Różaniec bez granic

Różaniec bez granic

I znowu Polska zadziwiła cały świat. Nawet w BBC zrobili relację. Bo oto dobitnie dowiedliśmy, nie po raz pierwszy zresztą, w czym nasza siła. W modlitwie, mianowicie. Inicjatywa „Różańca do granic” startowała skromnie, tymczasem odzew przekroczył najśmielsze oczekiwania. No, może na granicach nie stanął cały milion rodaków, ale na pewno było ich wiele tysięcy. I tak stojąc, od Tatr do Bałtyku i od Bugu po Odrę, uzbrojeni w różańce wierni przez całą minioną sobotę modlili się o pokój, a świat zaniemówił z wrażenia.

Czemu jednak na granicach, zamiast – na ten przykład – w najbliższym kościele? To akurat jedna z tych tajemnic wiary, których nigdy nie zrozumie żaden lewak do spółki z liberałem. Więc odpowiemy im pytaniem na pytanie. A dlaczego by nie?

Partia aktualnie rządząca zadbała, żeby już nie było tak, że się we własnym katolickim kraju swobodnie pomodlić nie można. No więc teraz można, jak najbardziej, a nawet trzeba i należy. Każdy też wie, gdzie, z kim, w jakich okolicznościach i z jakiej okazji powinien wyznawać swoją wiarę przyzwoity Polak-katolik, żeby jego modlitwy zostały wysłuchane, jeśli nie od razu w Niebie, to na pewno na Nowogrodzkiej. A jakby wciąż nie wiedział, to mu zaraz inni członkowie naszej narodowej wspólnoty przypomną na Twitterze.

Tak więc – tysiące Rodaków modliły się na granicach Rzeczypospolitej o pokój, wygrażając jego wrogom różańcami (wyraźnie chodziło przy tym o wrogów wewnętrznych, bowiem pątnicy odwrócili się od reszty świata plecami). Świat zaś oniemiał z wrażenia i pewnie rzucił się sprawdzać, gdzież to leży ten tak głęboko wierzący kraj, bo wcześniej niektórzy sądzili, że może w Unii Europejskiej. No, ale – generalnie – wszystkich skręciło pewnie z zazdrości. Bo co, jak co, ale modlić się tak, jak Polak, to poza nami już nikt nie potrafi.

I tylko skrajne lewactwo do spółki z ogłupionymi hasłem „róbta co chceta” liberałami może wątpić, czy rzeczywiście modlitwa potrafi skutecznie zastąpić inne, bardziej doczesno-pragmatyczne metody ochrony od zagrożeń terroryzmem islamskim oraz sprawi, że będziemy tu między Odrą a Wisła żyli dostatnio, długo i szczęśliwie ever after.

No więc nie tylko potrafi, ale też jest od nich wszystkich (innych metod, znaczy) skuteczniejsza i pewniejsza. A przy okazji zapewnia łaski u prezesa, a być może także w Niebie. Tak więc, niech inni wydają miliardy na obronę, technologie i zdrowie. My nie musimy, bo wiemy, że modlitwa pomaga na wszystko.

A skoro tak, to nasze narodowe bogactwo w postaci kółek różańcowych należy wspierać wszystkimi możliwymi sposobami, o dotacjach ze spółek i wpisach ważnych polityków na Twitterze nie zapominając. Bo w ten sposób można by wszak – szybko, skutecznie i niemal bez kosztów – załatwić nie tylko kwestię bezpieczeństwa polskich granic, ale także tysiąc innych problemów, które pomimo dwóch lat „zmiany” ciągle pozostają do rozstrzygnięcia (cóż, Rosiewicz już dawno uprzedzał, że aby Polska była dobra, trzeba aż cztery „Ziobra”, a na razie minister jest tylko jeden, podobnie jak sam pan prezes oraz pani posłanka Pawłowicz).

Zapowiedź dodatkowego wykorzystania naszej różańcowej Wunderwaffe już zresztą mamy. Podpowiedziała ją Narodowi właśnie wymieniona wyżej pani poseł, swoją intencję w różańcowej modlitwie do granic, rozszerzając na pana prezydenta. Żeby „wrócił” pod skrzydła macierzystej partii i znowu „był z nami” (z nimi, znaczy).

Konkurs by nawet można zorganizować czy raczej giełdę pomysłów, co by tu jeszcze obmodlić równie skutecznie, jak prezydenta i granice. Na początek, można by ustawić paciorki żywego różańca wzdłuż takiej – na przykład – A4. W ten sposób zamiast eliminować z dróg tysiące stuletnich rzęchów z Reichu można by od razu poprawić bezpieczeństwo kierowców. Kółek różańcowych nie brakuje w żadnej parafii, więc warto by objąć tą akcją także krzywe i dziurawe drogi powiatowe. Tak będzie szybciej i taniej niż budować nowe, tym bardziej, że o kasę na nie trzeba by wtedy nagabywać bezbożną Unię. A tak, wszystko zrobi się samo i na spadek śmiertelności na polskich drogach nie wydamy ani złotówki!

Albo smog taki. Teraz, żeby poprawić jakość powietrza, trzeba by zakazać handlu marnym węglem, a najlepiej to w ogóle pozamykać kopalnie i porozbierać piece kaflowe. A skąd na to brać? To już zdecydowanie lepiej otoczyć najbardziej zakopcone miasta kordonem ludzi dobrej woli uzbrojonych w różańce. Jak nimi pomachają, to smog się w mig rozejdzie i będzie po kłopocie.

Tak samo można by rozwiązać kwestię Mieszkań plus (kółko różańcowe na każdej budowie), niskich emerytur (kółko pod każdym ZUS-em), głodujących rezydentów (kółka pod szpitalami) oraz zamykanych właśnie ośrodków kardiologii inwazyjnej. Akcję można by nawet rozszerzyć na zagranicę. Bo weźmy takie – na przykład – reparacje. Biorąc pod uwagę okoliczności, nie zostaje nam zresztą w tej kwestii nic innego, jak zacząć się modlić.

Bezpieczeństwo energetyczne – łańcuch modlitewny wzdłuż Nord Streamu. Więcej wojska z NATO na Podlasiu – Koronka w Nowym Jorku. Ba, można by nawet przegonić w ten sposób wszystkie – co do jednego – korniki z Puszczy Białowieskiej. Bo który kornik oprze się presji wiary zdolnej powstrzymać bojówki islamistów? (No, ale z kornikami, umówmy się – nie do końca o to chodzi.)

Sił i środków powinno wystarczyć na omodlenie wszystkiego. Można by zresztą wprowadzić obowiązek odpracowania w ten sposób – w służbie Ojczyzny – wcześniejszych emerytur i innych dobrodziejstw rozdawanych hojną ręką przez aktualną władzę, a też odpokutować kary za różne drobniejsze występki. Pięćset Plus – pięć dni w miesiącu w grupie modlitewnej. Wandalizm – trzy miesiące w kółku różańcowym. Posada w spółce – każda niedziela na różańcu. Lewactwo – dożywocie na granicach Krakowa w intencji zwalczania smogu. Liberalizm… a, nie, na liberalizm to nawet różaniec chyba nie pomoże…

No i w ten sposób Polska może błyskawicznie i bez niczyjej, zwłaszcza unijnej łaski, stać się nie tylko mocarstwem regionalnym, ale wręcz światowym. A też potęgą technologiczną, naukową i gospodarczą na skalę, o jakiej nawet Chińczykom się nie śniło.

A niedowiarki? Cóż – najwyższa pora, żeby zaczęły się modlić!

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

7
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
MarekRozbawionybartjacekTed Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ted
Ted

Następną taką akcję można zrobić np na autostradach, kietowcy zawodowi będą niewątpliwie wdzięczni.
Kolejną propojuję na salach operacyjnych w szpitalach.

jacek
jacek

Powinno się omodlić też Elektrownię Jądrową, żeby szybko wybudować i przede wszystkim nie wyleciała w powietrze…

jacek
jacek

A ja bym ich wszystkich posłał na granicę… Nałkowskiej

bart
bart

Nie doceniamy pragmatyzmu różańcowców. Nie będą się przecież modlić o coś, co da się zweryfikować. Takie np. modlenie się o czyste powietrze mogłoby niepotrzebnie skompromitować skuteczność modlitwy, skoro pierwsze, co zrobi zmarznięty pisowiec po powrocie z różańca do domu to spalenie śmieci, żeby podgrzać chałupę.

Rozbawiony
Rozbawiony

„I znowu Polska zadziwiła cały świat. Nawet w BBC zrobili relację.”

A z modłów muzułmanów. które odbywają się na ulicach angielskich miast relacji nie zrobili? 🙂

jacek
jacek

Przed tamtymi „katolikami” też trzeba się broić zwłaszcza tych z Irlandii Północnej…

Marek
Marek

A to właśnie są dowody na to że naród jest całkowicie opanowany na nie spotykana skale w Europie przez kościół. Kler rządzi krajem i robi sobie ze swoimi owieczkami co mu się tylko podoba.