Polska – Polska, 0:0 do przerwy

Polska – Polska, 0:0 do przerwy

Ostatnio sporo pisze się i mówi o podziale między Polską A a Polską B. Chociaż literki można byłoby zamienić na „P” (prawica) oraz „C-L” (centrum-lewica), bo w poprzednim zestawieniu każda grupa uzurpowałaby sobie nazewnictwo z początku alfabetu. No właśnie – czy my zawsze musimy się kłócić i dzielić? A gdybym tak zaproponował Państwu coś, co nas połączy…

Tęgie mózgi dwoją się i troją, szukając przyczyn waśni na polskiej ziemi. Dodatkowo mamy brata z tej samej krwi, który niczym strażak-podpalacz rozdmuchuje ogień – będący w rzeczywistości średniej klasy płomieniem – a potem peroruje, że tylko on jest w stanie ów ogień ugasić. Ja jednak nie pędziłbym jeszcze do dzwonnicy, by bić na alarm. Wolałbym zająć się lutowaniem miejsca, gdzie spojenie polskie pękło. A jak wiadomo – najprostsze rozwiązania są najlepsze.

Najpierw należałoby precyzyjnie określić, w którym miejscu się znajdujemy. Domyślam się, iż w wielu głowach rodzi się teraz czteroliterowe, nie należące do najgrzeczniejszych, hasło, ale zapewniam, że tak źle nie jest. Przekonuje mnie o tym Ewa Wilk w ubiegłotygodniowym wydaniu „Polityki” (nr 24/2016), gdzie wspólnie z profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, a zarazem kierownikiem Centrum Badań nad Uprzedzeniami (tak, wiem, że to brzmi jak Ministerstwo Magii), Michałem Bilewiczem, dziennikarka zastanawia się nad stanem skonfliktowania naszego społeczeństwa.

Profesor mówi: „Na razie nic nie wskazuje na wojnę domową. Coraz liczniejsze demonstracje opozycji nie spotykają się z atakami kontrmanifestantów czy policji. A przecież, choćby w dwudziestoleciu międzywojennym, tego typu konfrontacje nieraz kończyły się strzelaninami, bijatykami i ofiarami śmiertelnymi. Dziś nam do tego bardzo daleko”. Nie wszyscy podzielają ten pogląd, bo inni specjaliści uważają, że nie sposób przewidzieć skutków gromadzenia się nienawiści w ludziach. Według tej grupy naukowców, właściwie mały incydent może wywołać falę agresji, płynącą prosto na współziomków.

Nie sposób przewidzieć, która z tęgich głów będzie miała słuszność, więc najlepiej od razu szukać rozwiązania pojednawczego. Ewa Wilk w tym celu przywołuje stary (ale jary) eksperyment Muzafera Sherifa o troglodycko brzmiącej nazwie: „Jaskinia rozbójników”. Naukowiec zebrał na letnim obozie dwudziestu dwóch jedenastoletnich chłopców (Amerykanów), których następnie podzielił na dwie grupy. W pierwszym tygodniu ekipy zostały zakwaterowane osobno, bez jakiejkolwiek możliwości porozumiewania się ze sobą (tak, też czuję się jakbym oglądał posiedzenie sejmowe). Po upływie tego czasu naukowiec zainicjował różne zabawy, doprowadzając do twardej rywalizacji między grupami. A w ostatnim tygodniu całkowicie odwrócił przebieg eksperymentu, łącząc chłopców w jedną gromadę i proponując wspólne, przyjemne ćwiczenia.

Co się okazało? Uczestnicy doświadczenia byli tak bardzo skonfliktowani ze sobą, że naprawiano ich relacje przez kilka następnych tygodni. Dziennikarka pisze, że przyjaźnie zaczęły się tworzyć dopiero wtedy, kiedy żadna grupa nie miała przewagi nad drugą, czyli gdy zapanowała równość. Według niej, Polacy są właśnie na etapie drugiego tygodnia.

Jak więc nas połączyć? Prof. Bilewicz radzi, żeby po prostu rozmawiać. I nie kultywować tej przedniej rozrywki tylko z osobami o zbliżonym światopoglądzie do naszego, ale wchodzić w dialog z ludźmi mającymi zdania opozycyjne. Taka codzienność mogłaby zbliżyć Polaków do siebie, co potwierdza również ówczesna psychologia. Zastanawiając się nad tym, wpadłem na pomysł jak przyspieszyć ten proces.

Na pewno są wśród nas fani rodeo, ale myślę, że liczniejszą grupę stanowią entuzjaści bądź entuzjastki piłki nożnej. Mamy wszak Mistrzostwa Europy i widzę, jakie wywołują one emocje – aż chciałoby się w tym miejscu postawić wykrzyknik. Ponoć najciemniej pod latarnią, bo uważam, że nie ma w najbliższym polu widzenia lepszego spoiwa niż sport pod postacią futbolu. Przy golu Milika, zdobytym w meczu z Irlandią Północną, obściskiwali się ze sobą entuzjaści PiS-u, PO, SLD czy Nowoczesnej, jak również podejrzewam, że niejeden sympatyk KOD-u ucałował pana siedzącego obok w koszulce Polski Walczącej.
Dlaczego zatem nie zorganizować cyklicznych turniejów w Warszawie (a może także w innych miastach), gdzie mierzyliby się ze sobą zwolennicy różnych ugrupowań? Moglibyśmy grać przeciwko sobie, a następnie pić wspólnie piwo, albo tworzyć składy mieszane i dopiero potem pić wspólnie piwo. Najważniejsze, żeby nie zabrakło piw… tzn. chęci do gry. Ta chęć zbliży nas bowiem do siebie na odległość kroku. I może polutuje Polskę P z Polską C-L, bo okaże się, że więcej mamy wspólnego niż myśleliśmy? A co Polaków złączy, tego już strażak-podpalacz nie rozdzieli.

P.S. To wyzwanie organizacyjne, które rzucam Mateuszowi Kijowskiemu, całemu KOD-owi, jak również sobie. Co odpowiecie?


Paweł BrolPaweł Brol

 

 

 

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
PiotrAksik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aksik
Aksik

Trywializowanie problemów niczemu nie służy.- a Pan to czyni Udawanie ze nie zalewa nas brunatna fala i chowanie głowy w piasek doprowadzi do zawłaszczenia kraju przez wiadomo kogo. Popełnia Pan błąd.

Piotr
Piotr

Panie Pawle, to BARDZO dobry pomysł. Sam gram w piłkę już 40 lat, wiem jak bardzo potrafi scalać. Nie myślę, aby takie rozwiązywanie/stawianie problemu było jego trywializowaniem.