Polska bałaganem stoi

Polska bałaganem stoi

Wszystkie obszary życia zostały ostro skażone nie tylko koronawirusem, ale przede wszystkim narastającym otumanieniem społecznym

Newsem numer jeden dzisiejszego dnia to rezygnacja z kandydowania na prezydenta RP Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i zgłoszenie do wyścigu o najwyższy urząd w państwie Rafała Trzaskowskiego. Nie ma co ukrywać, Kidawa-Błońska nie poradziła sobie z kampanią wyborczą w tak trudnych realiach. Zresztą trudno się dziwić, bo miała niewielkie wsparcie ze strony swoich koleżanek i kolegów partyjnych, a praca jej sztabu wyborczego wołała o pomstę do nieba. Tym sposobem PO pięknie wpisało się w ogólnonarodowy chaos i tak sobie właśnie tkwimy. W Polsce, która bałaganem stoi, w której nie widać światełka, dającego nadzieję, że nadal żyjemy w normalnym państwie. Państwie cieplutkim, przytulnym, bezpiecznym.

 

Gdzie nie spojrzę, to coś się sypie, bajzel totalny, naród, który już nawet nie umie ze sobą rozmawiać. Tak jakby wszystkie obszary życia zostały ostro skażone nie tylko koronawirusem, ale przede wszystkim narastającym otumanieniem społecznym …

Epidemia, zgodnie z tym, co mówi minister Szumowski, się „wypłaszcza”, choć dzienna liczba zachorowań rośnie. Jacyś dziwni kolesie, zarabiają kasę na sprzedaży maseczek nic nie wartych, bo są blisko układu. Zarażonych przybywa, ale rząd widzi podstawy ku poluzowaniu reżimu sanitarnego. MEN tkwi po uszy w samozachwycie, nie dostrzegając, że nauka online wykańcza rodziców, jest jakaś totalnie oderwana od rzeczywistości, nie obejmuje wszystkich uczniów, bo w samej Warszawie część ich przepadła i ani ich widać, ani słychać, a ilu takich musi być w całej Polsce? Proponuje się Polakom wyjazdy wakacyjne na zaprzyjaźnione Węgry Orbana, ale gdzie indziej to już nie, bo przecież wirus. Morawiecki dumny z siebie, wmawia nam, że z paskudą w koronie radzimy sobie znacznie lepiej niż inni, a Duda nam rapuje i udaje, że nie robi kampanii prezydenckiej, choć w kwietniu telewizja reżimowa reklamowała go przez 80 godzin.

Opozycja uliczna wciąż jest na etapie dyskusji o tym, co by tu zrobić, by demokracja nam wróciła w pełnej krasie. Jedni jej liderzy znaleźli się już poza głównym nurtem opozycyjnym, skupieni na pisaniu książek o swoim buncie i walce. Inni ruszyli w politykę i brylują sobie po parlamencie, nie wyróżniając się niczym szczególnym, poza koszulką z napisem Konstytucja i udziałem w głosowaniach. Fakt, to naprawdę wielki wyczyn. Dotychczasowe, kilkuletnie już próby zjednoczenia opozycji ulicznej skończyły się fiaskiem. Nikt już nie pamięta o inicjatywie, skupiającej ludzi i organizacje wokół Wałęsy, która miała być jak ta Solidarność z 1980 roku. Miała być, ale ostatecznie… cisza. Podobnie jak przepadł gdzieś Kongres Obywatelskich Ruchów Demokratycznych (KORD). KOD pod przywództwem nowego przewodniczącego Kuby Karysia walczy o odzyskanie wiarygodności i dzisiaj trudno cokolwiek powiedzieć, bo nowy Zarząd Główny działa zbyt krótko, by mieć już jakieś namacalne efekty swej pracy. Tysiące niezagospodarowanych obywateli próbuje coś robić, działać, ale brak masowości i współpracy znacznie niweczy ich skuteczność.

Na fali totalnego bałaganu wybija się Konfederacja, która skrupulatnie ukrywa swoje nacjonalistyczne korzenie, bo wie, że w walce o poparcie społeczne ich hasełka są mało popularne i raczej nie pomogą im zdobyć takiego mandatu zaufania, który dałby im więcej miejsc w samorządach, więcej mandatów poselskich czy też prezydenturę dla ich kandydata pana Bosaka. To jednak nie przeszkadza machać nam przed nosem broszurką „Nowy Porządek”, czyli politycznym elementarzem prawdziwych patriotów, a w nim ciekawostki typu naród ukształtowany w toku tysiącletniej historii i oparty oczywiście na chrześcijaństwie, silna władza premiera, który mógłby wetować ustawy parlamentu i jednocześnie zwiększenie kontroli nad władzą (coś tu chyba się kłóci, prawda?). Dalej mamy wybór części posłów przez Polonię, by ta poczuła się lepiej i bardziej odpowiedzialna za to, jak funkcjonuje Polska, etyka chrześcijańska podstawą ładu prawnego, won z konkubinatami, związkami partnerskimi, o homoseksualnych nawet nie wspominając, ochrona płci żeńskiej i męskiej, zapominając o czymś tak wstrętnym jak gender. Odejście od polityki śmierci, czyli całkowity zakaz aborcji, przyznanie prezydentowi wyłącznej kompetencji do powoływania członków KRS, TK i SN. Na koniec perełka, czyli wpisanie do Konstytucji zasady, iż polskich sądów nie obowiązuje wykładnia prawa tworzona przez międzynarodowe instytucje sądownicze (patrz – Unię Europejską).

Walka o dusze trwa, więc utajnieni dzisiaj narodowcy wspierają protesty tych grup zawodowych, które odczuwają najostrzej skutki pandemii i mają przed oczami coraz bardziej realną wizję bankructwa. Chętnie podłączają się więc do manifestacji przedsiębiorców, licząc, że coś na tym ugrają. Wraz z nimi Korwin-Mikke i kandydat na prezydenta Tanajno.

Na lep rodzimym nacjonalistom nie dali się wziąć organizatorzy Ogólnopolskiego Strajku Generalnego z Poznania, którzy już 16 maja będą protestować w Warszawie oraz stowarzyszenie Powszechny Samorząd Gospodarczy, ale jakoś części Polakom zaangażowanie nacjonalistów nie przeszkadza i nie widzą nic złego w tym, by wraz z nimi nawoływać do upadku PiS-u. Stoją więc sobie ramię w ramię, jedni z symbolem Polski Walczącej i wytatuowanym krzyżem celtyckim, drudzy z Konstytucją na przypince. Wspólnie, razem, ku chwale… no właśnie, jakiej Polski?

 

Do tego ten nieszczęsny rząd, który raczy nas co chwilę nowymi pomysłami czy ustawami, poprawiając je ileś tam razy aż człowiek w końcu już nie wie, co właściwie obowiązuje, a co nie. Policja, która ściga nas za brak maseczek czy zgromadzenie bez zachowania odpowiedniej odległości od siebie, a jednocześnie udaje, że nie widzi, jak te zasady łamią prezes, PiS i jego koalicjanci. Nepotyzm wzniesiony na wyżyny, parcie na szkło pisowskiej inteligencji, która w normalnych warunkach nie miałaby racji bytu, bo jakaś taka niedouczona, z małymi możliwościami rozwojowymi. Wciskanie kitu, jak jest wspaniale, gdy faktycznie jest fatalnie, a prawa i wolności obywatelskie leżą i kwiczą z niemocy.

Ech… dzisiejsze życia Polaka w takich właśnie realiach to jak jazda bez trzymanki. Odnoszę wrażenie, że nikt już nie panuje nad sytuacją. Nikt nie ma pomysłu, co dalej i jak dalej. Ogarnęła nas jakaś pomroczność i tak sobie w niej tkwimy… tacy zagubieni, nieszczęśliwi, biedni, ale i wciąż bardzo bierni.

Tamara Olszewska

 

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o