Prosto zza płotu, czyli relacja demonstrantki

Prosto zza płotu, czyli relacja demonstrantki

18 lipca jej cierpliwość wystawiono na próbę. Dorota Ceran spisała relację z lipcowych protestów Elżbiety Wspaniałej-Jankowskiej. Łodzianki, żony, matki, przedsiębiorcy, KODerki, patriotki. Kolejność nie ma znaczenia. Wszystko w jej życiu jest ważne, bo wszystko wymaga pasji, miłości, czasu i cierpliwości.

Impuls

Pierwszym impulsem do uczestnictwa w proteście przed Sejmem była zmiana w porządku obrad i wprowadzenie głosowań nad ustawami o Sądzie Najwyższym. Tego miało nie być. Byłam jak zwykle w pracy. Włączyłam komputer, którego strona startowa to gazeta.pl. i wyczytałam tę informację. Koło dziesiątej szybciutko się ogarnęłam i poprosiłam męża, żeby mi sprawdził kolejowe połączenia do Warszawy. W jedną stronę. Nie był chyba zaskoczony. Zapytał tylko, na którą godzinę chcę tam być. O 15.38 wyjechałam wraz z koleżanką, z którą od razu poszłyśmy przed Sejm. Było tam już bardzo dużo ludzi, bo to była pora powrotów z pracy. Ludzi ciągle przybywało. Dochodzili, dojeżdżali. Na początku grupowali się pod sceną KODu. Ja pilnowałam płotu.

Najwspanialsze, że przyszło aż tylu ludzi młodych. Tak długo na nich czekaliśmy… Dobrze, żeby naprawdę uwierzyli, że rządzący mogą im wiele zabrać. Wolności nie da się zmierzyć, nie da się zważyć, nie da się wziąć jej do ręki. Nie widać jej, kiedy jest. Jak jej nie ma, zaczyna być bardzo wyraźna.

Nastrój

Na początku było spokojnie. To było przed czwartkiem, więc ludzie jeszcze wierzyli, że może się uda. Relacje wśród protestujących były super. Tam nikt nie czuł się obco, nawet jeśli nikogo nie znał. Ludzie sobie podawali wodę i co tam kto potrzebował. Także przekazywali sobie informacje. Ale nastawienie do samego przedmiotu protestu i do rządzących było zupełnie inne. Przed czwartkiem nie było dużego napięcia. Potem to się zmieniło, bo ludzie wiedzieli, czym grozi uchwalenie tych ustaw. To nie jest zabawa w manifestację na zasadzie – wezmę sobie chorągiewkę i pójdę pomanifestować. To jest walka o wolność.

Codzienność

Pojechałam do Warszawy we wtorek, wróciłam do Łodzi w nocy z czwartku na piątek. Tam na miejscu było miasteczko namiotowe, gdzie można się było przespać. Łódzki KOD miał swój namiot, Obywatele mieli swój… Jak ktoś miał znajomych wśród mieszkańców, to czasami szedł do nich przenocować.
W pobliżu był sklep spożywczy, gdzie mogliśmy się zaopatrzyć, ale najczęściej jedliśmy to, co ludzie nam przynieśli. Raz przyjechał jakiś pan na rowerze z całą torbą pączków, chleba. Jakaś pani będąca sympatyczką Nowoczesnej ugotowała wielki gar barszczu czerwonego. Ktoś przyniósł kopytka z gulaszem. To było wspaniałe, że pomyślano o tym, że może ktoś tam jest głodny, że może chce się komuś pić albo zjeść coś słodkiego.

KOD, Obywatele RP, OSA i inni

Nie będę ukrywała tego, co myślę. Jako czynny członek KODu siedząc tam w Warszawie myślałam, że tam gdzie jest scena KODu, i tam, gdzie jest namiot KODu, tam jest moje miejsce. A gdzie byłam? Oprócz płotu, oczywiście? Byłam tam, gdzie byli Obywatele RP i gdzie była OSA. Tam byliśmy w większości. Czułam się tam jak u siebie. Ładowałam komórkę, piłam soki, jadłam owoce, sprzątałam śmieci, wrzucając je do worka… Oni w swoich namiotach byli takimi gospodarzami miejsca. Jak przychodziłaś do Obywateli, czułaś, że jesteś mile widziana. Cóż… ale to temat chyba na zupełnie inną rozmowę.

Dziennikarze

Rano, po przebudzeniu, zawsze najpierw spotykaliśmy dziennikarzy. Różnych. Był TVN, ale była też na przykład Republika. Słyszałam, jak facet z Republiki obraził jednego z protestujących z OSY (Stowarzyszenie Obywatele Solidarnie), człowieka, którego rodzina ma przeszłość powstańczą i o to poszło. Nie wiem dokładnie, jakie słowa padły, ale zrobiło się bardzo niefajnie. Nie doszło do rękoczynów, ale było naprawdę nieprzyjemnie. Dziennikarze Republiki chętnie ludzi prowokują, a potem filmują krzyczących, zdenerwowanych protestantów jako jakichś agresywnych awanturników. Podobnie zresztą było na niedzielnej manifestacji przed Sejmem, na której też byłam. Tam była z kolei utarczka z TVP.

W wolnych mediach, jak np. TVN, widzę ogromną różnicę w przekazach w stosunku do tego, co oglądaliśmy jeszcze ze cztery, pięć miesięcy temu. Stają się coraz bardziej zachowawczy. To powolutku ewoluuje, nie przechodzą jeszcze całkiem na ciemną stronę mocy, ale widać zmianę tonu w ich relacjach. Myślę, że ze strachu. A strachem się bardzo dobrze zarządza. Pani Pawłowicz powiedziała, że się we wrześniu za wolne media wezmą, więc… W tym nurcie chyba pojawił się symetryzm: no ci robią źle, ale PO też robiło błędy. Mnie to irytuje. Bo naprawdę nie jest to już teraz moment na takie rozważania. PO zrobiła zresztą wiele dobrego, a przegrała, bo nie potrafiła tego wyeksponować. A to, co zrobiła złego, PiS przepięknie zagospodarowało. A ciemny lud to kupił, że przywołam klasyka.

Policja

Jak ja tego płotu pilnowałam, to starałam się jakoś złagodzić napiętą sytuację i żartować trochę z policjantami. Starałam się trochę zmniejszyć dystans. Dla mnie płot był już wystarczająco wysoki. Jak policjanci dochodzili bliżej płotu, to ja im mówiłam „Dzień dobry”. I uśmiechałam się. Po cichutku odpowiadali. Mówiłam „Skróćmy dystans. Tak będzie lepiej”. Uśmiechali się. Tak było do środy. W czwartek było już całkiem inaczej. Pojawiły się nam za plecami grupy policjantów z gazem pieprzowym, z paralizatorami. I to już nie robiło dobrego wrażenia. Paweł Kasprzak prosił policję, żeby nie prowokowała, wielokrotnie prosił o wycofanie tych ludzi, bo tu nic nikomu nie grozi. Tłum nie był wcale agresywny. Wściekły na to, co się dzieje w Sejmie, tak. Ale nie w stosunku do poszczególnych, konkretnych ludzi. Ani do policji, ani do siebie nawzajem. To nie była walka kiboli i ta policja w tej liczbie kompletnie nie była tam potrzebna. Wystarczyli ci, którzy tam sobie okupowali te barierki.

Czwartek

W czwartek nastrój się zmienił zdecydowanie. To był dzień naprawdę ostry. Od rana była wojna o ulicę. Z policją. Pojawiło się hasło „Ulice są nasze!”. A w czwartek nas z ulicy wypchnięto. Była udrożniona dla samochodów, ale stać na niej nie można było.

Ale w końcu wywalczyliśmy miejsce. Płot był ich, ale ulica była nasza. Jak zaczęły się głosowania w Sejmie i czekaliśmy na wynik, to nagle wszyscy, wraz z Pawłem Kasprzakiem, postanowiliśmy położyć się na jezdni. Wtedy ludzie zaczęli kopać w barierki. I ja też kopałam, waliłam…

Kopanie w płot

Kopałam w płot, bo nie mogę się położyć ze względu na chore nogi. Mogłabym mieć potem kłopot ze wstaniem. Patrzyłam i widziałam, jak dochodzą ludzie, kładą się i obok stojącego płotu rośnie drugi, poziomy. Jak dotarł do nas wynik głosowania, rozpoczęło się prawdziwe walenie – w gong, w bębny. Wołanie „Hańba! Hańba!”. Ci, co leżeli, to nogami w nie walili, kto nie leżał, dochodził i kopał. Kto miał kije, drzewce… To była nieprawdopodobna atmosfera… Ten bijący gong, ta atmosfera miejsca… żadne nagranie nie jest w stanie tego do końca oddać.

Skąd u mnie łzy na to wspomnienie? Bo to była taka straszna bezradność. Ja to okropnie przeżyłam… Waliłam nogami w te barierki, ile mogłam, ile miałam sił… i płakałam… Przygarnęły mnie w pewnej chwili panie z namiotu „Wyborczej na żywo”. Bo po zejściu z barierek byłam w takiej rozsypce, że postanowiły się mną zaopiekować.

Podobno niektórzy komentatorzy mówili, że to śmieszne, kiedy ludzie leżą tak i kopią w barierki. To ja zapraszam. Jak panów tak bardzo to śmieszy, to bardzo proszę na naszą stronę płotu.

Politycy

To nieprawda, że politycy wkurzali demonstrujących swoją obecnością. Nieprawda! Ludzie na nich czekali! A oni w miarę możliwości w trakcie obrad wychodzili do nas i informowali na bieżąco, co się tam dzieje. Dzięki nim mieliśmy na bieżąco informacje z pierwszej ręki. Byli posłowie z Platformy Obywatelskiej i z Nowoczesnej. Cały czas. I to także budowało nastrój, poczucie wspólnoty.

Radzę się dobrze zastanowić tym, którzy twierdzą, że demonstranci odcinają się od polityków, że mają ich dosyć. To nie jest tak. Bo za moment przy jakichkolwiek wyborach wybierzemy nowych ludzi, którzy dzisiaj może nie należą do żadnej z partii, ale później będą należeć i będą to kolejni politycy. Bo nie da się robić polityki bez polityków. To tak samo jak z tymi ludźmi, którzy mówią:”Mnie polityka nie interesuje”. Ok. Nie interesuj się, ale polityka zainteresuje się tobą.

Nasze demonstracje, mimo że są ruchem oddolnym, to przecież także polityka. Ja nie należę do żadnej partii, co nie znaczy, że nie zajmuję się polityką. Nie mylmy pojęć, mówienie, że demonstracje są apolityczne to takie gadanie dla gadania jest. Jeżeli walczymy z przyjęciem ustaw, to znaczy, że nasza walka jest polityczna.

Wieści z Polski

Ten moment, kiedy się patrzy i widzi: Boże, w moim mieście też ludzie stoją!!! Boże, jak dużo przyszło! To daje bardzo dużo paliwa. Widzieliśmy to w komórkach, na tabletach.

Na plac Dąbrowskiego w Łodzi dotarłam dopiero w piątek i to było kolejne, prawdziwe wzruszenie. Ten nieprzebrany tłum ze światełkami…

Weta dwa

Andrzej Duda? Ja mu nie wierzę. Z założenia już nie wierzę politykom tej partii, która rządzi. Prezydent, czego by nie zrobił i czego by nie powiedział, dał już wszystkie możliwe dowody na to, że w nosie ma Konstytucję, w nosie ma suwerena, w nosie ma swoje obietnice wyborcze. Dziwię mu się, bo przecież jest to człowiek wykształcony, po studiach prawniczych, z doktoratem. Oczekiwałam, że będzie prezydentem wszystkich Polaków. Oczekiwałam, że jak prezydent mojego kraju coś mówi, to wie, co mówi. Okazuje się, że nie wie. To jest lalka zdalnie sterowana.

Myślę, że te dwa weta to była chłodna kalkulacja wobec tego, co działo się na ulicach. Jego relacje z prezesem oczywiście nie są dobre od jakiegoś czasu. Patrzę na to i myślę, że nie chciałabym być tak traktowana jak dziewczynka na posyłki, a on jest traktowany jak chłopczyk na posyłki. Może już mu było też tego za dużo… Może został dotknięty jakiś jego czuły punkt, o którym my w ogóle nic nie wiemy? My sobie gdybamy tutaj, ale nie musimy wiedzieć, w jaką czułą strunę uderzono, że nagle postanowił zawetować dwie ustawy.

A ta trzecia, podpisana ustawa? Myślę, że zostawił sobie taki wentylek. Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. A potem stworzy gniota jakiegoś, którego sam już nie będzie mógł zawetować. Bo nie wiemy, co on zaproponuje. I kogo zaprosi do współpracy? Na stworzenie takich ustaw pół roku jest za mało, więc jak ma powstać coś sensownego w dwa miesiące? Nie jestem prawnikiem, ale wydaje mi się, że to jest nielogiczne.

Co potem?

Na razie wisimy w powietrzu. Bo teraz nie ma co wychodzić i protestować. Ale trzeba być czujnym. Przecież mogą jeszcze te dwa prezydenckie weta cichcem odrzucić. Jak PiS ciągle powtarza, że sala sejmowa jest w remoncie i nie nadaje się do użytku, to wietrzę w tym możliwość podstępu. Posłowie opozycji nie tylko nie powinni nigdzie daleko wyjeżdżać, oni powinni być w Warszawie w hotelu sejmowym. Żeby w razie czego nawet w piżamie polecieć do sali.

Nie wierzmy im. PiS to jest partia złodziei, bo jak inaczej mam nazwać kogoś, kto chce bez mojej zgody zabrać, demokratyczne wolności ? Coś co do mnie należy. Jak mam nazwać partię, która chce dekomunizować, a de facto sama powinna się przede wszystkim zdekomunizować? Mam nadzieję, że praca u podstaw, którą prowadzi KOD w swoich regionach, ta codzienna praca w PIKODach, podczas marszów, na spotkaniach, powoli robi swoje, bo uświadamia ludziom wiele prawd. Na przykład tę, że jeśli ktoś ma mandat do rządzenia, nie ma mandatu do zawłaszczania państwa. Ale jeszcze wiele przed nami.

Jestem przygotowana, mam plecak gotowy, portki wyprane, tenisówki spakowane, szczoteczka, bielizna. Ja jestem przygotowana na wszystko w tej chwili.

Zdjęcia – archiwum prywatne Elżbiety Wspaniałej-Jankowskiej

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Paweł OlejniczakAlkaZgredzinka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zgredzinka
Zgredzinka

Słuchajcie, czytając tę relację, poszłam za słowami jej bohaterki i zajrzałam na stronę gazeta.pl, gdzie uwagę moją zwrócił artykuł pt.: „Oto tajemnica budżetowego sukcesu rządu”, a szczególnie komentarz jednego z internautów, który pozwalam sobie poniżej przytoczyć: ” andraman123 7 dni temu Prowadzą małą firmę na prowincji, ale w skali krajowej. Od roku mam do zwrotu ok. 100 tys. zł nadpłaconego podatku VAT. Co miesiąc narasta mi ok. 10 tys. zł więcej. Nie wnioskuję do US o zwrot VATu, bo wszyscy – księgowa, koledzy przedsiębiorcy, doradcy finansowi, znajomi ze US – przestrzegają mnie, że US zrobi mi kontrolę kilka lat do… Czytaj więcej »

Alka
Alka

Dziekuje, Pani Elzbieto za te relacje.Tak bardzo przypominaja mi sie czasy Prawdziwej Solidarnosci,manifestacje protesty tlumow….,byly jeszcze Msze za Ojczyzne u Ks.Popieluszk(szkoda,ze teraz wiekszosc kleru jest po ciemnej stronie mocy,wtedy,mimo wiekszych niz dzis,zagrozen ze strony rzadu,czyt.ZOMO,na MzO czulismy sie bezpieczni,Wierzylismy,ze nie odwaza sie tam wejsc)i gdzie spotykali sie nie tylko ludzie wierzacy.Wszedzie czulismy sie jednoscia w walce o wolna,lepsza Polske,wszyscy nawzajem sobie pomagali.Bylismy zdeteminowani i zjednoczeni.Nasuwa mi sie jednak smutna refleksja na temat nas,Polakow-jedynie w ekstremalnych sytuacjach,jestesmy w stanie sie zjednoczyc,byc dla siebie mili,serdeczni i pomocni.Moze Opatrznosc nam zgotowala pisia wladze po to, abysmy sie obudzili,abysmy przypomnieli sobie,ze jestesmy wielkim,wspanialym,tolerancyjnym Narodem,dla… Czytaj więcej »

Paweł Olejniczak
Paweł Olejniczak

Elu, dziękuję ci za każde słowo. Byłem, widziałem, wiem.