Prezes popłynął czy faktycznie nadal umiejętnie gra koalicjantami?

Prezes popłynął czy faktycznie nadal umiejętnie gra koalicjantami?

Chciałam dzisiaj porozmawiać z Państwem o czymś zupełnie innym, a jednak sytuacja przymusiła mnie do podjęcia tematu Zjednoczonej Prawicy, której jedność od wczorajszego głosowania wisi na włosku. Wszystkie media trąbią o tym już od wczesnych godzin rannych, tak więc może słów kilka, co ja o tym wszystkim myślę.

Ustawę o ochronie zwierząt, tak długo oczekiwaną, wielu z nas przyjęło z radością, jednak odnoszę wrażenie, że Jarosław Kaczyński, forsując ją właśnie teraz, miał jeszcze i inne intencje niż tylko miłość do zwierząt. Nie chodziło mu tylko o naszych „mniejszych braci”. Dlaczego tak myślę? Pewnie dlatego, że jakoś dziwnie pojawił się ten projekt tak dość znienacka, błyskawicznie przeszedł drogę legislacyjną i to akurat teraz, gdy trwają rozmowy o rekonstrukcji rządu, nowej umowie koalicyjnej, a panu Ziobrze już ślina cieknie na samą myśl o władzy i wpływach.

Pod pretekstem troski i miłości do zwierzaczków, prezes postanowił sprawdzić, na ile jego koalicjanci są lojalni. W jakim stopniu może na nich liczyć. Od, taki prezesowski teścik, by wiedzieć, jak ustawić dalsze relacje z koalicjantami. Ale też, by pokazać, że „król jest tylko jeden” i każdy, kto myśli inaczej (patrz – Ziobro) będzie spacyfikowany.

Głosowanie nad uchwałą o ochronie zwierząt już za nami. Solidarna Polska nie zdała egzaminu, podobnie Porozumienie i niektórzy posłowie PiS, którzy również nie stanęli po stronie swego prezesa, no i się dzieje. PiS teraz idzie po bandzie. Terlecki mówi, że nie ma już rządu koalicyjnego, Suski wieszczy rządy mniejszościowe, padają słowa o ewentualnych wcześniejszych wyborach, a prezes zawiesza 15 członków swojej partii, w tym ministra rolnictwa, Krzysztofa Ardanowskiego.

Co teraz? Popatrzmy uważnie. Jeśli faktycznie Kaczyński jest w stanie wyeliminować swoich koalicjantów, to jak to się przełoży na siłę PiS-u w Parlamencie? Solidarna Polska ma 19 posłów, a Porozumienie 18. Jak widać, bez ich wsparcia PiS traci większość parlamentarną. Nawet jeśli udałoby mu się przekonać do współpracy Kukiza i jego ludzi i może część Konfederacji to i tak już po ptakach. Może okazać się, że jest tak jak w znanym powiedzeniu „złapał kozak tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma?” czyli PiS bez ugrupowań Ziobry i Gowina leży i kwiczy. I zdaje się, że właśnie na to liczą koalicjanci, wierząc, że wszystko wróci do normy i znów będzie pięknie.

Możliwe, że i sam prezes tak naprawdę nie zamierza z koalicjantów zrezygnować, bo faktycznie, zupełnie mu się to nie opłaca. Jednak cwany z niego polityk. Przetestował ich w jednym celu. By całkowicie upokorzyć, zmusić do uległości, a tym samym do rezygnacji z wszelkich żądań i roszczeń.. Przeczołgał ich już nieźle i teraz czeka, aż przyjdą do niego na klęczkach i będą żebrać o utrzymanie współpracy, ale już tylko na warunkach PiS. Zahamowałoby to wodzowskie zapędy Ziobry i prowadzoną przez niego od pewnego czasu wojenką o wpływy z Morawieckim, sprowadziło Gowina do pionu i de facto koalicjanci staliby się kolejnymi marionetkami w rękach prezesa.

Jednym z atutów, jakie prezes ma w ręce to wyniki sondażu przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Wirtualnej Polski, z którego wynika, że Prawo i Sprawiedliwość zdobyłoby 38,3 % głosów, natomiast Porozumienie zaledwie 1,7 %, a Solidarna Polska 1,4 %. Stąd idzie przekaz do koalicjantów, że albo będą tańczyć tak jak im prezes każe albo to już koniec, bo w kolejnych wyborach i tak nie dostaną się do Sejmu.

Zostań patronem KODUJ24.PL

Możliwe są jeszcze dwa warianty rozwiązania sytuacji. To rządy mniejszościowe. Suski uważa, że przecież już tak się zdarzyło i było ok, ale chyba ma niepełną wiedzę w tym temacie. Wcale nie wyglądało to tak różowo i wątpliwe, by PiS-owi udało się dotrwać z takim rządem do wyborów 2023. Wprawdzie miałaby ta partia pełne wsparcie prezydenta, ale szanse na przegłosowanie swoich inicjatyw w Sejmie, praktycznie zerowe. To byłby koniec marzeń Kaczyńskiego o jednowładztwie i dokończeniu rozwałki demokracji.

Również wcześniejsze wybory mogłyby zaskoczyć prezesa negatywnie. On już to przerabiał w 2007 roku i przegrał sromotnie.

Jakby nie było, rządy mniejszościowe lub wcześniejsze wybory to zagranie bardzo niepewne i nie rokujące dobrze. Możemy nie lubić Kaczyńskiego, ale nie możemy mu odmówić talentu do manipulacji politycznych i umiejętności strategicznych. Myślę więc, że to ostatnie, co mu chodzi po głowie. Myślę, że bardziej chodzi właśnie o pozostawienie koalicjantów, ale już w pełni podporządkowanych i posłusznych. Nie zagrażających prezesowi i jego wizji Polski.

Na chwilę obecną jednak, nie wiadomo, jak się skończy ta próba sił. Który wariant wygra, również tego nie wie nikt. Proponuję jednak wstrzymać się z euforią. To byłoby zbyt piękne, by już nastąpił koniec. No chyba, że Kaczyński zatracił całkowicie swój talent polityczny i strzelił sobie samobója.

Proszę więc, poczekajmy z tym szampanem…

Tamara Olszewska

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

10
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
3 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
Rozbawionyobserwatorszary człowiekHerodAntypisZwinka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jantar
Jantar

Pani Tamaro, jest jeszcze jedna opcja! Wcześniejsze wybory, ale przy ich przegraniu po prostu nie uznanie wyniku wyborów przez pisowską Izbę SN i wtedy rządy dekretami prezydenckimi i zmiana konstytucji na chama.

szary człowiek
szary człowiek

Bardzo prawdopodobny wariant…….

Maciek123454321
Maciek123454321

Jakoś mi się rzeczywiście nie chce wierzyć, żeby katolsko-faszystowska koalicja dwóch partii kanapowych i smoka rozleciała się z powodu futrzaków.
PS. Niech Borys nie dzieli skóry na niedźwiedziu, ale szerokie porozumienie niech dalej buduje, tylko proszę, bez jaj w postaci podwyższania apanaży, bo na dzień dzisiejszy to jest świństwo.

greg
greg

Prezes ani nie gra umiejętnie koalicjantami, ani nie popłynął, ani też już nie rządzi pisowatymi. Prezes rozpaczliwie szuka wyjścia z sieci zaciąganej przez ministra z własną zastrzeżoną przestrzenią powietrzną, który jednak nie może jej do końca zamknąć, bo sam spadnie z dużej wysokości na bruk. W rezultacie będzie status quo.

fgfg
fgfg

TEATRZYK DLA CIEMNEJ OPOZYCJI, ABY SIĘ POCIESZYŁA CHWILĘ A ONI SIĘ ŚMIEJĄ Z GŁUPIEJ OPOZYCJI I BĘDĄ NADAL RZĄDZIĆ

Zwinka
Zwinka

Zdejmij flaszkę z caps locka.

HerodAntypis
HerodAntypis

Tam stoi kufel. Po nicku poznaję, że kolo jest z Baden-Baden.

smętek
smętek

Zastanawianie się nad tym, co zrobi Kaczafi to strata czasu. Niezbyt odległa przyszłość pokaże co też wymyślił ten stary satrapa. Są ważniejsze tematy: dziura budżetowa nieznanej wielkości, nędza ochrony zdrowia i edukacji, sytuacja samorządów. W mim odczuciu temu należy poświęcać czas a nie wymyślać, co też zaserwuje nam Kaczafi.

obserwator
obserwator

Ocena sytuacji moim zdaniem najbardziej prawdziwa (jak zawsze zresztą tej Autorki). Znając już wcześnirjsze rozgrywki „wodza” pisuaru uważam, że od samego początku był to przemyślany zamiar, nie mający na celu „ani na jotę” żadnej ustawy dla zwierząt, która miała być „zasłoną dymną” znacznie ważniejszej dla katobolszewii ustawy „bezkarność+”, przy okazji z zamiarem zdyscyplinowania koalcjant9w!
Na pewno nie będzię żadnych „ubocznych skutków tej zadymki”, wszystko wróci do normy, no może trochę bardziej zostanie przystopowany Zero!

Rozbawiony
Rozbawiony

Będzie tak: w niedługim czasie Ziobro straci fuchę, wraz z kilkoma pretorianami wróci do ław poselskich, SP zostanie rozbita i spora część posłów przejdzie do PiS, Gowin obserwując upadek Ziobry, spokornieje. W ten sposób PiS zachowa większość, a Jarek pozbędzie się Zbyszka.
A „futerka”, to opowieść dla naiwnych 🙂