Podstadionowy incydent z imigrantami

Kaczyński naruszył ciszę wyborczą?

Kilka dni temu media podały taką oto wiadomość o „incydencie” na terenie stadionu Legii po powrocie tej drużyny z przegranego meczu z Lechem w Poznaniu.

Oto jego opis zamieszczony na jednym z portali internetowych: – „Lider pseudokibiców warszawskiej Legii na czele 50 podobnych mu postanowił w niecodzienny sposób zmotywować piłkarzy stołecznego klubu. Rzecz miała miejsca po powrocie drużyny z Poznania, gdzie 2 października Legia przegrała z Lechem 0:3. Do autokaru wszedł Staruch i „zaprosił” piłkarzy na zewnątrz (…). Piłkarze sądzili, że czeka ich nieprzyjemna rozmowa, ale od razu zostali zaatakowani. Pseudokibice rzucili się na nich, uderzając głównie w tył głowy, z „liścia” w twarz. Tak, by czuli się upokorzeni, ale nie odnieśli większych obrażeń. Oberwał nawet asystent trenera Aleksandar Vuković. Bez szwanku wyszedł za to nowy szkoleniowiec Legii Romeo Jozak, który stał z boku. Akcja trwała około 10 minut. Na koniec piłkarze mieli usłyszeć, że jeśli w kolejnym meczu zagrają tak samo jak z Lechem, czeka ich podobna wizyta. Mimo dantejskich scen dziejących się na terenie klubu nie interweniowała ochrona, której nie było w pobliżu. To nie pierwsze takie wydarzenie w Legii. Po poprzedniej tak wysokiej porażce z Lechem, 0:3 w 1998 roku, chuligani w podobny sposób „zmotywowali” piłkarzy do większego wysiłku. Z kolei w 2011 r. po przegranym meczu z Ruchem nieformalny przywódca kibiców Legii „Staruch” spoliczkował Jakuba Rzeźniczaka”.

Dlaczego o tym piszemy? Bo od razu przypomniało się nam, jak kilka lat temu za zatrzymanego wówczas Starucha poręczyła pani Beata Kempa, odwiedzając go przy tym wraz z nieżyjącym już senatorem Zbigniewem Romaszewskim.

Po prostu pan Staruch był więźniem politycznym reżimu Tuska, zostając potem bohaterem prawdziwych Polaków. „Gazeta Polska” przeprowadziła z nim wywiad, w którym ten miły, młody człowiek opowiadał o represjach, które spotykają go z powodu jego patriotyzmu i przeciwstawianiu się totalitarnym rządom PO. Jest on również gorliwym katolikiem, biorącym udział w patriotycznych pielgrzymkach kibiców na Jasną Górę – w czasie jednej z nich jego szalik w barwach klubu z napisem „Witamy w piekle” święcił niejaki Jarosław Wąsowicz, „duszpasterz” kibiców.

W związku z tym wszystkim nie jesteśmy w stanie uwierzyć w lewacką nagonkę na patriotyczne środowisko polskich kibiców i jego wybitnego przedstawiciela. Otóż prawdopodobnie sprawy wyglądały tak: czekając na powrót piłkarzy, których chcieli po porażce pocieszyć i podnieść na duchu kibice, zorganizowali oni najpierw na terenie stadionu spotkanie modlitewne. Gdy podjechał autokar z piłkarzami, Staruch wszedł do środka i skromnie zaprosił ich na wspólną modlitwę z kibicami. To musiało wywołać wściekłość imigrantów i innowierców, których w drużynie Legii jest sporo i w szale rzucili się na klęczących kibiców, bijąc ich i kopiąc. Pan Staruch zasłaniał bitych, którzy nie przerwali nawet modlitwy, własnym ciałem, zbierając liczne ciosy. Po kilkunastu minutach furia napastników ustała i spokojnie udali się do szatni stadionu.

Przez skromność i chęć załagodzenia sytuacji przywódca modlącej się grupy nie prostował kalumnii rzucanych na niego przez lewackie, polskojęzyczne media.

JK
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
WaldemarZwinka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zwinka
Zwinka

A więc to był rozmodlony Staruch ? No, to wszystko jasne. Gorący patriota.

Waldemar
Waldemar

Wydaje mi się, że w takiej sytuacji powinna z urzędu zareagować policja i prokuratura, która ściga jak niedawno słyszeliśmy, nawet za bębnienie na demonstracjach. Ale to tylko mi się wydaje. W naszym kraju, które jest już właściwie Pislandią, szalik klubowy lub zielona opaska z falangą to lepsze przykrycie niż czapka-niewidka. Ani policja, ani prokuratura nie widzi i nie słyszy, to znaczy i widzi i słyszy, ale tylko to, co służbowo ma widzieć, no i słyszeć w dodatku.