Reparacje – nasze racje

Konglomerat antyniemieckich fobii i obsesji w „Wiadomościach” TVP

Nareszcie. Trzeba było niemal stulecia od zakończenia ostatniej wojny, by znaleźli się nad Wisłą politycy, którzy potrafią twardo upomnieć się o nasze interesy. Bo łatwo szczycić się największą gospodarką europejską i dominować politycznie nad całym kontynentem, żyjąc z pieniędzy zrabowanych Polakom. Nam natomiast do tej pory nikt za wojnę nie zapłacił. I dlatego ciągle pozostajemy krajem niemieckich montowni, mieszkań w blokach za kredyty frankowe i krzywych bruków prostowanych za unijne pieniądze.

Rachunki będą więc (procent składany) wysokie. A nawet bardzo wysokie. Tak naprawdę, to powinny być nawet jeszcze wyższe. Bo politycy skrupulatnie podliczający zburzone warszawskie kamienice i wywiezione na wschód fabryki wciąż nie doszacowują strat w obszarze „czynnika ludzkiego”. I nie chodzi wcale o ofiary bombardowań i eksterminacji. Chodzi o ubytki, jakich w wyniku wojny doznaliśmy jako naród na tożsamości, a więc na polskości.

Jako pierwszy przypomniał o tym w „Wyborczej” Michał Olszewski. Słusznie, bo problem dotyczy kilkunastu, a może nawet kilkudziesięciu milionów Polaków. Tych urodzonych na Ziemiach Odzyskanych, od Szczecina po Opole i Wrocław. Dlaczego bowiem, zamiast odpoczywać w górach czy nad morzem, inwestując Pięćset Plus w rosnący PKB, niektóre Polki i niektórzy Polacy spacerowali niedawno po placu Krasińskich i to nawet w największe ulewy i upały? Czemu naród nie dość, że nie deklaruje spontanicznych wpłat na TVP, to jeszcze gremialnie odmawia płacenia abonamentu na media narodowe? I dlaczego, pomimo zaprowadzania w kraju „dobrej zmiany” oraz rozdawnictwa Plusów, które trudno już zliczyć, poparcie dla partii rządzącej nie wynosi stu procent?

To też wina Niemców! I to wcale nie dlatego, że mają monopol na „Newsweek” i „Fakt”. Chodzi o to, że Polacy urodzeni na Dolnym Śląsku, Pomorzu czy w Lubuskiem nie są już tak do końca „prawdziwi”. Nie mogą być, skoro przyszli na świat w tych samych szpitala, w których wcześniej rodzili się masowo niemieccy naziści. Wyrastali w poniemieckich kamienicach. Chodzili do poniemieckich szkół. Wokół mieli nieco podniszczony półwiecznym zaniedbaniem, ale jednak wciąż niemiecki „ordnung”. To epigenetyka. No, że pod wpływem środowiska blokują się lub aktywizują różne geny, w tym także „geny prawdziwej polskości”. One po prostu nie mogły w tych warunkach rozwinąć swojego potencjału. Uległy westernizacji, po prostu. Miśnieńskie filiżanki i biedermeierowskie serwantki, fotele w kinach i łóżka w szpitalach, to wszystko były miny z opóźnionym zapłonem, podłożone przez niemieckich dywersantów pod polską tożsamość. A zza Odry i Nysy sączyły się w młode polskie serca i umysły niemieckie i w ogóle „zachodnie” standardy i ich podejrzane moralnie „wartości”.

To dlatego – być może – nie jesteśmy już (a może nigdy nie byliśmy) jedną wielką szczęśliwą polską rodziną. Dlatego Polak z Zachodu nie rozumie tego ze Ściany Wschodniej i odwrotnie. I kto wie, czy ta zachodnia piąta kolumna kulturowa nie dokonała w naszej zbiorowej świadomości większych zniszczeń, niż obie wojny światowe razem wzięte.

Jeśli dodać do tego kolejne akty dywersji na prawdziwej polskości, jakich dokonali Niemcy już po wojnie, przyjmując tysiące Polaków i udając, że wierzą w te wszystkie opowieści o niemieckim pochodzeniu lub komunistycznych prześladowaniach, to nie wypłacą się nam za to przez kolejne sto lat. Inna sprawa, że w ten sposób rodacy odbierają sobie – fakt, że indywidualnie – reperacje wojenne w naturze, kolonizując niemieckie miasteczka. Zwłaszcza te położone bliżej granicy, w dawnym Enedrówku.
A wracając do reperacji, to jest to sprawa – generalnie – rozwojowa. Bo wojny wojnami, Niemcy Niemcami, ale mamy jeszcze niezapłacone dotąd należności za potop szwedzki i najazdy tatarskie, a i odsiecz wiedeńska też swoje kosztowała. Coś tam powinna jeszcze dorzucić Ukraina za Chmielnickiego i Wołyń oraz wszyscy sąsiedzi zza najbliższych granic. Za zabory, oczywiście. A też potomkowie Wikingów, za Lecha Wałęsę, czyli niesławnej pamięci Trzecią RP. A już Rosji można by zająć – w ramach egzekucji komorniczej – co najmniej Nord Stream 2 wraz z zawartością i kontraktami na najbliższe stulecie.

No i jest jeszcze Unia, winna nam miliardy za to, że może inwestować w nasze drogi, infrastrukturę i rolnictwo, dzięki czemu jest nas w tej chwili na Zachodzie nie trzydzieści, ale zaledwie trochę ponad trzy miliony. Jak nie, to wybierzemy się tam wszyscy (oprócz narodowców) i sami sobie odbierzemy należne nam odszkodowania za wszystkie krzywdy, jakich od Mieszka I doznaliśmy od Wschodu i Zachodu.

Bożena Chlabicz-Polak

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Reparacje – nasze racje"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
jurek

A reparacje od Rosji (ZSRR) za napaść 17 września 1939 r., a za 1920 rok? Dlaczego opcja rosyjska w propagandzie Partii jest taka nieistniejąca?

adama

Podnoszenie teraz sprawy odpowiedzialności Niemców za II wś należy czytac tak, że Kaczyński prosi Merkel nie róbcie mi krzywdy za to, co robię teraz w Polsce.