Pokot amoku, czyli o wyższości matki nad córką

Pokot amoku, czyli o wyższości matki nad córką

Słota za oknami i coraz dłuższe jesienne wieczory sprzyjają nadrabianiu kulturalnych zaległości. Półki w księgarniach i bibliotekach uginają się od atrakcyjnych tytułów, serwisy streamingowe oferują nowe sezony popularnych seriali, a na płytach dvd i blueray znaleźć można to, co wcześniej umknęło nam w kinach. Ot, choćby rodzinny pojedynek na najnowsze filmy sygnowane nazwiskami matki (Agnieszka Holland) i córki (Kasia Adamik). Cóż, doświadczenie zdecydowanie wygrywa w nim z młodością.

Najnowszy film Agnieszki Holland „Pokot”, to ekranizacja głośnej powieści Olgi Tokarczuk – „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Obie artystki znajdują się na indeksie „dobrej zmiany”, a obraz Holland na pewno tego nie zmieni! Janina Duszejko budowała kiedyś mosty w Syrii, a teraz uczy angielskiego w wiejskiej szkole na Dolnym Śląsku, czyta w gwiazdach i rozmawia ze zwierzętami. Pewnej śnieżnej nocy odnajduje ciało sąsiada-kłusownika, a jedyne ślady wokół jego ciała to tropy saren…  Wkrótce w niewyjaśnionych okolicznościach zaczynają ginąć także kolejne lokalne osobistości, które łączyła ta sama pasja – polowanie. Policja szuka sprawcy, a Duszejko rozpoczyna swoje własne śledztwo… Czy to możliwe, że myśliwi stali się zwierzyną?

Jeśli minister Szyszko w ogóle ogląda jakieś filmy, to „Pokot” na bank nie będzie jego ulubionym! Budowany w formie psychologicznego thrillera moralitet jest bowiem historią o wartościach, ekologii i naszych braciach mniejszych. To opowieść nie tyle o emocjach, co przede wszystkim o naturze ludzkiej. Swoisty, znakomicie zagrany (Agnieszki Mandat szkoda dla telewizyjnych telenowel) i trzymający w napięciu ekologiczny protest song stawia pytania i nie pozwala pozostać obojętnym. Znakomite zdjęcia, umiejętnie budowane napięcie i duszna atmosfera zaściankowej, skorumpowanej, powiązanej siecią mniejszych i większych wykroczeń społeczności, budzą skojarzenia z „Fargo” i dokonaniami Davida Lyncha. A to już naprawdę dobra rekomendacja. „Pokot” nie jest może wybitny, ale bardzo dobry z całą pewnością.

Tego samego nie można natomiast powiedzieć o „Amoku” w reżyserii Kasi Adamik. Opowiedzianą w nim historią żyła swego czasu cała Polska. A przez chwilę nawet cały świat. We Wrocławiu popełniono zbrodnię. O przerażającym odkryciu w Odrze mówią wszystkie media w kraju. Brutalnie potraktowaną przez sprawcę ofiarą okazuje się lokalny architekt. Sprawa jest głośna, a mimo tego winnych zbrodni nie udaje się odnaleźć. Cztery lata później anonimowy donos wiąże zabójstwo z fabułą powieści „Amok” autorstwa Krystiana Bali (Mateusz Kościukiewicz). Autentyczność doniesień postanawia zbadać inspektor Jacek Sokolski (Łukasz Simlat), dociekliwy funkcjonariusz z mroczną przeszłością. Policjant szybko odkrywa podobieństwa między zabójstwem a opisaną w książce zbrodnią…

Sprawa Bali, który zamordował, a potem zbił na tym kapitał i rozgłos była w Polsce czymś w rodzaju precedensu. Morderstwo jako trampolina do sukcesu, popularności i literackiego uznania budziło odrazę i ogromne emocje społeczne. W filmie Adamik prawie ich nie ma. Jest za to dużo schematów, uproszczeń i grający wciąż tę samą rolę, jak zwykle „drewniany” Mateusz Kościukiewicz. Adamik epatuje brutalnością i dosłownością przekazu zamiast zadawać pytania. Nie szuka psychologicznej głębi i przyczyn, tylko rozlewa krew i „rzuca mięsem”. Spora w tym pewnie „zasługa” scenariusza, ale też nie do końca jeszcze wprawnej ręki reżysera. Temat był samograjem, a po seansie zostaje jedynie uczucie rozczarowania i współczucia dla kreacji Łukasza Simlata, który jest jednym z niewielu jasnych punktów „Amoku”. Szkoda.

Tomasz Moskal

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Pokot amoku, czyli o wyższości matki nad córką"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
bart

Pokot to film kultowy, symbol sprzeciwu wobec bandytyzmu prawicy, chwilowo rządzącej w RP.

wpDiscuz