Po co nam CETA?

Po co nam CETA?

Konia z rzędem przeciętnemu Polakowi, który odpowie na pytanie co to jest CETA. Tymczasem od pięciu lat europejski biznes naradza się i kombinuje jak przekonać ludzkość do tej pociągającej dla wielu umowy handlowej, którą pragnie zawrzeć z Kanadą.

Niedługo, bo już 27 października w trakcie szczytu Unia Europejska – Kanada może być zwarte konkretne porozumienie w tej sprawie. Żeby weszło w życie konieczna jest zgoda wszystkich państw Wspólnoty. Premier Beata Szydło uspokaja, że Polska nie przystąpi do umowy CETA, „jeśli nie będzie nam ona gwarantowała tego, co uważamy za istotne”. Możemy jednak nie mieć większego wyboru, trudno też dociec co polski rząd w tej kwestii może uznać za istotne, a co bez znaczenia.

O co chodzi ? Związanie się państw Unii z Kanadą umową CETA zapowiada zniesienie ceł, likwidację barier pozataryfowych oraz liberalizację przepływu usług. I to jest kuszące. Medal jednak ma swoją drugą i niestety przykrą stronę. Jest bowiem duże niebezpieczeństwo, że UE zostanie zalana genetycznie modyfikowaną żywnością, a korporacje będą mogły łatwo pozywać rządy państw, domagając się wysokich odszkodowań. Bilans zysków i strat jest więc niejasny.

Entuzjaści przekonują więc, że to dla Europy ogromna szansa i robią to nawet przekonująco: dzięki CETA wymiana handlu i usług może się zwiększyć aż o jedną czwartą i zapewniają, że zniesienie barier otworzy drogę dla naszych przedsiębiorców na ogromny, chłonny rynek. Wzrośnie eksport i liczba miejsc pracy. Eksperci ostrzegają jednak, że tak różowo nie będzie i mówią, że przede wszystkim umowa ta zmusi takie państwa, jak Polska do podjęcia rywalizacji z nieporównywalnie większymi i bogatszymi konkurentami. Czy damy radę? Jedno jest pewne im bardziej się otworzymy na ową rywalizacje, tym gorsze, chociaż tańsze, produkty będą wypierać droższe ale lepsze jakościowo. To będzie miało ogromny wpływ na komfort naszego życia. Podobną sytuację już przeżywaliśmy. Kiedyś w Polsce były znacznie wyższe normy jakości niż w Europie. Jednak po wchłonięciu przez Unię Europejską musieliśmy dostosować się do gorszych. Podobnie będzie po gwałtownym otwarciu granic gospodarczych i prawnych z Kanadą. Na rynku pojawi się kanadyjska, dużo tańsza , ale i dużo gorsza żywność, bo produkowana na masową skalę. Najbardziej ucierpią na tym nasi drobniejsi producenci, którzy nie mają możliwości konkurowania z ogromnymi rolniczymi fabrykami. Brakuje czasu, by przygotować się na zderzenie z kolosem – wołają ekonomiści. I jeszcze jedno, kto wie czy nie najważniejsze: Kanada słynie ze stosowania modyfikowanej genetycznie żywności oraz substancji, które przyspieszają produkcję. Czym to grozi wszyscy już dobrze wiemy . Będziemy tyli na potęgę, będziemy ulegali niespodziewanym alergiom i wielu zagadkowym schorzeniom. Unia niby zastrzega, że tamtejsze firmy będą musiały się dostosować do unijnego prawa, pozostaje jednak duże ryzyko, że na półkach w naszych sklepach znajdą się produkty szkodliwe dla zdrowia.

Ponadto ostatnie analizy pokazują, że na przestrzeni najbliższych kilku lat w Unii Europejskiej zniknie aż 200 tysięcy miejsc pracy. Będzie się to wiązało również ze spadkiem płac o ok. 1350 zł rocznie.
Jest nie trudne do przewidzenia, że jeśli bardziej będzie się opłacało sprowadzać produkty z Kanady zamiast wytwarzać je na miejscu, firmy tak właśnie zaczną robić.

I jeszcze jedno, w umowie znajduje się zapis o konieczności ochrony środowiska, jest jednak obawa, że może to pozostać jedynie w sferze deklaracji. Kanadyjczycy znani są z rabunkowych metod wydobycia ropy i wydobycia piasków bitumicznych. Nie tylko doprowadzają tym do dewastacji środowiska (m.in. zatruwanie wód gruntowych), ale też pozbawiają kanadyjskich Indian praw do użytkowania ich własnej ziemi. Dla nas może się to wiązać z obniżeniem jakości paliwa oraz zwiększeniem emisji dwutlenku węgla. Jednak w obliczu problematycznego importu ropy z Rosji, taka alternatywa, choć nie do końca dobra, może się okazać niezbędna. Na tym nie kończą się zastrzeżenia sceptyków, których najwięcej wśród rolników i producentów żywności, jest jednak pytanie, czy możemy zablokować wprowadzenie CETA? Prawnie sytuację bardzo skomplikował Brexit i teraz niestety stoimy przed całą serią pytań bez odpowiedzi. 27 października wiele się wyjaśni.
(Źródłó: Onet.pl. Fakt.pl)

/ jp/
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
kpt. Arianatorgarbusgniewko_syn_rybaWiesławkrakus Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
krakus
krakus

Nawpuszczajmy jeszcze więcej „uchodźców” a na pewno płace w UE wzrosną.

gniewko_syn_ryba
gniewko_syn_ryba

Akurat uchodźcy nie mają z tym nic wspólnego

Wiesław
Wiesław

na konia z rzędem
gniewko byłby chętny
jest tylko jeden problem
uważa że jest nieprzeciętny

gniewko_syn_ryba
gniewko_syn_ryba

Hahaha, szkoda, że autor tak wstydliwie przemilcza fakt, że umowę CETA forsują władze UE, a przecież ta Unia chce dla nas dobrze, nie ?… ;)))

garbus
garbus

ludzie , macie mózgi i myślicie , kto wam karze kupować genetyczny syf z kanadyjską flagą na opakowaniu ???
ale fajne autko albo albo komp albo jeszcze coś bez cła i tańsze niż w całej UE to każdy by chciał

kpt. Arianator
kpt. Arianator

Byłbym nawet za CETA lub TTIP (osobiście uważam, że izolacja gospodarcza w XXI w. jest conajmniej archaiczna). Jednak obie umowy mogą być szkodliwe dla środowiska. O ile UE jest znana z bardzo silnej dyscypliny w zakresie ochrony środowiska i emisji zanieczyszczeń, o tyle Kanada i USA nie przejmują się bardzo przyrodą i pozwalają sobie na zbyt wiele pod płaszczykiem źle pojętego libertarianizmu i wolnego rynku. Poza tym w Kanadzie fermy i hodowle zwierząt przypominają wręcz obozy koncentracyjne. Pisklęta są przerzucane jak przedmioty lub „w trosce o nie” podcina im się dzioby, co sprawia im ból. Więc podsumowując umowy TTIP i… Czytaj więcej »