Polsko – zdecyduj się

Polsko - zdecyduj się

Jeśli znów odpuścimy normalność i racjonalne myślenie, to skończymy w wiatrołapie nowoczesności, na tylnym podwórzu cywilizacji.

Przez kilkadziesiąt lat myślałem, że żyję w normalnym kraju, może trochę dziwnym, specyficznym, ale kto wie, roiłem sobie, czy to przypadkiem nawet nie lepiej. Boć ciekawiej w specyficznym niż w nużącym dolegliwą równowagą psychiczną wszystkich obywateli, jak choćby powiedzmy w Szwajcarii czy Kanadzie.

Tym bardziej, że w Kanadzie akurat też miałem kiedyś sposobność spędzić kilkanaście miesięcy w okresie życia nastoletnim. Kiedy wyjeżdżałem stąd, schyłkowa komuna leżała na Polsce okrakiem, ale mnie zupełnie to nie przeszkadzało, bo byłem młody i gotowy wyrwać murom zęby krat i takie tam różne inne. W każdym razie tutaj ginął wtedy bohatersko męczeńską śmiercią ksiądz Jerzy, a tam wydarzeniem długotrwale omawianym na pierwszych stronach gazet był grupowy seks, który policja namierzyła w jednej z publicznych toalet. Wróciłem wtedy, wyprzedzając nawet powrót rodziców, o zostawaniu choćby chwilę dłużej nie chciałem słyszeć. Kto wie, może pośrednio przyczyniłem się do tego, że nie zostaliśmy rodzinnie Kanadyjczykami.

Przez kolejne trzydzieści lat miałem wrażenie, że wyszło na moje. Polska wywinęła się spod sowieckiego kołtuna, wyszła na prostą, powoli przedzierzgała się w Kanadę, wciąż nie tracąc jednak przy tym swojej dziwności, specyficzności okraszonej miejscami egzotyką absurdu. Wciąż choć trochę już kanadyjska Polska była ciekawsza od grupowego seksu w jednej z publicznych toalet.

Ostatnio, kiedy już dopadła mnie konstatacja, że nie żyję w normalnym kraju, przez jakiś czas łudziłem się, że mój kraj zidiociał i schamiał jedynie chwilowo, że to jakiś etap przejściowy jest pomiędzy wcześniej, gdy było okay choć trochę specyficznie i później, kiedy znów wrócimy w kierat z grubsza normalności i przyzwoitości. Spytałem wtedy mojego długoletniego przyjaciela, z którym dzieliliśmy Polskę od szkolnej ławy, czy wtedy, gdy byliśmy w elementarnej i potem w liceum nie miał wrażenia, że żyjemy między normalnymi ludźmi i że przewalczenie absurdów ustroju uczyni z Polski Europę par excellence. Okazało się, że nie miał. Czemu ja miałem? Myślenie życzeniowe, nadzieja, wiara w to, że smagani prądami zachodniej zdroworozsądkowej liberalnej demokracji w końcu chciał nie chciał Polacy się dostosują? Że właściwie już są ucywilizowani, a mohery, kibole, nacjonaliści i zwolennicy kato Polski branej jeden do jednego to jakiś margines, który na szali społecznego psychodobrostanu zajmuje nie więcej miejsca niż towarzystwo ziemi płaskiej i zapiekli wrogowie teorii Darwina?

Czuję się teraz mocno zagubiony. Zastanawiam się, czy przyjaciel miał rację, uważając już trzydzieści lat temu, że w otaczających nas kolegach i koleżankach drzemie uśpiony demon nienawistnego troglodyty? Czy może to jest inaczej, może gdyby taką samą siłę wektorową złych intencji, ogłupiania, propagandy i cynizmu przyłożyć dajmy na to do Francuzów, to skończyłoby się to podobnie? W Republice Weimarskiej skończyło się podobnie. Wprawdzie to było prawie sto lat temu, ale też i naród tamten był w końcu narodem, który wydał na świat jedne z największych postaci kultury i myśli galaktycznej. Może my dziś doczołgaliśmy się z grubsza z trudem do ich pułapu kulturowego z tamtych lat i teraz to nas złapano w pułapkę ogłupienia i narodowego populizmu. Tylko, że pojęcie teraz nie bardzo jest historycznie umocowane, bo przecież w podobną pułapkę wpadali już rodacy przed drugą wielką wojną. Mam nawet przekonanie, że nazizm w pewnym przynajmniej sensie ocalił nas przed faszyzmem własnej proweniencji. Czyli u nich tylko wtedy, a u nas i wtedy, i teraz?

Po co rodakom ten cały syf, który, jeśli wierzyć sondażom i twarzom, podoba im się coraz bardziej? Co nam daje i dlaczego nagle po dziesięcioleciach lepszych czy gorszych, ale jednak do przodu nagle wpadliśmy w tę szarą nagą jamę? Słyszę wciąż z lewa i prawa, że to są efekty wielu lat zaniedbań. Pomijam fakt, że brzmi to trochę jak nowomowa, ale przede wszystkim jakich mianowicie zaniedbań? Czy na świecie społeczeństwa są – były przez te ostatnie lata mniej zaniedbywane? Czy Hiszpanom, Norwegom, Holendrom od ćwierćwiecza ośmiokrotnie polepszyły się warunki bytowe, czy zyskali wolny rynek, wolny świat, czy tamtejsi rolnicy dostają kolosalne dopłaty z Unii, czy ktoś buduje im wszystko wokoło za pieniądze, które dostają w prezencie, czy nagle ostatnio dostali szansę na to, żeby pojechać dokądkolwiek chcą i zarabiać w jednym z dwudziestu najbogatszych krajów świata?

Zaniedbania? Oczywiście, że były zaniedbania, zaniedbywani byli ludzie żyjący w małych miasteczkach i zaniedbywani byli artyści, którym odebrano na przykład koszty uzyskania i zaczęli płacić znacząco większe podatki. Czy jako artysta, a w każdym razie człowiek pracujący na umowę o dzieło miałbym się za to obrazić na liberalną demokrację i zostać nagle faszystą z wydziaranym orłem na przemian ze swastyką? Najważniejsze, żeby moje było z wierzchu, na górze, moja chata skraja, żebym postawił na swoim i jeszcze koniecznie, żeby było liberum veto?

Niemądrzy jesteśmy, rodacy. Tak bardzo niemądrzy. Karnawał idiotyzmu, wstawanie z kolan na przemian z redystrybucją godności, taniec chocholi trwa w najlepsze. Pijani odzyskiwaniem czegoś we własnych oczach, które miast skupić się na wypatrywaniu tego, co na horyzoncie utkwione są na okrągło w zwierciadle. Czy jesteśmy już wystarczająco piękni i odważni? Czy nasza przeszłość jest już dość kryształowa? Czy błyszczymy za delikatną mgiełką dyfuzji? Jeszcze nie? To napijmy się. Przez kilka godzin będzie na pewno wspaniale, a potem będzie jeszcze gorzej. Po co to? Czy nie można po prostu zająć się normalnym życiem, co dzień budować czegoś małego bądź dużego, zważywszy na to że przecież i tak nie my wyznaczamy skalę i może się okazać w ostatecznym rozrachunku, że kopanie rowów było znacznie szacowniejszym zajęciem od wymyślania systemów filozoficznych. Cokolwiek. Kawałek po kawałku, ziarnko do ziarnka? Nie da rady.

Czterysta lat mentalnego rozpasania, prawie bycia, gadania zamiast robienia, podbijania sobie bębenka, zamiast tworzenia czegoś wokół siebie to brzemię, którego nie jesteśmy w stanie najwyraźniej przepracować. Przez pół tysiąclecia część z nas siedziała utknięta w pałacykach rodowych gdzieś na rubieżach, z pozornym poczuciem zadowolenia z tego, że nic się nie dzieje, a tak naprawdę z permanentnym przerażeniem, że tkwimy w miejscu. Reszta, czyli większość umierała tymczasem w kurnych chatach z głodu albo na gruźlicę, marząc o tym, że kiedyś zalegnie w dworkach i pałacykach, międląc nicość w pijanych głowach. Pora z tej dychotomii się wydobyć, czas najwyższy zacząć normalnie bez biedy i gruźlicy na trzeźwo choćby w miarę budować przyszłość.

Za kilka lat (oby), kiedy, jak po conocnej balandze zafajdane mieszkanie kolegi, zaczniemy sprzątać Polskę, okaże się, że znów Europa i cywilizacja odpłynęły nam gdzieś daleko za horyzont, a my z naszymi symbolami, kontuszami i szabelkami rozwieszonymi po ścianach będziemy się po raz kolejny zastanawiać, jaki to cud musiałby się wydarzyć, żebyśmy zamiast pięciu dolarów miesięcznie zarabiali na przykład choćby tysiąc.

To wszystko nie jest jakieś dramatycznie skomplikowane, żeby to pojąć, nie trzeba być doktorantem nauk politycznych, wystarczy zrozumieć prostą i nieubłaganie logiczną zależność. Jeśli znów odpuścimy normalność i racjonalne myślenie na rzecz fantomowych obrazów wyrzucanych z pijanej wyobraźni, to skończymy w najlepszym razie tam, skąd od wielu set lat nie możemy się wydostać, czyli w przedsionku, w korytarzu, w wiatrołapie nowoczesności, na tylnym podwórzu cywilizacji. W gorszym razie wschód ze swoją prymitywną filozofią, która sprowadza się w skrócie do tego, że żeby żyć, musisz być zły i roić sobie, że jesteś wspaniały, wchłonie nas tym razem na dobre.

Igor Brejdygant
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
WojciechtuciujurekStaszekAlicja777 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Alicja777
Alicja777

Podpisuję się obiema rękami pod wszystkimi tezami.
Dodam, że ja również od wielu lat mam przekonanie, że nazizm ocalił nas przed rodzimym faszyzmem. A do tej pory tylko raz – poza obecną – spotkałam się prasie z takim wnioskiem. Obecne wydarzenia zdają się to potwierdzać. Szkoda.

Staszek
Staszek

Jak widać pieniądze i rozwój gospodarczy to nie wszystko. Najważniejsza jest zmiana mentalności. I tu się kłania EDUKACJA, EDUKACJA i jeszcze raz EDUKACJA, której zabrakło. A teraz jest antyedukacja

jurek
jurek

A czego słuchają wierni na niedzielnej mszy?
Nie kłamujmy się, że tam nie generuje się znaczącą część przekonań odbijających się w sondażach. Ale wolimy o tym milczeć.

tuciu
tuciu

Wszystko to pięknie, ale jak autor sam zauważył, doszliśmy jako społeczeństwo do tego samego momentu jak Niemcy w latach 30-tych. Tam po wojnie nikt nie walczył z nazistowską mentalnością starych, ale zabrano się za wychowanie młodych – a to wymaga większych inwestycji niż płace nauczycieli porównywalne z kasą w Biedronce i hejtowanie ich za rok wypoczynkowy i pensum godzin. Nie łudzono się już, że lud będzie umierał za demokrację, tylko tworzono tzw. socjalną gospodarkę rynkową, czyli państwo opiekuńcze, tak pogardzane przez nasze niedojrzałe elity, żeby nawet największy gamoń nie czuł się odtrącony przez społeczeństwo i wyrzucony na margines, bo wtedy… Czytaj więcej »

Wojciech
Wojciech

Śmialiśmy się z samych swoich, śmialiśmy się z wozaków z misia, śmialiśmy z tych ,w ogródku pana boga
i z Wojciecha Siemiona w filmie o życiu na farmie w Bieszczadach – ten się śmieje, kto się śmieje ostatni !