Potrzebne testy na obecność rozumu

Hity rządzącej elity…

Władza opanowała już, co mogła – z wyjątkiem epidemii

Wódz narodu wychynął na chwilę z dziupli przy Nowogrodzkiej, by odpowiedzieć na kilka pytań, zleconych uprzednio gwieździe TVP Krzysztofowi Ziemcowi. Tym razem niewiele było tam słownej ekwilibrystyki, nieczytelnych aluzji i zawoalowanych gróźb. Ciekawostkę stanowiła wstrzemięźliwa pochwała społeczeństwa, które w zastępstwie rządu ofiarnie walczy z pandemią. Ale sednem wypowiedzi prezesa były dwie myśli, wyrażone zaskakująco zrozumiale:

Po pierwsze, jeśli chodzi o epidemię, to owszem, są pewne niedogodności, ale generalnie wszystko jest pod całkowitą kontrolą. Po drugie, nie ma żadnych przesłanek, ani realnych, ani konstytucyjnych („musimy przestrzegać prawa, a konstytucji w szczególności”), dla wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, a tym samym brak przesłanek, by mówić o przełożeniu wyborów – co więcej: „mamy takie przekonanie, że 10 maja też ich nie będzie”.

 

W pierwszej sprawie Kaczyński ma rację. Niestety, epidemia jest dzisiaj pod pełną kontrolą. Dokładnie taką, jak wiele dziedzin naszego życia. Jesteśmy pod kontrolą prezesa, jego prezydenta, jego premiera i jego rządu. Zakres tej kontroli coraz bardziej wykracza poza uprawnienia wynikające z Konstytucji i ustaw. Można dziś wprowadzić drakońskie kary (podniesione ostatnio kilkakrotnie) za niestosowanie się do poleceń władzy. Można wyprowadzić wojsko na ulicę, pod pretekstem wsparcia straży granicznej i policji. Można wreszcie wyciągnąć z sejfu program Pegasus, stosowany w krajach totalitarnych do inwigilacji zarówno terrorystów, jak i obrońców demokracji – program, którego oczywiście dotąd w Polsce absolutnie nie było – i uruchomić jawną inwigilację obywateli. Naturalne i konieczne w państwie prawa środki zapobiegawcze, w państwie PiS stają się narzędziami represji i utrwalania władzy.

Władza opanowała już, co mogła – z wyjątkiem epidemii. Można odnieść wrażenie, że podobnie jak w wiekach ciemnych zamiast zapobiegać i leczyć choroby, dzisiaj często się je „zamawia”. Zagaduje, zakrzykuje i zagłusza. W dniu, kiedy kolejka do polskiej granicy na A2 sięgała obwodnicy Berlina, odbyły się trzy konferencje prasowe i kilkunastu przedstawicieli rządu kursowało między stacjami telewizyjnymi, ale od żadnego nie usłyszałem słowa o losach tysięcy Polaków stojących po dwie doby w korkach, bez jedzenia, picia i toalety. Usłyszałem tylko wyjaśnienie rzeczniczki prasowej straży granicznej, że zatkane granice to rzecz naturalna, bo „samo wypełnienie kart lokalizacyjnych zabiera do 20 minut”. Żaden geniusz ze sztabu kryzysowego nie wpadł na pomysł, by JEDNEGO strażnika czy żołnierza wyznaczyć do rozdawania tych kart oczekującym w kolejce, tak, by kolegom na przejściu pozostało tylko odebrać kwestionariusz, zmierzyć temperaturę oraz życzyć zdrowia i szerokiej drogi.

Partaninę w zarzadzaniu kryzysem widać gołym okiem. Prezydent i premier objawiają narodowi pakiet antykryzysowy, w którym pięć filarów działań, opatrzonych metką z ceną 212 mld zł, dźwiga wydmuszkę po starym projekcie PO, o rzeczywistej wartości 30 mld. MEN zarządza e-learning bez programu internetowej szkoły, bez przygotowanej platformy cyfrowej, bez szybkiego łącza i laptopów dla wielu uczniów i nauczycieli, a w wielu przypadkach bez niezakłóconego dostępu do Internetu. Ministerstwo Zdrowia nie daje szczegółowych wytycznych w sprawie otwierania i zamykania placówek i przyjmowania pacjentów. Dramaty przeżywają ludzie z chorobą nowotworową, bo szpitale onkologiczne zawieszają badania diagnostyczne. Odwoływane są planowe operacje, na które chorzy czekali w długiej kolejce, obawiając się, że mogą nie zdążyć. Nie przyjmuje się pierwszorazowych pacjentów, skazując wielu z nich na przyszłą informację, że na leczenie jest już za późno. Dlaczego telewizja partyjna jest ważniejsza od ich nieszczęścia? A przede wszystkim, dlaczego jest jak jest, skoro koronawirus zabił dotąd zaledwie kilka osób, a rak morduje 100 tysięcy Polaków rocznie? NFZ im tego nie wyjaśni. Mają tam inne kłopoty.

NFZ ogłosił niedawno konkursy na leczenie szpitalne. Oferty papierowe miały po kilkaset stron dla każdego oddziału, a do tego wykazy kadry, listy wyposażenia, paszporty sprzętu i stos załączników, a każda strona musiała być ponumerowana ręcznie i podpisana przez dyrektora placówki.  Te papiery pójdą teraz na przemiał, bo NFZ odwołuje konkursy a przestarzały system informatyczny nie pozwala szpitalom na powtórne elektroniczne złożenie ofert. A to nie wszystko. Wielu pacjentów z obniżoną odpornością (np. zagrożonych wirusem zapalenia wątroby) nie dostanie leków, ponieważ stare leki skreśla się z listy, a na nowe nie rozpisuje konkursów. Może nie ma komu tego zrobić, bo część urzędników dostała zgodę na pracę w domu. Tyle że nie dostali laptopów. Ale nawet gdyby je mieli, to raczej tylko do gier, bo w Funduszu nie działa sprawnie system elektronicznego obiegu dokumentów. Prace nad nim trwają od trzech lat.

Internet rozhuśtała dramatyczna relacja Tomasza Sikory o śmierci jego Mamy, którą bez zbadania zakwalifikowano jako ofiarę przewlekłej choroby, choć objawy wskazywały na zakażenie koronawirusem. Pojawiło się wiele wpisów wskazujących, że w Polsce nie bada się ludzi umierających na niewydolność krążenia i oddychania. Odzywają się również patolodzy, zaniepokojeni rosnącą liczbą zmarłych na skutek powikłań właściwych dla COVID-19, kierowanych na sekcję bez dyspozycji zbadania na obecność koronawirusa. Przed śmiercią też nie zostali zbadani, leżeli w szpitalach w otoczeniu innych chorych i personelu, albo w domach pielęgnowani przez bliskich. Po ich śmierci ciała oddaje się rodzinom, mają z nim kontakt również patolodzy, pracownicy transportu zwłok i zakładów pogrzebowych. Nikomu z tego łańcuszka kontaktów nie proponuje się testów.   Rząd reglamentuje testy nawet dla personelu medycznego, znajdującego się w ciągłym kontakcie z zagrożeniem. A na zarzuty odpowiada, że postępuje zgodnie z zaleceniami WHO. W Internecie krąży pytanie, które Sasin zadał Suskiemu: – Kto to jest ten WHO i co my mamy testować?

 

Funkcjonariusze PiS, wzorem Lecha Wałęsy, na wyścigi tłuką termometry. Szanowany nawet przez opozycję minister zdrowia Łukasz Szumowski zapewnia, że „testy są potrzebne tylko ludziom z ryzykiem zakażenia wirusem”. Oszustwo polega na tym, że nie epidemiolodzy decydują, co tym ryzykiem jest, a co nie jest. To rządzący rozstrzygają, ile testów należy robić, by statystykę utrzymać w ryzach. Ważniejsza od zablokowania pandemii zdaje się być blokada informacji o niej. Polska ma dwa razy mniej zachorowań niż malutkie Czechy. Dlaczego? Dla ułatwienia: w wielkiej Rosji, gdzie Putinowi równie desperacko zależy na utrzymaniu władzy, stwierdzono z kolei dwa razy mniej zachorowań na COVID-19 niż w Polsce.

Rządową narrację o wybitnych sukcesach w walce z epidemią i o wzorowych decyzjach władz polskich, z których przykład biorą inne narody, coraz częściej zagłusza pytanie – co będzie z wyborami? Według ostatnich badań ponad 70 proc. Polaków chce zmiany wyborczej daty. Zaiste, wielka musi być desperacja samozwańczego naczelnika państwa, jeśli tak jawnie wzoruje się na Władysławie Gomułce, który ostrzegał społeczeństwo, że „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”.  Preteksty usprawiedliwiające kurczowe utrzymywanie daty majowych wyborów są i straszne, i śmieszne, i żenujące. We wspomnianym wyżej wywiadzie Kaczyński kłamie bez mrugnięcia okiem twierdząc, że konstytucja zabrania przesuwania daty wyborów, chociaż wystarczy ogłosić stan klęski żywiołowej. Równocześnie prezes szydzi z ludzi przywiązanych do reguł demokracji, podkreślając swoje przywiązanie do Konstytucji i reguł prawa. A minister Michał Dworczyk w iście kabaretowym stylu twórczo rozwija żart swego wodza ogłaszając, że PiS nie może się zgodzić na ogłoszenie stanu wyjątkowego, bo oznacza on „bardzo poważne ograniczenie swobód obywatelskich”… To prawie tak śmieszne, jak powtarzana przez funkcjonariuszy PiS opinia, że największą ofiarą koronawirusa jest kandydat na prezydenta Andrzej Duda. Fakt, trudno o większą.

Andrzej Karmiński
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Maciek123454321
Maciek123454321
22 marca 2020 22:52

Ale to wszystko, co Pan napisał, Panie Andrzeju, oznacza jedno – za miesiąc będziemy mieli nie 10 tysięcy zdiagnozowanych przypadków, tylko 50, a może nawet i 100 tysięcy. Grozi nam, że cały system państwa padnie pod ciężarem epidemii. Zapaść gospodarcza już nas czeka za chwilę, a za niedługo mogą zacząć się rozpadać więzi społeczne. Przejrzałem sobie niedawno znakomitą, bardzo obszerną, choć nieco zapomnianą powieść Toma Clancy’ego pt. „Dekret”. Książka została napisana w 1996 roku (polskie wydanie 2001). Facet był wizjonerem – słowo daję. Opisał w powieści samobójczy atak samolotem pasażerskim na Kapitol, a w dalszej części opowiada o celowo wznieconej w USA epidemii wirusa Ebola z bardzo szczegółowym opisem jej przebiegu. Kiedy to czytam, robi mi się trochę straszno. Jest tylko jedna różnica między USA a Polską A.D.2020. Amerykańska administracja była w powieści od początku przygotowana na wszelkiego rodzaju zagrożenia i odpowiednio reagowała. A u nas?…….. Do diabła z PiS-em. Pomyślcie, co się może stać, jeśli przestaną działać struktury państwa. Co będzie, jeśli epidemia zmusi do kwarantanny dziesiątki tysięcy – nie tylko lekarzy, ale też policjantów i żołnierzy. Nie robi się Wam zimno z przerażenia? Bo mnie zaczyna. A tu wychodzi zdziwaczały staruch i pierdoli, że nic się nie dzieje, a wybory odbędą się w terminie. Tusk twierdzi, że to szaleniec albo zbrodniarz. Stawiam na to drugie.

Jantar
Jantar
23 marca 2020 13:08

To po prostu zwykły psychopata.

Tak, robi mi się zimno na samą myśl, co jeszcze wymyśli w celu utrzymania władzy. Jestem przekonana, że po wyborach i wygranej Dudy statystyki wystrzelą i będą usprawiedliwieniem dla ograniczenia, albo wręcz zniesienia, wszelkich praw obywatelskich, pełnej inwigilacji społeczeństwa i delegalizacji opozycji. Jeszcze tylko brakuje, żeby właśnie opozycję oskarżył o celowe rozprzestrzenianie wirusa i wytoczył przeciwko opozycyjnym politykom sprawy prokuratorskie wraz z delegalizacją wszystkich partii. Ale sądzę, że już o tym myśli, jak wykorzystać wirusa, żeby to osiągnąć.

Napisałeś w którymś komentarzu, że Kaczyńskiemu daleko do Hitlera. Chyba jednak jest mu bliżej, niż nam się wydaje… To, że jeszcze wielu pomysłów Hitlera nie wcielił w życie u nas, nie oznacza, że tego nie zrobi w przyszłości. Pierwsze kroki zostały już przecież zrobione. Już rozpętał szalę nienawiści do środowisk lewicowych i LGBT. Tak samo, jak Hitler w latach 30-ych. Idzie ścieżką Hitlera, tylko pandemia trochę pokrzyżowała mu szyki.

Shaq
Shaq
23 marca 2020 08:34

Jedną z rzeczy, które dodają otuchy, gdy ogląda się bezzębnego, jest to, że sprawia wrażenie, jakby ledwo zipał. Wiem, że to mało godne, ale ten łajdak zrobił tyle zła, że wzbudza we mnie tyle samo empatii co Pol Pot. To, że nie wymordował jeszcze połowy Polaków, jest bez znaczenia. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że życie ludzkie nic dla niego nie znaczy.

szambelan
szambelan
23 marca 2020 09:08

Kaczyński jest mistrzem we wprowadzaniu tematów zastępczych i trzymaniu swoich konkurentów w niepewności. Stad pomysł „na wybory”, których nie będzie ale sama dyskusja o tym odciąga od spraw ważnych !

Zwinka
Zwinka
23 marca 2020 12:02
Reply to  szambelan

W obecnej sytuacji o jakimkolwiek „odciąganiu” nie ma mowy, bo co i od czego tu odciągać. Zgred bawi się strachem ludzi, jak to psychopata. Wystarczy spojrzeć na tę zadowoloną z siebie, cynicznie uśmiechniętą gębę, kiedy plecie te bzdety.

Ahumada
Ahumada
23 marca 2020 11:41

Wyborów w maju na 90% nie będzie. Autor chyba śledzi politykę od przedwczoraj skoro jeszcze nie wie, że to co Kaczyński (i politycy w ogóle) mówi a to co ostatecznie robi to dwie zupełnie różne rzeczy.

BRONISŁAW
BRONISŁAW
24 marca 2020 13:59

Kaczyński to cham i intelektualne dno

andrzej
andrzej
25 marca 2020 21:06

Po co test na to czego brak?