„Przegrany Kościół” – polemika

„Przegrany Kościół” - polemika

Nie mam pojęcia, na czym straci Kościół po zwycięstwie Kaczyńskiego, bo jeśli chodzi o stronę etyczną i moralną, to w oczach bardziej rozumnych Polaków jest on już na dnie i nie pogorszył swojej sytuacji nawoływaniem do zwycięstwa PiS.

W swoim tekście „Kościół – wielki przegrany niedzielnych wyborów” autor stawia dość kategoryczne tezy, z którymi nie sposób się zgodzić. Pisze, że „jeśli władzę przejmie koalicja antypisowskiej opozycji, jest oczywiste, że nie będzie mógł liczyć na uprzywilejowane czy choćby przyjazne traktowanie przez rządzących, którzy będą mieć w pamięci postawę większości duchownych w minionym okresie. Owszem, w takiej koalicji znajdą się umiarkowane środowiska konserwatywno-katolickie, ale po przeciwnej stronie będą w niej też grupy zdecydowanie antyklerykalne. Bilans wyjdzie więc na zero i jedyne, na co biskupi będą mogli liczyć ze strony władzy, to oziębły dystans”.

 

Jak świadczy niedawna historia ośmioletnich rządów PO, umizgi do kleru z ich strony były bardzo wyraźne, mówiło się nawet o jakimś „Kościele łagiewnickim”, jakoby „liberalnym”, który był zbliżony do tej partii, w odróżnieniu od „Kościoła toruńskiego”, czyli rydzykowego kościelnego betonu (de facto znacznej większości Episkopatu). „Liberalna” partia, za jaką pragnie uchodzić PO nie zrobiła – moim zdaniem – dosłownie nic, żeby ograniczyć wpływy Kościoła w polityce i wtrącanie się kleru do wszystkich aspektów życia Polaków, jak również nie żałowała na Kościół pieniędzy. To przecież także podczas czterech lat ich rządów działała niechlubna Komisja Majątkowa, która oszukała polskie społeczeństwo na setki milionów złotych, „zwracając” Kościołowi bardzo często mienie, które mu się zupełnie nie należało  lub zawyżając wielokrotnie te „odszkodowania”.

Podczas kampanii wyborczej też nie słyszałem jakichkolwiek mocnych głosów ze strony KO, że trzeba skończyć z przywilejami Kościoła, objąć go jakimkolwiek nadzorem finansowym, doprowadzić do rzeczywistego rozdziału tej instytucji od państwa, nie mówiąc już o rewizji albo wprost wypowiedzeniu konkordatu, w którym Polska ma same obowiązki wobec kleru, a ten ma tylko przywileje i prawa. Jakoś nie widzę w tej formacji grup „zdecydowanie antyklerykalnych” (chyba że za takie uznamy tych, którzy żądają po prostu przestrzegania Konstytucji w zakresie rozdziału Kościoła od państwa), a jeśli nawet takie są, to ich głos „antyklerykalny” jest mocno tłumiony i nie przebija się do ogółu. Wprost przeciwnie – niektórzy z kandydatów Koalicji afiszują się wręcz ze swoja religijnością i „przywiązaniem do tradycji katolickich”.

Nie liczyłbym też na przedstawicieli lewicy – za czasów rządów Kwaśniewskiego i Millera Kościół rozkwitał, obsypywany cały czas różnymi mniejszymi i większymi przywilejami. Zgadzam się, że KO nie będzie przekupywała kleru takimi pieniędzmi i przywilejami, jak PiS, ale na pewno nie „skrzywdzą” Kościoła – oni nadal chyba boją się jego wpływów, co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe, bo od kilkunastu lat popiera on bez żenady, we wręcz bezczelny sposób partię Kaczyńskiego, więc Koalicja nie ma tu nic do stracenia, a wręcz przeciwnie – przyciągnęłaby pewnie nowych wyborców, stawiając w swoim programie sprawę ukrócenia panoszenia się instytucji Kościoła, który stał się już zwyczajnie państwem w państwie.

Jeśli chodzi o drugą stronę sceny politycznej, Maziarski pisze: – „Jedną z konsekwencji politycznej symbiozy PiS i hierarchii kościelnej jest fakt, że relacja pomiędzy rządzącymi a Kościołem uległa odwróceniu – władza świecka wyemancypowała się, zaś Episkopat coraz częściej występuje w roli jej klienta. Episkopat nie rozdaje już kart i nie jest nadzorcą polityków. Sam w coraz większym stopniu staje się uzależniony od władzy świeckiej. Stopniowo wchodzi w rolę, jaką w Rosji odgrywa cerkiew prawosławna, zwasalizowana przez władców Kremla i wykorzystywana przez nich jako „pas transmisyjny” do mas”

Zgadzam się, że Kościół coraz częściej występuje w roli nie „klienta”, tylko raczej kogoś, kto ma ciągłe roszczenia w stosunku do partii rządzącej. Z państwowej kasy płyną do kleru setki milionów złotych pod różnymi pretekstami albo i bez nich. Na przykład samo tylko imperium Rydzyka dostało od 2016 roku (według wyliczeń portalu OKO.press) od ministerstw, spółek i organizacji pod kontrolą Prawa i Sprawiedliwości co najmniej 214 238 441 złotych. Chyba wiele instytucji zazdrości takiego „uzależnienia od władzy świeckiej”.

Episkopatowi jest naprawdę wszystko jedno, jak postrzegane są jego związki z władzą „byle kasa się zgadzała”. W polskim Kościele dawno nie ma już Boga, jest za to bożek mamony i niezdrowe zainteresowanie seksem. Po wyborach kler wystawi rachunek PiS-owi za poparcie i znowu popłyną do niego setki milionów złotych, bo „faktury” wystawiane przez panów w sutannach za tę „usługę” są coraz wyższe, a zapłacimy za to my wszyscy.

Na czym więc straci Kościół po zwycięstwie Kaczyńskiego? Doprawdy nie mam pojęcia – bo jeśli chodzi o stronę etyczną i moralną, to w oczach bardziej rozumnych Polaków jest on już na dnie i nie pogorszył swojej sytuacji nawoływaniem do zwycięstwa PiS, a „suweren” będzie jeszcze za to chwalił kler.

Episkopat nie rozdaje kart” – pisze Maziarski, ale czy aby na pewno? Jeśli bolszewicki PiS wygrywa wybory niewielką większością głosów, to można założyć, że zadecydowały o tym głosy tych, którzy odpowiedzieli czynem na agitację swoich „duszpasterzy”. Porównanie do putinowskiej Rosji też jest niezbyt fortunne – na razie to nie Kaczyński stawia wymagania klerowi, a raczej odwrotnie. Zresztą w Polsce w zasadzie dokonała się już idealna symbioza dwóch pasożytów żerujących na społeczeństwie, którzy idealnie ze sobą współpracują w niszczeniu kraju.

Maziarski pisze: – „(…) Kościół zajął w III RP miejsce szczególne – jawił się jako uprzywilejowana potęga, stojąca ponad światem świeckiej polityki. Biskupi byli przyzwyczajeni do tego, że to politycy wszystkich obozów się do nich umizgują, próbują pozyskać ich względy i poparcie. Było to jednak możliwe tylko tak długo, dopóki Kościół nie związał się ściśle z jedną opcją polityczną”.

 

Owszem, związał się z jedną opcją, ale czy znaczy to, że jej politycy nie „umizgują się” do kleru? Do tej pory mam w oczach telewizyjny przekaz jak niemal cały rząd i posłowie pląsają radośnie na urodzinach Radia Maryja w Toruniu, pamiętam też wiernopoddańcze listy do Rydzyka, jak chociażby ten od prezydenta. Jak to w takim razie nazwać, bo chyba nie jest to okazywanie wyższości polityków nad klerem?

Oczywiście, pozycja Kościoła w Polsce będzie słabnąć, ale z zupełnie innych przyczyn – ateizacji społeczeństwa, co ma miejsce w całej zachodniej Europie (której oczywiście sprzyja upadek moralny tej instytucji i skandale seksualne), odwrót od religii młodzieży, której skostniała instytucja rządzona przez dziadków nierozumiejących i bojących się świata nie ma kompletnie nic do zaoferowania, którzy do tego żyją w przepychu i luksusie, nawołując wiernych do wstrzemięźliwości. Ale moment, w którym na niedzielne msze będzie chodziło 5-10% społeczeństwa, a Kościół zostanie zmuszony do walki o wiernych, bez bajdurzenia o LGBT, gender i wtrącania się w sprawy świeckie, nadejdzie dopiero za kilkanaście lat i nie będzie to na pewno główny efekt symbiozy z PiS-em.

(JK)
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

5
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
MarcinJantarjurekAnonNihil Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Nihil
Nihil

Nawet jeżeli nastąpi to za kilkanaście lat, to jest jakiś pozytyw. Po 2000 lat rwania kasy, wywoływania konfliktów, dzielenia ta sekta padnie. Oby nie nastał nowy nawiedzony cynik zwany bogiem

Anon
Anon

usuń konto

jurek
jurek

„oni nadal chyba boją się jego wpływów” A dlaczego się boją? Bo ambony wskażą na kogo głosować? Zapewne tak. Lecz oni nie śmią nawet zamówić badań statystycznie mierzących odsetek wyborców idących do urn po niedzielnej mszy ze wskazaniem. Nie ma też niezależnych pracowni chcących oszacować tę wielkość. A może ten lęk ubrany w liczby okazałby się płonny i śmieszny (przynajmniej w wybranych regionach)? Żałość brała na umizgi PO do hierarchów z nadzieją, że to może ich wskaża (!?) na mszy niedzielnej? O święta naiwności. >>Jeśli bolszewicki PiS wygrywa wybory niewielką większością głosów, to można założyć, że zadecydowały o tym głosy tych,… Czytaj więcej »

Jantar
Jantar

Spłata długu Kościołowi już się zaczęła. Stary Sejm głosuje nad obywatelskim projektem Ordo Iuris o zakazie propagowania nauczania młodzieży o seksualności, czyli de facto usunięciu ze szkół i penalizacji wszystkiego, co związane jest z przygotowaniem do życia w rodzinie. Projekt zrównuje nauczanie o seksualności z pedofilią, PiS za wyższymi karami niż zapisane są w projekcie. Projekt wprowadza także pełną cenzurę we wszystkich mediach, z internetem z mediami społecznościowymi włącznie. Kary mają dotyczyć też rodziców, którzy sami edukują swoje dzieci. W projekcie jest też zapis o zakazie informowania o antykoncepcji. To dopiero początek wprowadzania państwa wyznaniowego. Następny krok to zapewne całkowity… Czytaj więcej »

Marcin
Marcin

No,cóż,dopóki w Polsce nawet ludzie niewierzący chrzczą swoje dzieci „na wszelki wypadek”,śluby kościelne są normą,nawet jeśli tylko obyczajową i towarzyską,a pogrzeb musi odbyć się pod przewodnictwem księdza,otwarta walka z Kościołem skazana jest na niepowodzenie. Badania o których wspomina autor zapewne zostały niejednokrotnie przeprowadzone i gotów jestem założyć się ,że wynikło z nich,że Polacy,owszem,sa wkurzeni panoszącymi się księzmi,ale daleko im ,póki co,do chęci odbiarania Kościołowi jego przywilejów.Ciągle funkcjonuje mit o Kościele jako sile sprawczej naszego odzyskania niepodległości w 1989,sprawnie podtrzymywany przez jego funkcjonariuszy.Niestety,trzeba bedzie poczekać te kilkanaście lat,aż naturalne procesy laicyzacji zmarginalizują wpływ Kościoła na życie publiczne – inaczej po prostu… Czytaj więcej »