Po roku

Po roku

Nie po to udało się nam zrzucić monopartyjny system PZPR-u, żeby teraz pogodzić się z (faktyczną, choć jak dotąd nieformalną) monopartyjnością PiS-u.

To już rok mija, odkąd wystartował portal koduj24.pl. Ale rocznice mieszają się ze sobą, kusząc, żeby z ich przypadkowych zbieżności budować rozmaite sensy symboliczne. Dlatego przepadam za lekturą haseł – dat dziennych w Wikipedii. Pod 4 czerwca znalazłem, że tego dnia (na przykład):
– w roku 1666 w Paryżu odbyła się prapremiera „Mizantropa” Moliera;
– w roku 1783 bracia Montgolfier zaprezentowali publicznie swój balon;
– w roku 1913 podczas corocznych wyścigów konnych, w okolicznościach niejasnych, choć zarejestrowanych przez kronikę filmową, pod kopyta konia wpadła – czy też rzuciła się – działaczka feministyczna Emily Davison; nie odzyskawszy przytomności zmarła kilka dni później;
– w roku 1946 Juan Peron został prezydentem Argentyny;
– w roku 1952 urodził się prezydent Bronisław Komorowski, w roku 1962 – Krzysztof Hołowczyc, a w 1970 Izabella Scorupco;
– w roku 1992 szefom klubów parlamentarnych dostarczono tzw. listę Macierewicza, co kilkanaście godzin później sprowokowało Sejm do zdymisjonowania rządu Jana Olszewskiego (nota bene wniosek o wotum nieufności został złożony osiem dni wcześniej bez związku z tą sprawą).
– wcześniej, w 1989 roku, w Polsce odbyły się wygrane przez opozycję pierwsze od pół wieku częściowo wolne wybory – w Chinach zaś krwawo stłumiono antykomunistyczny protest studentów.

Myślę, że w następnym zdaniu wolno mi użyć liczby mnogiej: dla nas, skupionych wokół koduj24.pl, ważnym punktem odniesienia są te ostatnie wydarzenia, nad Wisłą i w Pekinie. Mimo nowej historii, układanej przez zwolenników rządzącej obecnie władzy, upieramy się przy uznaniu wyborów z 4 czerwca za skuteczny akt inaugurujący wychodzenie z systemu totalitarnego. Opowiadanie, że później jeszcze przez wiele lat żyliśmy w systemie postkomunistycznym ma sens tylko pod warunkiem, że przedrostek „post-” traktuje się jako określenie czasu (w istocie, żyliśmy po komunizmie, nie ma się o co spierać), nie ma natomiast sensu, jeśli rozumie się go jako synonim przedrostka „krypto-„. Otóż nie, nie było żadnego „krypto-„, gdyż doszło do radykalnej zmiany warunków życia, zresztą na dobre i złe, bo – jak widać z perspektywy czasu – transformacja ustrojowa była (jeszcze) boleśniejsza, niż się spodziewaliśmy. A że pan Jarosław Kaczyński odgrywał w tym skromną rolę wkrótce odsuniętego zresztą doradcy Lecha Wałęsy? – cóż, współczuję, ale nic to nie zmienia w obrazie ogólnym.

Przy czym warto nie zapominać o równoczesnym wydarzeniu, o masakrze na Placu Niebiańskiego Spokoju, gdyż było to dla nas, wówczas dorosłych, memento, że państwo totalitarne, nawet, czy raczej zwłaszcza pogrążone w głębokim kryzysie, może się zdobyć na zbrodnię, byle tylko nie dopuścić do zmian systemowych. I że, w związku z tym, dalsze działania polskiej opozycji – a potem, po powołaniu na stanowisko premiera Tadeusza Mazowieckiego, polskiego rządu – muszą przypominać działania sapera, prowadzone powoli i rozsądnie. Dzisiejsze utyskiwania na ówczesny namysł i ostrożność, znaczoną wieloma kompromisami, są skażone anachronizmem, ujawniają, że się nie rozumie (albo nie chce zrozumieć) specyfiki tamtej dziwnej epoki.

Tymczasem, po latach, znaleźliśmy się znowu w głębokim konflikcie politycznym. Oczywiście, historia się nie powtarza i nie mamy obecnie powtórki z PRL-u. Owszem, jak pisałem tu już kiedyś, niejeden pomysł obecnej władzy ma swój pierwowzór w minionym ustroju, jednak wtedy inna była świadomość społeczna, inna mapa geopolityczna i inna technologia (internet oraz prywatne media w znacznym stopniu utrudniają rzeczywiste ograniczenie wolności obywatelskich). Dlatego warto spojrzeć na nasz obecny polsko-polski spór jako na konflikt z XXI wieku, konflikt o kształt demokracji i o ideę polskości w nowym stuleciu. W tym konflikcie uderza mnie brak wyobraźni futurologicznej naszych przeciwników, ich wiara w istnienie pozaczasowych reguł naszego polskiego życia – przy czym pozaczasowych pozornie, bo w istocie zakorzenionych w ideologiach sprzed mniej więcej stu lat.

Co się zmieniło przez ten rok naszych działań? Bilans, przyznajmy, jest niejednoznaczny. Przede wszystkim pamiętam znajomych, którzy pierwsze manifestacje antyrządowe, a później także nasze pojawienie się w internecie, kwitowali zarzutami, że histeryzujemy. Nic się przecież szczególnego nie dzieje, po prostu jedna siła polityczna zastąpiła inną. Dziś powtarzanie tej oceny zdradza, jak się zdaje, niechęć do zmierzenia się z rzeczywistością, gdyż niestety mieliśmy rację. Zdemontowanie Trybunału Konstytucyjnego; konsekwentne lekceważenie władzy sądowniczej, o ile nie wydaje ona wyroków wygodnych dla PiS; niszczenie oświaty, zbyt pośpieszne zmienianie jej struktury i ideologizowanie programów szkolnych, łącznie z odrzuceniem obywatelskiego wniosku o referendum sprawie reformy (kto to deklarował, że w odróżnieniu od PO „będziemy słuchać ludzi”?); niezwykle groźne obniżenie potencjału obronnego państwa przez nieodpowiedzialne decyzje MON; ośmieszające Polskę działania w polityce międzynarodowej; kompromitacja podkomisji smoleńskiej, propagandowo przykrywana makabrycznymi szczegółami z ekshumacji ofiar katastrofy; znaczne przyspieszenie zadłużania państwa (gdy PO zarzucano, zresztą nie bez słuszności, rozrzutność); degrengolada mediów publicznych; brak postępu w usprawnianiu systemu opieki zdrowotnej (fakt, że niesprawnego od wielu lat); kontynuacja zamachu na niezusowskie filary systemu emerytalnego (kolejny przykład, że akurat błędy Platformy Obywatelskiej można kontynuować bez wstydu); wspieranie radykalnych ruchów prawicowych, przez co Polska staje się krajem zwyczajnie niebezpiecznym dla obcokrajowców; kolejne katastrofy merytoryczne i wizerunkowe urzędu prezydenckiego; i tak dalej, i tak dalej, aż po relatywnie drobne sprawy, jak praktyczna likwidacja Kapituły Orła Białego (opuszczonej przez nobliwych członków), czy – w innym rejestrze – blamaż przy okazji Festiwalu w Opolu… – tak oto wygląda kraj, który teraz dopiero zaczyna być naprawdę Polską w ruinie. Satysfakcja z tego płynie mimo wszystko średnia, bo doprawdy Kasandra, która się nie myliła, nie ma powodu do radości.

Z drugiej strony, powiedzmy sobie jasno, ten rok to także rok niepowodzeń opozycji, zarówno parlamentarnej, jak nieparlamentarnej. Bliski jest mi pogląd, że gdyby w którymś z tych kręgów pojawiła się osoba o rzeczywistych zdolnościach przywódczych, umiejąca nie trwonić swojego autorytetu, to wybrane demokratycznie, ale intencjonalnie niedemokratyczne władze naszego kraju mogłyby nie dotrwać do końca kadencji. Niestety, pod tym względem nie mamy się kim pochwalić. Co gorsza, prapolska skłonność do stawiania własnej ambicji nad dobro wspólne zdaje się jak fatum unosić nad naszymi szeregami. Nowością jest stawianie ponad dobro wspólne również prywatnych afer miłosnych. Hasło obrony demokracji nie uległo przedawnieniu, jak przedawnieniu nie uległo nasze marzenie o nowoczesnej Polsce, biorącej ze swojej tradycji to, co dobre, a nie gloryfikującej tę tradycję jak leci, bohaterów na równi z nieszczęśliwymi przestępcami, a mędrców na równi z ludźmi, których poczciwości nie dorównywał rozsądek. Tyle że, jak dotąd, nie widać, by nasza wspólnota ludzi rozmaitych, ale podobnie przerażonych stanem kraju, wyłoniła z siebie osoby, potrafiące uniknąć przynajmniej kardynalnych błędów. Pozostaje mieć nadzieję, że kogoś nie dostrzegam, choć powinienem.

Napisałem, że gdyby taki przywódca z autorytetem i charyzmą wreszcie się pojawił, do przesilenia mogłoby dojść przed końcem obecnej kadencji Sejmu. Zdarza mi się jednak myśleć zimno, że może nie byłoby to dobre. Co prawda sytuacja międzynarodowa jest zła i diabli wiedzą, ile mamy jeszcze czasu jako naród, żeby wykokosić z siebie jakiś dorzeczny rząd. Ale doświadczenia z lat 2005-2007 pokazują, jak niebezpiecznie jest pozbawiać przedwcześnie władzy stronnictwo, które się do sprawowania władzy nie nadaje. Przez osiem lat utrzymywano część elektoratu w przekonaniu, że tamte rządy (Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego) miały wspaniałe cele, tylko niestety zatrzymano je w pół drogi. Więc teraz warto czekać z zaciśniętymi zębami, żeby tego argumentu nie dało się użyć po raz drugi. Opozycja może przez następne dwa lata dojrzeje. A cierpliwość ludzka i nawet entuzjazm wyborców ma swoje granice. Zawiedziona miłość często przeradza się w swoje przeciwieństwo. Wciąż są ludzie, którzy ufają niszczycielom demokracji i racjonalnej gospodarki, ale gdy uświadomią sobie, że także ich oszukano… Ten moment nastąpi, bez wątpienia – tym szybciej, im szybciej ustalimy, że nam nie chodzi o rekonstrukcję rzeczywistości, z której aż tylu ludzi było niezadowolonych.

Niektórzy znajomi, choć podzielają moją dezaprobatę dla dzisiejszej władzy, powyższemu proroctwu przeciwstawiają przekonanie, że nie uda się jej zmienić ani za dwa, ani za sześć lat, ani w ogóle za naszego życia. Mechanizm podobnego czarnowidztwa wydaje mi się oczywisty. Po pierwsze, to magiczne użycie języka: żeby nie zapeszyć, mówimy o przyszłości, której sobie tak naprawdę nie życzymy. Po drugie, zdaje się nam, że jeśli rysujemy ponurą wizję tego, co nadchodzi, poprawiamy sobie wizerunek: głoszący ową wizję są tak psychicznie silni, że potrafią ją znieść. Przyznam, że ta strategia dość mnie drażni, gdyż magiczne użycie języka to dziecinada, a poprawianie w ten sposób własnej samooceny to dziecinada tym większa – i w dodatku społecznie kosztowna, gdyż słabszych duchem bliźnich pozbawia nadziei i podpowiada im, by się do obecnej sytuacji przyzwyczaić. Tymczasem nie po to udało się naszemu narodowi zrzucić monopartyjny system PZPR-u, żeby teraz w operetkowej powtórce pogodzić się z (faktyczną, choć jak dotąd nieformalną) monopartyjnością PiS-u.

Warto mieć nadzieję, że uda nam się odbudować demokrację. W wolnych wyborach takie czy inne siły będziemy wówczas wybierać, ale żadna nie zaplanuje rewolucji kwestionującej to wszystko, co dotąd z mozołem osiągnęliśmy. A wtedy takie strony, jak koduj24.pl, przestaną być potrzebne.

Jerzy Sosnowski
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

17
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
10 Thread replies
5 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
BogdanbaboonWszędobylskiGekontomek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Wiśnia
Wiśnia

Czego i sobie życzymy, ale następne rządy też nie będą kryształowe, więc taki portal jak koduj jest potrzebny.

Sławomir
Sławomir

Ojczyznę wolną od reżimu buty z dudą, rydzykiem i głupotą zwróć nam Panie.

bart
bart

pislam przeminie, tylko szkoda tych 4 lat. A tak naprawdę więcej, bo przecież naprawa Polski po wandaliźmie zdrajców z pis też pewnie zajmie sporo czasu.
Przy okazji, w momencie, gdy to piszę, w minusowaniu wypowiedzi poprzedników widać, że zabłąkał się tu pisowski szczur. Piszę „zabłąkał się”, bo skoro minusował, to znaczy że nic nie zrozumiał z tego co zobaczył.

Jerzy Sosnowski
Jerzy Sosnowski

Ale od szczurów bym naszych przeciwników nie wyzywał. Mam nadzieję, że nie muszę tłumaczyć, dlaczego.

Alka
Alka

Jasne,ameba bedzie bardziej pasowalo.Do szczura to oni sie maja…..tak wlasnie jak ameba do szczura.

baboon
baboon

oczywiście, że tłumaczenia nie trzeba. my, gorszy sort i już niedługo „niepolacy” – celowo napisane razem – oraz oczywiście „truciciele i przybłędy”, tudzież zwolennicy „kondominium”, mamy bowiem coś, co się wynosi z domu. choć przyznam, że krew nie woda, gotuje się a i bluznąć siarczyście wielka wola i ochota a także grabówek. ale nic to, jak mawiał klasyk – lepiej spłonąć, niż rdzewieć.

tomek
tomek

Szkoda 4 lat? Czyli za 2 lata PIS straci wladze? Oj watpie.

baboon
baboon

straci, paradoksalnie uważam, że na władzy specjalnie dziadkowi żoliborskiemu nie zależy. myślę, że chce uśmierzyć wyrzuty sumienia i drapnąć parę dużych baniek na karmę dla kotki. do sejmu wróci sld, załapie się także partia ryśka i psl. tradycyjnie po, mimo swej miałkości wyjdzie na prowadzenie. do tego czasu pis napompuje sobie kieszenie kasą na długie lata i będzie ujadać z ław opozycji. popatrz w przeszłość, a uwierzysz że „historia magistra vitae est”. nawet ta najnowsza. i lubi się powtarzać. ale do tego czasu obciachu będzie co niemiara.

Bogdan
Bogdan

Są tacy, którzy wierzą, że za dwa lata będą normalne, demokratyczne, uczciwe wybory. Oj naiwni, naiwni…

Jacek
Jacek

Może ten dzień to dobra pora zacząć refleksję nad specjalną poprawką ustanawiającą Norymbergę?

Gekon
Gekon

Nazisci mieli swoja, PiSuary beda mieli swoja. Bedzie duzo sprzatania.

Jacek
Jacek

Jeszcze więcej… bo trzeba jeszcze naprawić państwo i zrobić odpowiednie zabezpieczenia. Być może nie obejdzie się bez konstytuanty.

Waldemar
Waldemar

Trudno się nie zgodzić z diagnozą autora, tyle że jak wielu mam wrażenie dyskomfortu, gdy jedyną postawą wobec rządzącej dziś partii, a właściwie jej szefa, staje się dobrze znane z czasów PRL, stare niemieckie schadenfreude. Wtedy po fanfarach „Dziennika” TVP słuchało się w Wolnej Europie o rosnącym zadłuzeniu, nietrafionych inwestycjach, brakach w zaopatrzeniu itd. Zgadzam się z red. Sosnowskim. iż faktycznie przydałby się dzisiaj wiarygodny lider o niekwestionowanym zaufaniu, ale chyba jeszcze bardziej przydałby się program powrotu do normalności. Własnie tak, jak próbuje szydzić nieudolnie Kaczyński, „do tego, co było dawniej”. Tj. do trójpodziału władzy, niezaleznych od polityków sądów, mediów… Czytaj więcej »

Baboon
Baboon

Dokładnie i w punkt Panie Waldemarze. Po przeczytaniu Pańskiego wpisu, przeleciał mi przez głowę fragment „Ucha”, internetowego serialu, który zrobił dużo więcej jak ta cała mizerna opozycja totalna, serialu w którym ten jakiś tam jakiś tam prezes pyta się tego jakiegoś tam Mariusza o to czyj jest właściwie ten internet. Po otrzymaniu odpowiedzi nie dowierza, że internet nie jest własnością jedynie słusznie rządzącej partii oraz jej jedynie słusznej linii wytyczonej przez naród, który obecnie zwany jest przez tę jedynie słusznie rządzącą partię – jak ja nienawidzę słowa partia, mam to po komunie – suwerenem. Czyli, tak na moje, to mamy… Czytaj więcej »

Alka
Alka

OK,(odnosze sie do fragmentu,zeby pozwolic im brnac dalej w dewastacji kraju,liczac na to,ze ich wyborcom otworza sie oczy),ale po ich poprzednich rzadach nikt ich nie rozliczyl.Teraz, po wczesniejczym odsunieciu ich od wladzy,nalezaloby PiS zdelegalizowac,glownych ZLOczyncow przykladnie ukarac i…..miec nadzieje,ze Hydra sie nie odrodzi pod innym tytulem..A ich elektorat? niech sobie sni,sny o nieziszczonej potedze panstwa pis,w koncu jest ich niewielu.Kazdy ma jakies marzenia,nikt nie obiecywal,ze wszystkie musza sie spelnic.Tylko fakt,nie ma nikogo w zamian,aby znowu nie glosowac przeciw,albo na mniejsze zlo,tylko wreszcie(marzenie moje i mysle,ze wielu),moc zaglosowac z pelnym(no nie badzmy zbyt wymagajacy),ale z mniejszym czy wiekszym przekonaniem,wreszcie na lidera… Czytaj więcej »

baboon
baboon

tak trochę z boku – dobrze pamiętam jak donald tusk oparł swoją kampanię 2007 na liniowym cit pit vat 18%. oczywiście nie dotrzymał słowa, ponieważ to dla niego jest normalne aby słowa nie dotrzymywać, uważam że od samego początku nawet nie zamierzał go dotrzymać i to było zamierzone. w 2009, dwa lata po wyborach, w których na po zagłosowałem, wysłałem do jego kancelarii oficjalnego maila z pytaniem, kiedy uprości ten chory system podatkowy i wywiąże się z tego co deklarował. minęło dziesięć lat i nikt nie odpisał. w zamian za to tuskowe rządy ukradły mi pieniądze z ofe. zapewne w… Czytaj więcej »

Wszędobylski
Wszędobylski

Jeszcze nigdy w historii tak wielu nie straciło tak wiele przez tak nielicznych …
Mam tu oczywiście na myśli SLD, którego oczywista degrengolada umożliwiła Ludziom Brzydkim postawienie Polski na głowie, choć za równie wstrętne uważam wzajemne spijanie sobie z dzióbków z Warzechą…