Prawo Bronksu, czyli Zbigniew Ziobro i ferajna

Prawo Bronksu, czyli Zbigniew Ziobro i ferajna

Każdemu zdarza się skomplementować czyjś nowy nabytek.

Nie wszędzie jednak jest tak, że kiedy ktoś rzuci na ulicy : „podobają mi się twoje buty” (skóra, fura, komóra…) trzeba natychmiast „wyskakiwać” z najków czy oddawać klucze od samochodu. Takie rzeczy, to – jak dotąd – tylko na Bronksie.

Ale wygląda na to, że Prawo Bronksu, stanowiące, że rzecz pochwalona wchodzi – bez zbędnych dyskusji – w posiadanie chwalącego o ile tylko należy on do gangu, który aktualnie rządzi na dzielnicy, zacznie też działać nad Wisłą.

Jeszcze chwila, będziemy tutaj mieli nasze Prawo Śródmieścia (od siedziby bossa przy Nowogrodzkiej)

W mediach właśnie pojawiły się doniesienia o nowym pomyśle ministra Ziobry –konfiskacie prewencyjnej. Co to znaczy? W przełożeniu na język realiów –będzie można zająć komuś majątek firmowy i osobisty na podstawie zaledwie podejrzenia o możliwości popełnienia przez właściciela tegoż (majątku, znaczy) jakiegoś przestępstwa.

W teorii to –w zasadzie – w porządku.

Warto zabezpieczyć interesy skarbu państwa, przedsiębiorstw i osób fizycznych przed niewypłacalnością przeróżnych naciągaczy.

Jak to działa w praktyce pokazał przykład przedsiębiorcy Leszka Czarneckiego i jego obrońcy, Romana Giertycha. Służby i prokuratura dostały – wszystko na to wskazuje – zlecenie postawienia zarzutów karnych obu panom, bo bankier nie chciał zatrudnić u siebie (płacąc po dziesięć milionów wynagrodzenia rocznie) „komisarza politycznego”, który miałby w jego prywatnym biznesie reprezentować interesy partii aktualnie rządzącej.

Mówiąc inaczej, Czarnecki nie zgodził się na „ochronę” tejże partii nad swoimi bankami i nie dał zarobić koledze tych, co aktualnie rządzą.

A że mają oni akurat do dyspozycji prokuraturę i służby, to i paragraf na krnąbrnego biznesmena szybciutko się znalazł. I na jego mecenasa też.
Głupio tylko wyszło, że tak pięknie przygotowane i stosownie oprawione medialnie przez telewizję polityczną aresztowanie adwokata tuż nad ranem, zakończone przyjazdem karetki pogotowia, ostatecznie poszło na zmarnowanie, bo sąd nie dopatrzył się w tej misternej akcji żadnych podstaw materialnych. No i mecenasa oraz przypadkowo zamkniętego wraz z nim biznesmena, Ryszarda Krauzego wypuścił. I jeszcze nie zgodził się na odebranie adwokatowi prawa do wykonywania zawodu, o co usilnie zabiegała prokuratura ministra Ziobry.

Na razie więc Prawo Śródmieścia, czyli przejęcie prywatnego banku za złotówkę, nie zadziałało. Ale spokojnie. Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, to już wkrótce przyjaciele królika z Nowogrodzkiej będą się mościć we wszystkich niepaństwowych biznesach, które im się tylko spodobają.

W waszych też.

Ale autorów adaptacji obyczajów z Bronksu do nadwiślańskich realiów trzeba przecież zrozumieć.

Muszą dać swoim zarobić, a wszystkie posady w spółkach skarbu państwa już dawno zajęte. Został tylko prywatny biznes, który wciąż zatrudnia kogo chce, a zwykle tak się jakoś składa, że nie chce u siebie państwa z PiS-u.

Tymczasem, gdzie ci wszyscy głodni gabinetów i pieniędzy młodzi ludzie mieliby się robić kariery od zera do milionera?

No więc, trzeba prywaciarzom uświadomić, że wzbogacili się kosztem przyzwoitych obywateli, prawdziwych patriotów, których – z powodu wrodzonej poczciwości – ominęły korzyści z transformacji. To i przyszła pora się podzielić. Ot, taka mała reforma rolna, znaczy – biznesowa.

Zostań patronem KODUJ24.PL

Poza tym – cytując klasyka – wszelkie bogactwo jest z definicji podejrzane bo „ktoś, kto ma pieniądze, skądś je ma”. Ukradł, znaczy. Oszukał. Pogłębił lukę VAT-owską albo i cichaczem dwie wieże bez pozwolenia budował. I jeszcze za robotę nie zapłacił.
Toteż każdemu można postawić jakieś zarzuty. I się stawia.

O co w tym wszystkim chodziło, tak naprawdę?

Otóż – okazuje się – o Prawo Śródmieścia.

Żeby każdy, kiedy przyjdzie do niego delegacja od bossa z Nowogrodzkiej – bez gadania oddawał swoje Najki, znaczy – przyjmował do roboty, kogo partia wskaże, za pensję w milionach, którą podyktuje. Albo oddawał biznes za drobniaki. Bo jak nie, to skończy jak Leszek Czarnecki ze swoim mecenasem.

Chyba, że Europa okaże się jednak konsekwentna i wymusi na partii aktualnie rządzącej praworządność i wolność do sądu. Bo inaczej, już wkrótce zapanuje u nas Prawo Bronksu. Znaczy – prawo ferajny ze Śródmieścia.

Bożena Chlabicz-Polak

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Elżbieta
Elżbieta
18 listopada 2020 20:55

Makabrycznie prawdopodobny scenariusz.

szary człowiek
szary człowiek
20 listopada 2020 17:52
Reply to  Elżbieta

Nie tylko prawdopodobny, ale wprost prawdziwy!

Maciek123454321
Maciek123454321
18 listopada 2020 20:57

To nie ferajna, to zwykli bandyci. Z mlaszczącym karaluchem na czele. Może mały siwy kutas zrobiłby chociaż porządek że swoim łupieżem, bo młodzież się śmieje, że ma amfetaminę na barkach.

Zbyszek
Zbyszek
18 listopada 2020 22:11

I o to chodzi w tej całej suwerenności pisowskiej. Żeby Ziobro z ferajną mogli SUWERENNIE decydować kto może kraść bezkarnie a kto do puchy.