Prezydent pilnie potrzebny

Prezydent pilnie potrzebny

Polska stanęła właśnie przed wyborem między demokracją a autorytaryzmem

Dwa weta, wydeptane przez przypadkowych spacerowiczów, zapoczątkowały narodową debatę w niepowtarzalnym, rdzennie polskim stylu. Ustawka prezydenta z Kaczyńskim? Ściema PiS, który za nic nie przyzna, że przegrał z gorszym sortem obywateli?  Odrodzenie moralne Andrzeja Dudy? Nagły paroksyzm jego szczątkowej godności? Presja Episkopatu, Unii Europejskiej, czy rodziny prezydenta? A może – pod nieobecność prezesa, ukrywającego się akurat przed suwerenem – Adrian ośmielił się wtargnąć do jego gabinetu, żeby wreszcie trzasnąć sobie drzwiami, walnąć ze dwa razy pięścią w biurko i kopnąć w kocią miskę?

Harmider coraz liczniejszej rzeszy domorosłych politologów, wykłócających się o przyczynę niespodziewanego zablokowania agresji na KRS i Sąd Najwyższy, zagłusza głosy rozsądku, opisujące realną rzeczywistość. Tą rzeczywistość, która coraz głośniej skrzeczy. Choćby o tym, że kibice fetując w euforii zwycięstwo dwa do jednego dla naszych, nie dosłyszeli komunikatu: ta rozgrywka odbywa się w systemie mecz i rewanż. A przecież Kaczyński zapowiedział wyraźnie, że niezależnie od projektu prezydenta, nie cofnie się przed gruntowną demolką władzy sądowniczej. Niestety – można mu wierzyć: przed zawłaszczeniem wymiaru sprawiedliwości nie powstrzyma go ani Konstytucja, ani prawo, ani Unia Europejska, ani najdłuższy nawet łańcuch światła. Musi to zrobić, bo bez opanowania sądów niemożliwe jest przecież, zapowiadane równie wyraźnie, spacyfikowanie niezależnych mediów i wprowadzenie cenzury Internetu, a także wzięcie pod but wrażych organizacji pozarządowych, sterowanych przez wiadome siły i wrogie ośrodki, rozdające Polakom gorszego sortu darmowe wkłady do zniczy.

Kaczyński powiedział kiedyś, że można usprawiedliwić naruszanie norm prawnych tam, gdzie toczy się walka o dobro narodu i o wolność. No i obecnie realizuje tę tezę. Najpierw zdefiniował kto jest Polakiem, a kto do polskiego narodu nie powinien przynależeć. Ponieważ nie jest możliwe, by prawdziwy Polak mógł kontestować odbudowę narodowej suwerenności – odebrał godność i inne dobra przeciwnikom Dobrej Zmiany, rozdając je rodakom przychylnie zweryfikowanym. I zaraz potem rozpoczął walkę o wolność. Walkę z Sądem Najwyższym. Bo dla zapewnienia wolności swoim wyznawcom, funkcjonariuszom i przybocznym, Kaczyński musi mieć ten sąd w garści. Tylko SN może stwierdzić prawomocność parlamentarnych wyborów korzystnych dla PiS lub nielegalność wyborów przegranych. Tylko utrzymanie władzy chroni Kaczyńskiego i jego świtę przed odpowiedzialnością karną za przestępcze łamanie konstytucji i nielegalne przejęcie autorytarnej władzy.

Kaczyński nie odpuści. Pójdzie na każde zderzenie z Unią Europejską, przeciw której już szczuje i jątrzy w nadziei, że elektorat poświęci kiedyś dotacje i inne korzyści wynikające z obecności w UE w imię obrony polskiej godności, niezależności i narodowej dumy, pielęgnowanej i chronionej jedynie przez PiS…  Planom Kaczyńskiego nie przeciwstawi się też nawet najściślej zjednoczona opozycja, której wspólny projekt ustawy o sądach z pewnością zostanie odrzucony w pierwszym nieprzeczytaniu. Kaczyńskiemu nie przeciwstawi się także zafrasowany Stańczyk z koalicyjnej partyjki, który owszem, posiada mózg, ale jakiś czas temu zgubił do niego instrukcję obsługi i teraz głosi, że trwanie w koalicji z autorytarną partią łamiącą prawo jest korzystniejsze dla Polski niż wybory, w których mogliby wygrać demokraci.

Zamiarom prezesa mógłby się przeciwstawić jedynie prezydent. Ale to tylko taka teoria. Ani prezes ani ja nie wierzymy, że artysta–prawnik Andrzej Duda znienacka zrezygnuje z własnej kolorowej wizji plastycznego prawa, służącego do zalepiania dziur w nielegalnych ustawach.  Nie wyobrażam sobie, że nagle dr Andrzej Duda przestanie firmować karkołomne opinie mgr Piotrowicza, mgr Ziobry, mgr Przyłębskiej oraz kilku innych Nikiforów legislacji, i przyłączy się do wspólnego głosu polskich i europejskich koryfeuszy prawa. Nie wierzę, że człowiek, który przez dwa lata łamał Konstytucję i własnymi rękami zdemolował Trybunał Konstytucyjny – ot tak, z niedzieli na poniedziałek, „bez żadnego trybu” stanie się nieugiętym obrońcą demokracji oraz sojusznikiem kanalii, ubeckich wdów zdradzieckich mord i bolszewickich upiorów.

W duszy każdego człowieka może zdarzyć się przełom. Każdy może się zmienić. Dlaczego więc widzę ciemność i otwarcie wątpię, czy Andrzej Duda przejdzie na jasną stronę mocy? Otóż 28 lutego 2015, kandydat na Prezydenta RP przedstawił umowę programową z Polakami, w formie 10 zobowiązań, opisujących jak będzie wypełniał obowiązki Prezydenta. Czytam je często i szukam dotrzymanych obietnic pytając punkt po punkcie:

Czy Andrzej Duda jest prezydentem, który słucha i służy obywatelom? Czy jest prezydentem dialogu, porozumienia i rozmowy? Czy przywrócił Polakom zaufanie do państwa i poczucie godności? Czy nadzorując szaleństwa Macierewicza troszczył się o bezpieczeństwo Polaków? Czy buduje państwo uczciwe i sprawiedliwe? Czy odnosił się z troską i zrozumieniem do każdego obywatela? Co zrobił, by być prezydentem silnego, sprawnego państwa w centrum zjednoczonej Europy? Czy jest prezydentem, który nigdy nie unikał trudnych sytuacji i nie uciekał, kiedy powinien być arbitrem? Czy jest prezydentem aktywnym, korzystającym z inicjatywy ustawodawczej?

Jedyne zobowiązanie, które Andrzej Duda próbuje realizować brzmi: „Będę prezydentem Polski dumnej ze swej historii, swoich przodków i korzeni, która pamięta i czci swoich bohaterów”. Wolałbym jednak być dumny z teraźniejszości Polski. I chciałbym być dumny z prezydenta, który garściami nie rzuca słów na wiatr historii.  Polska stanęła właśnie przed wyborem między demokracją a autorytaryzmem. Ważą się losy naszej obecności w silnej unii państw demokratycznych. Całkiem realnie zagraża nam samotność w Europie – samotność bezsilna wobec agresywnego sąsiada. W takiej chwili chciałbym mieć takiego prezydenta, który potrafi głośno i wyraźnie powiedzieć: NIE POZWALAM! a potem rzeczywiście nie pozwoli.

Andrzej Karmiński

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Prezydent pilnie potrzebny"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Zwinka

Porównanie tego, co wyprawiają, cynicznie i całkowicie świadomie, wyżej wymienieni samozwańczy „legislatorzy” do Nikifora uwłacza pamięci tego biednego człowieka, opóźnionego w rozwoju a jednocześnie cudownie utalentowanego …Nikifor niczego dla siebie nie chciał … i chyba nie za bardzo wiedział, co robi na tym dziwacznym świecie, a jednak pozostawił po sobie samo piękno. Przepraszam Autora, którego punkt widzenia rozumiem i podzielam, ale tego porównania nie mogłam znieść.

Waldemar
Całkowicie podziela sceptycyzm autora co do „odrodzenia moralnego” Andrzeja Dudy, który raptem zapragnął wtargnąć do gabinetu prezesa. Pisałem już wcześniej, ze po prostu istnieją granice lekceważenia prawa i urzędu Prezydenta RP i PiS po prostu się zakiwał, chcąc ekspresowo uchwalić ustawę godną jakiegoś plemiennego kacyka, ośmieszając przy okazji Dude. Klasyczny wypadek przy pracy i obawiam się, ze wysmażona w Pałacu ustawa po prostu skasuje rozmaite legislacyjne byki plus ograniczy nieco kuriozalną wszechwładzę Ziobry nad sądami., Ale nie ograniczy władzy PiS – i tu leży szkopuł. Przy okazji zastanawia mnie kompletne olewanie przez Kaczyńskiego ruchu społecznego protestu. Jak wskazuje mapka w… Czytaj więcej »