Robienie na szaro

Robienie na szaro

Wbrew opinii niektórych, Polska zmieniła się bardzo. W roku 2004 – kiedy wchodziliśmy do UE – płaca minimalna wynosiła 824 złotych brutto, bezrobocie około 19%. Dziś to odpowiednio 1850 zł i 9,5%. Wartość nabywcza, co naturalne z mniejszą dynamiką, ale również się zwiększyła (poza nośnikami energii). Średnia płaca oscyluje wokół 4500 brutto i z dużym prawdopodobieństwem będzie się zwiększała. Dawniej rynek pracy należał do pracodawców, co umożliwiało utrzymywanie stosunkowo niskiego poziomu wynagrodzeń. Pozwalało to utrzymać konkurencyjność przy niskiej wydajności pracy. Dziś mechanizacja, automatyzacja, a także w coraz większym stopniu internet, sprawiają, że wskaźnik ten rośnie, choć nadal jego wartość wynosi 67% średniej UE. Istotne jest także to, że produkujemy coraz droższe dobra. W roku 1993 wartość naszej pracy była dwukrotnie niższa.

Aktywizacja zawodowa i kształtowanie zrównoważonego rynku pracy jest jednym z ważniejszych zadań państwa. Dlatego istnieje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Socjalnej. Jego rolą powinno być także zachowanie zdrowej równowagi między pracownikami a pracodawcami. Jednym z celów każdego chyba rządu jest ograniczanie szarej strefy, czyli w uproszczeniu ukrywania i omijania podatków. W dziedzinie prawa pracy to po prostu płacenie „na czarno”. Paradoksalnie i zapewnie w sposób niezamierzony szarą strefę będzie wspierała wysoka płaca minimalna oraz 500plus.

W ciągu ostatnich dwóch lat mocno wyczuwalny stał się deficyt pracowników. Pomimo stopy bezrobocia (9,2% w kwietniu) rynkowi pracy doskwiera niedobór. To między innymi wpływ likwidacji szkolnictwa zawodowego, emigracji wykwalifikowanych pracowników, a także braku możliwości szkoleń osób dorosłych. Nie należy się doszukiwać teraz winnych, a raczej myśleć o rozwiązaniach systemowych, np. efektywnych (przestrzeganych) umów lojalnościowych. Dziś sytuacja przypomina błędne koło, gdzie pracownik się nie szkoli, bo nie ma funduszy, a pracodawca nie szkoli z obawy, że inwestycja w człowieka nie zdąży się zwrócić. Szkolenie zawodowe może bowiem trwać nawet kilkanaście miesięcy. Polacy coraz mniej chcą wykonywać zawody uznawane za wyczerpujące i trudne, a przy tym słabo płatne. To nie znaczy że jesteśmy leniwi, ale ilość pracy stała się na tyle duża, że można w ofertach przebierać. Paradoks polega na tym, że płace szybko rosną właśnie w odniesieniu do stanowisk, gdzie wymagana jest praca fizyczna. Przy czym nie idzie tylko o prace podstawowe, ale także zawody wymagające połączenia pracy fizycznej i wysokich kwalifikacji. Płace rosną, bo dla wielu firm znalezienie obsady to wręcz być albo nie być. W zbliżającym się sezonie letnim, stawki godzinowe dla pracowników w pasie nadmorskim (kelner, pracownik kuchni) sięgają 30 zł za godzinę. W międzyczasie „ozusowano” umowy zlecenia i jesteśmy świeżo po długiej wojnie propagandowej, która wprowadziła do języka pojęcie „umów śmieciowych”. Dodatkowo program 500plus nakłada się na wzrastającą rynkową presję płacową.

Wiele rodzin otrzymujących nowy zasiłek 500plus traci motywację do podjęcia aktywności zawodowej. Jest to związane po części z niskim etosem pracy, traktowaniem jej jako przykrego obowiązku, z drugiej – część rodzin podlegających kryterium dochodowemu naciska na pracodawców, by obniżyli ich dochody. Oczywiście, nie chodzi o to, by zarabiać mniej, ale przejść w części zarobków do szarej strefy, krótko mówiąc, otrzymywać ponadnormatywną część pensji „pod stołem”. 500plus wpycha pracodawców i pracowników w szarą strefę. Dla żadnej ze stron nie jest to sytuacja właściwa.

Rynek pracy zmienił się w rynek pracownika, wielu pracodawców dla zachowania ciągłości będzie się zgadzać na nielegalne praktyki, za które w razie kontroli poniosą odpowiedzialność.

Wielu ludziom, w tym komentatorom, sprawa wydaje się jasna i sprawiedliwa. Bogaci muszą płacić biednym godziwe pieniądze za ich pracę. Można oczywiście oskarżać „górne 10%”, jednak oznacza to, że zapomina się o dużej grupie drobnych przedsiębiorców, którzy zanim wszystko się dostosuje do rzeczywistości (a więc ceny pójdą w górę, wartość nabywcza pieniądza spadnie, ruszy dawno nie widziana inflacja) przestaną być przedsiębiorcami. Zapomina się o pogardzanych handlarzach pietruszką, kebabem, ekipach remontowych, szewcach, krawcach, piekarzach. Wszyscy oni należą do zapomnianej klasy radzących sobie samodzielnie, która jest zagrożona poważnym kryzysem. Uogólniając można postawić tezę, że mogą nie zdążyć przetrwać, zanim ceny urealnią się do poziomu dzisiejszych wynagrodzeń. Nadmierna ingerencja w rynek pracy – gdzie płace od lat rosną – może doprowadzić do niepożądanych efektów, takich jak utrata płynności czy właśnie szara strefa (która także zaburza płynność przedsiębiorstw i niszczy przejrzystość finansową). Nadmierny wzrost kosztów pracy bez wzrostu wydajności nieuchronnie prowadzi do presji inflacyjnej. Można się też spodziewać, że ci, którzy dziś noszą piżamy z wyklętymi i dyktują warunki pracy, gdy za 500 zł będzie można kupić najwyżej 5 piw – nałożą brunatne koszule i poszukają winnych nie tylko u średniaków, ale też w innych tradycyjnie obwinianych grupach. Praca nie jest traktowana jako dobro ekonomiczne, ale wyłącznie zjawisko społeczne zabarwione politycznie. Dzisiejszy rząd konsekwentnie zamiast rozbrajać potencjalne miny, zostawia przy nich tlącą się szczapkę.

Paweł Wieliczko

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Norbertgniewko_syn_rybaRaudDon Chichot Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Don Chichot
Don Chichot

Przykro czyta się opinie Polaków o Polkach. Wiecznie się samobiczujemy i sami przedstawiamy światu w złym zwierciadle. Obwiniamy się o alkoholizm, homofobię, antysemityzm, rusofobię i….lenistwo czy jak modne obecnie- „małą wydajność”. Później oburzamy się, gdy inne nacje idąc NASZYM tokiem myślenia, wytykają nam jakieś stereotypy. Dlaczego ten sam Polak za granicą jest uważany za pracowitego(?), sumiennego pracownika? Ileż to razy słyszałem na saksach „lang sam”! Ekonomia i oszczędności „made in Poland” polega na zwalnianiu pracowników, obarczaniu pozostałych by tyrali podwójnie a czasami potrójnie za tych zwolnionych za płacę jednego. Dam przykład najprostszy: Duży hotel w dużym mieście. Na 10 piętrach… Czytaj więcej »

Raud
Raud

Raczej Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Katolicko-Narodowo-Socjalistycznej 🙂
Bo teraz wszystko musi być Katolicko-Narodowo-Socjalistyczne.

gniewko_syn_ryba
gniewko_syn_ryba

„wielu pracodawców dla zachowania ciągłości będzie się zgadzać na nielegalne praktyki” – ten fragment rozłożył mnie całkowicie… leżę i kwiczę… ;))) Jako oczekujący niegdyś ponad miesiąc bezskutecznie na podpisanie umowy o pracę…

Inna rzecz: skoro nasza wydajność pracy to 67 % unijnej, to dlaczego nasze zarobki wynoszą 10-20 % unijnych ?… O pozostałych wykwitach wiedzy ekonomicznej autora przez grzeczność zamilczę…

Norbert
Norbert

Bzdury waćpan gniewko piszesz. Nominalnie tylko w stosunku do najlepiej zarabiających Szwajcarów jest to 20% ich średniej płacy, w stosunku do innych krajów jest to więcej niż 20%. Tak że twoje 10% jest: manipulacją*, niewiedzą*, kłamstwem*, lenistwem myślowym*, pomyłką* (* niepotrzebne skreślić). Faktem jest, że średnia płaca w Polsce jest w końcówce państw UE, ale dotyczy to państw tzw. „starej unii”. Jeśli chodzi o państwa postkomunistyczne to wyprzedzają nas Chorwacja, Czechy i Estonia, ale tylko nominalnie. Na niską pozycję Polski ma na też wpływ spadek kursu PLN do Euro I USD w ciągu ostatnich 10 lat i przeliczenia wypadają dla… Czytaj więcej »

gniewko_syn_ryba
gniewko_syn_ryba

Dzięki za ten przydługi wywód, jednak nie znalazłem w nim wyjaśnienia dysproporcji pomiędzy wydajnością (67 % unijnej), a płacą (20 % unijnej). Pozostając przy tej ostatniej, ty posłużyłeś się średnią, jeśli jednak porównamy różne branże, to znajdą się takie, gdzie nasze zarobki stanowią ok. 10 % ichnich.

Do Czech jeżdżę dość często i chciałbym byśmy byli tak „daleko za” jak oni za nami, np. w infrastrukturze drogowej, kolejowej itp… 😉 A jeszcze trochę i w tej dziedzinie prześcignie nas nawet Rumunia… 😉

Don Chichot
Don Chichot

Są różne opinie. Według innych badań, od kilku lat Polacy pracują bardziej wydajnie od pracowników innych nacji, w tym obywateli starej Europy. Widziałem jak pracownicy niemieccy, podczas przerwy śniadaniowej (rzecz świeta!) gdy zaczęło się palić w pobliżu (ktoś niechcący wzniecił ogień) przesunęli tylko swoje śniadanie z dala od płomieni, bo im się….masło na kanapkach topiło! Podczas przerwy śniadaniowej ŻADEN szef nie ma prawa przerwać posiłku swojemu pracownikowi! Żadnych telefonów, wytycznych itp. Podczas licznych prac na zachodzie, nie zauważyłem, by pracownik się spieszył, był poganiany itd. Ci co pracowali na zachodzie, dokładnie wiedzą co mam na myśli. Jest tylko jedna ważna… Czytaj więcej »