Podkomisja Macierewicza alarmuje: eksperci dostają maile z pogróżkami

Zamiast raportu końcowego podkomisja smoleńska przedstawi… prezentację

Właściwie należało się tego spodziewać. Podkomisja Antoniego Macierewicza zapowiada, że ogłosi swój raport dopiero w 2019 r. Jak zauważa „Gazeta Wyborcza” podkomisja ma poważny kłopot i przypomina, że latem 2017 r. zirytowany brakiem wyników jej prac, prezes PiS Jarosław Kaczyński zażądał, by do 10 kwietnia 2018 r., na ósmą rocznicę katastrofy, przedstawiła raport z tego, co zdołała ustalić.

Dotychczas raportu brak, więc nie dając za wygraną i żeby ratować twarz, podkomisja sprowadziła do Polski ekspertów z USA, którzy mają wykonać wirtualny model Tu-154M, i to ma pomóc w wyjaśnieniu przyczyn smoleńskiej tragedii.

Wszystko to nie dzieje się bez problemów, bo jak alarmuje wiceszef podkomisji Wiesław Binienda „do amerykańskich naukowców pracujących nad stworzeniem wirtualnego modelu Tu-154M docierają groźby; nie damy się zastraszyć” – zapewnił Binienda w TV Republika. A prorządowa „Gazeta Polska” podała w poniedziałek nazwiska autorów gróźb.

Wymieniają fizyka, prof. Pawła Artymowicza oraz eksperta lotniczego Michała Setlaka.

 „Nie wiem, co z tym zrobić, to ewidentne pomówienie, powinienem oddać sprawę do sądu, ale nie mam na to ani czasu, ani pieniędzy” – powiedział „Wyborczej” Setlak, jeden z czołowych polskich fachowców od lotnictwa.

Ekspert przekazał GW maila, w którym miał „grozić” Gerardowi Olivaresowi z National Institute for Aviation Research uniwersytetu w Wichita w Kansas.

„Napisałem do pana Olivaresa po jego publicznej wypowiedzi, w której stwierdził, że boczne drzwi samolotu były wbite w ziemię w taki sposób, że mogła to spowodować tylko siła eksplozji ładunku wybuchowego”: „Jeśli zastanawia się pan, co wepchnęło w grunt drzwi 2L (drugie na lewej burcie kadłuba), to przypominam, że był to samolot o masie około 80 ton, zderzający się z ziemią przy prędkości około 260 km/godz. Drzwi oddzieliły się od niego dopiero wtedy, gdy uległo zniszczeniu ich solidnie wzmocnione obramowanie, pozostawiając wcześniej bruzdę widoczną na zdjęciu satelitarnym. Jak widać na załączonych fotografiach, drzwi 2L zostały znalezione dokładnie na końcu tej bruzdy” – napisał Setlak, dołączając do maila fotografie z miejsca katastrofy.

Przypomniał też, że samolot uderzył w ziemię w pozycji odwróconej, miękką częścią kadłuba: „Odwróconą pozycję samolotu w chwili zderzenia z ziemią potwierdza zapis rejestratora parametrów lotu, drzewa połamane w sposób odpowiadający rosnącemu kątowi przechylenia oraz charakter zniszczeń kadłuba samolotu (górna część całkowicie zniszczona, dolna powierzchnia niemal nietknięta). Wspomniane zdjęcia przeczą również teorii o wybuchu w kadłubie – podłogi kabiny pasażerskiej nie są wygięte w dół, co miałoby miejsce po eksplozji”.

Skierował też Olivaresa do zlikwidowanej przez rząd PiS strony internetowej zespołu, który w czasach rządów PO-PSL wyjaśniał wątpliwości wokół Smoleńska. „Istnieje około 1500 zdjęć dokumentujących szczątki samolotu i miejsce wypadku, wykonanych przez polskich specjalistów w Smoleńsku w kwietniu 2010 r.” – napisał Setlak, który współpracował z zespołem.

Gdzie tu groźby? – pyta GW. Na wstępie maila Michał Setlak ostrzega Olivaresa: „jest pan wykorzystywany przez grupę zwolenników teorii spiskowych, być może przez dostarczanie panu starannie wybranych ‘dowodów’”. Na końcu pisze: „mam nadzieję, że te informacje pozwolą panu uniknąć sytuacji zagrażającej pana karierze i reputacji NIAR.”

Z kolei mieszkający w Kanadzie prof. Paweł Artymowicz przytacza podobne co Setlak fakty i proponuje Olivaresowi spotkanie w celu wymiany doświadczeń oraz informacji. Na swoim blogu napisał, że pozwie Biniendę za pomówienie: „Wiesław B. oskarżył mnie (fałszywie!) o wysyłanie gróźb do amerykańskich konsultantów. Jest to ciężkie oskarżenie, wystosowane bardzo publicznie. Był to temat dnia w TV Republika, oskarżenia bez sprawdzenia podstawowych faktów przedstawiła też agencja PAP, relacjonowały liczne gazety i media. Sprawa może przybrać dla oszczercy bardzo poważny bieg, odbierający mu w najgorszym przypadku parę lat z życiorysu oraz synekury w agencjach rządowych” – napisał Artymowicz.

Jak dotąd Binienda nie odwołał swoich twierdzeń. A podkomisja nie wydała redakcji zgody na zapoznanie się z pracami naukowców z USA, prowadzonymi na wojskowym lotnisku w Mińsku Mazowieckiem – czytamy w GW, która przypomina, że stoi tam Tu-154M (nr boczny 102), bliźniak Tupolewa, który rozbił się osiem lat temu. Amerykanie na zlecenie podkomisji wykonują wirtualny model samolotu, po to, by odtworzyć na nim wszystkie warianty przebiegu katastrofy. Ich pracom – które relacjonowały prorządowe media oraz TVP – towarzyszą twierdzenia Biniendy o tym, że już wiadomo, iż przyczyną tragedii były wybuchy, a ładunki znajdowały się m.in. w skrzydle samolotu.

„Skoro są pewni, że były wybuchy, to po co robią ten eksperyment? I dlaczego czekali z tym aż dwa lata? – pyta Maciej Lasek, który badał katastrofę w latach 2010-11, a potem kierował zespołem przy kancelarii premiera. Ekspert przypomina, że – wbrew deklaracjom – podkomisja nie pojechała do Moskwy ani do Smoleńska, gdzie miałaby swobodny dostęp do wraku. „Moim zdaniem podkomisja, która nie udowodniła żadnej ze swoich teorii, próbuje teraz zyskać na czasie i znaleźć podstawy do dalszego działania” – ocenił Lasek.

/jp/

Źródło: Gazeta Wyborcza

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
bartsmętekDodoMaciek123454321Grzegorz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zgredzinka
Zgredzinka

I to wszystko za nasze pieniądze, a na leczenie … nie ma !!!

Grzegorz
Grzegorz

Komisja będzie pracować do końca świata i o jeden dzień dłużej. Gdzie te darmozjady znajdą taką robotę w której nie oczekuje się wyników a dostaje gigantyczną kasę?

Maciek123454321
Maciek123454321

Antoni, wyjdź wreszcie z tego gabinetu! Blokujesz miejsce pracy płaszczaka. A może mieszkasz tam? Bo jakoś zniknąłeś nam z pola widzenia. Och, Antoni, Antoni, jak nam ciebie brakuje……..

Dodo
Dodo

Ile razy czytam o tych słynnych drzwiach, przypominam sobie, że we wszystkich samolotach, którymi latałem (a było ich bardzo dużo), drzwi znajdowały się z boku samolotu, a zatem w przypadku eksplozji powinny być „odstrzelone” w bok od kadłuba, a nie wbite w ziemię. Myślę, że Tu-154 nie był tu wyjątkiem.

bart
bart

Był. Bo tam wybuchła bąba, a nie bomba. Bąba (przytaczam za fachowcami z Gazety Polskiej) ma to do siebie, że wykręca wszystko w niespodziewanym kierunku.

smętek
smętek

Ta „wadza” przekona swoich wyznawców do każdej bzdurnej informacji. I tak kręci się ten ichni interes, a ja już w międzynarodowym towarzystwie staram się, jeśli można, nie podawać nazwy kraju z którego przyjechałem.