Przez antyunijną demagogię do prezydentury

Przez antyunijną demagogię do prezydentury

Nie chodzi tylko o sądy. PiS wszczyna polityczną wojnę z Brukselą, by Andrzej Duda zyskał poparcie nacjonalistów i wygrał wybory prezydenckie.

Już wiadomo, jaki pomysł ma PiS na kampanię prezydencką. Jej linia wyłania się z najświeższych wypowiedzi przedstawicieli władzy. Oto kilka obszernych cytatów.

W czwartek Zbigniew Ziobro pomstował na wizytę przedstawicieli Komisji Weneckiej w Polsce: „Tym mędrcom, tym pyszałkom, którzy przyjeżdżają do Polski z nadęciem, chciałbym powiedzieć, że tego rodzaju tony obraźliwe nie zostaną nigdy przez Polskę zaakceptowane. (…) Niech nikt nas nie poucza, że jest lepszy, mądrzejszy, że ma bardziej ugruntowane zaplecze cywilizacyjne, kulturowo-prawne, ponieważ to źle brzmi, źle się kojarzy. To są akcenty obrażające nas, Polaków, i Polskę. Nigdy tej narracji nie przyjmiemy”.

Tego samego dnia Jarosław Kaczyński mówił w Starachowicach: „Nam, Polakom, należy się własne państwo, państwo niepodległe, suwerenne, demokratyczne, które jest organizacją wspólnoty Polaków. Dziś w tym znów pięknym, ale niełatwym czasie musimy o tym pamiętać. (…) To jest coś, co łączy okres życia tego pokolenia, którego zdecydowana większość już odeszła, z tym dzisiejszym czasem, z tym wszystkim, co dzisiaj czynimy po to, by Polska była lepsza i by Polska była suwerenna i niepodległa, by ten nowy zamach na naszą suwerenność i niepodległość został odparty. (…) Polska suwerenna, wolna, w Unii Europejskiej, we wspólnocie wolnych państw i wolnych narodów, to jest ta przyszłość, o którą musimy walczyć i którą wywalczymy”.

 

A w piątek Andrzej Duda w Zwoleniu oświadczył: „My, Polacy, mamy prawo sami decydować o sobie i swoich prawach. Po to walczyliśmy o demokrację. Nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce i jak mają być prowadzone polskie sprawy”.

Te trzy wypowiedzi składają się w spójną opowieść o prześladowanym kraju, na którego niepodległość dybią europejskie potęgi okupacyjne, starające się go ujarzmić i skolonizować. Jednak dumny i waleczny lud, który zamieszkuje tę ziemię, wzorem ojców swoich mężnie powstanie pod przywództwem Prawa i Sprawiedliwości, by bronić swego honoru, suwerenności i narodowych tradycji przed kolonizatorskimi zakusami Brukseli.

PiS z premedytacją wszczyna wojnę z UE

Mylą się ci, którzy sądzą, że tego typu głosy dowodzą rozchwiania emocjonalnego autorów i ich braku kontaktu z rzeczywistością. Te pozornie paranoidalne brednie są elementem na zimno wykoncypowanej taktyki, która ma doprowadzić do reelekcji Andrzeja Dudy.

W zacytowanych wypowiedziach bez trudu rozpoznajemy znak firmowy szkoły politycznej Jarosława Kaczyńskiego, który w każdej kampanii od 1990 roku nieodmiennie stosuje ten sam chwyt: stara się wprowadzić wyborców w stan histerii, strasząc ich jakimś urojonym lub wyolbrzymionym zagrożeniem, i wskazuje wroga, którego trzeba nienawidzić i zwalczać. Pobudzony, rozemocjonowany tłum przestaje myśleć racjonalnie i instynktownie gromadzi się wokół przywódcy.

Recepta od lat jest ta sama, zmienia się tylko zagrożenie – kiedyś mobilizować zwolenników miała perspektywa rzekomej recydywy komunizmu, potem strachem na Lachy były rządy „liberałów i monetarystów”, jeszcze później „ideologia gender”, a dziś – rzekomy imperializm Brukseli, próbującej skolonizować Polskę. W różnych sezonach politycznych zmienia się też lista wrogów: uwłaszczone nomenklatura, niezlustrowani agenci, funkcjonariusze WSI, działacze NGO-sów, przedstawiciele mniejszości seksualnych, sędziowie – każda epoka ma swojego „Żyda”, którego Kaczyński wskazuje jako cel nagonki.

Rozpętując antyunijną histerię lider PiS oparł się na analizie elektoratów i na kalkulacji szans wyborczych. Z wszystkich sondaży wynika, że Andrzej Duda może mieć poważny problem z reelekcją, jeśli oprze się tylko na swoim dotychczasowym obozie. Jeśli jednak zagłosują na niego także nacjonalistyczni i antyunijni wyborcy Konfederacji, ma spore szanse na zwycięstwo. Trzeba więc tych wyborców przekonać, że PiS i jego prezydencki kandydat zasługują na poparcie w drugiej turze – najlepiej rozpętując zimną wojnę z Unią Europejską. Taki konflikt uwiarygodni ekipę Kaczyńskiego w oczach nacjonalistów i przysporzy Dudzie popularności w tym środowisku.

Interes Polski jest drugorzędny, liczy się tylko zwycięstwo Kaczyńskiego

Skoro jednak obóz władzy rozniecił konflikt z Brukselą z wyrachowania – to niestety prognozy dla stanu praworządności w Polsce i dla niezawisłości polskiego wymiaru sprawiedliwości są jak najgorsze. Unijna determinacja, by wywrzeć nacisk na rządzących w Warszawie i zmusić ich do wycofania się z ustawy kagańcowej i innych projektów sprzecznych z demokratycznymi standardami przyniesie skutki wręcz odmienne od zamierzonych: PiS nie ustąpi pod presją Brukseli, bo w kampanii wyborczej jest zainteresowany eskalowaniem konfliktu i kreowaniem atmosfery politycznej wojny. Chce, by jak najwięcej obywateli uwierzyło, że Polska jest samotną twierdzą oblężoną przez siły eurokolonizatorów.

To oczywiście nie oznacza, że Bruksela powinna odpuścić i zgodzić się, by Kaczyński instalował w Polsce autorytaryzm, jednak musimy zdawać sobie sprawę, że unijne wsparcie na krótką metę może nie wystarczyć dla obrony polskiego państwa prawa.

Z punktu widzenia interesów kraju taktyka PiS jest samobójcza, bo grozi wykluczeniem Polski ze struktur europejskich – nawet jeśli nie nastąpi formalny polexit, to w praktyce znajdziemy się poza wspólnotą. Dla Kaczyńskiego to jednak argument nieistotny. Polska jest dla niego tylko narzędziem służącym do realizacji osobistych planów i chorobliwie rozdętych ambicji. Najważniejsze wszak jest pochowanie brata na Wawelu, nazwanie ronda w Starachowicach imieniem matki i odegranie roli lokalnego Napoleona.

Prezes PiS kroczy ścieżką wydeptaną pod koniec XVIII wieku przez stronnictwo magnackie przeciwstawiające się reformom modernizującym Polskę. Z hasłami obrony „złotej polskiej wolności” na ustach ci rzekomi patrioci, kierujący się w istocie swoim egoistycznym interesem, wydali kraj na łup zaborców.

Prezes, Orbán – dwa bratanki

Być może Kaczyński nie wierzy, że Bruksela zdecyduje się na zastosowanie wobec Polski poważniejszych sankcji. W tym przekonaniu mogą go utwierdzać doświadczenia Viktora Orbána, który zastosował dokładnie tę samą taktykę – i nie spotkała go za to zasłużona kara.

Dziś prezes PiS naśladuje nie tylko ogólny schemat polityki węgierskiego kuzyna, ale wręcz dosłownie kopiuje jego retorykę i chwyty propagandowe. Po wyborczym zwycięstwie w 2010 r. Orbán rozpętał polityczną wojnę z UE, wmawiając obywatelom, że kontynuuje powstańcze i niepodległościowe tradycje narodu. W języku węgierskim poza słowami „powstanie” i „rewolucja” funkcjonuje jeszcze termin „walka wolnościowa” (szabadságharc), którym określa się wojnę obronną 1848-49 r. przeciw armiom Austrii i Rosji w czasie Wiosny Ludów. I właśnie tego terminu zaczął używać Viktor Orbán dla określenia swoich rządów.

W słynnym przemówieniu z 15 marca 2011 r., w rocznicę węgierskiej Wiosny Ludów, porównał Unię Europejską do dawnych zaborców, mówiąc: „Nie tolerowaliśmy, by w 1848 roku dyktowano nam warunki z Wiednia, podobnie jak w 1956 i 1990 roku nie tolerowaliśmy dyktatu Moskwy, a teraz nie pozwolimy na to, by ktokolwiek dyktował nam coś z Brukseli czy skądkolwiek. Opowiedzieliśmy się za tym, by w końcu na Węgrzech na pierwszym miejscu znalazł się interes narodowy Węgrów. Stanęliśmy w obronie Węgier w UE, gdy z inspiracji sił krajowych wysunięto wobec nas podłe i kłamliwe oskarżenia, zniesławiające Węgrów”.

Echo tych słów wyraźnie słyszymy dziś w wypowiedzi Kaczyńskiego, który politykę PiS umieszcza w kontekście niepodległościowego dorobku poprzednich pokoleń i mówi, że kolonizowana Polska musi walczyć o suwerenną pozycję we wspólnocie międzynarodowej.

 

Jeśli jednak prezes PiS liczy na taką samą pobłażliwość UE, z jaką spotkały się działania Orbána, to zapewne się przeliczy. Unia Europejska mogła patrzeć przez palce na wyskoki lokalnego dyktatorka w niezbyt istotnym kraju, jakim są Węgry, uznając, że nie stanowi to zagrożenia dla całej wspólnoty. Dziś jednak, gdy autorytarna zaraza objęła także Polskę, państwo kluczowe w regionie, problem przestał mieć charakter marginalny i lokalny. Zagraża już spójności całego organizmu. Unia będzie więc musiała zareagować zdecydowanie i twardo.

Nieoczekiwana pomoc ze strony Putina

Na koniec warto jeszcze odnotować, że dokładnie w tym samym czasie, gdy Jarosław Kaczyński inicjuje kampanię prezydencką Dudy, wszczynając zimną wojnę z Unia Europejską i wmawiając obywatelom, że kraj musi się bronić, bo jest ofiarą brukselskich okupantów i kolonizatorów,  zmasowany atak propagandowy na Polskę przypuszcza także Kreml. To oczywiście wzmacnia i uwiarygadnia przekaz PiS-u, przyczyniając się do wytworzenia wrażenia, że staliśmy się oblężoną twierdzą, na którą ze wszystkich stron spadają ciosy i którą wszyscy chcieliby zdobyć. W takiej sytuacji trzeba porzucić wewnętrzne swary i skupić się wokół kierownictwa kraju, które organizuje obronę.

W rozkręcającej się kampanii prezydenckiej to największy prezent, na jaki PiS mógł liczyć. Cóż za zdumiewający przypadek, że ten nagły atak ze wschodu nastąpił właśnie teraz…

Wojciech Maziarski
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

9
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
3 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
paragraf22WitolddarooMaciek123454321Jacek Doliński Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ewa
ewa

Duda zdaje sobie sprawę, że został wykluczony przez środowiska prawnicze, tyle lat nauki na nic, dlatego pozwala sobie na mówienie takich głupot, tylko zapomniał, że pod ty wszystkim kryje sie społeczeństwo, które czuje sie obrażane. . Swiat to wszystko słyszy a on nadaje przeciwko UE tylko dlatego, żeby zdobyc kilka procent wyborców konfederacji nie patrząc na to, że dawno stracił juz twarz. Najgorsze jest to, że społeczeństwo tego nie widzi

paragraf22
paragraf22

Zyska kilka procent wyborców konfederacji, ale mam nadzieję że straci kilkanaście procent tych którym obudzi się myślenie i wystraszą się Polexitu.

Jacek Doliński
Jacek Doliński

PiSi działają jak ten cham z powiedzenia, powstałego chyba jeszcze w epoce pańszczyzny:
„Pocałuj chama, a on cię kopnie.
Kopnij chama, a on cię pocałuje w rękę.”
Dopiero jak TSUE wyda wyrok kasujący deformę sądownictwa i nałoży kary po kilkaset tysięcy euro za każdy dzień opóźnienia w wykonaniu wyroku, to się cofną.
Albo będziemy musieli założyć w Warszawie PolMajdan.

Maciek123454321
Maciek123454321

Obawiam się, że Majdanu i tak nie unikniemy. Stanie się tak prawie na pewno, jeśli ten wariat przegra wybory, a PiS nie uzna wyników. Znów będą bełkotać, że wybory sfałszowano i bardzo możliwe, że spróbują wprowadzić stan wyjątkowy. Co zrobimy w takiej sytuacji?

Maciek123454321
Maciek123454321

Czy może wreszcie ktoś z naszej strony barykady nazwie tę zgraję tak, jak na to zasługuje? TO SĄ FASZYŚCI!!!!!!!!!!!!! Przestańmy wreszcie udawać, że mają coś wspólnego z cywilizacją zachodnią, czy też chrześcijańską. To jest po prostu i zwyczajnie banda faszystów, a jeśli ktoś nie rozumie słowa, to wyjaśniam: faszyści to tacy hitlerowcy, tylko z innych krajów.

paragraf22
paragraf22

Faszyzm to skrajny nacjonalizm.

daroo
daroo

Rosjanie są jak pewna nacja z bliskiego wschodu: planują na kilka – kilkanaście lat do przodu, zainteresowani wiedzą co i kogo mam na myśli W moim odczuciu nie przypadkiem w 2010 r. Antoni M. pojechał do smoleńska pociągiem ale może mam wybujałą wyobraźnię

Witold
Witold

Może to nie przypadek ?

paragraf22
paragraf22

Też uważam, że atak ze strony Putina to prezent dla PiSsu. Kto wie czy nawet nie uzgodniony?