Pogarda czy obrona wartości?

Pogarda czy obrona wartości?

Agresywne prostactwo (nie prostota, tylko prostactwo) powinno spotkać się z oporem, bo inaczej ćwok będzie mnożył się bez przeszkód.

W dyskusjach, toczonych wśród przeciwników obecnej władzy, ostatnio uderza mnie coraz częściej formułowany zarzut, że część z nas zdradza się z „pogardą dla wyborcy PiS-u”, a wręcz z „pogardą dla prostego człowieka”.

Pogarda jest uczuciem toksycznym dla tego, kto pogardę odczuwa. Jest, sam nie wiem, ukoronowaniem czy źródłem całkowicie fałszywej wizji świata: oto ja, pogardzający jakimiś ludźmi, uznaję siebie za kogoś wyjątkowego, lepszego od tamtych, z którymi niestety przyszło mi żyć we wspólnym miejscu i o wspólnym czasie. Przypisuję sobie prawo do potępienia – nie ich postaw czy działań, ale ich samych: głupich, niemoralnych, nie na poziomie.

Pogarda kategoryzuje ludzi. Zasady wyłaniania ze społeczeństwa tych, którzy na pogardę (zdaniem gardzącego) zasługują, mogą być rozmaite – i z tego punktu widzenia nie ma szczególnej różnicy, czy jest to kryterium polityczne (wyborcy nienawistnej nam partii), estetyczne (miłośnicy – na przykład – disco polo), moralne (żyjący na kocią łapę), seksualne (homoseksualiści), religijne (wyznawcy kościoła, którego nauki uważamy za idiotyczne), etniczne (Cyganie), czy rasistowskie („ciapaci”). Za każdym razem, pogardzając, poddajemy się temu, co w człowieku niskie; i paradoksalnie, przypisując sobie uprzywilejowaną pozycję „na górze”, pozwalającą oceniać bliźnich, stajemy się tym samym gorsi, niż najgorsi z nich.

Tej etycznej przestrodze trudno odmówić racji. Kłopot w tym, że negatywne uczucia, zwłaszcza intensywne, zaczynają się do siebie upodabniać: dezaprobata, gniew, oburzenie, nienawiść prowadzą nas stopniowo w rejony, w których precyzyjne nazwanie, co właściwie czujemy, robi się trudne, albo wręcz niemożliwe. Co za tym idzie, bardzo łatwo strofować rozwścieczonych czymś bliźnich, ponieważ nie są oni w stanie uczciwie przysiąc, że to, co czują, pogardą nie jest. A czasy sprzyjają wysokoenergetycznym emocjom. Jeśli mamy w sobie choć cień samokrytycyzmu, właściwie codziennie winniśmy robić rachunek sumienia, czy aby nie dopuściliśmy do siebie pogardy.

A przecież, z drugiej strony, w klasycznym i wielokrotnie cytowanym wierszu Zbigniewa Herberta, w „Przesłaniu pana Cogito”, znajduje się, wśród innych, surowe wskazanie o zgoła przeciwnej wymowie: „niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda”. A z tymi słowami spokrewniony zdaje się aforyzm innego moralisty, Alberta Camusa, który pisał, że „nie ma takiego losu, którego nie przezwycięży pogarda”.

Czy zatem są okoliczności, w których zarzut, że jakimiś ludźmi zaczęliśmy gardzić, jest nietrafny, lub, nawet jeśli jest trafny, to samo uczucie daje się usprawiedliwić? Jesienią 2017 roku nie są to, niestety, rozważania abstrakcyjne.

Kilka dni temu dowiedziałem się o inicjatywie nieznanych mi wcześniej ciał: Stowarzyszenia im. Biskupa Kajetana Sołtyka oraz Klubu Magna Polonia Ziemia Kłodzka, których członkowie podjęli starania o zablokowanie nominacji filmu „Pokot” Agnieszki Holland, według powieści Olgi Tokarczuk, jako polskiego kandydata do nagrody Oscara w kategorii „Najlepszy film nieangielskojęzyczny”. Sformułowaną przez nich petycję podpisało jak dotąd (stan na piątek, 6 października) pięć tysięcy osób. W uzasadnieniu czytam, że film jest antypolski i antykatolicki. Antypolski jest dlatego, że krytykuje polowania, które są niezbywalną częścią polskiej tradycji, pokazuje polską prowincję w fatalnym świetle, a poza tym jest antykatolicki (a jeśli coś jest antykatolickie, jest – zdaniem autorów petycji – tym samym antypolskie). Antykatolicki zaś jest dlatego, że pokazuje księdza, sprzyjającego złym myśliwym, a poza tym sugeruje, że życie ludzkie waży mniej, niż życie zwierząt. Co jest właściwe dla groźnego „marksizmu kulturowego”.

Idąc od końca: (1) określenie „marksizm kulturowy” to dziwoląg terminologiczny, stworzony jako obelga w momencie, kiedy przeciwników bardzo się chciało jako „marksistów” zohydzić, a nie sposób im było przypisać związku z marksizmem rzeczywistym. (2) Mordowanie ludzi w zemście za to, że zabijają zwierzęta, występuje w filmie faktycznie, ale jako ironiczna prowokacja i traktowanie tego jako literalnej zachęty do mordowania myśliwych oznacza, że ktoś tu nie rozpoznał ironii jako, mówiąc uczenie, „ramy modalnej” opowieści. Na tej samej zasadzie trzeba by uznać, że film „Milczenie owiec” propaguje kanibalizm, „Manhattan” Woody’ego Allena – uwodzenie nieletnich, a powieść Gustava Flauberta „Pani Bovary” rekomenduje zdrady małżeńskie jako lekarstwo na nudnego męża. Ten ostatni zarzut został zresztą naprawdę postawiony francuskiemu pisarzowi przez prokuratora, tyle że było to w XIX wieku, pisarz został przed sądem uniewinniony, a skarżący go prokurator okazał się kilka lat później autorem… utworów pornograficznych, wydawanych pod pseudonimem. (3) Uznanie, że pokazanie antypatycznego księdza jest gestem antykatolickim, żywo przypomina zarzut, postawiony filmowi „Nagi instynkt” przez radykalne feministki amerykańskie, że skoro wystąpiła w nim jedna lesbijka, która próbuje zabić głównego bohatera, to tym samym film źle mówi o lesbijkach w ogóle. Konsekwentne zastosowanie tego śmiałego zabiegu interpretacyjnego uniemożliwiłoby twórcom pokazywanie jakichkolwiek schwarzcharakterów, ponieważ każdy z nich jest członkiem jakiejś społeczności, a ta mogłaby się poczuć dotknięta. (4) Tak, na prowincji, na której dzieje się akcja „Pokotu”, panują między ludźmi stosunki dość przykre. Również na przykład w filmach Almodovara, rozgrywających się w Madrycie (np. „Kobiety na skraju załamania nerwowego”) mieszkańcy tego miasta zachowują się głupio, ale czy ktoś przy zdrowych zmysłach powie, że Almodovar kręci filmy antyhiszpańskie?! (5) Co do polowania jako niezbywalnej polskiej tradycji – pierwsze słyszę. Czy gdybym wypowiedział się przeciwko masowemu zabijaniu fok, byłbym antyeskimoski? A tam dopiero to jest tradycja! (6) Generalnie: znam przynajmniej jeden przypadek, gdy władze państwa wycofały film z wyścigu do Oscara. Rzecz dotyczyła „Człowieka z żelaza” Andrzeja Wajdy, a wycofującymi byli komuniści. I właśnie do naśladowania ich namawiają ministra Glińskiego autorzy petycji.

Może wydawać się stratą czasu wyliczanie powodów, dla których petycja ta jest głupia i niegodziwa, ale nasi rewolucyjni konserwatyści zaczęli uważać, że jeśli reaguje się na ich inicjatywy pełnym zażenowania milczeniem, to dlatego, że się nie ma argumentów. Dlatego rzecz wyjaśniam. Prawdziwy problem, moralny i psychologiczny zarazem, polega jednak na czymś innym: jak mam traktować autorów i sygnatariuszy tego kuriozum? Jak wyrazić swoją opinię, że zdradzają się oni z najrozmaitszymi brakami – intelektualnymi, moralnymi, z brakiem dostatecznego kapitału kulturowego wreszcie – nie podpadając pod wspomniany na początku zarzut, że nimi gardzę?

Mam wrażenie, że – po pierwsze – niezależnie od tego, ile dany człowiek zarabia, jak często kontaktuje się z kulturą wysoką (która rzadko potwierdza przekonania odbiorców, raczej je podważa), a wreszcie, na jakim poziomie zakończyła się jego edukacja, człowiek ów dysponuje (lub nie) przyrodzoną wrażliwością i rozumem. Twierdzenie, że tzw. prosty człowiek jest skazany na wiarę w brednie, ma w sobie coś głęboko niehumanistycznego. Myli się tutaj człowieka prostego z prostakiem, a to nie jest to samo. Po drugie: właśnie dlatego, żeby nie „pochylać się nad” bliźnimi, tylko traktować ich poważnie, należy nazywać złe pokusy, którym ulegli, po imieniu. Po trzecie: zjawisko, którego wspomniana petycja jest wyrazem, zostało rozpoznane prawie sto lat temu przez hiszpańskiego socjologa, Ortegę y Gasseta, i nie jest to zjawisko społeczno-ekonomiczne, lecz mentalne. Nazywa się „człowiekiem masowym”, a jego polskim odpowiednikiem, jest, obawiam się, dosadne słowo „ćwok”. Tak jest, ćwok.

Ćwok może zarabiać najniższą krajową pensję, jak opływać w dostatki; może być równie dobrze człowiekiem po podstawówce, jak profesorem. Dodajmy koniecznie, że może głosować na rozmaite partie – choć lubi teraz zwłaszcza jedną – a partie te miewają także swój niećwokowaty elektorat. Jego problemem nie jest niedostatek wiedzy czy gotówki, ale mądrości. Ćwok jest osobą, która nie jest życiowo mądra, ale sądzi, że owszem i to wyjątkowo. Jest prostakiem, którego nie tylko własne prostactwo zachwyca, ale żąda, by stało się powszechnie uznawaną normą.

Nie ma nic złego w tym, że ktoś nie zrozumiał filmu Agnieszki Holland albo zrozumiał, ale mu się nie spodobało. Również znajomość twórczości Tokarczuk nie stanowi warunku satysfakcjonującego życia, lecz tylko ewentualnie rozwijający bonus – można udatnie przeżyć życie bez niej. Ale ktoś, kto filmem (który mu się nie podobał lub którego nie zrozumiał) czuje się dotknięty – kto na dodatek uważa, że tym samym dotknięta jest polskość i katolicyzm – a w efekcie czyni ze swojej osoby miarę oceny zjawisk i to miarę tak absolutną, że mają się jej podporządkować znawcy, a pośrednio komisja oscarowa, działająca w USA (nie mówiąc o innych Polakach i katolikach, którzy dotknięci nie są) – tak, taki człowiek samodzielnie i z wyboru (!) zostaje ćwokiem. Nie widzi i już nie zobaczy powodu, żeby się zmieniać, rozwijać, konfrontować ze światem. To świat ma się podporządkować jemu i jego kopiom, bo przecież jest ich tak dużo. Może nawet większość.

Wiem, brzmi to brutalnie. Ale agresywne prostactwo (nie prostota, tylko prostactwo) powinno spotkać się z oporem. Powinno zostać zawstydzone. Bo nic innego nie możemy już z nim zrobić – jak tylko bronić innych przed zainfekowaniem tą postawą, tak groźną dla żywej (!) kultury narodowej. Nie należy popadać w relatywizm w duchu, że przecież ćwok „ma także swoją opowieść”. Ćwok to rola, nie los.

A ludzie prości (nie prostaccy) mają nieraz wrażliwość, mądrość i intuicyjnie nieraz wyczuwają wartości, także, choć niekoniecznie, artystyczne. Bywają przez to godni podziwu.

Nie dajmy się zaszachować ryzykiem pogardy. Bo wtedy ćwok będzie mnożył się bez przeszkód, korzystając z naszego lęku, żeśmy nie dość moralni, aż po swój całkowity triumf.

Jerzy Sosnowski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "Pogarda czy obrona wartości?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Waldemar

Ten donosik do ministra widzieć nalezy w kontekście zmian w szefostwie PISF. Cel jest jeden i prosty jak legendarna konstrukcja cepa: chodzi o to, by takie filmy jak „Pokot”, „Ida”, Pokłosie” nigdy już nie powstały. Zgadzam się z autorem: grozi nam dyktatura ćwoka, domagającego się nie tylko swoich filmów i teatru, ale niszczącego w zarodku wszystko to, co wyrasta ponad jego zdolności percepcyjne. I domagającego się szacunku dla swojej głupoty.

b1234
Będzie musial ktos to wszystko naprawic i poustawiac! Może pojawi się taki, ktory poprowadzi znow polityke u Sowy i na cmentarzu, podoradza u zobowiązanego mu najbogatszego rodaka za 50 tysiecy miesiecznie, wprowadzi Euro, przepłaci Caracale o 100 procent, przywroci doplaty do tych wlasciwych mediow, gazet, fundacji, teatrow. Pojawia się znów tacy, ktorzy zajma sie reszta OFE, zniosa ustawe kominowa, zlikwiduja ulgi budowlane i na dzieci, przywrócą do spółek specjalistów spod znak Sowy i Przyjaciół, wyprzedadzą ziemię, zabiora 500 plus, mieszkanie plus, przywroca wiek emerytalny do 67 i obowiązek pracy w święta, obniża najniższa emeryturę do 800 złotych, podniosą VAT na… Czytaj więcej »
Polka gorszego sortu

Jeloł trolla!

Waldemar
Musi nas Pan wstępniakiem z „GP” częstować? Przecież nas młotkujecie dzień i noc, jak wspaniale żyje się pod rządami jaśnie oswieconego Kaczora i jego dworu. I Pan tak z obywatelskiego obowiązku kropnął taką w dużej mierze kłamliwą i demagogiczną agitkę, by nas tu, na tym portalu poinstruowanych szczurów. oświecić i nawrócić? Kompletnie zmarnowany czas, może mi Pan wierzyć, szczury to niezwykle inteligentne stworzenia. I jeszcze jedno: zauważyłem, że tego typu posty nigdy nie odnoszą się do meritum. Red. Sosnowski o donosie na Agnieszkę Holland, a Pan, Panie b1234, o podatku VAT. Co ma piernik do wiatraka, pięść do nosa?
Samocha
„cala prawda wroci do TVP// zmniejsza armie//moskiewskie serwery policzą znów głosy w wyborach//wyślą członków PKW na szkolenia do Moskwy//znów zalegendują kapusi Polska pięknieje, jest szanowana za granica, odniosła sukces, zielona wyspa, najlepsze 25 lat.” Powyższe akapity są przednie, nie powiem……prawda w TVP wróciła, moskiewskie serwery itd itp…..wsio się zgadza, superaśnie!!!!! A teraz parę słów (autentyk) z listu polskiego czecha : „M.T. · Białe kołnierzyki w firmie Własna firma od roku 1988 bylem swiadkiem-od wewnatrz, czyli z Czechoslowacji-jak ewoluowala opinia o Polsce. Najpierw bylismy dla nich kims odleglym-jak to w „demoludach”, kiedy nie mozna bylo nigdzie jezdzic oprocz oficjalnych wycieczek. Potem,… Czytaj więcej »
Maciek123454321

Olać głupka, Napracował się i wydał „Dzieła Zebrane” J.Karalucha. Dlatego konieczne staje się napisanie i wydanie „Czarnej Księgi” PiS.

jurek

Czy pogarda nie jest emocją mająca swoją przyczynę w lęku. Problem fałszywego symetryzmu, na tym polu, odnajduję w tym, że strona słabsza MA REALNE podstawy do strachu – nie lęku, a silniejsza – władza – objawia tylko nieświadomy lęk, że stoją po złej moralnie stronie. Oni też mają sumienia, które próbują zmieniać w takt wybijany przez Partię, ale wcale nie są tacy pewni, czy robią dobrze dla Polski. Pogardą próbują przysłonić te emocje, a że negatywna selekcja akolitów d.zmiany wybrała wlasnie osoby o prostackich, nazywajmy rzeczy po imieniu, osobowościach, ta pogarda objawia się w tak prymitywny i bezwzględny sposób.

Samocha

Nie sądzę, by ich sumienia obchodziło dobro Polski („wcale nie są tacy pewni, czy robią dobrze dla Polski”). Ich sumieniom wystarczy, że z Bogiem na ustach w różańcach się ustawią.
„selekcja akolitów d.zmiany wybrała wlasnie osoby o prostackich(…)osobowościach”……..wyboru raczej nie mieli. Nikt potrafiący myśleć samodzielnie (jednostki mniej prostackie) nie wpisuje się w d.zmianę, jest wręcz niebezpieczny z ich punktu. I ten lęk pokrywają pogardą. Lęk o to, że ich małość jest widoczna dla innych (prostych, nie prostackich – też). Dlatego „tych innych” trza pogardliwie obśmiać i zaorać.

scenarzysta gier

Przyznam, że czasami robię zakupy w Biedronce, chodzi o większe zakupy za około tysiaka. Kupuję wtedy również droższe produkty z, nazwijmy to – tej wyższej biedronkowej półki. Najbardziej ekscytujący jest moment przy kasie, kiedy zapadnięte oczy stojącego za mną suwerena skanują taśmę z moimi sprawunkami, co przyznam, jest źródłem niemałej satysfakcji.

bart

Nawet jeśli ten suweren to pisior, twoja wypowiedź (jak sądzę, zmyślona, chyba że za tego tysiaka kupujesz 200 butelek biedronkowej alpagi zdejmowanej z najwyższej biedronkowej półki) dowodzi, że sam masz mentalność pisobolszewika. Bo to ich bawi wyśmiewanie słabszych.
Przy okazji – 0 ile sie orientuję, płacą tam teraz zupełnie nieźle. Zapewne nie tak, jak każdy by marzył, ale ja tam zapadniętych oczu nie widuję. Widuję je w wielu innych miejscach, ale nie tam.
Więc strzał w płot. Zapewne w wykonaniu pisowskiego trolla-patridioty, który chciał pokazać, jakie to okropne komentarze pojawiając się na tym portalu.

wpDiscuz