której ktoś ściągnął metalowe obręcze.

lea
lea
2 listopada 2020 06:51

Mam nadzieję, że to ostatnie podrygi obecnej władz, a zarazem odczuwam niepokój Związany z przyjściem kolejnej. Jest taki ustęp w „Roku 1984” odnoszący się do praw rządzących tym Światem, przez które społeczeństwom nie jest nigdy dane zaznać spokoju, a w Polsce dzieje się tak i często i odczuwane to jest bardzo dotkliwie. Chciałabym, żeby tym razem było choć trochę lepiej…
Oto wspomniany fragment: ” Od początków czasów historycznych (…) na świecie istnieją trzy warstwy ludzi: górna, średnia i dolna. (…) Cele poszczególnych warstw są absolutnie nie do pogodzenia. Celem górnej jest utrzymanie swojej pozycji, średniej – zamiana miejsc z górną. Celem dolnej, jeśli akurat go ma – gdyż na ogół jej przedstawiciele są zbyt ogłupieni ciężką pracą fizyczną, aby myśleć o czymkolwiek poza żmudną codziennością – jest znieść przywileje i stworzyć społeczeństwo, w którym wszyscy będą równi. Na przestrzeni dziejów wciąż toczą się boje, w ogólnych zarysach przebiegają identycznie. Przez długie okresy górna warstwa pewnie dzierży władzę, lecz prędzej czy później następuje moment, kiedy traci wiarę we własne siły, albo w swoje umiejętności sprawnego rządzenia; czasami dzieje się to równocześnie. Wówczas obala ją warstwa średnia, która angażuje warstwę dolną wmawiając jej, iż walczy o wolność i sprawiedliwość. Zaledwie osiąga cel, spycha warstwę dolną na dawną, podrzędną pozycję, a sama przeistacza się w górną. Po pewnym czasie z jednej lub z obu tych warstw wykuwa się nowa warstwa średnia i bój zaczyna się od nowa. Z trzech warstw tylko dolnej nigdy nie udaje się choćby na krótko zrealizować upragnionych celów.”
Z Księgi Emmanuela Goldsteina.

HerodAntypis
HerodAntypis
2 listopada 2020 07:19

PiS skisł a zgred zszedł!

andrzej
andrzej
29 listopada 2020 22:03

Miałem widzenie : Zobaczyłem niby naczelnika na tarczy.