Policja pacyfikowała legalną demonstrację.

Policja pacyfikowała legalną demonstrację.

W niedzielę Obywatele RP spotkali się pod kolumną Zygmunta, gdzie pojawiło się kilkaset osób. Na prośbę Kasprzaka nie skandowali żadnych haseł, kiedy mijał ich przemarsz, by nie zakłócać religijnych śpiewów, czytamy na portalu Wyborczej. Następnie Obywatele RP dołączyli do legalnej (!) pikiety zorganizowanej przez stowarzyszenie Obywatele Solidarnie w Akcji na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Karowej.

Krakowskie Przedmieście – relacjonuje „Gazeta Wyborcza” – na wysokości hotelu Bristol było przegrodzone barierkami, przy których stał jeszcze podwójny kordon policjantów. To ważne: oba zgromadzenia były oddalone o ponad sto metrów. Słowem, wszystko zgodnie z nowym prawem. – „Braliśmy udział w legalnym zgromadzeniu. Mieliśmy prawo, tak samo jak prezes Kaczyński, używać nagłośnienia” – przypomniał Paweł Kasprzak z Obywateli RP.

Ważna jest także kolejna rzecz: uczestnicy miesięcznicy po dotarciu pod Pałac Prezydencki, odśpiewali hymn, a razem z nimi śpiewali członkowie pikiety przy Karowej. I tak jak przy kolumnie Zygmunta, nie przeszkadzali podczas modlitw. Kiedy jednak zaczął przemawiać Jarosław Kaczyński, z tłumu zgromadzonego przy hotelu Bristol rozległo się chóralne: „Kłamca!”. I oto prezes PiS zgrabnie nawiązał do tego w swoim przemówieniu. – „Ogromna większość tych marszów odbywała się w spokoju. I dzisiaj, pomijając te okrzyki, na które nie warto zwracać uwagi, mieliśmy spokój” – stwierdził.

Trudno stwierdzić, czy słowa Kaczyńskiego były hasłem do interwencji policyjnej, czy też nadgorliwym funkcjonariuszom chodziło o to, by nikt nie zagłuszał prezesa PiS. Policja wchodzi „w środek legalnego zgromadzenia, zakłóca je, próbuje na siłę ściągnąć jego uczestnika z drabinki” – jak czytamy na wyborczej.pl – ów mężczyzna, z megafonem, to był Arek Szczurek. „Zrobiło się niebezpiecznie. Ludzie próbowali obronić go przed zwinięciem. Tłum napierał. Parę osób zostało niegroźnie poturbowanych. Policjanci byli przerażeni, nie panowali nad sytuacją. Na nagraniach widać, jak policjant szarpie za nogi mężczyznę na drabince. Tłum krzyczy: „Hańba!” i „Zdejmij mundur!”. Przybiega coraz więcej funkcjonariuszy. Ludzie siadają na ziemi. Policjanci ich wynoszą”.

Zdaniem uczestników policjanci nie panowali nad sytuacją. Arkadiusz Szczurek z OSA: – „W końcu spadłem z tej drabinki. Na szczęście nic mi się nie stało. Upadłem na ludzi. Policjanci byli jak w szale. Pacyfikowali legalną demonstrację. We wtorek zaskarżę to do sądu”. Funkcjonariusze Policji wynieśli kilka osób, w tym Szczurka, a następnie wylegitymowali ich przy Bednarskiej i wypuścili. Pozostali policjanci rozeszli się, gdy tylko ponad sto metrów dalej (!) skończyła się miesięcznica. Zgromadzenie OSA wciąż trwało, tak jak przewidziano w zgłoszeniu do godz. 22. do momentu rozwiązania.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka skrytykowała interwencję policji. – „Kiedy niedaleko siebie odbywają się dwa legalne zgromadzenia, to policja nie ma możliwości karania organizatorów jednego z tych zgromadzeń za przeszkadzanie sąsiedniemu. Przecież równie dobrze można powiedzieć, że prezes Kaczyński swoją przemową zakłócał tę drugą manifestację” – komentuje dla „Wyborczej” Marcin Wolny z HFPC. Zdaniem Wolnego, było to zaostrzenie sytuacji i prowokowanie. „Zgromadzenie przy Karowej było legalne. Wojewoda nie wydał zakazu dla tego zgromadzenia. Nie wiem, dlaczego policja nie pozwala używać nagłośnienia. To według mnie skandal. Z nagłośnienia korzystała też druga strona. Wszyscy mają przecież takie same prawa” – podkreśliła w rozmowie z „Wyborczą” Ewa Gawor, dyrektor biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego w ratuszu.

Opublikowany przez Wojtek Fusek na 10 września 2017

Co na to policja? Komisarz Sylwester Marczak, rzecznik Komendy Stołecznej Policji przerzuca odpowiedzialność na manifestujących. W mailu do redakcji napisał, że „policjanci podjęli interwencję w związku z zakłóceniem legalnego zgromadzenia”, i że „rozmowa i wskazanie przez funkcjonariuszy, że osoby te poprzez swoje zachowanie naruszają obowiązujący porządek prawny, nie przyniosły oczekiwanych skutków. Można również odnieść wrażenie, że części osób wręcz zależało na zaognieniu sytuacji (…). Funkcjonariusze musieli użyć bardziej restrykcyjnych środków” – czytamy na wyborczej.pl. Co więcej, Komenda Stołeczna Policji „prowadzi czynności związane z naruszeniem nietykalności cielesnej policjantów i groźbami kierowanymi pod ich adresem”, informuje Marczak.

Okazuje się, że wbrew szumnym deklaracjom, iż wystarczy sto metrów odległości oraz zgoda wojewody i wbrew sugestiom, padającym wielokrotnie z ust polityków PiS – „że przecież mamy w Polsce demokrację, można protestować” – można zostać zrzuconym przez policjantów z drabinki w tłum. To mamy ją, czy jednak nie?
(Źródło: wyborcza.pl)

mpm

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Policja pacyfikowała legalną demonstrację."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Zwinka

Demokrację mamy (no dobra, żartowałam) tylko dzielne chłopaki w mundurach jakoś niewyżyte, bo przynoszą robotę do domu, czyli … hurtowo leją żony…Można o tym tu i ówdzie poczytać. Był tu felieton o policjantach „dołowych”… Ja bardzo przepraszam, ale na zdjęciach widziałam głownie młode twarze, więc zapytam bezpośrednio: czy istnieje jakiś przymus bycia policjantem w takich okolicznościach przyrody ? Chyba nie. Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało, więc teraz nie jęcz, tylko podskakuj, jak Pan każe.

Aleksander

W PRL też tak było.Nihil novi.

wpDiscuz